Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość smutna fretka

smutno mi

Polecane posty

Gość smutna fretka

mam 27 lat, nie mam pracy, nadal pisze prace magisterkska i nie moge skonczyc, dni spedzam na kafe oraz na portalach slubnych, chociaz nawet nie jestem zareczona. niby jestok, ale tak cholernie mi smuuuuuuutnoooooooooooo 😭 moj facet, widzac ze osttanio non stop ogladam slubne kiecki i mowie o tym, nawet mi sie przed chwila oswiadczyl. buhaha [smiech przez lzy]. zyc mi sie nie chce. :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kwiatoslawska
mi tez.... mam prace, pieniadze, wyjezdzam, ładny dom, przyjaciol, i mam faceta ktory woli swoja prace i swoich kolegow niz mnie...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
a ja przyjaciol nie mam. no... mam kolegow, przejetych od mojego faceta, wszystkie kolezanki zostaly gdzies w rodzinnym miescie albo w miejscu naszych studiow. ja utknelam na pisaniu, cale dnie spedzam w mieszkaniu, jestem psychicznie wrakiem czlowieka, chociaz udaje, ze sie trzymam. marze tylko o tym, zeby skonczyc mgr i pojsc do pracy, poznac ludzi, zarobic na siebie... a co z tym twoim facetem? dlugo jestescie razem? nie macie wspolnego hobby czy czegos w tym rodzaju?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kwiatoslawska
jestesmy 12 lat z czego 6 mieszkamy razem. On nie ma czasu na hobby.... Chadzamy swoimi sciezkami.... calkowity bezsens. Zaczynamy byc dla siebie obcymi ludzmi. Napisz ta prace jak najszybciej. Miej to z czaszki. I sprobuj zyc normalnie. Jesli sie nie uda idz do kogos prosic o pomoc(mysle o lekarzu). Nie wstydz sie tego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
slowem - uklad malzenski/pseudomalzenski macie? wspolne noce, osobne dni? czy on ma bardzo stresujaca prace? kurcze, chcialabym jakos pomoc, ale mam kompletna pustke w glowie. egocentrycznie mysle dzis tylko sobie, o wlasnych megaporazkach, o ludziach, ktorzy w przeszlosci niszczyli we mnie pewnosc siebie, ... mam pretensje do mojego faceta, ze niby kiedys chce sie ze mna ozenic, ale nie potrafi sie zwyczajnie ze mna zareczyc. jestem zazdrosna, ze moj mlodszy brat wczesniej wezmie slub niz ja i z tego wszystkiego jestem na nie - o cokolwiek by zapytac. nie wiem, moze moj facet -mimo ze mnie kocha- boi sie, bo jestem takim rozklepanym ciamciakiem zyciowym, co sobie nie radzi? moze boi sie, ze slub z taka niezaradna, psychicznie rozmemlana osoba to wyrok? buuuhuuuuuuu...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
no, musialam sie wyplakac. juz mi ciut lepiej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kwiatoslawska
u mnie jest mniej wiecej jak piszesz.... tyle ze noce tez sa osobne... i nie martw sie ze myslisz o sobie. wkoncu to twoj topik. Teraz najwazniejsze zebys skonczyla prace. Poczujesz sie znacznie lepiej jak bedzie to za toba. A potem sprobuj wziasc sie za siebie. Postaw sobie jakis cel, zadbaj o siebie, znajdz ciekawe hobby. Jak nie znajdziesz na to sily w sobie idz do lekarza. Nie lekcewaz tego bo jesli to jakas deprecha to potrafi zatruc wszystko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
dobija mnie to, co piszesz o osobnych nocach. gdybym nie miala wsparcia mojego chlopaka, to bym juz dawno dala sobie z tym wszystkim spokoj, pieprznela to w kat i poszla do byle jakiej pracy, o jaka nudza mi rodzice. probowalas cos z tym robic? nie atakowac, tylko wyjasnic, pytac, dlaczego tak jest? ps. jesli chodzi o leczenie, to tak juz jest z depresjami - jak sie jest w dole, to nie ma sily isc do lekarza i nawet jak cie ktos namawia, to protestujesz, a jak robi sie lepiej - to przeciez "jest lepiej, wiec po co sie leczyc"... zdaje sobie sprawe z tego, ze to ciezka, przewlekla choroba. mierze sie z nia od ok. 10 lat, w trakcie ktorych tylko raz bylam u specjalisty - przepisal lagodne leki i terapie, na ktora chodzic od razu nie moglam, bo akurat psycholog mial urlop, a potem juz oczywiscie nie bylam w stanie sie zebrac. i gorka, i dolek, i gorka... i doooool...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
ja też mam 27 lat, też wciąż jeszcze piszę mgr... :/ pracę mam tylko czasami, a w dodatku kilka m-cy temu rozstałam się z mężczyzną - miłością mego życia... Jednym słowem: bosko :/

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
a może zaweźniemy się we dwie i zmobilizujemy hm? Napiszemy to dziadostwo!! Już też bym chciała mieć to z głowy!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kwiatoslawska
fretka.. probowalam. po dobroci i po zlosci. awanturami i rozmowami. ...wszystko ak grochem o sciane.Wlasnie wrocil.. powiedzialam ze milo ze wpadl. Zjadla kanapke umyl zeby i poszedl spac... To jest nasz wspolny dzien.. :-( rzucilabym to w cholere..ale taka jest prawda ze nie bardzo mam gdzie pojsc. Mamy wspolne mieszkanie... i wiele innych spraw. Nie mialam poki co depresji.Chociaz nie jeden raz sie zastanawialam czy jej nie mam...bo.. sa dni kiedy nie mam sily wstac z lozka.. umyc sie ubrac. Wszystko wydaje sie bez sensu i chetnie nie wychodzilabym z domu... Ale poki wstaje codziennie i robie wszystko to co musze i od czasu do czasu mam chec na sporty i smiechy nie ide.. Chociaz czasem ten usmiech zaczyna bolec..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
chetnie :) teoretycznie mialam mala grupe wsparcia z kolezanka z roku, ktora, co prawda mlodsza, ale tez utknela na pisaniu. teraz boje sie nawet do niej zadzwonic, bo pewnie dowiem sie, ze ona juz skonczyla. a przede mna jeszcze jakies poltora rozdzialu :( z powodu tej nieukonczonej mgr nawet wstyd mi spotykac sie z ludzmi, bo co mam mowic, gdy pytaja, co u mnie? bez zmian, nadal pisze? :( przestalam tez jezdzic do rodzicow, bo nie potrafia sie powstrzymac od pytan, kiedy ta rodzinna gehenna sie skonczy. wszyscy przezywaja, a ja posrod tego wszystkiego tylko siedze i jecze, ze gdyby sie dalo wczesniej to napisac, to bym napisala, a skoro nie napisalamm to widocznie sie nie da :( na jakim etapie jestes, "nie przejmuj sie"?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
wow! o widzisz :( mamy identyczną sytuacje... ja unikam znajomych jak ognia - przez to tylko dziadzieję w domu w samotności (i na cafe :P). Kilku do których "powróciłam" po rozstaniu z facetem myśli, że już dawno jestem po obronie... nie prostuję tego, ale to niby kłamstwo zabija mnie psychicznie! Dlatego koniecznie musimy się obronić koleżanko!!! :) ja swoją pracę też oceniam na 1,5 rozdziału czyli miesiąc jak się porządnie zawezmę... hm.. nie pracuję teraz, a więc jest szansa... eh..w przeciwieństwie do Ciebie ja nie oglądam sukni ślubnych tylko artykuły pt. "czy jest szansa, że wróci?" Absurd, po prostu absurd! działajmy bo połowa życia już za nami! :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
kwiatoslawska, nie brzmi to dobrze. zreszta, sama o tym wiesz. ja tez sie nie moge czasem powstrzymac od zlosliwostek (bo zaczepka byl twoj tekst na powitanie lubego) i nie twierdze, ze trzeba ciagle przed ludzmi slac czerwony dywan, ale jesli chce sie cos wyjasniac, to lepiej jest probowac stworzyc atmosfere bezpieczenstwa, gdzie lawiej mowi sie o bolaczkach, niz wywolywac klotnie, w trakcie ktorych od biedy mozna te bolaczki wykrzyczec. z doswiadczenia z mojego baaaardzo burzliwego zwiazku wiem, ze jesli ludziom na sobie zalezy, to naprawde naprawde naprawde rozmowa pomaga. kochasz go jeszcze? czy jestescie razem juz tylko z przyzwyczajenia, bo wszystko wspolne i ciezko sie tak po prostu rozstac, majac nie tylko wspolny majatek, ale tez ponad 10 lat razem w zyciorysie? co ty czujesz? jesli chodzi o opis twojego sapomoczucia czasami, to owszem, sa to objawy przypominajace depresje. niemniej, jesli tylko czolwiek nie da chorobie soba pomiatac, jest w stanie zmusic sie do codziennej aktywnosci, to jeszcze jst ok. nie daj sie. walcz o siebie. walcz o was, jesli ci jeszcze na tym zalezy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
nie przejmuj sie, owszem, mozemy sobie pokibicowac, ale tak na hip hop hurra to u mnie nie dziala :( albo dziala - ze jutro wstane wczesniej i w ogole bedzie tak super. ze skoncze jakas tam kolejna czesc, a do konca miesiaca zamkne wszystko. rzygac mi sie chce, jak musze odpowiadac na pytania przez telefon rodzicom, ile jeszcze. czy ciebie tez WSZYSCY dookola o to molestuja? mnie nie pytaja chyba tlyko rodzice mojego M, ale za to jego pytaja wciaz, kiedy skoncze. lubimy sie bardzo, ale pewnie tez sie martwia, ze leniwy babsztyl sie trafil ich synowi na utrzymanie :/ a co sie stalo, ze sie rozstalas ze swoja miloscia? jesli to nic drastycznego, to moze uda sie cos z tym zrobic?...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
hm.. przyznaję się więc, że po prostu robię teraz dobrą minę do złej gry :( też już od tygodnia nie powstało w mojej pracy ani jedno nowe zdanie... Siedzę w pokoju i udaję, że piszę, oszukując domowników... Nie chce mi się z nimi rozmawiać, odpowiadać na pytania jak tam postępy.. ale i nie chce mi się udzielać w zwykłych obowiązkach domowych... więc "gniję" w tej samotni... A najgorsza jest świadomość, ze napisanie tej pracy otwiera mi 1000 możliwości! Najgorsza bo nie mobilizuje, a wręcz przeciwnie - sprawia, że myślę w kategoriach "tyle możliwości zaprzepaszczę"!! Strasznie mnie to stresuje, dołuje i znowu nic nie robię.. Mam nadzieję, że trochę rozumiesz ten mój mały chaos :) A rozstanie? Widzisz to ja o nie zabiegałam i to ja byłam zdecydowana - "ostateczne rozwiązanie kwestii...".. Kilka miesięcy byłam na niego wściekła, a więc przekonana o słuszności mojej decyzji. Teraz złość mi przeszła, zaczynam idealizować, tęsknić i myśleć w kategoriach powrotu... Ale zbyt dumna jestem. Nie odezwę się pierwsza za nic! eh... wygadałam się..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
właśnie dlatego musimy się wziąć za siebie :) już mam tego DOSYĆ!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
no tak, dobrze napisalas, ze po paru miesiacach sie idealizuje i gdyba i w wizualizacjach wyglada to tak pieknie - gdyby gdyby gdyby tylko... ale szczerze mowiac, ty znasz powody, dla ktorych zdecydowalas sie na rozstanie i zakladam, ze byly wystarczajace. przez pisanie pracy nawet nie bardzo masz mozliwosci poznac jakas konkurencje dla twoich wyobrazen o eksie, ktore nabieraja tym bardziej rumiencow. ja z moim obecnym partnerem tez sie pare razy rozstawalam - i on ze mna, najdluzej na 3 miechy, ale mimo, ze czasem zremy sie jak wariaci, to i kochamy sie jak wariaci i zyc bez siebie byloby ciezko. natomiast jak pomysle o jakichs facetach z przeszlosci, to przypominam sobie,ze sa takie etapy po zerwaniu, gdy czlowiek mysli, ze w zasadzie moze by sie dalo to jakos zalatwic. ja wracalam do 2 eksow w zyciu i za kazdym razem okazywalo sie, ze nic juz z tego odgrzewanego uczucia nie ma. oczywiscie, gdy sie wraca do bylego, wraca namietnosc, nawet jesli wczesniej zdazyla wygasnac, i ma sie zarazem owa namietnosc wlasnie i brak skrupulow, ze to pierwsza randka na przyklad ;) ale tak jak juz powiedzialam, z mojego doswiadczenia wynika, ze (chociaz przynajmniej jeden z tych 2 wspomnianych nie byl zlym facetem) pierwsza decyzja o zerwaniu byla sluszna. nawet gdy sie teskni, nawet gdy brakuje przytulania czy seksu, nie warto. jednak tak naprawde to tylko ty znasz powody zerwania i potrafisz rozwazyc, czy ewentualny powrot mialby sens. jesli chodzi o nasze wspolne sprawy, czyli pisanie mgr, to - ja tez gnije. sa dni, ze nie wychodze w ogole z mieskzania. w ogole. siedze na 30 metrach i splaszczam tylek przy kompie. sprzatanie troche pomaga mi stanac na nogi, nie potrafie sie skupic w syfie, bo mnie rozprasza, wiec jak sobie cos wypiore i przejade mopem podlogi to jakos nabieram checi do zycia bardziej ;) ale znam to uczucie, kiedy nie ma sie na prace ochoty. najgorsze sa te dni, kiedy patrzac w lustro widze, ze sie postarzalam, ze mam szara twarz, wlosy wolaja o ingerencje fryzjerskiego geniusza, a skora przypomina ropuche. zmiany stresowo-hormonalne -> pryszcze. wtedy mam ochote zapasc sie pod ziemie i juz nigdy nigdy nigdy nic. i to takie bledne kolo - nie wyjde z domu, bo wygladam jak kupa. a zey przestac wygladac jak kupa, musialabym wyjsc. dermatolog? fryzjer?kosmetyczka?... no tak, ale na to trzeba kasy, ktorej przeciez nie zarabiam. moj M mi na takie rzeczy nie zaluje, wrecz mnie sam namawia, ale ja sie gryze, ze nie dosc, ze mnie utrzymuje, to jeszcze musi inwestowac w moja marniejaca urode :(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
no właśnie... rozsądek mówi nie wracać, a serce się rwie... hm.. tym bardziej, że był to kilkuletni związek, który umarł śmiercią naturalną przez zaniedbanie :( razem, ale obok siebie - zanudzeni sobą. Tchórze z tym potencjalnym powrotem głównie z dwóch powodów: tego, że po kilku miesiącach euforii znowu przyjdzie ta stagnacja (jakiś właśnie taki rozleniwiający wpływ na siebie mieliśmy).. i tego, że jak nam nie wyjdzie to znowu to sadomaso, które sobie teraz fundujemy uderzy... a przeżywać to po raz drugi... rany... Żałuje teraz, że nie rozstaliśmy się w gniewie... może to nie dawałoby mi tego złudnego poczucia możliwości powrotu. Tak czy siak teraz zaniechaliśmy kontaktu, a ja się pierwsza nie odezwę:) chora kobieca duma eh... Zresztą nawet tak sobie zaczęłam kombinować, że dopóki nie osiągnę czegoś (czyt. MAGISTERKA) nie odbuduję jakoś w sobie własnego wizerunku - to nie ma mowy o comeback'u. Związki jednak troszeczkę wypaczają osobowość, a mój był pod tym względem wręcz destrukcją (teraz już bym to inaczej rozgrywała). Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że pomimo moich latek był to pierwszy poważny układ :) w moim życiu. Ale nie tylko po to (żebyśmy się zrozumiały) tytuł mgr jest mi potrzebny :) - ot wiąże się z moim zawodem, który jest jednocześnie moją pasją! Dodaje skrzydeł... tylko za często o tym zapominam i nie mam sił.. Mam nadzieję, ze Tobie podoba się praca, którą piszesz?? Musimy się w to po prostu wciągnąć. Wpaść w taki jakiś cug (odmiana nałogu :P ). Będzie dobrze! to co od jutra?? Dobra kawa, śniadanie, prysznic na przetrzeźwienie i do pracy :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
BTW. Ten akapit o plaszczeniu tyłka przed kompem... + uwagi o fryzjero-kosmetyczce... mistrzostwo świata - w sensie cała ja teraz!! Nie dało rady - uśmiałam się :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość kwiatoslawska
moj zwiazek tez zdycha przez zaniedbanie... mniej wiecej jak u ciebie.niby razem a jednak obok. i po kilku nieudanych probach przywrocenia tego do pionu po krotszej lub dluszej chwili wszystko wraca do stanu poprzedniego... wiec juz nie mam ani sily ani checi na remonty tego zwiazku. Tkwimy tak jednak w tym gownie po uszy bo sprawy biznesowo-finansowe nie pozwalalja tak latwo sie rozstac. Pocieszylas mnie ze jeszcze nie jest ze mna tak zle. Ze poki co to najwyzej zzera mnie nerwica ale nie depresja. Dziewczyny. Wytrwalosci w pisaniu prac i zdobywaniu tytulu magazyniera. Co studiujecie?? Ja sie ciesze ze mam to za soba. Wprawdzie ambicji i checi starczylo mi tylko na licencjata ale i tak bylo ciezko(wzielam sobie na leb filologie)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
kwiatoslawska :) w pewnym momencie rozbiło mnie to, że minęło 8 miesięcy (pisze o tych ostatnich kiedy związek trwał), a my nie mamy żadnych sensownych wspomnień z tego okresu, nie możemy wobec siebie niczym się pochwalić...nawet zdjęcia brak... a przecież jesteśmy młodymi ludźmi :) Były świetne, miłe chwile, ale takie typu: poleniuchować na kanapie w niedziele.. czy film na kompie... A to - no bądźmy poważni - nie są rzeczy, które wspomina się po latach. A wręcz przeciwnie - migiem się o tym zapomina, a pozostaje tylko niedosyt i poczucie czasu przepuszczonego przez palce. Ja jestem osobą aktywną i wręcz dusiłam się w tej bezczynności.. Ale nie umiałam tego zmienić :( przyznaję się.. więc teraz mobilizacja i walka z mgr... a kierunek historia (ta taka najstarsza :) )

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
Mam nadzieję, że czas i u Ciebie wyklaruje pewne kwestie (u mnie się ślamazarzył, ale do pewnych decyzji dojrzałam nareszcie)... Dzięki, że mogłam się wygadać - teraz czuję, jak było mi to potrzebne :) A filologia polska czy inniejsza?? Dla mnie literatura to również jedna z pasji - jak czytam to odpływam na dobre kilka godzin, dopóki nie skończę :) Pozdrawiam ciepło :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
dziewczyny, tak na szybko wam napisze, ze u nas tez czasem stagnacja, a na to najlepiej pomagaja akurat nam wyjazdy. najlepiej w zupelnie inne warunki (nam sie udalo dwukrotnie wyskoczyc daleko za granice), gdzie chlonie sie wrazenia calym cialem. jak jest cos nowego, to wybudza z tego uspienia i czlowiek zaczyna nabierac ochoty do dzielenia sie tymi nowymi wrazeniami itp. milo wspominamy rowniez tygodniowy kurs tanca czy... warszaty bebniarskie :D ja jestem zupelna ciapa i jak juz pisalam, wstydze sie wychodzic z domu czesto, wiec za uszy wyciaga mnie moj chlopak. dba o to, zebysmy czasem wypadli do kina czy wlasnie organizujemy jakis wiekszy wypad. te warszaty znalezlismy przypadkiem, szukajac jakiejs ciekawej aktywnosci latem w miesice, gdzie mieszkamy. i tak wyszlo. czasem sobie bebnimy, czasem probujemy, co zostalo w pamieci z tego szybkiego kursu tanca... i to odgrzewanie wspomnien fajne jest i ozywia. jesli chodzi o dyplomy, to ja dwa mam - licencjat z filologii (nie polskiej) i inz. z zaocznych studiow na sredniopopularnym nieambitnym kierunku. uparlam sie na ukonczenie mgr i mimo ze kieeeeedys w zamierzchlej przeszlosci marzyl mi sie doktorat, to po raz kolejny przez ta meke przechodzic nie chce. :( jesli chodzi o sama prace, to oczywiscie sama wybralam temat, z literatury zreszta, a czytac kocham, i wydawalo mi sie, ze napisze to, nakrecona pasja. ale nie podzialalo. skutek jest taki, ze do autora, za ktorego dziela sie zabralam, nabralam kompletnego obrzydzenia i juz mi wszystko bokiem wychodzi. badz co badz, pisze te prace jakies 2 lata prawie. czy cos kolo tego. poprzednie dyplomy pisalam na tej samej zasadzie - temat wybrany przeze mnie, ciekawy itd. i... i po ukonczeniu juz nie moge na to patrzec. no nic, kobiety, ide spac. wroccie jutro sie zameldowac, jak samopoczucie. u mnie troche lepiej, ze sie moge wygadac. ps. tylko nadal meczy mnie tez temat slubu ;) kolorowych snow 🌻

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
melduję się :D późno/wcześnie... zapomniałam się przyznać, że jak nie pracuję to śpię do południa :) ale nic to! do mgr - ja mam dzisiaj w planie 4 wykresy (tak, tak... od miesiąca się za nie zabieram)! A propos tej aktywności, która potrafi uzdrowić/odświeżyć związek.. masz całkowitą racje! Ja już wychodziłam z siebie, aby zorganizować jakąś wycieczkę (dawniej uwielbialiśmy jeździć w góry), wyskoczyć do kina... jakiś koncert, ale ostatnimi czasy zero entuzjazmu i wszystkie moje inicjatywy umierały śmiercią naturalną, próby rozmów kompletnie ignorowane, planów na przyszłość brak... odpuściłam - odgrodził się ode mnie jakimś murem nie do przebicia. Postanowiłam odejść... nie walczył (no może z 3 razy napisał lakonicznie, że coś tam przemyślał i tęskni)... faceci ;) Dobrze, ze mogłam to wczoraj opisać - uświadomiłam sobie też taką rzecz, mianowicie: chciałam przedstawić jakieś pozytywy tego związku i wydały mi się zbyt małe i naciągane by Was nimi zanudzać... A jednocześnie, że niby ja mam się nimi karmić??? O nie!! Dzięki temu odpuszczam temat na razie i do mgr :) Twórczego dnia! I z nutką optymizmu oczywiście :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja tam sama mam lat 21 i niemam pracy stałej tylko raz na kilka miesięcy dorywczą kończę w tym roku technikum teraz mam egzaminy matura w maju a mi sie nic nie chce tylko bym się spotykała z moim chłopakiem albo siedzę cały dzień na necie masakra jakaś ale od czerwca szukam stałej pracy i nadrobię te 3 lata które moje koleżanki pracowały z technikum i jest mi niekedy tak nudno!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
czesc nieprzejmujko :) ja tez wstaje pozno, dopiero sie wykapalam i teraz wybieram sie na krotki spacer po zakupy, zebylyknac troche swiezego powietrza - przez ostatnie dni malo wychodzilam, wiec musze troche do ludzi wyjsc :) jak jest jasno, to jakos lepiej sie czuje. po powrocie planuje poprawki w tekscie, ktory pisalam przez poprzedni miesiac i wtedy wkleje go juz do calego dokumentu mgr. jutro wieczorem spotkanie z kumplem - w ramach re-socjalizacji (celowo z kreska ;) ) a ty jakie masz plany poza praca? wiesz, trzeba planowac nie tylko prace. w ogoleto proponuje, zebys zalozyla, ze dzis zrobisz 1 wykres. jak go bedziesz miala, to bedzie frajda z wykonanego zaplanowanego zadania i ewentualnie bedziesz miala okazje ppracowac dalej. ja tez zwykle robie zbyt rozlegle plany na dany dzien i jak ich nie wykonam w calosci (a zwykle tak wlasnie jest), to jest deprecha, ze znow dalam ciala :( wiec zrob ten 1 wykres i badz z siebie dumna :) scalii, witaj. jeszcze sporo czasu przed rtoba, o nic sie nie martw. przygotuj sie dobrze do matury, to wazne - nie po to,zeby dostac piatke, ale po to, by dobrze czuc sie sama ze soba. a z chlopakiem co robisz? ;) bierki? monopol? ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
hej nieprzejmujko, jak tam postepy? mi udalo sie na dzis skonczyc :) ciesze sie strasznie. zdaze jeszcze pomalowac paznokcie ;) i oczywiscie poogladac sukienki w necie hehe. kluczem do sukcesu dla mnie sa maluskie zadania, a nie wielkie nadmuchane plany. pozdrawiam 🌻

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie przejmuj się
witaj :D no to super! gratuluję :) mnie też dzisiaj mocno zmobilizowało! Ja jestem dopiero w połowie walki, ale teraz dla mnie zaczyna się najlepsza pora! Strasznie bym chciała dzisiaj to zamknąć, tym bardziej, że dwa zrobione już na tip top wykresiki wyglądają niezwykle ynteligentnie hihi. Ale już na jutro zostawiam komentarz do nich. Towarzystwo dziś odpuszczam, może jutro wyciągnę kumpla do knajpki :) ale za to w nagrodę jak skończę fundnę sobie kilka zabiegów pachnącookołołazienkowych. Życzę bardzo miłego wieczoru :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość smutna fretka
hejka, no 2 wykresy to super!!! to juz masz wg mnie 200% normy :D fajnie, ze ci sie tak udalo. pozdrowionka i powodzenia jutro :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×