Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

polaa88

potrzebuje rady... odejść od niego ??

Polecane posty

Witam, nie wiem czy ktokolwiek przeczyta moją historię ale postanowiłam spróbować, sama niejednokrotnie czytałam forum troche z nudów, czasem szukałam jakiś opinii więc może znajdzie się ktoś w wirtualnym świecie, kto doradzi, spojrzy trzeźwym okiem wesprze... Mam 27 lat i borykam się z życiowym wyborem, kompletnie sobie nie radzę, w głowie przewija się tysiące myśli, ale do rzeczy... Od 13 roku życia byłam w związku, czyli jakieś 14 lat, tak tak to nie żart. Łatwo można sobie to wyobrazić, razem z z K. czyli z osobą z którą byłam dorastaliśmy, uczyliśmy sie życia, popełnialiśmy błędy i na nich sie uczyliśmy. Tak naprawdę był przy mnie od zawsze... W tym miejscu muszę przyznać, że od zawsze był to burzliwy związek, wynikający też z naszych charakterów łączyła nas wielka miłość, którą można spokojnie porównać do wulkanu. Przez te lata były różne sytuacje, były łzy, złość, rozstania i powroty. Myślę że my nie potrafimy bez siebie żyć, myslę że to takie troche uzależnienie od siebie, a może przyzwyczajenie. Trzy lata temu postanowiliśmy zacząć wszystko od nowa, zacząć żyć jak rodzina. Wyprowadziliśmy sie z rodzinnych domów i w końcu pierwszy raz zamieszkaliśmy ze sobą, zdala od rodziny, przyjaciół w wielkim obcym mieście. Cieszyłam się jak małe dziecko, żyłam nadzieją, że wszystko się ułoży, znikną kłótnie nieporozumienia bo o co się kłócić skoro jesteśmy ze sobą cały czas? nie bedzię zazdrości niedomówień, powoli bedziemy tworzyć rodzinę, skończę studia pomysli się o dziecku ślubie... no właśnie tak myślałam... Trzy lata temu zaczął się dramat, okazało się jednak, że znajdują się powody do kłótni, co gorsza okazuje się że chłopak chce się odegrać za wszystkie krzywdy, do tej pory nie wiem za co on mnie tak traktował, owszem aniołem nie byłam nigdy, a za dzieciaka robi się różne rzeczy ale nie robiłam mu niewiadomo jakich przykrości. Myślę że tu duże znaczenie ma to z jakich domów pochodzimy, ja dziewczyna z ciepłego rodzinnego kochającego domu, wykształcona za pomocą rodziców on przeciwieństwo. Miał ciężko w życiu, ojciec alkoholik, matka dziwna, kłótnie, awantury zdrady. Czasem myślę, że ma mi za złe, że miałam lepiej, często w kłótniach wykrzykiwał mi że jestem księżniczką która ma wszystko podane na tacy, z czym sie nie zgodzę.... nigdy nic i od nikogo nie oczekiwałam, jestem osobą bardzo pracowitą, i od zawsze tak było, wiec myślę że ta sprawa siedzi gdzieś w nim głębiej. Wracając do tematu... Od samego początku okazało się że K. ma zapędy rządzicielskie, lubi rozkazywać narzucać swoje zdanie, czego przedtem nie widziałam. Okazało sie że jestesmy innymi ludzmi, o innych potrzebach i nie potrafimy znaleźć kompromisu, przynajmniej on sie nie starał go znaleźć. Ja jestem osobą wygadaną lubię ludzi lubię zwiedzać on przeciwieństwo, do szczęścia potrzebny mu pilot i piwo. Mieszkamy w wielkim mieście a przez ten czas kompletnie nigdzie z nim nie byłam, on nie ma takich potrzeb, na moją prośbę, byśmy poszli zobaczyć starówkę, odparł- a co ja starówki nie iwdziałem, i tak było zawsze.... w sytuacjach kiedy sie buntowałam potrafił rękę na mnie wyciągnąć, trwało to rok,bałam sie odejść nie wiedziałam jak się odnaleźć, oczywiście były czasem mile chwile, niestety nie były adekwatne do tych złych... Jego zachowanie doprowadziło do tego, że pzrestałam się starać, żyliśmy obok siebie, nawet świeta każde odpoczywało osobno, oddaliliśmy sie od siebie całkowićie. Ja poznawałam nowych ludzi na uczeli, w pracy zaczęłam zauważać innych facetów, co wcześniej mi sie nie zdarzało, pojawiły się z mojej strony zdrady- tak wiem, że nie powinnam, sama nie wiem jak do tego doszło... Po cięzkim roku, pewnego ranka spakowałam się i wyprowadziłam z koleżanką. pamiętam tamten dzień, siedziałam nad pustą katką papier*****cąc mu coś napisać... okazuje się że nie miałam mu nic do powiedzenia... Pierwsze tygodnie były fantastyczne, imprezy morze alkoholu, bez jego kontroli, spokój psychiczny niesaamowity, lecz kiedyś balety trzeba było skończyć, i akurat w tym czasie on zaczął walczyć... przychodził do mnie pod pracę niemalże każdego dnia, prosił, płakał, błagał. Zmiana faceta o 180 stopni, po tylu latach pierwszy raz zaprosil mnie nawet do restauracji. Tak jak nigdy nie rozmawialiśmy on raptem zaczął opowiadać o pracy, wspominać miłe chwile z przeszłości aż byłam w szoku, prosił mnie tak kolejny rok.... czułam że coś umarło bezpowrotnie ale chciałam spróbować, nie mialam siły by samej żyć, jednak to nie jest moje miasto i nie mam tu wielu znajomych, na tamten czas nałożyły się też inne problemy, cieżko na uczelni, postrzelona pani promotor, słaba praca, której nie mogłam zmienić a dołowała. Jakaś tęsknota chyba za odrobiną stabilizacji sprawiła że choć bez entuzjazmu dałam mu szanse... Miło było kilka dni, pozniej przestał się starać. I u obwiniam się, bo zdecydowałam się spróbować a nie zrobiłam nic kompletnie dla tego związku chyba z góry zakładałam że nie ma to racji bytu... Oddalenie totalne praktycznie zero rozmów o czułości nie wspomnę, o wsparciu? nie ma mowy... Zmieniło sie kilka rzeczy. Od powrotu nigdy nie podniósł na mnie ręki, przestał kontrolować ale to wynikało raczej z tego że ma mnie głęboko gdzieś. I tak przeleciał kolejny juz ostatni nasz rok, przez ten czas skonczyłam studia, zmieniłam pracę stałam się pewniejsza siebie- bo niestety przez niego moja samoocena nie jest wysoka. Nadal żyliśmy obok siebie tylko tym razem w ciszy, urlop spedziłam bez niego, z koleżanką za granicą... czyli jednemu i drugiemu nie zależało. Kilka miesięcy temu dostałam od rodziców wielką niespodziankę, ktorej sie nie spodziewałam. Mogłam wybrać swoje własne M, poszukiwania trochę trwały, i takim sposobem od 2 tygodni mieszkam na swoim, sama.... zrobiłam to z duszą na ramieniu, bo wiem ze to glupie ale gdzieś tam w srodku mam poczucie jakbym mu robila krzywdę, rochę to wygląda tak jakbym siedziala z nim bo było wygodnie, a jak sytuacja sie polepszyła to go pogonilam... chyba po cześci tak jest. Ale tu chodzi o decyzję życiową, to ostatnia szansa na zmianę swojego życia. Muszę sie przyznać że mimo iż dostałam tak dużo nie potrafię się tym cieszyć, choć wiem że niejedna osoba byłaby w niebo wzięta, ja zawsze powtarzam jedno, że wolałabym kochanego faceta, dobrą pracę i 30 lat kredytu bo faktycznie tak uważam. Spotkaliśmy się kilka dni temu, przyjechał oddać mi reszte rzeczy które zostawiłam, rozmawialiśmy już inaczej nie poruszajac tematu związku było tak miło przyjemnie, taka rodzinka, mamy jeszcze słodkiego pieska,, który jest prawie jak dziecko. Mimo iż wiem że powinnam zakończyć to wszystko odciąć się na nowo nie potrafię.... boje się chyba samotności, że juz nikogo nie poznam, a on może sie zmieni? mam wielki zal do siebie o ten ostatni rok, bo nie zrobiłam nic zeby naprawić związek, wrecz przeciwnie psułam go, a teraz zastanawiam się jakby to było. Gwarantuje że ma też dobre cechy, które są dla mnie bardzo ważne, jest pracowity, obrony ugotuje obiad i naprawi lodówkę a co najważniejsze wiem ze bedzie dobrym ojcem...... mam ostanią szanę by zmienić decyzję, w innym wypadku on wyjeżdza, a poza tym ja nie chce go zwodzić ... marzę o rodzinie o domu.... ale gdzie ta miłość gdzie te iskry? to jedyny facet ktorego kochałam, może tak powinno być, może z każdym facetem kiedyś uczucie troche maleje? w ogole czym jest miłość... zagubiłam sie nie chce krzywdy nikomu robic, ale sytuacja jest słaba... Może spróbować ten ostatni raz? ale czy to jest sens, skoro ja rozgladam sie za innymi? a może ja juz taka jestem ze zawsze bedzie mi czegoś mało i będe czukać niewiadomo czego?? sama nie wiem pomóżcie ...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Myślę , ze to nie ma sensu. Uczucie dawno się wypaliło i chociaż to przykre , to rzadko się udaje na tym stworzyć udany związek. Myślę , że lepiej byc samemu , niż męczyć się w związku gdzie nie ma miłosci. I jeszcze jedno , jeśli jest prawdziwa miłość to ona nie mija z czasem , ona się troszkę zmienia , zmniejszaja się motylki w brzuchu , ale jest więcej czułości , troski. Jesteś jeszcze młoda i masz szansę na poznanie kogoś kogo pokochasz , a nie bedzie to mozliwe jesli jedną nogą będziesz tkwiła w przeszłości

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×