Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość aqchuck

Budowanie relacji, wspólnych zainteresowań

Polecane posty

Gość aqchuck

Mam pewien problem który ciągnie się w jakimś stopniu od początku znajomości z moją dziewczyną. Nie bardzo umiemy się dogadać, oboje mamy trudne charaktery. Już sam zacząłem się zastanawiać czy faktycznie nie łączy nas w głównej mierze seks co często mi mówi. My nie potrafimy ze sobą rozmawiać! I dopóki siedzę i słucham jej czy to obok czy przez telefon jest jakoś ok, ona musi się wygadać. Ale ja to robię już tylko dlatego żeby nie wywoływać kłótni, spięć że nie umiem jej wysłuchać bo jestem bliską jej osobą, przy czym automatycznie coraz częściej nie wiem o czym mówi bo się wyłączam i tylko przytakuję... Nie jestem już w stanie słuchać godzinnego marudzenia! Nie mamy żadnych wspólnych tematów co mnie czasem nuży. Ona najczęściej opowiada o tym co działo się w pracy, o koleżankach a najwięcej o problemach, kłopotach, długach, o wszystkim co wywołuje u mnie negatywny nastrój lub znużenie... Czasem potrafię być już tak zmęczony słuchaniem że wydaje mi się jak by ktoś mi kołki wbijał w mózg. Ciągle marudzi, ja też mam problemy, też długi, ale wyrzucam to z siebie i kończę temat. Chciałbym czasem pogadać o czymś co nastraja pozytywnie, lub na konkretny temat, coś porobić wspólnie. Owszem, czasem się pośmiejemy z czegoś, z jakiejś aktualnej sytuacji i tyle. Ja natomiast lubię rozmawiać o swoich zainteresowaniach, pasjach, poglądach. I już myślałem że faktycznie to tematy do rozmowy z kumplami, ale przecież znałem i kobiety z którymi dobrze mi się rozmawiało. Ona tylko o tym co teraz i co codzienne. Męczy mnie to jakoś... Teraz obraziła się na mnie, bo powiedziałem że mnie czasem męczy ciągłe marudzenie. Stwierdziła że czuje się przy mnie głupia, bo nie ma o czym rozmawiać, nie ma zainteresowań. A ja faktycznie potrafię być przemądrzały i trzymam swojego zdania uparcie. I przypomniało mi się że kiedyś próbowaliśmy podejmować różne tematy, ale każdo razowo mieliśmy inne poglądy. Może stąd to wszystko? Ja odnoszę wrażenie że jaki nie byłby mój- to ona zawsze zajmuje przeciwne zdanie, już dawno to zauważyłem. Przy czym żremy się tak zaciekle że potrafiliśmy się też pokłócić przez to. Chciałbym czasem spędzić z nią czas w jakiś pozytywny sposób i nie potrafię... Tak to tylko albo leżymy sobie i oglądamy film (ja oglądam- ona marudzi, albo gada setny raz o tym samym), albo się bzykamy, idziemy na zakupy, sprzątamy i w sumie.... nic więcej. Nie łączy nas żadna pasja... Już nie wiem jak to zmienić?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wydaje mi się, że zajrzała do Was rutyna. Oczywiście można próbować rozwiązać taki problem. Można szukać czegoś nowego, co zainteresuje Was oboje, ale czy warto? Nie ma pewności, że traficie na taką rzecz, nie ma pewności, że któremuś z Was się to nie znudzi potem i czy warto trzymać się tej jednej pasji dla podtrzymania tej farsy... Udany związek to taki, gdzie ludzie czują się komfortowo niemalże zawsze: kiedy jest dobrze, kiedy jest źle i kiedy jest nudno. ' A powiedz, ile jesteście razem? Czy stawiacie razem kroki? Czy macie wspólne, ale konkretne plany i wdrażacie je w życie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aqchuck
Nie mamy wspólnych i konkretnych planów, nie myślimy o małżeństwie, jakoś nie nam to w głowie... Nie oglądam się za innymi pannami i nie potrzebuję tego. Jesteśmy razem 1,5 roku. Po prostu to bliska jakoś mi osoba a ja chyba jej. Wiesz- nie musi się coś w koło dziać. Nie to miałem na myśli. Często po prostu leżymy sobie i się przytulamy- takie hobby :D. I wtedy jest ok. Ona wtedy tak fajnie się kołysze jak dziecko i zaraz zasypia, a ja ją lubię tak w objęciach trzymać. Więc to nie tak że się sobą "znudziliśmy". Ale poza takimi chwilami czułości nie dogadujemy się w niczym... Ona ma masę problemów- rozumiem że chce się wygadać, ale ja czasem chciałbym ją oderwać myślami od tego wszystkiego i nie bardzo mi to wychodzi...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aqchuck
oderwać też ze względu na siebie bo czuję się tak, jakby to co mówi "wlewała" we mnie... I gdy ona narzeka ja automatycznie dostaję złego humoru, albo robię się zmęczony. A jak nie narzeka, to jedyny temat to koleżanki, koledzy z pracy, co to się dzisiaj nie wydarzyło. Traktuje mnie czasem chyba jak swoją koleżankę, o tyle by mi to nie przeszkadzało co jednak potwornie męczy ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aqchuck
Mimo wszystko jakoś nie w głowie mi szukanie kogoś innego- nie potrzebuję nic takiego. Może więcej czasu muszę spędzać z innymi ludźmi, z kimś przy kim mogę oderwać się myślami od pogoni za wszystkim, i od codzienności

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Mi się jednak wydaje, że potrzebujesz kogoś innego, ale boisz się sam przed sobą do tego przyznać. Przykro mi to mówić, ale takie "wegetowanie" jest niezdrowe, bo z tego co napisałeś- wnioskuję, iż jedyne co Was łączy to leżenie i przytulanie, a jesteście razem zaledwie półtora roku. Zazwyczaj między partnerami w tym czasie dzieje się więcej rzeczy, a to co jest u Was wygląda jak związek z 20letnim stażem dwojga zmęczonych życiem ludzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość po co sie meczyc
Tutaj jest jeszcze inna sprawa - skoro po tym co ona Ci mowi, czujesz sie gorzej, to mozliwe ze ona jest tzw. wampirem energetycznym. Opis pasuje jak ulal. Poczytaj sobie gdzie na necie o tym ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość chlopie po ile macie lat
nic z tego nie bedzie moj zwiazek byl taki sam rozpadl sie i bardzo dobrze ze tak sie stalo szukaj innej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość babsko wysysa z niego energie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aqchuck
Wiem co macie na myśli. Zazwyczaj się do tego nie przyznaję ale to jedno z moich zainteresowań- ezoteryka, metafizyka. W mniejszym lub większym stopniu każdemu z nas zdarza się "podkraść" komuś coś co nie należy do nas. Ja sam swojego czasu zabierałem ludziom nazwijmy to "energię", robiłem to nieświadomie- miałem "uszkodzony", nieprawidłowo działający układ energetyczny przez co nie byłem wstanie wytwarzać, gromadzić sam dla siebie wystarczającej ilości tej "energii". Skutkiem tego była m.in. depresja, ospałość, apatia. Mimo wszystko gwarantuję że nie jestem "wampirem" a robiłem to wtedy nieświadomie i wiem na czym mniej więcej to polega. Ona też nie jest żadnym wampirem. W jej przypadku wygląda to inaczej. Jest osobą lubianą, i ludzie dobrze się czują w jej towarzystwie- promieniuje od niej taki pozytyw. Jednak też ma problemy na które ja nie znam rozwiązania- wiem że to musiało by wychodzić od niej. Na co dzień gromadzi masę stresu. Jestem jedyną osobą której się tak zwierza- dlatego jako jedyny to odczuwam. I tutaj zachodzi raczej coś jak by odwrotnego- nasiąknięta cała tymi negatywnymi "energiami" jest w środku jak przeładowana bateria- i to tak jak by musiała dać temu gdzieś upust- "wlewa" to we mnie, dlatego jej takie wygadanie pomaga. Tak ja to czuję. A wiele jej problemów wiąże się z nieświadomymi negatywnymi "afirmacjami" które dla siebie codziennie tworzy, które są jednocześnie konsekwencją samych siebie- takie koło. Przesiąka ją pesymizm. Jakkolwiek próbowałem ją w tym uświadomić- nie wychodziło mi to. Ma też dużo wewnętrznych urazów, negatywnych nastawień głównie do samej siebie. I o ile zauważyłem że jest jakoś w stanie sama "przemielić" ten zły ładunek który w sobie gromadzi, gdy robimy coś razem co nastraja ją odwrotnie- pozytywnie, lub gdy wdamy się w dyskusję wspólnie, tak niezwykle rzadko udaje mi się to. Dlatego też chciałbym znaleźć z nią wspólny język, trochę zmienić relacje bo to jest dobre dla niej, a ja sam potrzebuję czasem pogadać o czymś z poza codzienności, oderwania się od wszystkiego bo brak takich chwil, rozmów sprawia że ja sam źle funkcjonuję. Mi jest to jakoś potrzebne... Tyle że ja nie widzę żadnych tak konkretnie wspólnych tematów na które możemy razem spojrzeć... Na podebranie mi energii też potrafi się czasami wkręcić- bywa że potrzebne jej to, ale to nie to jest problemem samym w sobie- tylko konsekwencją. Nie możecie ludzi katalogować w ten sposób do opisów bo są na pozór trafne do czegoś tam, to rożnie bywa. Mała Tekla masz rację że właśnie tak to wygląda chlopie po ile macie lat ale ja nie szukam nikogo i nie szukałem, gdybym nie był z nią- byłbym sam, ona to taki "wyjątek" który napotkałem. Co do tego ile mamy lat- ona 32, ja 27

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość aqchuck
Nie potrzeba już podpowiedzi- sam się na nią naprowadziłem pisząc posta. Miłego dnia Wam życzę

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×