Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

a1b1c1

zostawić go? Czy dalej brnąć?

Polecane posty

Mam 25 lat. Jestem w dwuletnim związku z obcokrajowcem. (Rok temu się zaręczyliśmy). Na początku zabiegał o moje względy, ja nie chciałam z nim być (poznaliśmy się za granicą na studiach). Po jakimś czasie zaryzykowałam. Było nam cudownie. Zakochiwałam się w nim z dnia na dzień coraz bardziej. Zamieszkaliśmy razem w Anglii. I tam też zaczeły się nasze problemy. Około 3 miesiące temu coś zaczęło się psuć. On zaczął mnie zaniedbywać, krzyczeń na mnie, wywoływać kłótnie. Nie twierdze, że jestem ideałem, ale zaczęłam być nieszczęśliwa. Nawet 2 razy umówiłam się z kolegą na kawę (do niczego nie doszło, tylko rozmawialiśmy). On się o wszystkim dowiedział. Rozstaliśmy się na tydzien. Później dał mi drugą szansę, choć tak naprawdę nic złego nie zrobiłam. Jedynym warunkiem powrotu był wyjazd z UK do Hiszpanii, bo tam dostał dobrą pracę. Zgodziłam się, bo bardzo go kocham. Jesteśmy teraz tu. Ja nie znam hiszpańskiego, więc nie ma mowy o znalezieniu tu pracy. Gotuję, sprzątam, piorę i czekam na niego aż wróci z pracy. Tu też zaczęło się prawdziwe piekło. Jednego dnia mówi mi, że mnie kocha a drugiego przeżywam najgorsze chwile swojego życia. Wrzaski, wyzwiska., brak szacunku, ciągłe pretensje. Dzisiaj coś we mnie pękło. Nie chcę żeby ktoś mnie tak traktował. Ale boje się go zostawić. Kocham go. Dzisiaj powiedział mi, że przeze mnie to wszystko, że to moja wina, ze w naszym związku jest coraz gorzej, że czuje się jak w klatce, że nie daje mu oddychać, że jesli się nie zmienie, to koniec naszego zwiazku. Jednak w tym rzecz, że ja naprawdę nie robię nic złego. Dbam o niego, kocham go, jestem miła i czuła. Nie chcę opisywać wszystkich sytuacji, ale puenta jest taka, że praktycznie każdego dnia płacze i kładziemy się spać obrażeni i źli. Nie radzę sobie z rozstaniami. Boje się, że nie bedę potrafiła bez niego żyć. Ale dzisiaj powiedział mi tak okropne rzeczy. Dałam mu 20 minut na przemyslenie, zadzwonilam do niego i zapytalam, czy to wszystko co powiedział to prawda, odpowiedział, że w większnosci tak. Co mam robić? Prosze, pomóżcie mi w podjęciu decyzji. Zostawic go i wrocić do Anglii? Czy dalej brnąć?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość takie tam duperele nic więcej
jeśli ktoś kocha to nie wrzeszczy i nie rani zastanów się czy naprawdę chcesz tak żyć?????

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Nie chcę. Ale nie potrafię zakonczyć związku. Kocham go. Czasami jest dla mnie naprawdę cudowny. Czuły, miły, mówi, że mnie kocha. Ale coraz częściej placze, jest mi źle....On nigdy nie widzi swojej winy. A jego złe zachowanie tłumaczy reakcją na moje zachowanie. Tzn. Ja się źle zachowam (np. powiem coś, napisze smsa, że mial sie odezwac) to dalej mu prawo do wrrzasku i braku szacunku do mnie. Później tylko slyszę - jak się zmienisz, to ja sie nie bede tak zachowywał. Boże pomóżcie mi...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Autorko- nie słowa tylko czyny! Co z tego, ze bajdurzy o wielkiej miłości jeśli za chwilę Ty przez niego płaczesz? Trzymaj się i bądź silna- to jest za poważna decyzja, żeby podejmowali ją za Ciebie forumowicze- ale pamiętaj, ze dwie strony powinny się starać. Teraz może czas żeby on powalczył i pokazał siłę uczucia. Może powinnaś podjąć bardziej radykalne kroki, bo wieczne kłótnie i wypominania, sama widzisz, do niczego w Waszej sytuacji nie prowadzą...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Zupełnie rozumiem Twoją reakcję. Pewnie to samo bym odpisała, gdybym przeczytała taki post. Pomyślalabym, że to jakaś zakompleksiona idiotka. Ale to nieprawda. Po prostu znalazłam się z sytuacji, z której nie potrafię wyjść. Nie mam odwagi, wiary i boję się go stracić...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Polly84, radykalne kroki w moim przypadku oznaczają powrót do Anglii. A co za tym idzie, definitywny koniec związku. Jestem straszna, dzisiaj zranił mnie strasznie tymi słowami, byłam gotowa bukować bilet, ale ochłonęłam i znowu myślę o tym, że go kocham a jeśli się kocha, trzeba ratować związek...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Autorko ale jedna strona nie może ratować związku, bez współpracy ze strony drugiej- za jaką cenę? Poniżenia, łez, nerwów? Macie niby cudną sytuację- własny kąt, on ma dobra pracę, Ty zajmujesz się domkiem. Czego Wam do szczęścia brakuje? Wiesz ile dziewczyn chciałoby być na Twoim miejscu? Nie widzisz, ze coś tu nie gra? Ok, ochłonęłaś, on wróci, znowu kłótnia i od początku- ile tak można? Wykończysz się dziewczyno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Powiedział mi jeszcze dzisiaj, że on nie chce takiego życia. Że żyjemy jak 50letnia para. Praca, ja czekam w domu. Powiedział, ze on chce czuć się wolny, wyjśc na kawe ze swoimi znajomymi bez informowania mnie o tym. Może on po prostu nie chce już ze mną być... Znowu zaczęłam płakać. Mam dość tego wszystkiego

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moja radaaaaaaaaa
prawda niestety jest okrutna, nie zależy mu na Tobie. Nie ma sensu marnować sobie życia dla jakiegoś samoluba, mój mąż nigdy mi nie powiedział, że potrzebuje wolności a jesteśmy już ze sobą 3 lata i każdą wolną chwilę spędzamy ze sobą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Bzdury Ci gada- równie dobrze może Ciebie na tą kawę zabrać, albo zwyczajnie iść na kolację, potańczyć. sam robi z Ciebie sfrustrowaną, smutną 50-latkę. Dziwne, ze po takich słowach będziesz promienna i radosna czekała na niego w drzwiach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dzisiaj mu powiedzialam, że musimy oboje coś zmienić, oboje się starać. Odpowiedział mi, że z nim wszystko jest ok i jeśli jestem nieszczęśliwa, to mogę odejść...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość moja radaaaaaaaaa
no to chyba jasno Ci powiedział, po co robisz z siebie męczennice? nie rozumiem tego, przecież zakochać się i tworzyć z kimś związek można wiele razy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wiesz co, olej dziada. To są bardzo mocne słowa i tylko podkreślają jego obojętność, nie pasuje Ci coś- odejdź, będziesz o coś prosić- nie- odejdź, na każda uwagę- będzie odejdź, chyba nie jest w stanie nic z siebie wykrzesać... lub gorzej- nie chce nic z siebie wykrzesać...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dziękuje Wam bardzo... Strasznie się boję...Samotności, traty jego dotyku, zapachu... :( Kiedyś naprawdę czułam, że mnie kocha...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Anatoksyna
A wg mnie ten człowiek chce zjeść ciastko i mieć ciastko. Z jednej strony chce wolności, zabawy, beztroski i życia pełnią życia. Z drugiej jednak, przyjemnie mu wrócić do czystego mieszkania i zjeść ciepły posiłek. To nie w porządku wobec Ciebie. Postaraj się zdystansować wobec niego. Bądź chłodna, ale miła. Zaciskaj zęby, gdy coś Ci nie pasuje, nie dawaj mu nic, co mógłby wykorzystać jako wszczęcie awantury i jeszcze zwalenie winy na Ciebie ("odpowiedź na Twoje zachowanie"). Jeśli będzie zachowywał się nie w porządku, odsuwaj się coraz bardziej. I obserwuj jego zachowanie. Wiem, że to trudne, ale to chyba jedyna możliwość, by coś mogło się zmienić. Jeśli i to nie pomoże, będziesz wiedziała, że już więcej zrobić nie mogłaś i skoro on nie chce/nie może/nie umie dać Ci szczęścia, poszukaj go gdzie indziej. Życie jest za krótkie, żeby je marnować. Poczytaj sobie książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy". Otwiera oczy na wiele spraw... Będę trzymała kciuki, żeby jednak Wam się ułożyło. Widać, że bardzo go kochasz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Uroczy Szymuś
O kurde to polskie kobiety można traktować gorzej jak starą ścierę, a ta ma jeszcze jakieś dylematy. Wymagacie szacunku ale czemu same siebie nie szanujecie ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ja też trzymam kciuki- jesteś młodziutka (piszę jak stara, doświadczona... ;) ) i bardzo odważna- pojechałaś przez pół Europy w obce miejsce, to będziesz miała siłę, żeby w razie czego odejść w swoją stronę... Pamiętaj, ze NIE WOLNO CI naprawiać tego na siłę za cenę własnej godności i poniżenia. Jeśli chcesz- próbuj, ale nie nadstawiaj ciągle drugiego policzka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Anatoksyna, tak właśnie zrobię. Będę chłodna dla niego, zobaczymy czy to cokolwiek zmieni. Bo on uważa, że wszystko to moja wina. Szymuś, kobieta, która kocha może naprawdę wiele znieść. Nawet ostatnio zaczęłam sobie wpajać, że to może rzeczywiście moja wina, ale to bzdury. Dlatego napisałam tu, na forum, bo wstyd mi się przyznać przed rodziną i przyjaciółmi, że wyglądający z boku jak idealny związek, jest w środku zepsuty i nieszczęsliwy. Tylko miłość mnie trzyma przy nim. I może też strach przed samotnością...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Polly, jesteś Kochana... Wiesz, właśnie to jest moja największa wada. Pomimo tego, że jestem wykształcona, w gruncie rzeczy odważna i zaradna, nie potrafię zakończyć związku, w którym jestem tak nieszczęśliwa. Najgorsze jest to, że zdaję sobie ze wszystkiego sprawę, że tracę do siebie szacunek, że nie mam godności, że wciąż i wciąż nadstawiam ten drugi policzek. A pomimo tego brnę w to wszystko... Dlaczego tak jest?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość nvjdfbhdfbfh
Ja mam właśnie podobną sytuację. On chce mnie zabrać na dwa lata do Brazylii, bo na tyle będzie jego kontrakt, a ja się zwyczajnie boję, że będę jak kura domowa, czego bym nie zniosła. Chcę się rozwijać zawodowo.... Co robić? Zrezygnować z tego związku?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
bo ślepo kochasz... i póki on nie zrobi czegoś, co definitywnie zmieni Twoje nastawienie o 180 stopni, to niewiele się zmieni. Wiesz w moim poprzednim związku było podobnie- może nie derastycznie ale jakoś nie mogłam się zebrać, żeby odejść. I tak tkwiłam w czymś, co było mocno średnie, z przyzwyczajenia? Ze strachu? I dzisiaj wiem, ile czasu niepotrzebnie straciłam. Zresztą nawet nie porównuję obecnej relacji- bo to zupełnie inne życie. Pamiętaj, że masz nigdy nie wątpić w swoją wartość- masz mnóstwo zalet i jeśli on ich nie widzi to jest ślepy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Autorko- bo go kochasz... I póki on nie zrobi czegoś, co zmieni Twoje nastawienie o 180 stopni, pewnie będziesz męczyć się dalej. Wiesz byłam w związku, który był mocno średni, z przyzwyczajenia, ze strachu przed samotnością? Nie mogłam sie zebrać, żeby odejść. Dziś widzę ile czasu straciłam, a obecnego związku nawet nie mogę przyrównać- bo to zupełnie inne życie. Nie masz prawa wątpić w swoją wartość, a jeśli on tego nie widzi to jest ślepy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
I co się w końcu stało, że jednak odeszłaś? Skąd czerpałaś tę siłę? Ja strasznie rozpaczam po rozstaniach. Teraz jest Ci lepiej?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
tak jak wyżej ktoś napisał nie słowa lecz czyny są najważniejsze, teraz jest tak to wyobraź sobie twój związek za rok.. on chce wychodzic ze znajomymi a ty co masz siedziec sama jak palec w domu bonikogo pewnie tam nie znasz Jeśli on nie ma do ciebie szacunku krzyczy na ciebie odwdziecz sie tym samym ,spakuj sie i uciekaj stamtad,zacznij zyć swoim zyciem ciesz się wolnością :) nie mecz sie dluzej

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
"boję się go stracić..." Boisz się go stracić ale nie boisz się z nim żyć? Jesteś porypana :-o

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tkwisz w TOKSYCZNYM związku. Jesteś uzależniona od faceta i on o tym wie. Stara się wzbudzić w tobie poczucie winy twierdząc, że zawirowania w waszym związku to twoja wina. Pomyśl nad tym i podejmij słuszną decyzję.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Boże, człowieku. Nic o mnie nie wiesz. Jak można kogoś tak obrażać? Jesteś strasznie ograniczony.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cześć wszystkim! czy ktoś pamieta moje rozterki? O nieszczęsliwym związku z obcokrajowcem? Chciałabym się z wami podzielić tym, co postanowiłam. Czy ktoś to jeszcze czyta?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×