Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość NicNieWartaaa

Mój ojciec rujnuje mi życie i mnie,,,

Polecane posty

Gość NicNieWartaaa

Witam, mam 25 lat. Kilka miesięcy temu wyszłam za mąż. Mieszkamy w moim pokoju, w domu razem z ojcem i bratem (brat 18 lat) mam jeszcze siostre 28, ktora mieszka z chłopakiem w wynajmowanym mieszkaniu. Mąż jest moim rówieśnikiem, problem jest z moim ojcem, każe mi robić wszystko, sprzatac, prac, gotowac po nim i bracie, wyzywa mnie od nieudaczników, mówi, że mam umysł dziecka, że szkoda mojego męża, że jak przejrzy na oczy to mnie zostawi, a to dlatego, że nie mogę znaleźć stałej pracy i nie chce sprzątać po nich! NIe traktuje poważnie naszego małżeństwa, nas, moje rodzeństwo jest według niego wspaniałe, tylko ja taka nieudana. Chciałabym się wynieść, ale nie mamy gdzie. Mamy zamiesszkać u dziadków, opiekując się nimi (mamy mieć osobną kuchnie, łazienkę), ale mój ojciec będzie tam przyjeżdżał non stop, nawet sobie już łazienkę szykuje, jak szykujemy dom, każe nam jeździć codziennie, mówi nam co i jak mamy robić, nawet coś dla dziadków, chociaż mamy sporo własnej roboty i tamto mogliby bracia taty zrobić. Mojego męża traktuje jak własnego niewolnika, a nie jak mężczyznę, który ma swoje zdanie, nie ma dla niego wytłumaczenia np., że do rodziców męża pojechaliśmy, więc nie mogliśmy jechać robić domu, czepia się do której śpimy, jak się ubiorę, na co pieniądze tracimy, że na śniadanie kawę pijemy, u teściów byśmy mieszkali tak jak teraz tu w jednym pokoju, a kuchnia z teściową to podobni tragedia, a tu nie możemy mieszkać, bo to mieszkanie na siostre jest i ona ma tu mieszkać w przyszłości, dostałam już ataku paniki przez ojca, czuję się taka bezwartościowa (a wiem gdzieś w głębi, że kiedyś kimś byłam...) Ciężko opisać to co się dzieje, ale traktuje poprostu mnie jak dziecko i nie pozwala nam cieszyć się sobą, rozwijać się, mieć własne życie! Tak samo u dziadków już mówi, co będziemy robić (tzn w czym mu będziemy usugiwać) ciągle się czepia wszystkiego i ciągle komentuje, jak zwrócę uwagę, że chcemy inaczej, to zaczyna mnie wyzywać, jaka to ja beznadziejna jestem, niedorozwinięta i za głupia by wiedzieć co dla mnie dobre... ratujcie, nie wiem co zrobić ze swoim zyciem, mam wspaniałego męża i chcemy się cieszyć życiem, a on nam nie pozwala... pomocy...odechciewa mi się żyć (jak mu to powiedziałam, to oczywiście "a z czym ja taki zły jestem, że wam pomagam?"i ble ble ble , że jestem zła)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A co tu duzo radzic? $$$ = samodzielnosc, grajcie w lotto, albo do pracy ;) Dla mnie wyprowadzenie sie z domu rodzinnego to bylo zbawienie, calkiem inne zycie :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość NicNieWartaaa
Oj, bardzo chętnie bym poszła do pracy, tzn. teraz idę, ale za 4,6 /h życia sobie nie ułożę i długo nie wytrzymam, a ciężko znaleźć pracę ucząc się, a totek to pic na wodę, już w to nie wierzę :), naprawdę nie wiem co mamy począć, nie chcę zmarnować życia przez ojca...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja miałam takie miseczki
za granicę razem!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość marchweczkaaa
Jestem tego samego zdania i znam całe mnóstwo ludzi, którzy w ten sposób startowało. Wyjedziecie, zarobicie, odłożycie pieniądze i wynajmiecie albo kupicie coś swojego, a z czasem znajdzie się lepsza praca. A ojcu nic nie zrobisz. Taki jest i taki już zostanie. Nawiasem mówiąc ja mam gorszego. I tak jak było do przewidzenia jesteśmy teraz bardzo daleko od siebie. I to jest zupełnie inne życie i inna ja.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość NicNieWartaaa
No właśnie to jaką pracę tu oferują to śmiech na sali! Już bym wyjechała, ale mąż ma dobrą pracę (jak na te warunki tutaj) i stałą, a jak byśmy rzucili wszystko, wyjechali, nie udałoby się, to nie mielibyśmy już nic, naprawdę została żyletka lub sznurek...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość marchweczkaaa
Moim zdaniem do zyskania masz więcej niż do stracenia. Może w takim razie na razie jedź sama. Zobacz jak się wszystko ułoży i zdecydujecie co dalej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość NicNieWartaaa
Było już przerabiane, że sama odpada, z resztą, nie chcę z dala od męża być..czyli po prostu wyjazd odpada, samej mi i on "nie pozwoli" i ja nie chcę, razem nie, bo on ma dobrą pracę, to z wyjazdu nici, a tu ratunku nie widać, wiem, że nie jesteście też Cudotwórcami, ale może doradzicie coś jeszcze, jestem tak bezsilna..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość marchweczkaaa
Ja bym się wyprowadziła za wszelką cenę. Skromniutkie mieszkanko albo chociażby jakiś kąt dzielony razem z obcymi ludźmi jest czasem lepsze od dzielenia życia z ojcem despotą. A jak mąż zapatruje się na tą całą sytuacje?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość NicNieWartaaa
Też ma dość rozkazów, nakazów mojego ojca, sam uważa, że on przesadza z wyzwiskami pod moim adresem, ale mieszkając u mojego ojca i za jakiś czas mieszkając w jego domu , ale u dziadków (bo to u dziadków, będzie mojego ojca), boi się zwrócić uwagę, z jednej strony mu się nie dziwię, z drugiej, rozmawialiśmy i doszedł do wniosku, że nie będzie siedział bezczynnie teraz, jak ojciec będzie mnie wyzywał czy nam rozkazywał(zobaczymy).. a to u dziadków, to duży plus osobne łazienka i kuchnia, ale nie wiem czy warto, bo obecny będzie prawie ciągle tam mój ojciec i na pewno będzie zwracał uwagę co mamy zrobić itd. A z teściami też nie wiadomo jakby było, mogłoby być gorzej, ale może lepiej... a jak zrezygnujemy teraz ztego domu u dziadków to nie ma odwrotu..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość ja miałam takie miseczki
wiec macie do wyboru albo żyjecie jak dzieci pod dyktando tatusia albo bierzecie sprawy w swoje ręce.Znasz jakiś język? Mój jeszcze wtedy narzeczony wyjechał sam, dołączyłam do niego po kilku miesiącach i teraz jesteśmy szczęśliwi.Były czasem chwile zwątpienia jak przez miesiąc nie mogłam znaleźć pracy ale wolałabym wszystko niż to jak wy żyjecie:o Znam dużo takich par z których jedno tu przyjechało.Chyba że sobie nie ufacie... A jak nie to... lotto?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość marchweczkaaa
Myślę, że powinnaś takie kwestie rozstrzygać i ustalać razem z mężem, bo od niego też dużo zależy. Żeby w którymś momencie on też się nei załamał od tego wszystkiego. Wierz mi, spokój i wasze szczęście jest po tysiąckroć ważniejsze od spraw materialnych. Sama wiesz najlepiej czy to wszystko jest warte zachodu, czy lepiej rzucić to w cholerę i być daleko od toksycznego rodzica.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość NicNieWartaaa
ja w j. angielskim najgorsza nie jestem, ale nie, nie chcę rozłąki z mężem, też przyznam boję się wyjeżdżać za granicę, no i mój Mąż jest trochę radykalny w tych sprawach, ja chyba też, związek na odległość, nie...myśleliśmy o kredycie hipotecznym , załóżmy, że by nam dali, to spłacać resztę życia.. masakra..ale wątpię w sumie by dali

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
A nie ma racji, że jesteś dzieckiem? Wychodzi się za mąż nie mając swojego mieszkania, brak jakiegokolwiek pomysłu na życie i co najgorsze brak chęci do zmian Radzić nic nie będę bo wszystko u ciebie jest n nie- wyjazd nie, wyprowadzka do najmniejszego ale swojego niem zmiana miasta nie bo mąż ma prace.. na co komu praca z której nie jest sie w stanie utrzymać na przyzwoitym poziomie? To czego oczekujesz, że ktoś wam da kasę na wasze życie? I w tym właśnie widać jak dziecinna jesteś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość NicNieWartaaa
chcielibyśmy być daleko od niego, ale nie mamy w sumie dokąd iść. Już raz prawie do teściów się przeprowadzaliśmy, ale oni nie chcą nawet myśleć o osobnej kuchni (a są warunki do niej), trzeba wybrać , które zło mniejsze..a obydwa są ogromne..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość NicNieWartaaa
Chinka... ależ chcemy się wynieść, ja chcę wyjechać, ale mąż nie, a nie zmuszę go, strach przed wyjazdem do obcego kraju też jest uprawiedliwiony, jakbym miała kawałek 20m kw mieszkanka z aneksem kuchennym to bym się nie zastanawiała, chciałam, żeby ktos mi doradził , którego zło mniejsze, według osób trzecich..

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość do ergonom
Ergonom, a gdzie Ty pracujesz ze masz az tak fajna stawke za godzine?:)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość jakie z was małżeństwo
jestescie małolaty nieodpowiedzialne. Jak się zakłąda rodzine to się wyprowadza z domu rodzinnego i pracuje na swój, ale wy widać nie macie ikry, a mąz jaj

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nie jestem przeciwkoTobie..ale
To wszystko nie jest takie trudne jak myslisz. Dziwisz sie,ze tak piszę? Gdybys miała choc odrobinę szacunku do siebie samej byłoby inaczej. Jakim prawem Twoj tato Cie wyzywa? Rozumiem - miec inne zdanie ale wszystko na poziomie kultury. Pytanie drugie? Dlaczego Twój mąż zgadza się by Cię obrazano? Dupa z niego jest i tyle. Wiem - powiesz - łatwo sie postawic i wylecic na zbity pysk. Postawic wcale nie znaczy walczyć ta sama szabelka tylko kulturalnie ale zdecydowanie stwierdzic,ze sobie tego nie zyczycie. Piszesz,ze moze zamieszkacie u dziadków. tzn. dom jest dziadków a nie Twojego ojca. Powiem szczerze - ja bym na to przystała. A jak tatus przyjedzie i zacznie ustawiac wszystkich po katach to zapytaj sie czy zcasem domów nie pomylil i niech zacznie sie wkoncu zachowywac. Piszesz, ze sie uczysz - zn studiujesz? Moze praca przedstawiciela, handlowca byłaby dla Ciebie. Znam wiele osób, które jeszcze studiuja a mimo to pracuja w tym zawodzie. Nie łam się - głowa do góry!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×