Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

inblanco77

Życiowy wybór.

Polecane posty

Cześć . Pisze bo kiedyś uzyskałem pomoc na tym forum i liczę ze znowu się uda :) Mam 38 latek i żona w tym samym wieku ostatnio miałem ciężki okres trochę się wszystko posypało ale zacznę od początku. Razem jesteśmy od 20 lat ( ja dla niej pierwszy ona dla mnie ) z tego 14L po ślubie przez pierwsze 10 lat jak w bajce ja pracowałem kariera żona w domu (z własnego wyboru) staralismy sie o dziecko pierwsze dwa poronienia trzecie zakończone sukcesem syn iskra w moim życiu już w sumie 12 lat już mu minęło. Dom kredyt ale spokojnie finansowo dajemy rade nawet nie trzeba oszczędzać . Wspólnie podjęliśmy decyzje że żona idzie do pracy nawet sam jej znalazłem w pełni odpowiedzialny za decyzje pomagałem jej nawet w kwestii ubioru służbowego czy nawet postępowań w niektórych sytuacja z racji ze moje doświadczenie zawodowe na kierowniczych stanowiskach jest spore no to służyłem pomocą. Przez okres ok dwóch lat codziennie woziłem żonę do pracy i przywoziłem do chwili kiedy nie otrzymała uprawnień do prowadzenia samochodu. W pewnym momencie moje życie stało się totalnie podporządkowane rano żonę do pracy zawieźć potem wracałem do domu budziłem syna sniadanie i zawoziłem do szkoły potem do swojej pracy szybko wracałem następnie odbierałem syna ze szkoły żonę z pracy jako że pastowałem stanowisko menagera no to mogłem sobie sam wyznaczać godziny pracy ale było to uciążliwe w związku z wyjazdami służbowymi, kariera żony również zaczęła się rozwijać zrobiła prawo jazdy wiec odeszło mi sporo ale obowiązki z synem zostały niesamowita więź z czego byłem dumny i w sumie doszło gotowanie i wywiadówki bo żona pracowała po 14 h. W związku że relacje u mnie na etacie zaczęły się psuć bo zarząd chyba zauważył że nie daje rady wprowadziłem dywersyfikacje kapitału założyłem firmę jako alternatywa dla zabezpieczenia kondycji finansowej rodziny ze w razie czego płynnie przechodzę do własnego projektu. W firmie jak to w firmie raz w zloty raz upadki szału nie było. Na etacie sytuacja na krawędzi że zakrawająca o mobing. Wspólnie z żoną podjęliśmy decyzje ze rezygnuje z etatu i w pełni się poświecam się firmie dajemy sobie rok potem podejmujemy decyzje czy wracam gdzieś na etat czy dalej zajmuje się własną dziłalności przez ten rok dogadaliśmy sie ze jako tako nie oczekujemy dochodów ze inwestujemy. Po zakonczonym okresie wypowiedzenia i i jakby regularnych wpływach na konto niespełna miesiącu moja żona przy małej sprzeczce oznajmiła że poda mnie o alimenty ale obeszło się echem to był pażdziernik tamtego roku. pracuje od rana do switu pieniądze są firma z miesiąca na miesiąc coraz lepsze ale nadal inwestuje żeby rozpędzić lokomotywę więc sie nie dokładam żona cały czas ( te parę miesięcy ) utrzymuje dom i co miesiąc meczy gdzie są pieniądze z firmy. ( już nie wspomnę ze całej rodzinie opowiada ze musi mnie utrzymywać ) W kwietnie mała sprzeczka żona spakowała się zabrała dziecko i wyprowadziła. Z racji że rachunki spore szybko musiałem znaleźć pracę na etacie żeby utrzymać dom ( kredyt ) i mieć za co żyć ( po miesiącu chwyciłem oddech finasnowy a i firmy się też rozpędziła wiec dwa zródła dochodu jest nieźle ) Prosiłem żeby wróciła do domu ze sie dogadamy ale ona " że nie że sie nie dogadamy " zaznacze że żona w tej chwili już zarabia prównywalne pieniądze jak ja i jest totalnie samowystarczalna. W okresie kiedy żona opuściła dom a ja byłem wtedy zmuszony żeby pracować na dwóch etatach równocześnie, wylądowałem szpitalu z racji obniżenia odporności i wdała sie infekcja która wiązała sie z pobytem w szpitalu gdy wspomniałem o tym żonie że jej obojętność mnie przeraża że nawet szklanki wody mi nie podała a ja leżałem po kroplówce 0.5L ketanolu stwierdziła zebym sie nie wykręcał chorobą a powód sprzeczki był naprawdę błahy. Pisze sms-y żeby wróciła to odpisuje żebym jej nie nękał. Wiem o tym że zona od dłuższego czasu rysuje fatalny obraz moje osoby wśród swojej rodziny ze chce się uwolnić ode mnie a ja nie widzę powodu nie było przemocy, zdrad, nałogów nawet z kolegami na piwo nie pójdę bo jak jest ok. to wolę z nią spędzić czas i z synem z racji ze dużo pracujemy. Co robić walczyć , ratować czy odpuścić tańczyć jak zagra bo pewnie lada moment wystąpi o rozwód. Ja ją dalej kocham ale też i pamiętam że leżałem na wpół przytomny po operacji a ona mnie w przenośni kopała że byliśmy dogadani co do zasad firmy a tu alimenty i gdzie pieniądz. Też nie jestem ideałem i potrafię jej odpyskować brutalnie. Ale ojciec mi kiedyś powiedział że jeśli nie będę dbał oswoją rodzinę to będę nikim i to jest taki drogowskaz w moim życiu tylko zadaję sobie pytanie gdzie jest granica.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość gość
Koralik streść to!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×