Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Zarchiwizowany

Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi.

architekturaumysłu

Przeszłość czasami nie chce odejść.

Polecane posty

Witajcie,

Pierwszy raz piszę na jakimkolwiek forum, ale mam potrzebę wyżalenia się jak i dania wam siły dziewczyny !

Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Nastolatkowie kończący gimnazjum, spotkali się na wyjeździe za granicą. Niby nic, ale jednak coś zaiskrzyło, zwłaszcza po nieudanych relacjach, każdy z nas miał potrzebę być dla kogoś ważnym. Łączyła nas ciekawość do świata, humor i pogląd na życie, wtedy myślałam, że to wszystko czego potrzebuję ( miałam 16 lat). Z czasem połączyła nas nie tylko miłość ale i przyjaźń zwłaszcza, że z czasem znajomości się weryfikują. Kolejne lata szkoły, okazało się, że mamy wspólną pasję i zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Oczywiście były i kłótnie, niby jak w każdym związku, choć jednak nie do końca. Byłam chorobliwie zazdrosna, ponieważ ciągle pisał z jakimiś swoimi "przyjaciółkami". Wtedy zaczęła obniżać się moja pewność siebie... Niestety, przyłapałam go kilka razy jak pisał z innymi przy mnie.. A po jakimś czasie okazało się przypadkiem że zataił przede mną znajomość z pewną dziewczyną, z którą spotykał się co jakiś czas, kiedy byliśmy razem. Zerwałam z nim, ale po wielu jego przeprosinach dałam mu jeszcze jedną szansę. Było dobrze przez kolejne 3 lata, potem znowu zaczęło się psuć gdy już byliśmy na studiach. Niestety, to był bardzo trudny dla mnie okres. Teraz już wiem, że miałam depresję... Wszystkie problemy dnia codziennego zaczęły mnie przytłaczać, dodatkowo widziałam, że mój związek mimo rozmów o wspólnej przyszłości się wali. Ratowałam go tyle ile miałam siły. Niestety on wyjechał na Erasmusa. Myślałam, że to uratuje nasz związek w pewien sposób, ponieważ w tamtym czasie widzieliśmy się niemal codziennie, przez co wszystko stało się bardziej monotonne. Nie wiedziałam jednak, że mój (wtedy) chłopak już od roku myślał nad zerwaniem. Ten cholerny wyjazd był gwoździem do trumny naszego związku. Niby fajnie, piszemy, rozmawiamy ze sobą i tęsknimy(przynajmniej z mojej strony tak było). Poleciałam do niego kilka razy i to były chyba najwspanialsze chwile od kilku lat, jakie razem spędziliśmy. Niestety po powrocie zerwał ze mną kilka tygodni później. To był dla mnie tak ogromny szok, że niestety moja już wtedy depresja ewoluowała na wysoki poziom. Nie dawałam sobie z tym wszystkim rady, a nawet nie chciałam dalej żyć .  To co piszę jest dla mnie nadal trudne, mimo że od pół roku chodzę na terapię. Nadal moje poczucie własnej wartości przez tą relacją jest dość niskie, ale przynajmniej próbuję stanąć na nogi i tego chcę dla kogoś innego. Nie jest łatwo otrząsnąć się po 6 latach wspólnych planach, pokochania całej jego rodziny i przyzwyczajeniu się, że zawsze gdy masz doła,masz osobę, która będzie przy tobie( niestety nie każdy jest na tyle silny psychicznie by znieść wszystkie twoje humory).  Oczywiście jest tego dużo więcej, natomiast nie chcę was doszczętnie zanudzić 😉

Minęło pół roku odkąd nie jesteśmy razem. Dzięki terapii, mojej psycholog i lekom dałam jakoś radę. Mój przyjaciel ze studiów w tamtym czasie, jako jedyna osoba, zainteresował się mną. Teraz jesteśmy razem, jest to cudowny człowiek, któremu również zawdzięczam fakt, że udało mi się jakoś pozbierać. Niestety, nie wszystko jest takie proste jak byśmy chcieli i czasem wracają do mnie myśli dotyczące byłego, zwłaszcza jak słyszę co robi dla nowej dziewczyny( rzeczy których nigdy dla mnie nie zrobil). Mam poczucie, że dałam mu całą siebie, nauczyłam go gotować i wielu innych rzeczy, a ja po całym naszym związku skończyłam z ciężką depresją.  Nie mamy kontaktu, ponieważ tak jest dla mnie i dla niego lepiej. Nie łatwo jest pokochać samego siebie, kiedy najbliższa dla was osoba jest dla was destrukcyjna. Ale próbuję! Mimo szczęśliwego związku i kochającej osoby, koszmary przeszłości czasem do mnie przychodzą( obecnie mam 23 lata ).

Dziewczyny, chcę wam powiedzieć, że mimo tego,że nie macie nikogo bliskiego, nie macie przyjaciela, któremu możecie się zwierzyć, rodziny z którą możecie pogadać, to uwierzcie mi, że dacie radę to znieść, bo jesteśmy silniejsze niż się wszystkim wydaje. Przesłuchacie milion smutnych playlist i będziecie płakać wielokrotnie, będziecie miały poczucie, że wszyscy mają was dość, a nawet, że macie dość same siebie.

Mimo, że czasem mamy doła, to jest normalne, to znaczy, że mamy uczucia i że żyjemy. Droga jest długa i kręta, ale najważniejsze jest żeby zaakceptować i pokochać siebie. Nie jest to łatwe, ponieważ sama nadal nad tym pracuję. Pomaga mi w tym terapia, oraz rzeczy które kocham robić. Pamiętajcie, że nie jesteście z tym same, jest nas więcej niż myślicie, a pójście do psychiatry, na terapię nie jest wcale głupie!

Kocham was siostry, tak , wszystkie jesteśmy siostrami ! Trzymam za was kciuki!

DAMY RADĘ !

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

(...)Kocham was siostry, tak , wszystkie jesteśmy siostrami ! Trzymam za was kciuki!

DAMY RADĘ !

Kopernik przecież byłą kobietą!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

to co nas nie zabije uodporni. To samo dotyczy zdradzonych, świat nie konczy się na tej jednej osobie i na pewno są inni lepsi tylko trzeba je znaleźć. Naszym najsłabszym punktem jest przywiązanie się (wiszenie na tej osobie) i zakonotowanie że ona jest jedyna, niepowtarzalna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
 

to co nas nie zabije uodporni. To samo dotyczy zdradzonych, świat nie konczy się na tej jednej osobie i na pewno są inni lepsi tylko trzeba je znaleźć. Naszym najsłabszym punktem jest przywiązanie się (wiszenie na tej osobie) i zakonotowanie że ona jest jedyna, niepowtarzalna.

Taak,stwarzamy sobie iluzję. Same och y i achy. Idealizujemy. A potem,przychodzi moment , że spadają nam klapki z oczu i nie jest już tak kolorowo.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

×