Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

Smutna_1981

Jak sobie poradzic

Polecane posty

Od dluzszego czasu nie moge sobie poradzic ze swoim problemem. Jestem mezatka (mam 35 lat), mam kochanego, dobrego meza, ktorego kocham, a przynajmniej tak bylo do czasu pewnych wydarzen o ktorych zaraz opowiem. Mamy 2 malych dzieci, jestesmy raczej zgodnym malzenstwem, ale w ostatnich latach gnebily nas rozne problemy zdrowotne, masa obowiazkow, ogromne zmeczenie. Oboje trafilismy na fizjoterapie, tzn. maz chodzil juz tam dluzej, a ja dolaczylam rok temu. I tu sie zaczynaja moje problemy uczuciowe. Poznalam fizjoterapeute, tego samego ktory leczy mojego meza. Jest ode mnie starszy 14 lat, samotny, rozwodnik. Spodobal mi sie juz na pierwszym spotkaniu. Zawsze chodzilismy razem z mezem na fizjoterapie, najpierw ja 30 min masazu leczniczego, potem 30 min moj maz. W czasie terapii zawsze rozmawiam z fizjoterapeuta. Zabiegi mam od roku, a spotkania sa raz w tygodniu, czyli raz w tygodniu 1 godzina rozmow przez caly rok. To jest dosc dlugi czas, poznalismy sie na tych rozmowach, zaczelismy sie sobie zwierzac. Prawie zawsze byl obecny moj maz (moze z 3 wyjatkami), wiec jesli byl flirt to bardzo subtelny. Od poczatku mi sie bardzo podobal, ale odpychalam od siebie mysli, czasem sie udawalo, czasem nie umialam sie powstrzymac. Nigdy nie rozmawialismy i nie spotykalismy sie poza gabinetem. Jakies 1,5 miesiaca temu uzmyslowilam sobie, ze ja jestem zakochana: motyle w brzuchu, miekkkie kolana na widok mojego terapeuty, sny i fantazje o romantycznych randkach, a nawet o seksie. On na mnie patrzy w taki sposob, ze czuje ze mu sie podobam, ze jestem atrakcyjna, choc oprocz delikatnego flirtu na nic wiecej sie nie zdobyl. Raz podczas rozmowy powiedzial, ze bardzo by chcial sie zakochac, ze jak sie kogos widuje dlugo, rozmawia, otwiera sie przed kims to mona sie zakochac np. w swoim pacjencie. Nie wiem czy wtedy mial mnie na mysli, ale jak to powiedzial to popatrzyl na mnie dosc wymownie i smetnie. Czasami natomiast mam wrazenie, ze sie hamuje i sa momenty ze potafi byc dosc zimny, tak jakby walczyl ze soba. Caly czas naszych spotkan byl samotny. Niedawno odkrylam, ze zaczal sie z kims spotykac i wtedy nastapila podlamka u mnie. Do tej pory byl choc troche moj, bo nie mial nikogo, byl moim spowiednikiem, kolega i bohaterem moich fantazji. Nie umiem sobie poradzic z tym uczuciem zakochania w zwiazku. A najgorsze, ze od kilku tygodni mam wielki metlik w glowie i nie umiem ocenic jakimi uczuciami darze mojego meza. Ten stan zakochania wypelnil mnie calkowicie, tak mocno, ze zagluszyl wszystko inne. Jak sobie radzic? Mam czasem mysli o odejsciu od meza, ale oprocz ostatnich tygdni nie mialam watpliwosci co do wielkiego uczucia do mojego partnera.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Smutna_1981
Chcialabym dodac, ze jakies 2 lata temu spodobal mi sie ktos inny, ale nie bylam zakochana tak jak teraz. Tylko raz spotkalam-poznalam tamtego mezczyzne i potem pisalismy jedynie maila, w ktorych tylko rozmawialismy, nie flirtowalismy. Na poczatku nie mowilam o tym mezowi, ale jak sie przyznalam, to byl bardzo zly i smutny. Zakonczylam mailowanie...ale wtedy uznalam, ze jakbym sie kiedys kims zauroczyla w przyszlosci to przeboleje to w samotnosci. Dlatego moj partner o niczym nie wie, ale bardzo mi to ciazy i zastanawiam sie czy mu to nie wyznac. Obawiam sie, ze go strace. Jestem w 100% pewna, ze sie zakochalam i najprawdopodobniej nadal kocham mojego meza, jedynie przytloczyl mnie stan zauroczenia. Jak sobie radzic? Czy powiedziec o wszystkim mezowi? Czy komus sie wygadac? Nie mam komu sie zwierzyc :-/ Moja mama nie jest dobra osoba do wspierania i doradzania madrych decyzji. Mieszkamy w innym kraju, a nikomu z tutejsych znajomych na razie az tak nie ufam aby sie tak otworzyc. Bardzo mi ta cala sytuacja ciazy, przybija i odbiera wszelka radosc zycia. W dodatku niesamowicie tesknie za moim terapeuta.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
No ale sama chyba wiesz czego chcesz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Ten Twój terapeuta którego opisujesz pewnie tak masował namiętnie te swoje pacjentki że aż żonka nie wytrzymała tego i się z nim rozwiodła ;D Pewnie zdradzał ją tak samo jak kiedyś mógłby zdradzać Ciebie z kolejną swoją atrakcyjną pacjentką. Przeszło Ci to kiedykolwiek przez myśl? Dlaczego niby się rozwiedli? Bo to ona pewnie była ta zła a on Bogu Ducha winien świętoszek. Haha dobre sobie! Pewnie tak Tobie naiwnej wmówił albo jeszcze wmówi, że rozwód był z jej winy. Pewnie każdą w gabinecie tak rwie na ten tekst o zakochaniu się w pacjentce i wszystkie zakochane w nim popuszczają mu swojej szparki. Tym bardziej jeżeli jest atrakcyjnym facetem to nie wierzę że żadna z nim się jeszcze nie przespała może kochanek to on ma na pęczki a Ty myślisz że jesteś Tą Jedyną. Nie ufałabym mu na Twoim miejscu. To tylko jakiś terapeuta. I to jeszcze rozwodnik!!! Zastanów się! Użyj wyobraźni i wyobraź sobie z nim przyszłość to się przerazisz!!! Nie jesteś skazana na widywanie go jeżeli utniesz szybko ten kontakt. A nie możesz np. zapisać się do innego terapeuty żeby urwać z tamtym kontakt? Tylko odcięcie się od niego uratuje Twoje zgodne małżeństwo bo tak tylko zniszczysz życie sobie i mężowi, który Cię kocha a może też stracisz męża na zawsze. Też tak mam że kocham męża ale jestem zauroczona w kimś innym. Byłam zauroczona na długo przed tym zanim jeszcze z obecnym mężem się poznaliśmy. Ale u mnie jest trochę inna sytuacja bo ten w którym się zakochałam to mój sąsiad więc jestem na niego niejako skazana:( I też mi ciężko cholernie:( Więc jesteś w o niebo lepszej sytuacji niż ja. Radzę utnij szybko ten kontakt bo z nim lekko w życiu byś nie miała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Też tak myślę, tym bardziej, że się z kimś spotyka. To tylko zauroczenie i jak będziesz dalej wchodzić w tą relację to będzie tylko gorzej. Sama piszesz, że z mężem jest Ci dobrze i do tego dzieci. Może spróbuj odbudować namiętność i stan zakochania z mężem. Zawalcz o małżeństwo, a nie uciekaj do terapeuta, który jest przystojny i ma wiele takich pacjentek, które o nim myślą podobnie jak ty.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Co do jego zony, to nie znam wielu szczegolow. Wiem, ze byli ze soba pare lat, ale nie wiem ile dokladnie. Ma z tego zwiazku corke 19 letnia, wiem ze na pewno juz nie byl z zona jak corka miala 11 lat, ale byc moze rozstal sie z nia nawet wczesniej. Raz wspomnial, ze on ja zostawil, bo mial z nia jakis problem. Potem byl z roznymi kobietami, krotkie zwiazki, w sumie 4 kobiety. A z ostatnia 6-ta (wliczajac zone) znowu chial stworzyc cos wiecej. Nie pobrali sie, ale postarali sie o dziecko. Z tego co sugerowal, to ona go rzucila, ale nie wiem dlaczego. Coreczka ma 3 lata i z tego co wiem, to przynajmniej od 1,5 roku nie sa juz ze soba, a moze i nawet dluzej...wiec dosc syzbko sie rozstali po urodzeniu dziecka. Caly rok mojej terapii twierdzil ze jest sam i sie z nikim nie spotyka...choc czasami mialam watpliowosci, bo mowil o tym ze byl w kinie lub na wycieczce gdzies. Raczej w takie miejsca chodzi sie z kims, wiec podejrzewalam randki. A na jednym z ostatnich spotkan sie wygadal, ze jakas Julie tez cos chciala zobaczyc...choc potem zrobil glupia mine i wiedzialam, ze sie chyba wygadal i nie chcial mi tego powiedziec, ze z kims sie widuje. Dziekuje za odpowiedzi. Powiem szczerze, ze nie przyszlo mi nawet do glowy, ze moge nie byc jedyna pacjentka na ktora tak patrzy i flirtuje. Najpierw jak przeczytalam wasze komentarze, to pomyslalam, ze nie macie racji, ze to nie tak...ale wlasnie po to napisalam tutaj, aby ktos ocenil sytuacje z oboku, na swiezo. Co do zycia u jego boku, to od poczatku ciezko bylo mi to sobie wyobrazic. On potrafi byc bardzo zabawny, uroczy, ale ma trudny charakter i kobiety w jego zwiazkach nie mialy wiele do powiedzenia. Raz pamietam powedzial, ze jak wybieral dom, czy nowe mieszkanie, to kobiety nie mialy nic do powiedzenia "ja place, ja decyduje". Zmrozilo mnie to. Ja mam silny charakter i nie umiem byc bardzo ulegla. Z moim mezem zawsze wszystkie wazne decyzje podejmujemy razem, razem sie naradzamy i szanujemy, partnerstwo. Od poczatku widze wady swojego terapeuty, choc pewnie tylko mala czesc i go mimo wszystko idealizuje....ale co z tego, skoro i tak jestem zakochana. Jak gdzies przeczytalam madry cytat: "Zycie to walka pomiedzy tym co wiemy, a tym co czujemy." :-(

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Minelo kilka dni i musze powiedziec, ze zdecydowanie sie lepiej czuje, po tym jak tutaj napisalam. Wyrzucenie tego z siebie nawet w formie pisanej pomoglo. Co do zmiany terapeuty to chyba nie jest mozliwe, bo probowalam kilku przed nim i ten jest najlepszy. Jedynie on mi pomaga. Plusem jest to, ze moja terapie chyba powoli dobiega konca, a w ostatnich tygodniach spotkania sa juz co 2-3 tygodnie. Niestety za 2 dni znowu mam z nim spotkanie, wiec pewnie nie bedzie mi lekko... I to cholerne uczucie zazdrosci jak znowu zacznie mowic o tym, ze sie z kims spotyka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
"ja place, ja decyduje". Zmrozilo mnie to. xx o kierwa. ty sie jeszcze dziwisz czemu mu nie wychodzilo z laskami. ale przypal :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Jeśli potrzebujesz odpowiedzi na swoje pytania dotyczącego życia uczuciowego napisz do mojej wrózki Sofii.Jest świetna.Jej adres to tarocistkasofii@wp.pl

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Znowu GO widzialam, rozmawialismy i znowu jest mi ciezko. Sa momenty, ze strasznie tesknie, a sa chwile ze jet dobrze. To byla ostatnia terapia przed jego i moim urlopem, wiec nie zobaczymy sie ok 4 tygodnie. Moj maz zauwazyl, ze czasem jestem nieswoja. Dopytuje sie, ale nic mu nie powiedzialam. Uspokojalam, ze smutny nastroj mi minie. Obawiam sie jego reakcji, ciazy mi to bardzo. Moje pytanie, czy powinnam wyrzucic to z siebie przed mezem? Nachodzi mnie jeszcze czasem szalony pomysl, aby wyznac wszystko terapeucie w celu poczucia ulgi, upuszczenia troche powietrza z tego balonu. Niedlugo bede w Polsce i chyba wyrzuce to z siebe przed kims. Mam jedna kolezanke, ktorej ufam i jej na pewno wszystko wyznam. Zastanawiam sie jeszcze nad rozmowa z moja mama.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×