Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość gość

Wina po rozstaniu

Polecane posty

Gość gość

Witajcie Forumowiczki, Po co dodaję ten temat? Ku przestrodze, może w odpowiedzi na pytania rodzące się w głowie nie jednej z Was. Czy to właśnie ten? Może piszę to też, żeby ukoić swój ból. Przez 4 lata byłam z chłopakiem. Miłość ze szkolnej ławki. Przez te 4 lata ciągle mieliśmy przerwy, rozstania, kryzysy. Z różnych win..powodem byłam ja, w sensie ,że to ja kończyłam ten związek a potem go ratowałam, albo on zabiegał o mnie. Co mogę o nim powiedzieć? Dobry facet, taki facet na którego jak patrzysz to myślisz, że kocha tylko raz w życiu. Zawsze miał do mnie szacunek, pomagał, zawsze wybierał mnie, najważniejszą. Niestety, był w nim pewien problem. Nie lubił wychodzić z domu, najbardziej lubił siedzieć przed telewizorem. Nie chciał ze mną wychodzić , nie lubił aktywnie spędzać czasu. Ja jestem towarzyska, ciekawa życia, wciąż mi mało, wciąż chce uprawiać sport, ruszać się, spotykać z ludźmi. Po pewnym czasie po prostu wychodziłam bez niego, ale byłam bardzo zła na niego z tego powodu. W końcu okazało się, ze to depresja połączona z fobią społeczną. Wziął leki i mu się poprawiło. Przez rok było dobrze. Po roku znowu się zaczęło marudzenie, narzekanie, siedzenie w domu, wymyślanie co go boli, żeby tylko nigdzie nie iść. Mam dużo problemów rodzinnych,w pracy, na uczelni. Wszystko zbiegło się na raz. Na raz z jego napadem depresyjnym. Jego depresja strasznie mnie pogrążała. Marzyłam ,żeby się oderwać, iść pośmiać, pobawić a nie siedzeć z nim w domu. Wspierać go. W końcu poczekałąm aż trochę z tego wyjdzie i znow go zostawiłam. Prosiłżebym dała mu czas na wyzdrowienie. Niestety zaczynałam stwierdzać, że czasami depresja staje się jego wymówką. W domu posprzątał (mieszkamy razem) ugotował, ale wyjście to dla niego katorga. Nie wytrzymałam, zostawiłam go. Pojechałam spać do rodziny, żeby nie widzieć jego bólu. Na drugi dzień przyjechałam rano. Jego mama pomagała mu się pakować. Przyszłą do mnie, powiedziałą, że przykro jej ,że nam nie wyszło. Że rozumie mnie, ze to dla mnie też nie jest łatwe, ale byłam częścią ich rodziny i myślałą, że nam się uda, że była z nim całą noc i nie wie jak on to przeżyje, jak sobie z tym poradzi, ale jak mamy się rozstać to może lepiej teraz niż później. Płakała. Co czuję? Czuję ból, żal, pustkę. Że nie umiałam, albo nie chciałam go zrozumieć, że mu nie pomogłam. Że myślałam o sobie a to on najbardziej potrzebował pomocy. Dziś już bym tego nie zrobiła. Wiem, że jeśli pozna inną dziewczynę to da z siebie wszystko i uczyni ją szczęśliwą. Piszę to jako przestroga, aby zastanowić się bardzo poważnie czy decyzja, którą podejmujecie o rozstaniu na pewno jest właściwa. Czy nie będziecie później bardziej cierpieć. Oboje dojrzewaliśmy, przeszliśmy przez szkołę, maturę, studia, wspólne mieszkanie i tylko wspomnienia nam już dzisiaj pozostały. Dziś cierpię bardzo, jedyne co mnie pociesza to to, ze z czasem, jak już ten ból minie spojrzę na tę sprawę z dystansem i pomyślę, że dobrze się stało. Ale dziś już bym tego nie powtórzyła. Straciłam go, zraniłam, złamałam serce i jego wiarę w miłość. Kochajcie ludzi, któzy kochają Was. Nie patrzcie tylko na siebie i bądźcie wyrozumiałe Dziewczyny.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
...z tego co piszesz jestem podobny do niego. Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Bo niewątpliwie trochę jest to śmieszne, ale nie na tyle by sobie z tego żartować. Śmieszne w sarkastycznym tego słowa znaczeniu. Biorąc pod uwagę moje doświadczenia i osobiste podejście do życia mogę jak gdyby zabawić się w małego psychologa i oznajmić Tobie moją diagnozę.... ale ostrzegam, nie będzie ona przyjemna. Jak widać straszna z Ciebie egoistka i nawet teraz nie chodzi o niego tylko o to abyś to Ty poczuła się lepiej. Ten temat jest doskonałym na to przykładem jakie są tak naprawdę kobiety. Szczerze? Jeśli on jest taki jak piszesz, to oznacza tylko jedno, a mianowicie wiele lat cierpienia. Pomyśl tak logicznie. Facet ma nawracającą się depresję i jest aspołeczny. Jak osoba, która nie wychodzi do ludzi ma poznać kogoś innego? Nawet gdyby jakimś cudem mu się udało to jak ma ja przekonać do siebie? Piszesz, że długi czas byliście razem i jemu na Tobie bardzo zależało. Na litość Boską skoro nawet jego matka płakała i spędziła u syna noc bo się martwiła o jego stan.... To oznacza tylko jedno, on bardzo Ciebie kochał. Jak zwykle kobieta przybija gwóźdź do trumny mężczyzny. Mało to facetów powiesiło się przez takie jak wy? Tyle pada na tego typu forach i na czatach, a nawet w prasie i telewizji oskarżeń pod adresem mężczyzn, tyle słów krytyki. Wydaje mi się, że kobietom po prostu odbija i ich egoizm przysłania to co wartościowe choć mało krzykliwe. Zaczyna mi już brakować słów, bo wiem, że i tak nikt mnie nie zrozumie zwłaszcza tutaj. Trudno też opisać emocje które związane są z obserwowaniem i doznawaniem niesprawiedliwego życia. Nie wiem jak przemówić do ludzi, co powiedzieć by do ich świadomości dotarła ta iskierka prawdy. Wiele razy starałem się w mniejszym lub większym stopniu podkreślić to błędne koło i wytknąć palcem błędy. Jednak egoizm i ignorancja ludzka dziś nie zna granic. Trudno dyskutować z kimś kto jest jak gdyby wyrwany z tej rzeczywistości, kto jest na tyle arogancki, że nie chce dopuścić do siebie prawdy. Ty robisz w tej chwili to samo. Chcesz zatuszować swoja winę, wyrzucić z siebie emocje i zapomnieć. Piszesz, że kiedyś się z tym pogodzisz. Już budujesz w sobie postawę obronną, swego rodzaju obraz przyszłości, który niebawem wchłoniesz jak coś oczywistego. Kreujesz swoją niewinność i snujesz bajeczki jak to on sobie kogoś znajdzie. Tłumaczysz siebie na wszelkie sposoby i pociesze Ciebie - kobiety są w tym rewelacyjne. Zapewne uda się Tobie znaleźć kogoś innego i zapewne nastąpi to góra rok po rozstaniu. Zapomnisz o całej sprawie... wyjdziesz za mąż, urodzisz dzieci i Twój biologiczny zegar będzie jak nakręcony budzik, który nie ma czasu przystanąć i spojrzeć wstecz. Z reszta będziesz bała się zatrzymać, bo tak już jest kobieta ukształtowana, że po trupach dąży do celu. Jeśli on jest taki jak piszesz, to długie lata nie będzie potrafił się z tym faktem pogodzić. Możliwe, że zawsze już będzie sam. Gratuluje!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Zgadzam się z powyższym, ale prawda taka ze Wy faceci robicie z nami dokladnie to samo!!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Moja znajoma ma meza chorego na depresje. On nie chce brac lekarstw ,kiedys jeszcze upijal sie i bil zone do nieprzytomnosci, sasiedzi zadzwonili na policje i zamknieto go na 3 mies. w zakladzie zamknietym.Teraz juz nie pije ale caly dzien lezy w lozku,tylko je i spi, nie myje sie i nie przebiera wiec ona musi go myc i przebierac. Dzieci mieszkaja w Irlandii a ona nawet nie moze ich odwiedzic bo maz potrzebuje stalej opieki. Mysle ze dobrze zrobilas bo pewnie takie zycie by cie czekalo, a kto chcial by tak zyc ?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość str
Może zamiast "gość" wybiorę sobie jakiś nick, żeby wiadomo było kto odpisuje. Zapewne masz rację w tym co piszesz. Na pewno masz rację. Gdybym mogła naprawiłąbym to wszystko, ale nie mogę. Dla jego własnego dobra nie mogę. Czuję się z tym okropnie i wcale się nie usprawiedliwiam, bo zachowałam się jak egoistka. Zakłądając ten wątek wcale nie liczyłam na słowa "nie przejmuj się, będzie lepiej" albo "dobrze zrobiłaś, po co Ci facet z depresją". Wiedziałam, że pewnie padną ostre słowa. Jestem tylko człowiekiem, człowiek z natury jest egoistą. Napiałam to z egoizmu, chciałam to z siebie wylać. Masz rację. Ale też po to, żeby może inna dziewczyna, która właśnie zastanawia się nad swoim związkiem dwa razy się zastanowiła. Żeby nie musiała odkrywać pewnych spraw dopiero po fakcie. Wiesz, gdybym była do końca zła do szpiku kości i chciała tylko sprawić, żeby było mi lepiej to teraz bym pewnie u niego siedziała i chciała żeby wrócił. Nie wiem czy by to zrobił, ale myślę, że jest duża szansa. Bo gdyby wrócił byłoby mi lepiej (jak każda egoistka myślałąbym tylko o sobie). Dlatego właśnie wolę siedzieć w domu i ryczeć nad swoim losem niż potraktować go jak zabawkę - wczoraj "spadaj", dzisiaj "wróć".

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
gość dziś Typowa reakcja. Mężczyźni robią nam to samo i dlatego to nas usprawiedliwia? Żałosne tłumaczenie. gość dziś Co innego jak by kobieta potrzebowała opieki 24 godziny na dobę wówczas wszystko było by umotywowane, a mąż zobowiązany czy tego chce czy nie, bo skoro kocha to niech się opiekuje. W tym wypadku pokrzywdzona była by kobieta i to wszyscy jej by współczuli i pisali, że musiało ją spotkać coś strasznego co tak bardzo odcisnęło piętno na jej życiu. Najprawdopodobniej obarczono by winą nawet samego męża. Broń Boże mąż by się nią nie zaopiekował, to zrównałyście by go wówczas z błotem. Ewidentnie ten człowiek jest chory i wymaga pomocy. Argument, że bił kobietę jest w obliczu choroby o podłożu psychicznym nieistotny, bo jak wszystkim wiadomo w takiej sytuacji człowiek zachowuje się irracjonalnie i często nie jest sobą. Pomijam już sam fakt, że tematem tabu jest to jak kobieta bije męża. Kobiety o tym nie mówią, bo wiadomo to nie jest na rękę waszej ideologii o tym, że całe zło to nasza wina. Mężczyzna zaś się po prostu wstydzi, że zona go bije. Często mimo wszystko kocha ją i trwa przy niej dla dobra dzieci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
str dziś Czyli kolejna wygodna postawa. Teraz wychodzi na to, że poświęcasz się dla jego dobra. Robisz z siebie męczenniczkę? ...nie wrócisz do niego by go nie skrzywdzić? W zasadzie racja. Lepiej nie wracaj. Z tego co widzę, to chyba ani razu nie napisałaś, że go kochasz. Skoro tak jest to zostaw go w spokoju. Taki człowiek zasługuje tylko na prawdziwą miłość, ale wątpię w to czy jakakolwiek kobieta potrafiła by mu ją ofiarować. Zresztą teraz i tak by jej pewnie nie uwierzył mając na uwadze poprzednie doświadczenia. Taki człowiek bywa nadwrażliwy, a to powoduje, że nosi w swoim sercu kogoś do końca życia... i owa osoba odciska na jego psychice ogromne piętno. Jednak ludzie często bywają strasznie nieodpowiedzialni. Zresztą co za różnica? Sądzisz, że to co piszesz cokolwiek zmieni w czyimś życiorysie? Jeśli tak, jeśli to było intencja tego tematu to chyba nie znasz ludzi. Ewentualnie ten wątek, który zresztą jest schludnie napisany jest fikcyjny. Literacką bajka w celu wykreowania większej popularności tego miejsca. Prawda jest taka, że z tego co tutaj ktoś napisze nikt wniosków sensownych nie wyciąga. Ludzie uczą się tylko na własnych błędach. Tutaj zaglądają Ci co już błąd popełnili i szukają wsparcia, ewentualnie "rozrywki". Jak grochem o ścianę.... rozumiesz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość str
Masz rację, ani razu nie napisałam, ze go kocham. Ale kocham go. Dziś wiem jak bardzo. Uważasz, że to fair z mojej stronny, gdybym teraz do niego poszła i chciała, żeby wróćił? A chciałabym, bardzo bym chciała. Ale jak mam spojrzeć teraz w oczy jego matce? Myślisz, ze ona byłaby szczęśliwa z tego powodu,że teraz tak po prostu po niego "przyszłam"? Powtarzam, ze nie chcę się tłumaczyć. Ludzie uczą się na własnych błędach i to różne powody nimi kierują. Ale wiesz, to lepsze co napisałeś o mnie. Dzięki Tobie wiem jak bardzo na mnie nie zasługiwał.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie możesz zażądać by wrócił, nie możesz oczekiwać wybaczenia. Jedyne co możesz to mieć nadzieję. Jeśli jesteś pewna swoich uczuć i wiesz, że on nadal jest sam to chyba nic nie stoi na drodze prócz tego co tkwi w waszych umysłach. Moim zdaniem możesz się do niego odezwać i od tak po prostu zapytać co u niego słychać. Wystarczy jeden głupi sms by zacząć wszystko od nowa. Tylko bądź na tyle odpowiedzialna by móc jednoznacznie siebie określić i tym razem nie zbaczać z wyznaczonego kursu. Jest takie mądre powiedzenie: "Jeśli coś kochasz, puść to wolno, jeśli wróci jest twoje, jeśli nie, nigdy twoje nie było." Sens jest trafiony, ale słowa nie podobają mi się tak do końca, no bo przecież człowiek to nie "coś" co można posiadać. Stwierdzenie jest twoje dla mnie trochę niefortunne, ale nie czepiajmy się szczegółów. Rozumiesz co chce przez to powiedzieć? Co do matki to się nie przejmuj, bo gdy syn będzie szczęśliwy ona też ten fakt doceni. Może nie od razu, może z większym dystansem, ale jak się upewni, że to prawda wówczas znów otworzy swoje serce na Ciebie. O miłość warto powalczyć, ale nie w takim sensie agresora. Polecam też hymn do miłości. Przeczytasz tam między innymi coś w stylu miłość cierpliwa jest i łaskawa. Takiej miłości Tobie życzę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość str
wiesz, chyba zawsze taką miałam i jej nie doceniałam. Dlatego musiałam ją stracić ,żeby docenić. Może jestem zbyt młoda i głupia. Myślę, ze zadzwonię do jego mamy zapytać co u niego. To zawsze była dobra kobieta, więc pewnie nie będzie mnie potępiała. Chociaż za to co zrobiłam jej dziecku powinna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
do matki nie dzwoń chyba faktycznie młoda jesteś

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A według mnie strasznie go idealizujesz, dobrze że kopnęłaś w doope nieudacznika maminsynka. On i tak by się z tobą nie ożenił bo by się bał ślubu :) ale do wyra chodzić się nie bał co? fobii przed seksem nie miał?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
gość dziś w takie sytuacji w realnym swiecie nie patrzyl bym czy kobieta czy mezczyzna - w pysk bym dal cieszcie sie ze to tylko Internet i jestescie bezkarni

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
ok. ja kończę powodzenia życzę i tak już dużo za dużo napisałem pora spadać bo hejty zaczynają się udzielać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Edel
Nie wiem dokładnie ile macie lat, ale z opisu wnioskuję, że około 25. Szczerze mówiąc nie podoba mi się wypowiedź gościa, że jesteś egoistką (a kto nie jest?), dlatego zostawiłaś faceta i w ogóle to Twoja wina i że zmarnowałaś mu życie. To jest niesprawiedliwe. Każdy odpowiada za swoje własne życie i nie można zrzucać odpowiedzialności za czyjeś życie. W każdym razie myślę, że raczej włączył Ci się mechanizm obronny. Życie nie jest łatwe i powinniśmy otaczać się ludźmi, którzy są życzliwi i będą nas wspierać a nie dołować. W dodatku dopiero co weszłaś w dorosłość. Dla nawet dorosłej i doświadczonej osoby taki partner może być trudny, a co tu mówić o młodej osobie co dopiero rozpoczyna swoją przygodę samodzielnego życia. Nie dziwię Ci się, że po prostu nie dałaś rady emocjonalnie. Może co innego gdybyście byli małżeństwem przez kilka lat, przysięgali sobie miłość po grób, ale nawet i to przecież nie oznacza, że masz iść na dno, bo nie opuścisz partnera. Czasem trzeba się zachować egoistycznie i ratować siebie, jeżeli druga osoba nie chce sama się ratować. Rozumiem z Twoich wywodów, że partner się jednak starał zmienić i brał lekarstwa, więc w sumie powinnaś go wspierać i nie opuszczać. Ale rozumiem też co znaczy żyć z takim człowiekiem, chorym na depresję. Jestem trochę starsza od Ciebie i mam podobne doświadczenie. Mój eks partner był głębokim introwertykiem. Nie chciał się spotykać z moimi przyjaciółmi czy nawet z moją rodziną. Nie chciał wychodzić z domu, ale oczywiście gotował, sprzątał itd. Według mnie miał/ma depresję, ale nie chciał o tym słyszeć i się leczyć. Jak po 8 latach wspólnego życia zaczęły się poważne problemy w związku to nie chciał iść na terapię. A ja wchodziłam w dorosłość, chciałam, żebyśmy byli razem tak na serio, ale do tego trzeba iść do pracy, usamodzielnić się... A on w wieku 30 lat nadal nie skończył studiów, ani nigdy nie pracował. Starałam się mu pomóc, ale się nie udało. Zerwał ze mną pod moją presją zmotywowania go do zrobienia czegoś ze swoim życiem. Potem chciał wrócić, ale ja byłam za bardzo zraniona... Mimo, że się kochaliśmy to po prostu związek się skończył, nie potrafiłam mu pomóc. Nadal czuję się winna, ale naprawdę czuję, że zrobiłam prawie wszystko, aby mu pomóc. Wiem, że znowu studiuje i zaczął dorywczo pracować. Znalazł też sobie kogoś i bardzo mnie to cieszy. Dlatego z perspektywy czasu myślę, że dobrze zrobiłam. Ale nadal czuję się winna, że nam się nie udało. Moja pierwsza miłość i w sumie tragiczna. Spowodowała, że już nie wierzę w happy end. Wypaliłam się po prostu. Smutne też było to, że jak się skończył związek to prawie wszyscy w moim otoczeniu naprawdę się z tego cieszyli. Nawet szefowa była bardzo zadowolona... bo kiedyś jak wracałyśmy razem z Brukseli to mój facet nie przyjechał po mnie na lotnisko o 1 w nocy... Jest mi przykro, że tak się to skończyło, ale życie idzie dalej. Mam nadzieję, że każdy z nas znajdzie swoje szczęście mimo to :) I Tobie autorko też tego życzę i Twojemu byłemu partnerowi, aby poradził sobie. Nikt inny mu nie pomoże jeżeli sam przynajmniej w minimalnym stopniu nie weźmie się w garść.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×