Gość gość Napisano Czerwiec 6, 2015 Poznaliśmy się jako młodzi ludzie. On zaczynam pracę na miejscu ja wyjeżdżałam do Warszawy. Takie nasze spojrzenia, kilka słów rozmowy, uśmiechy i tyle... miło zapamiętałam jego i jego znajomych. Wyjechałam do Warszawy - zaczęłam robić szybką karierę. Zdobyłam wszystkie uprawnienia do pracy w zawodzie i po 5 latach wróciłam w rodzinne strony. I spotkałam jego. On nie pracuje w zawodzie, ma dziewczynę. Ja też z kimś się spotykałam, ale odeszłam, bo nie potrafię być z kimś "po to by kogoś mieć". Poznałam jego rodzinę, znajomych, on poznał moich. Poznałam i ją, ale ona cały czas przesiaduje w domu (poza zaocznymi studiami i sporadyczną opieką nad dzieckiem - nie pracuje). I dziwi mnie jedno - odkąd pojawiłam się ja znów w tym gronie ona nie przychodzi na wspólne ogniska, wycieczki. Nie chce jechać na weekend pod namioty. A mnie i jego łączą wspólne pasje - ogniska, wędrówki po górach. Poza tym wszyscy pracujemy - utrzymujemy domy albo mieszkania - nie mieszkamy z rodzicami. I coś zaczęło między nami iskrzyć... pojechaliśmy na żagle. Ja płynęłam łódką z innym kolegą - też singlem. Poznałam go dopiero tam - a ten mój znajomy słyszał, jak tamten prosił mnie o numer telefonu. I po wczorajszym ognisku, gdzie jego dziewczyny znów nie było zastanawiam się po co oni są w związku? Czemu ktoś dziwnie na mnie patrzy, gdy nowo poznany znajomy podaje rękę i prosi bym zatańczyła? Udostępnij ten post Link to postu Udostępnij na innych stronach