Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość ZałamanaTotalnie

Jak przeżyć rozstanie..

Polecane posty

Gość Pomocna6
Nie wszystkie, nie wszystkie... Tak ciężko teraz komuś zaufać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Hej a co mam zrobic jak j sie miesic temu rozeszlam po 5 latach???oznalam faceta ktory jest marynarzem i wyplynal miesiac temu..jest mi bardzoo ciezkoo..boje sie ze obecny tez mnie skrzywdzi ze to sie wypali nie uda bo jak narazie ejstesmy tylko na emailach

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość znowu sama
Tak, nie wszystkie. A co najgorsze, że dokładnie rok temu przeżywałam to samo. Rozstałam się z chłopakiem po 4 latach związku. Dosłownie rwałam włosy z głowy, ale jakoś się podniosłam, tylko strasznie doskwierała mi samotność. Cztery miesiące temu , w grudniu poznałam kogoś. Zaczęliśmy się spotykać, znowu zaczęłam się uśmiechać. Było jak w bajce, byliśmy nierozłączni, poznałam całą jego rodzinę itp. Byłam pewna, że to Ten, że w końcu to życie mi się ułoży. Niestety po raz kolejny piachem w twarz. Nagle przestał mnieć dla mnie czas bo od pon do soboty 8 do 19 w pracy i jest zbyt zmęczony, żeby jechać do mnie( jeszcze niedawno nie był). Rozmawialiśmy na ten temat, powiedział że ma taki okres w pracy i czy to zaakceptuję. Oczywiście, że tak, rozumiem to, ale nie jestem w stanie pojąć czemu nawet w weekendy się nie widzimy. Jaką dostałam odpowiedź?- Że jest po całym tygodniu tak zmęczony, że w niedzielę nic mu się nie chce. Od miesiaca jestem kłębkiem nerwów i czekam na telefon, na to, że może jednak się spotkały( choć już przestałam pytać i żebrać o spotkania) . W sumie przez ostatni miesiąc widzieliśmy się 4 razy. Wczoraj przyjechał do mnie dosłownie na 10 minut bo prosiłam, żeby oddał mi mój aparat, którego bardzo potrzebuję. Czekałam na niego z postanowieniem, że zerwę, że mam już dość, ale oczywiście nie zrobiłam tego. Zapytałam co z nami? Odpowiedział- przecież widzisz jak jest, od rana do wieczora pracuję, dopoki nie zmienię pracy, a daję sobie na to 2 miesiące nie mam czasu na związek. Na pytanie czy jesteśmy razem czy nie usłyszałam odpowiedź - czy powiem tak czy tak, to co to zmieni skoro jest jak jest. To kim ja dla niego do cholery byłam przez ten cały czas, koleżanką??W tej chwili myślę tylko o pracy. A na koniec- do zobaczenia, roześmiałam się i mówię kiedy, za miesiąc? A on- nie no wcześniej.Wyszedł a ja siedziałam otępiała. Dopiero dziś zaczęłam płakać, nie byłam nawet w stanie pójść do pracy. Jest mi tak cholernie źle, a przez to, że już to przechodziłam, wiem,że najgorsze przede mną. Dziewczyny powiedzcie, czy on ze mną zerwał a ja wypieram fakty, czy mam czekać? Co mam zrobić? Własne myśli mnie zabiją. Nawet nie mam z kim o tym pogadać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość łoj i kunia batym!
jak? a za piste i na wznak!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość żabojaddd
w ww. facebook.com/ andrzej.wokal

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość żabojaddd
Trudności rzeźbią ludzki charakter, tak jak wiatr i woda kształtują góry. A całe życie odpowiada za procesy erozyjne i akumulacyjne... W tym wszystkim chodzi o to, żeby się nie przejmować tym na co nie mam wpływu, ponieważ to właśnie sprawia, że pomimo trudności mam siłę by się uśmiechać Uśmiech musi być w środku. Czasami sobie myślę, że łatwiej jest zmienić cały ten świat niż samego siebie. Podporządkować, poukładać, przeistoczyć, zebrać w sobie. Ale sens tkwi w tym, aby nie chować twarzy, lecz wyjść na przeciw własnym problemom, trudnościom... I pokonać je. Każda trudność w życiu - to kolejne zadanie, więc nie ma co się mazać - tylko podjąć wyzwanie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Misica
A co ja mam powiedzieć!! Po 12 latach usłyszałam ,że skończyło się. Miłość do mnie uleciała i pozostała niechęć .Ponieważ mieszkam/łam u niego muszę się wyprowadzić. Jezu jak wszystko boli , nie wiem co mam robić. Kocham tego gościa każdym atomem mego ciała . Myślę ,że lepiej by było dla mnie umrzeć. Mam jednak 21 letniego syna , z pierwszego małżeństwa , które to ja rozwaliłam , i bardzo go kocham. Myślę sobie ,że to kara iż tamten mężczyzna cierpiał z mojego powodu. Winna czuję się zarówno dlatego ,że pierwszego porzuciłam jak i że drugi mnie porzucił. Jestem już stara , a przynajmniej tak się teraz czuję. Nie wiem zupełnie jak sobie poradzę....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość 3_MC_PO_ROZSTANIU
A oto moja historia.. Mam 33 lata a on 31.Byliśmy ze sobą 6 lat, był to okres nieustających kłótni i wyzwisk. Żerował na mnie, nie miał stałej pracy i w zasadzie to ja go zawsze utrzymywałam, mieszkaliśmy również w moim mieszkaniu. Musiałam się go wiecznie prosić żeby dał swoją połowę na czynsz, prad itp. Woziłam go swoim autem bo nawet nie raczył zrobić prawa jazdy a przez 6 lat to może 3 razy zatankował łaskawie auto za swoja kase.Urządził sobie w moim mieszkaniu pokoik gdzie zamykał się całymi dniami i siedział albo na Facebooku albo grał w gierki. Po prostu robił co chciał. Popijał, palił jointy i jeździł do swoich kolesi. Moj dom traktował po prostu jak przytułek dla bezdomnych bo nie miał możliwości powrotu do domu rodzinnego .I odkąd pamiętam zawsze kłótnie były o pieniądze, no ale chyba to nie było normalne że ja wciąż musiałam płacić za wszystko. Niestety z czasem coraz bardziej się wyzywaliśmy, z moich ust padło naprawdę wiele okrutnych nieludzkich słów, których nie mogę sobie do dziś wybaczyć ,ale wtedy nie potrafiłam inaczej. Do tego dochodziła szarpanina, plucie po sobie.. Nawet w wigilie zrobił mi awanture i nie siadł ze mna do stołu.W lutym wyrzuciłam go z domu, miałam dość płacenia za wszystko bo przez ostatnie pół roku dał mi jedynie 400 zł. Koszmar. Popadłam w długi, nabrałam kredytów a wiecie co on zrobił. W 2 tygodnie po tym jak go nie wpuściłam do domu znalazł sobie 20 letnia pocieszycielkę i z uśmiechem na ustach powiedział,że mam co chciałam, gdybym go nie wyrzucała to byłoby inaczej.. Następne z***biste święta - Wielkanoc , wchodzę na FB i widzę wszem i wobec ogłoszone że sa w związku! Nie będę pisać co przezyłam bo 2 ostatnie miesiące miałam wycięte z zyciorysu. Na dodatek miał u mnie kilka rzeczy i spotkaliśmy się w polowie kwietnia.Prosiłąm go żeby wszytsko przemyslam ze nauczymy się na nowo ze sobą zyć..po 2 dniach zadzwonił i powiedział ze kocha mnie ale tez ze odłacza mu telefon jak nie zapłaci rachunku. Ja oczywiście idiotka zapłaciłam mu ten rachunek, przyjechałam do niego na tymczasowa chate gdzie pomieszkiwał i przez 2 dni zapewniał ze mnie kocha, cały czas bedac z nia myślał o mnie , ze to głupia małolata i załuje tego co zrobił.Następnie zerwał z nia, wyrzucił z konta na FB a na 3 dzień ten perfidny skurw.... wrócił do niej!!!! a mi powiedział ze chce być chyba sam nie wie czy dobrze robi czy zle..Mało tego zablokował mnie na telefonie zebym nie dzwonila, gdybym mu jeszcze tego rachunku nie płaciła to może nie bolało by tak bardzo..I żeby było wesoło nagle znalazł prace, nagle stać go na wszystko i jeszcze się pochwalił raz jak udało mi się dodzwonić ze ma teraz dziewczyne na posyłki, ona go słucha, cytuję" i koło d**y mu goni", obiadki wozi codziennie jak wraca z pracy. Pytałam czy ja kocha to odpowiedział ze nie,ale skacze kolo niego i on nie musi się wysilać i klocic tak jak ze mna.. Wchodze na jej fb a tam widze ze wyrzucają się co chwile ze znajomych, ona wkleja jakies chore cytaty wiec wiem ze się kloca i kolorowo nie ma. To mnie tylko pociesza. I to byłoby na tyle! Miałam bachora a nie faceta. Do tego oszusta i manipulanta.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość 3 _MC_PO_ROZSTANIU
Zapomniałam dodać że podarował jej mój zegarek który dostałam od niego na urodziny..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Saguaro 1999
Witajcie, cieszę się, że trafiłam na ten topic. U mnie jest/było podobnie jak u autorki. Tylko że my jesteśmy ok.30tki...Ponad rok byliśmy razem, mieszkaliśmy razem, kochaliśmy się, było cudownie na początku, razem mogliśmy zdobyć świat, a potem zaczęły się jego gierki, że to mu sie nie podobo, tamto mogę robić inaczej itp itd, ja zakochana nie w sobie a w nim bralam sobie to do serca i zmienialam sie tak jak on uwazał ze powinno być, z czasem on przestal sie starac, mnie szanować, przeszliśmy mnóstwo problemów których normalne pary nie przechodza w takim "stężeniu" (nie moglam znalezc pracy przez rok, klopoty w jego firmie ogromne, leczenie 3 mc wlozku choroba i wiele innych) cały czas bylismy razem, ja tak walczylam o niego bo duzo zainwestowałam swojego czasu uczuc, pieniedzy...tak mi bylo szkoda porzucić po tym wszystkim co przeszlismy. Ale w koncu kiedy nic nie działało (rozmowy, prosby, grozby, wszystko) wyprowadzialm sie od niego, w sumie to na jego prosbe, bo mowil mi ze nie chce ze mną przebywac, ze ma mnie dosc....ja tez go mialam dosc. Po miesiacu on wogole sie nie zmienil, to ja do niego dzwonilam pytalam sie, zabiegałam, a on nic, zero zmiany, przeprosin, nawet nie chce sie spotkac, udaje ze zajety jest. Po miesiacu znowu jakies sms, telefony i szantaż, a na koniec uslyszalam , ze spotyka sie z kims, nie chce mnie widziec wiecej, i sie kontaktowac w zaden sposob. Po ponad roku zwiazku, miesiac przerwy i ma kogos...a ja tak wierzylam w jego szczere uczucie, w wage tego uczucia, poznal moja rodzine, ja jego, myslalam ze bedziemy razem juz zawsze...o tyle to boli bo mam 30tke i z wiekiem coraz ciezej znalezc kogos z kim ulozy sie zycie, kazdy ma juz swoj bagaz doświadczeń. Jedyna rada jaka moge dac dziewczynom ktore sie rozstaly, to to by usilnie skupic myslli na czyms innym, wiem ze jest ciezko, bo mi tez kazda jedna rzecz przypomina o nim, kazde miejsce, nawet to jak coś zrobie to mam odruch zadzwonienia do niego i poinformowania bo zylismy bardzo blisko, jak papuzki nierozłączki. Ale staram sie skupiac na obowiazkach praca studia, codziennosc, staram sie siebie rozpieszczac, pozwalac na dlugi sen kiedy trzeba, na placz, na upicie sie i wygadanie, mam nadzieje, ze niedlugo poznam faceta ktory doceni mnie jako kobiete. W tym zwiazku czulam ze ta druga osoba caly czas podcina mi skrzydla, przez ciagla krytyke i wytykanie mi wad, zwiazek powinien uszczesliwiac, a nie tworzyc problemy. Do innych kobietek, polecam wam ksiazke o zołzach (dlaczego mezyczni kochaja zolzy) to wszystko i do autorki, sie bierze z tego ze stawiamy kogos innego na miejscu pierwszym,a powinnismy tam stawiac same siebie. JEsli pozwolimy zeby ktos byl w naszym zyciu na pierwszym miejscu, to bedziemy zawsze pod czyjąś kontrolą, nie wezmiemy odpowiedzialnosci za wlasne zycie. Zobaczcie na facetow, czy oni stawiaja kobiete na pierwszym miejscu w ich zyciu, ponad wszystko? Nie, oni zawsze maja swoje zycie...a kobiety? zapominaja o swoim wlasnym zyciu i o tym, ze to ono jest najwazniejsze, a potem dopiero facet.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Anett_Kraków
Rozstałam się ze swoim partnerem po ponad 6 latach związku. Moja historia jest bardzo podobna do tych, pisanych już wcześniej. Zawsze uchodziliśmy za świetną parę zarówno w oczach znajomych jak i moich. Okazuje się, że z NIM było trochę inaczej. Wyznał mi ostatnio, że pomimo usilnych starań ratowania naszego związku od kilku miesięcy czuje, że coś się wypaliło i nie ma już pomysłu co z tym zrobić. Najbardziej boli mnie to, że o niczym mi nie powiedział wcześniej, natomiast do siebie mam pretensje o to, że nie zauważyłam, że najważniejsza dla mnie osoba nie czuje się szczęśliwa. Sytuacja jest o tyle dziwna, że zupełnie tego nie okazywał. Bardzo często się spotykaliśmy, wspierał mnie i mimo wszystko czułam, że mu zależy. Nie wiem co myśleć o zaistniałej sytuacji. Potwornie cierpię, nie da się tego wręcz opisać, jednak nie narzucam mu się bo wiem, że nie można zmusić do miłości. Proszę o rady i opinie na temat tej sytuacji. Czy możliwe jest to, że to chwilowy kryzys i zwątpienie w miłość w jego strony, czy lepiej nie robić sobie nadziei na powrót?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Smutna811
Mam 32 lata. Jestem w związku prawie 5 lat... Zastanawiam się poważnie nad rozstaniem (już nie pierwszy raz). Mieszkamy razem w wynajmowanym mieszkaniu. Czynsz plus rachunki to wydatek 1600zł/miesiąc. Umowa jest na mnie. Nie wiem czy sobie poradzę sama z opłatami... Wynajęcie kawalerki to wydatek taki sam lub niewiele mniejszy. Wynajęcie pokoju nie wchodzi w grę gdyż mam za dużo własnych mebli, sprzętu sportowego itp, po prostu "dobytek życia". Boję się samotności. Mój poprzedni związek również zakończył się po 5 latach więc wiem jak to jest gdy coś, co miało trwać wiecznie kończy się. Wiem jak to jest gdy mój ex się żeni i zostaje ojcem, a będąc ze mną przez 5 lat nie był gotowy na ślub i dziecko. Z nią był... Nie chcę ponownie tego przeżywać... Praktycznie nie mam znajomych w moim mieście gdyż moje koleżanki mają mężów i dzieci i inne priorytety niż wysłuchiwanie żali... Nie wiem co robić. Mam wrażenie, że życie ucieka mi przez palce. Poświęciłam w sumie 10 lat swojego życia na nieudane związki bez przyszłości... Boję się, że będę sama albo że trafię na jakiegoś alkoholika z dziwną przeszłością. Boję się, że będzie za późno na dziecko, o którym marzę. Boję się, że sama sobie nie poradzę...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
żal mi wszystkich po rozstaniach,ale tak widocznie miało być...nie raz kochałem i byłem kochany a potem zawsze ból ten sam.To nie ja rzucam,to one mnie,bo mam kredyty i nie mogę im zapewnic przyszłości.Kredyty się przecież skończą a miłość powinna trwać wiecznie w jednym związku. Jednak ostatnio postanowilem coś z tym zrobić. Zamowilem urok milosny ze strony http://magicznerytualy.pl i ukochana wróciła do mnie:) teraz jest między nami tak jak powinno być.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie ma złotego środka.... a szkoda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość agabunny21
Część wszystkim:) 5,5 roku temu pisałam w tym wątku pod pseudonimem agabunny21. Bylam wtedy w tragicznym stanie po rozstaniu z ówczesnym chlopakiem. Kochani powiem Wam jedno nie zalamujcie sie bo zycie wróci do normy:) przez te lata byly lepsze i gorsze chwile, poznawalam dobrych i złych mezczyzn... Jednak nie ale 3 lata temu poznałam chłopaka który od niedawna jest moim mezem:) wierzcie mi wszystko się ulozy:) najważniejsze moim zdaniem w tych ciężkich chwilach to nie bać sie skorzystać z pomocy np psychologa jesli tego potrzebujecie, nie zapominać o swoich potrzebach dbać o swoje zdrowie i rozwój. Przez ten czas skonczylam studia i od kilku lat pracuje w zawodzie:) czasem gdzies tam przypomni mi sie o tamtym człowieku który tak bardzo mnie kiedys zranił, ale nie ma w tym juz żadnych uczuć... Czasem śmiech z samej siebie ze tak rozpaczalam po kims takim:) Kochani!!! 3mam za Was kciuki i wierze szczerze ze czas wyleczy Wasze serca!!!:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość wkdjxke
Nie wiem czy ktoś jeszcze tu wchodzi, ale mam nadzieje, że tak i ktoś z boku pozwoli ocenić mi sytuacje. Rozstaliśmy się z chłopakiem, ponieważ on nie jest pewny swoich uczuć. Z jednej strony zależy mu i chcę być ze mną, ale z drugiej nie jest w to tak bardzo zaangażowany jak ja i wciąż jest wycofany. Kilka dni temu ucięliśmy kontakt, żeby nabrać do tego dystansu tyle, że ja już nie wytrzymuje i mam ochote się odezwać. I tu moje pytanie? Czekać, aż on zrobi pierwszy krok? Poczekać, aż może zatęskni i zawalczy? Czy odezwać się pierwsza? Co robić? ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Znajdź sobie innego. wygoogluj "teoria 12 bzyknięć"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×