Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Gość romantyk8977

Wielki dramat miłosny

Polecane posty

Gość romantyk8977

Witam. Moja chujnia pewnie w niczym nie różni się od klasycznych przypadków, ale to wcale mnie nie pociesza. Zacznę od początku. Mam 27 lat, odkąd pamiętam zawsze marzyłem o miłości na całe życie, o ślubie, o wspaniałym związku, być może nawet w głowie idealizowałem sobie tą miłość wierząc, że prawdziwa miłość istnieje do końca życia. W przeszłości raczej już dalekiej byłem w kilku związkach, jednak żaden z nich nie przetrwał dłużej niż 9 miesięcy. W żadnym z nich to nie ja bezpośrednio inicjowałem rozstanie. Każde rozstanie mocno przeżywałem. Nie porównywałbym jednak tego, do obecnej sytuacji, bo tamte związki były mało przemyślane, po prostu były związkami młodzieńczymi. Wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki 2 października 2014 roku. Napisała do mnie dziewczyna na jednym z portali randkowych. Pięć dni później się spotkaliśmy i jakoś to poszło. Nigdy wcześniej nie poznałem nikogo takiego jak ona. Skromna, ładna, ma dobre serce, spokojna, życzliwa i przede wszystkim tak jak i ja uczuciowa, szukająca miłości na całe życie. Szybko zaiskrzyło między nami, a ja coraz bardziej zyskiwałem pewność, że to ta jedyna. Może to się wydawać wręcz niewiarygodne, ale to był związek prawie idealny. Praktycznie się nie kłóciliśmy, przez półtora roku łącznie cichych dni było może kilka. Codziennie obdarowywaliśmy się niesamowitymi wyznaniami słownymi, czy też pisanymi poprzez smsy. Nie było dnia kiedy nie wyznawaliśmy sobie miłości. Wielokrotnie powtarzała, że to miłość na całe życie, że pragnie ślubu ze mną, że nie potrafi beze mnie żyć i wiele innych jeszcze piękniejszych wyznań. Naprawdę uwierzyłem w swoje szczęście, zakochałem się na zabój, mocno zaangażowałem. Była dla mnie najważniejsza, całe moje życie układałem pod nią. Nie było dnia, abym o niej nie myślał. Przeżyliśmy wiele wspaniałych, niesamowitych, niezapomnianych momentów. Widać było, że ona też maksymalnie się zaangażowała, wielokrotnie powtarzała, że inni mężczyźni dla niej nie istnieją, nawet czasem była zazdrosna, choć nie miała o co, bo byłem jej bardzo oddany. Były gorsze chwile, ale one stanowiły może tylko z 5% naszego związku. Te gorsze chwile dopiero teraz być może mi coś uświadamiają, po krótce je opisze. Jedno z nich miało miejsce po trzech miesiącach związku. Przez przypadek zwaliłem jej szafkę ze ściany, na której powstała mała, biała dziurka zdrapanej farby, średnicy kilku mm. Bardzo się o to zdenerwowała, pierwszy raz i chyba w sumie ostatni wpadła w taki szał. Kazała mi się wynosić i choć ostatecznie zostałem, to odcisnęło na mnie piętno. Była na mnie bardzo zła i potrzebowała paru dni na odpoczynek, odizolowanie się, po tym czasie wszystko wróciło do normy. W maju ubiegłego roku miał miejsce także nieprzyjemny incydent. Na jednym ze spotkań stwierdziła, że już nie kocha mnie tak jak wcześniej, nie czuje tego samego. Kiedy ze łzami w oczach chciałem wyjść zatrzymała mnie, potem nie potrafiła wyjaśnić swojego zachowania. Stwierdziła, że miała „złe dni”, czuła się fatalnie i podświadomie chciała, abym też tak się czuł, jednak nigdy logicznej odpowiedzi na to zdarzenie nie uzyskałem. Oczywiście choć byliśmy bardzo zgodną parą, kilka razy w ciągu tych półtora roku zdarzały się kłótnie. Jednak za każdym razem też mocno je przeżywała, zazwyczaj sama się po nich odzywała i zawsze twierdziła, że uświadamiały jej mój brak, to jak mnie mocno kocha. Jeśli chodzi o nią, to jest to w skrócie osoba „do rany przyłóż”, cicha, spokojna, domatorka. Wcześniej była w 2-3 związkach, gdzie po ponad roku czasu to ona je kończyła, co też na pewno jest zastanawiające, jednak wcześniej o tym nie myślałem. Tak naprawdę o ile na początku zdarzały się jakieś gorsze dni częściej, o tyle w zasadzie od roku jest idealnie, śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy modelowym związkiem pod każdym względem. Około tygodnia temu poszedłem z nią na imprezę rodzinną, już wtedy moim zdaniem była jakaś inna, nie było tyle czułości, co zawsze, tyle buziaków, przytulań. Zdegustowany tym, nie żegnając się z nią zbyt wylewnie (tak jak zawsze), pojechałem do siebie. Dwa dni później próbowałem się z nią skontaktować – nie odbierała. Później napisała smsa, że potrzebuje być sama. Było mi ciężko, pierwszy raz w życiu sięgnąłem po coś mocniejszego i piłem sam (w zasadzie to bardzo rzadko piję alkohol). Zadzwoniłem do niej, trochę się rozkleiłem. Okazało się, że zaczynają jej nie pasować moje zachowania, które dla mnie nie są zbyt istotne, w każdym razie nie na tyle, aby robić z tego aferę i poddawać sens naszego związku. Przykłady? Okazało się, że na tej imprezie rodzinnej, z którą ostatnio u niej byłem, gdzie praktycznie nie znałem tych osób, a były to same dużo starsze osoby, według niej za mało się odzywałem (ona sama raczej jest bardzo oszczędna w słowach nie licząc wyznań dla mnie), wytłumaczyłem dlaczego tak było, że nie czułem się zbyt pewnie, że potrzebuje się oswoić z ludźmi. Wydawało się, że to zrozumiała. Były jednak inne uwagi do mnie, np. że na święta wielkanocne u niej przyszedłem z niczym. Rzeczywiście, tutaj być może zawaliłem, ale to wynika raczej już z samego wychowania, dla niej takie szczegóły są być może istotne, dla mnie nie. Jeszcze wcześniej była sytuacja, kiedy stwierdziła, że za mało np. przepuszczam ją pierwszą przed drzwi traktując ją w ten sposób bez szacunku. Poprawiłem ten element. Ona jest ogólnie wychowana przez rodziców, a raczej przez mamę bardzo konserwatywną, mocno katolicką i to właśnie po rozmowie z nią wyszły te „moje wady”, choć stwierdziła, że ta rozmowa potwierdziła tylko to, co myślała. Przez telefon zaczęła wątpić w sens tego związku i swojej miłości. Stwierdziła, że nie wie co czuje i że chce się ze mną spotykać, aby to określić, co dla mnie po takim czasie jest absolutnym nieporozumieniem. Spotkaliśmy się kilka dni temu. Wydawało się, że jest lepiej. Stwierdziła, że nie powinna tak mówić. Ja z kolei dotknięty jej słowami z dnia wcześniejszego, powiedziałem, że być może dobrze zrobi nam kilkudniowa przerwa na przemyślenie, ochłonięcie. Zgodziła się z tym i stwierdziła, że ona chce dalej spróbować być ze mną. Ja z kolei odpowiedziałem, że potrzebuje kilka dni do namysłu po tym wszystkim (chciałem potrzymać ją trochę w niepewności sadząc, że to może jej uświadomić brak mojej osoby). Ona odpowiedziała, że te kilka dni to dobry pomysł i że też potrzebuje czasu na ochłonięcie do końca tygodnia. Nie ukrywam, że cała ta sytuacja bardzo mnie bolała. Nigdy wcześniej nie byłem w tak poważnym związku, nigdy wcześniej nikogo tak nie kochałem, nigdy wcześniej nie przeżywałem takiego kryzysu w związku. Ja dopiero tego wszystkiego się uczyłem. Nie rozumiałem, jak z dnia na dzień można wątpić w sens związku i nie wiedzieć, co się czuje praktycznie bez poważniejszego powodu. Przeczytałem, że jednak kryzysy po roku, dwóch latach to normalna rzecz, że się zdarzają, podbudowany tym faktem, zadzwoniłem po kilku dniach. Ona jednak stwierdziła, że już sama nie wie czego chce, że przez te kilka dni dużo myślała i znalazła od początku naszego związku wiele moich zachowań, które ją drażnią. Zapytałem, dlaczego wcześniej mi o tym nie mówiła? Stwierdziła, że tłumiła to w sobie i to wszystko przez półtora roku tak się nagromadziło. Naprawdę tak jak mówiłem, że przez te półtora roku widziałem, że była bardzo szczęśliwa, nie chce mi się wierzyć w coś takiego, że coś tłumiła w sobie, zauważyłbym to w jej zachowaniu. Zawsze jak miała zły nastrój, problem, od razu potrafiłem to zauważyć, rozszyfrować ze względu na to, że jesteśmy niezwykle podobni do siebie w swoich zachowaniach. Jak zapytałem, co to za zachowania, które ją drażnią, to stwierdziła, że mi nie powie, że teraz nie potrafi sobie przypomnieć, że kiedyś może mi wszystko napisać na kartce. Po tej rozmowie znowu byłem zdołowany, ale znowu się podniosłem. Nazajutrz napisałem jej niesamowicie długiego smsa, że będę walczył o ten związek, że jej pomogę jeśli chce, że się nie podam, że ją kocham, że nie warto się poddawać już na pierwszej przeszkodzie, że nie warto niszczyć tak wielkiej miłości, że nie podam się dopóki będę miał siły i widział w tym sens. Jej odpowiedź znowu mi podcięła skrzydła. Stwierdziła, że to bardzo piękne co pisze, że docenia to, że walczę, ale ona chce być w związku szczęśliwa, że wychodzi z założenia, że woli być sama niż w nieszczęśliwym związku i że potrzebuje jeszcze kilka dni wyciszenia. Te słowa niezwykle bolą i kompletnie ich nie rozumiem. Pisze tak, jakby przez te półtora roku były nieszczęśliwa lub ten kryzys postępował, trwał dłuższy czas. Być może istotnym elementem w tej sprawie jest to, że ma ciężki czas w pracy, wiem, że to dla niej bardzo istotne i to przeżywa. Sama musi zapieprzać za dwóch, bo jej koleżanka z pracy się zwolniła, a szef nie zatrudnił za nią nikogo. Ostatnio złożyła wypowiedzenie. Mówiła jednak, że łączenie mojej sprawy z jej pracą nie ma sensu i nie ma nic do rzeczy. Jutro mam do niej zadzwonić i mamy się spotkać pojutrze. Nie wiem już co mam myśleć, nie wiem jak to możliwe, że z dnia na dzień można popaść ze skrajności w skrajność jeśli chodzi o uczucia. Byłem jej pewny jak nikogo innego na świecie. Byłem pewny jej miłości, ślubu z nią w przyszłości na który odkładałem, mieszkania. Mieliśmy wspólne plany na przyszłość. Te półtora roku to najpiękniejszy okres mojego życia. Co prawda jeszcze oficjalnie się nie rozstaliśmy, ale po tym co mówi i jak mówi, nie daję sobie wielkich szans. Najgorsze jest to, że jestem wrażliwym facetem, kocham ją nad życie i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Próbuje odgonić od siebie te wszystkie myśli, ale się nie da. Nie mogę zasnąć, płaczę wieczorami i mam myśli samobójcze. Chyba nie mam na tyle odwagi, aby to zrobić, ale jednak te myśli są i zaprzątają mi głowę. Czuję, że bez niej umrę, że nie dam rady, oddałem jej całe swoje serce. Była dla mnie całym światem, a teraz ten świat mi się wali. Było naprawdę wręcz jak w bajce, a teraz jest jak w najgorszym dramacie. Pewnie z wiele z was będzie mi radzić, abym dał sobie z nią spokój, ale ja naprawdę jestem w niej zakochany najmocniej jak sobie to tylko można wyobrazić. Jutro mam do niej zadzwonić, a pojutrze się spotkać. Jeśli nie nastąpi jakiś cud, to nie dam rady poradzić sobie z tym bólem, skoro już jest tak duży. Dziękuję za przeczytanie tych wypocin do końca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość romantyk8977
Te półtora roku to najpiękniejszy okres mojego życia. Co prawda jeszcze oficjalnie się nie rozstaliśmy, ale po tym co mówi i jak mówi, nie daję sobie wielkich szans. Najgorsze jest to, że jestem wrażliwym facetem, kocham ją nad życie i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Próbuje odgonić od siebie te wszystkie myśli, ale się nie da. Nie mogę zasnąć, płaczę wieczorami i mam myśli samobójcze. Chyba nie mam na tyle odwagi, aby to zrobić, ale jednak te myśli są i zaprzątają mi głowę. Czuję, że bez niej umrę, że nie dam rady, oddałem jej całe swoje serce. Była dla mnie całym światem, a teraz ten świat mi się wali. Było naprawdę wręcz jak w bajce, a teraz jest jak w najgorszym dramacie. Pewnie z wiele z was będzie mi radzić, abym dał sobie z nią spokój, ale ja naprawdę jestem w niej zakochany najmocniej jak sobie to tylko można wyobrazić. Jutro mam do niej zadzwonić, a pojutrze się spotkać. Jeśli nie nastąpi jakiś cud, to nie dam rady poradzić sobie z tym bólem, skoro już jest tak duży. Dziękuję za przeczytanie tych wypocin do końca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
i ty naprawdę myślisz, że ktoś to przeczyta? :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość romantyk8977
Czasami nie da się wyjaśnić czegoś w dwóch zdaniach. Może ktoś przeczyta, a jeśli nie, to trudno, na nic nie liczę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Autorze nie wierzę że udało ci się tutaj wkleić tak długi list-mi teksy o połowę krótsze system czyta jako spam! Uważam że to oszustwo jakieś, jesteś z kafeadmin!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Podsumuję krótko- dziewczyna jest niedojrzała emocjonalnie. Tzn. to jest opinia dość na wyrost, bo tylko na podstawie Twojego opisu sytuacji, ale jeśli mam się opierać na tym, co napisałeś tylko, to tak to mogę ocenić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
admin też człowiek...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ja tam przeczytałem xD

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość romantyk8977
No i co w tym złego, że udostępniłem to na dwóch forach? Ze wsi nie jestem, ale mogę być wiejski, aczkolwiek głupkiem to jest chyba tutaj ktoś inny. Zresztą nie będę z Tobą wchodził w jakieś szczeniackie dyskusje...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
o.O masakra ale desperat

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość psyche D
Akurat chłopakowi możecie zazdrościć charakteru, nastręcza problemów ( w takiej akurat sytuacji ) ale i daje szanse na wielkie szczęście, którego nie każdy może doświadczyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Nie dziwie się że go zostawiła, też bym wiała od takiego chorego bluszcza i desperata bo nie dał by żyć :O

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość zawsze szczery
ze tez sie komus chcialo takie dlugie prowo tworzyc

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gjf
Mam nadzieję, że masz dystans do co niektórych wpisów tutaj. Jeśli ktoś nie potrafi docenić zachowania takiego, jak Twoje, jego problem. W tym wypadku ten problem ma również Twoja dziewczyna. O ile nie istnieją powody do jej zachowania, których tu nie wymieniłeś.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Przestancie idioci po nim jezdzic Uwazam ze dziewczyna moze sie toba bawic albo nie dojrzala do powaznego zwiazku. Omotala cie calkowicie. Owinela wokol palca. Uwazam ze powinienes ja sprawdzic. Mowisz ze napisala do ciebie na portalu. Sprawdz czy skasowala konto czy nadal umawia sie z facetami. I przede wszystkim zapros ja na konkretna rozmowe. Nie zadne ciche dni i owijanie w bawelne. Jesli cie kocha to akceptuje twoje wady a nie wytyka. Zapros ja na rozmowe i niech ci powie konkretnie co jej sie nie podoba i czy jest w stanie to zaakceptowac. Jesli nie to wybacz ale dziewczyna ma problemy ze soba i ty jej nie pomozesz tylko jakis dobry psycholog. Sama nie wie czego chce od ciebie. Uwazam ze powinienes sie troszke wycofac. Jesli rozmowa nie pomoze to sprobuj zerwac kontakt. W ten sposob zobaczysz czy jej zalezy. Powiedz ze od niej odchodzisz i odwroc sie na piecie i idz. Przez tydzien utrzymuj wersje ze nie chcesz z nia byc. Jesli po tygodniu nadal bedzie sie starac i wszystko to badz z nia ale ja wez do psychologa. Jesli nie to wybacz ale ona ma cie w d***e. I sam sie wybierz do psychologa. Zycze powodzenia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
jak trzeba byc chorym zeby cos takiego dlugiego pisac. przeciez mnie nawet za 5 zl by sie nie chcialo. tu sa szalency

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ale co tu docenić? Mężczyzna może mocno kochać, być czuły, wrażliwy i nie być jednocześnie... pipą. Myślę, że jego dziewczynie brakuje w nim stanowczosc****ewności siebie, takiej męskiej siły. Mnie by brakowało, ale oczywiście co kto lubi.. Poza tym autor określa swoją dziewczynę jako spokojną, wrażliwą, cicha, a jednocześnie opisuje sytuacje które świadczą o tym, że ma do czynienia z furiatką, którą jest wściekła przez kilka dni, bo ktoś zarysował jej ścianę :-D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość romantyk8977
Dzięki za radę gość z godziny 11:39. Skasować skasowała, konta na portalach randkowych, kasowaliśmy je przy sobie i to nawet na jej wyraźną prośbę. O zdradę ją nie posądzam, czy o spotykanie się z innymi. Będę chciał się z nią spotkać i konkretnie się dowiedzieć, co to za zachowania, które jej nie pasują. Może będę w stanie to zmienić, chcę to zrobić i się poświęcić, jeśli tylko nadal mnie kocha.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
A znacie tekst piosenki? Miłość Ci wszystko wybaczy Smutek zamieni Ci w śmiech. Miłość tak pięknie tłumaczy: Zdradę i kłamstwo i grzech. Choćbyś ją przeklął w rozpaczy, Że jest okrutna i zła, Miłość Ci wszystko wybaczy Bo miłość, mój miły, to ja. Jeśli pokochasz tak mocno jak ja, Tak tkliwie, żarliwie, tak wiesz, Do ostatka, do szału, do dna, To zdradzaj mnie wtedy i grzesz. Bo miłość Ci wszystko wybaczy Smutek zamieni Ci w śmiech. Miłość tak pięknie tłumaczy: Zdrade i kłamstwo i grzech. Choćbyś ją przeklął w rozpaczy, Że jest okrutna i zla, Miłość Ci wszystko wybaczy Bo miłość, mój miły, to ja. No właśnie dla jednych to stara piosenka dla innych stara prawda. W miłości nie ma wątpliwości-bo to się wzajemnie wyklucza Jeśli wątpicie-to nie kochacie Może was coś irytować w sąsiadce, koleżance,kuzynce ale ta sama cecha w ukochanej osobie nie drażni już wcale-i to jest miłość-wybacza Mówią nawet że to choroba psychiczna-bardzo możliwe-inaczej postrzegamy świat przez jej pryzmat ale na pewno nie tak jak opisuje w poście autor-to co on opisuje to jedynie głód i pragnienie miłości która nie została odnaleziona.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Kiedyś ludzie znali się na miłości, dziś zupełnie stracili instynkt-zresztą nie tylko ten dotyczący zdobywania ukochanej, mam na myśli również inne instynkty. Nie potrafimy myśleć samodzielnie i logicznie. Obawiam się że z czasem zapomnimy jak się dzieci robi i to będzie koniec.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×