Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość zatroskana93

Przyjaciółka czy partnerka na całe życie?

Polecane posty

Gość zatroskana93

Hej. Piszę tu, bo od kilku dni jestem w totalnej rozterce i nie wiem co myśleć o tym, co się dzieje w moim życiu. Od 3 miesięcy mam chłopaka. Mam 21, to mój pierwszy tak poważny partner. Jest 4 lata starszy, po studiach, bardzo ambitny, właśnie poszukuje swojej drogi w życiu oraz spełnienia zawodowego. Jesteśmy psychicznie bliźniętami - bardzo dobrze się dogadujemy, nie spotkałam nigdy tak podobnej do mnie osoby, wydawało się, że fizycznie też się bardzo pociągamy. Już na 3 naszym spotkaniu bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Potrafimy spędzić ze soba kilka dni pod rząd od rana do wieczora, akceptujemy się nawzajem w 100%. Czujemy, ze nic nie musimy względem siebie, że jesteśmy w tym związku wolnymi ludźmi, którzy po prostu chcą od siebie dawać. M. jest człowiekiem, dla którego jestem w stanie bardzo dużo zrobić, z którym jestem niezmiernie szczęśliwa, dzięki któremu już nie mam takich wahań nastroju jak kiedyś. Dzięki niemu rozwijam swoje pasje, radzę sobie na studiach i ogarnęłam się życiowo. Nie wyobrażam sobie, żeby mógł kiedykolwiek zniknąć z mojego życia. Niestety, ale nie mogło być tak kolorowo, jakby się mogło wydawać. Po miesiącu związku, w czasie Świąt i Sylwestra straciliśmy kontakt na kilka dni. Nie odzywał się, napisal, że dzieje się coś niedobrego i że to nie jest rozmowa na telefon, że musi sobie poukładać wszystko w głowie. Gdy wrócił, opowiedział mi wszystko - że jego była wróciła na święta ze swoim chłopakiem do domu, że nie powinno było go to ruszyć, bo ma mnie, a jednak go to zabolało. Sytuacja w tym związku była skomplikowana, więc nie zdziwiło mnie to tak bardzo. Powiedział, że jestem teraz jedną z kilku osób najważniejszych w jego życiu, że chce, żebym o tym wiedziała, że nie chce mnie skrzywdzić, że chce, żebym była szczęśliwa. Spytał się, czy nadal chcę się z nim spotykać. Postanowiliśmy, że damy sobie jakoś z tym radę, że na tyle siebie potrzebujemy i chcemy z sobą być, że on musi się jeszcze poukładać po tamtym związku, a ja chcę przy nim być bez względu na wszystko i taka błahostka na pewno tego nie zmieni. Później wszystko wróciło do normy, wypłakałam się, ale bardzo oboje się staraliśmy o to, by pielęgnować bliskość, by być razem dużo, dużo rozmawiać. Po dwóch tygodniach od tej rozmowy przespaliśmy się ze sobą pierwszy raz, spontanicznie bez planowania. To, miałam wrażenie, jeszcze bardziej nas przyspawało do siebie. Niestety, ale 2 tygodnie temu coś zaczęło się psuć. Ja wyjechałam na kilka dni odcinając się totalnie od wszystkiego, co mam tutaj, chcąc się zresetować, nie rozmawiałam również z nim. Gdy wróciłam niby nadal było tak samo, nadal był czuły, dużo czasu chcieliśmy spędzać razem, ale przestalismy totalnie się pieścić, dłużej całować - ochłodziło się. On ma duże problemy w pracy, jest mu ciężko, widzę, że jest nieobecny i podłamany. W niedzielę mieliśmy poważną rozmowę. Powiedział mi, że mnie kocha, ale nie wie jeszcze jak. Że "nie potrafi być kochankiem romantycznym". Że problem nie leży we mnie, że wie, że mogę się z tym wszyskim źle czuć, że to może mi odbierać w pewnym sensie poczucie kobiecości. Że źle się z tym czuje, bo jestem wyjątkową kobietą, że zasługuję na pełnie szczęścia, a on nie potrafi mi tego dać i sam nie wie czemu tak jest. Podkreślił słowa, które powiedział mi wtedy po powrocie w Nowym Roku. Dodał, że nie wie jak to się stało, ale już jestem stałym elementem jego życia, że jak myśli o przyszłości, to zawsze w scenariuszu jestem ja. Że w jego planach razem siedzimy mając lat 80, patrząc sobie w oczy. Pierwszy raz widziałam płaczącego faceta. Nie wiem co się dzieje, nie wiem dlaczego tak jest. Myślicie, że to uczucie, tak jak to nazwał "romantycznego kochanka" przychodzi z czasem, że dojdzie ten faktor X namiętności po jakimś czasie? Że nauczy się mnie kochać w pełni, nie jak siostrę, przyjaciółkę? Czy już sam fakt tego, że myśli o tym, jak mnie kocha, oznacza, że jestem naprawdę dla niego kimś więcej? Ustaliliśmy, że nie ma sensu robić sobie przerw, że tego nie chcemy. Powiedział, że nie widzi innej opcji, nie widzi opcji rozstania i nie widzi opcji, żeby nie dało się tego naprawić, że po prostu potrzeba czasu, żeby to wszystko się rozjaśniło. Bardzo się boję. Nie wiem jak mu pomóc, nie chcę go stracić. Jest mi strasznie ciężko, ale wiem, że jemu kilkakrotnie bardziej. Nie wiem, co mam robić. Czy rzeczywiście pozostało nam jedynie czekanie? Dziękuję za jakiekolwiek słowa rady i opinie, bo zaczynam tworzyć czarne scenariusze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
dziwne to wszystko...ale moze faktycznie z czasem sie ta sytuacja rozjaśni,nie ma sensu panikować. Najpierw opisałaś to jakby to była sielanka,ale gdy wkreciła sie tu jego była...nie wiem,moze uznał,że jeszcze coś do niej czuje i teraz nie jest pewien swoch uczuć ani do niej ani do Ciebie. I dziwne,że po 1 seksie zanikla całkowicie ta namietnosc miedzy wami,a powinna sie raczej pogłębić...sama dziwnie sie czuje po tym co przeczytałam i nie wiem co myśleć o waszych relacjach..na pewno w jakiś sposób jesteś dla niego ważna,kłopot bedzie jak okaze sie,że była ważniejsza.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
z perspektywy dużo większego doświadczenia - nic z tego nie będzie, on się nie zakocha - lubi cię, ale to nie to. nie przerobił byłej. poza tym spotykacie się krótkie miesiące, a już takie jazdy? teraz to sobie powinniście w oczy patrzeć, całować, itd. szkoda czasu na szarpanie się. moja rada - rozstać się, to nie ma sensu, stracisz tylko czas (w dodatku stracisz czas na pseudozwiązek + czas na otrząśnięcie się po nim)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Gdy wróciłam niby nadal było tak samo, nadal był czuły, dużo czasu chcieliśmy spędzać razem, ale przestalismy totalnie się pieścić, dłużej całować - ochłodziło się. On ma duże problemy w pracy, jest mu ciężko, widzę, że jest nieobecny i podłamany. xxx i już się zaczyna tłumaczenie biednego misia (który tylko patrzy jak bzyknąć byłą)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zatroskana93
Jeżeli mnie tylko lubi, to po co ta cała gadka o tym, że chce mnie w swoim życiu już na zawsze? Wiem, że przyjaźnić się nie damy rady, chociaż może właśnie teraźniejszy stan ma sprawić, jego zachowanie itd, że naturalnie oddalimy się od siebie. Kiedyś powiedział mi, zanim się przespaliśmy ten jeden jedyny raz, że nie chce się spieszyć, bo nie chce mnie traktować jako obiekt do zaspokajania swoich potrzeb, bo jestem dla niego zbyt ważna. Wydaje mi się, że teraz fizycznie się od siebie oddaliliśmy właśnie z powodu tej jego niepewności uczuć. Mam mętlik w głowie, chyba nie tak powinien wyglądać związek po 3 miesiącach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zatroskana93
Dowiedziałam się jednak ostatnio, że po jednym ze związków otrząsał się ponad rok. Po ostatnim też całkiem sporo, wszystkie jego związki były bardzo poważne, trwały co najmniej 1,5 roku. Może on po prostu dyktuje się rozsądkiem, nie chce powtórzyć sytuacji z przeszłości. Może go usprawiedliwiam, ale wydaje mi się, że jego słowa nie są rzucane na wiatr. Dla mnie jest to po prostu całkiem abstrakcyjna sytuacja, a chciałabym nam pomóc jakoś to przejść. Nie wiem natomiast, czy mam tyle siły, nie mam też kompletnie pomysłu jak to rozegrać, a zależy mi na nas i na tym, żeby nie poddawać się w budowaniu tej relacji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jestem tego samego typu facetem. Tez po prawie 3 letnim zwiazku nie moglem sie otrzasnac, pozniej zaprzyjaznilem sie z pewną dziewczną, ktora szybko sie we mnie zakochala i robila dla mnie wszystko a ja nie umialem jej tego odwzajemnic i tez czulem sie z tym bardzo zle. Bylem z nia szczery, mowilem ze to przez poprzedni zwiazek. Wiem ze cierpiala ale chciala byc przy mnie i przechodzic to razem ze mną. Bylimy ze soba bardzo blisko, zachowywalismy sie jak para ponad rok ale oficjalnie nie chcialem z nia byc, nie wiem czemu, byla idealna, po prostu cos mnie powstrzymywalo. W koncu postanowilem oddac sie temu caly i zwiazac z nią. Staralem sie byc lepszy, odwzajemnic sie za to co ona dla mnie zrobila. I troche nam sie udalo. Pozniej role sie odwrocily, to mi bardziej zalezalo a ona sie oddala. Mozna powiedziec ze sie minelismy z uczuciami. Juz nie jestesmy razem od ok. 5 miesiecy. Takze jezeli pytasz czy jest szansa ze sie w Tobie naprawde zakocha to Ci powiem ze jest, tylko zeby nie skonczylo sie to tak jak w moim przypadku. Zmusilem sie do zakochania, co brzmi niedorzecznie, a teraz cierpie sam, a ona swietnie sie bawi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Gdh

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×