Odpowiedz na ten temat

Slow kilka o dzieciach z domu dziecka. Adopcja ? Nie...

  • gość 2017.03.20 [17:43]
    Może troszkę wypowiem się na temat dzieci z domu dziecka. Pracuję z nimi na co dzień, więc jakieś doświadczenie mam. Niestety muszę napisać, że piękne spoty o ślicznych, smutnych dzieciaczkach szukających kochających rodziców to niestety część prawdy. Po pierwsze dzieci te nie potrafią kochać, ich celem życiowym jest tylko konsumpcja, czyli jedzenie(głównie słodycze), telefony komórkowe,pieniądze etc. 13-14 latki są w stanie oddać się za paczkę chipsów. Często molestowane(z wzmożonym popędem), FAS, RAD, ADHD itp. to codzienność.Owszem przytulają się, na niektóre wychowawczynie potrafią mówić mamo, jednak robią to często po to by coś uzyskać, a my się rozczulamy, czasem nawet płaczemy ze wzruszenia. Takich na prawdę wartościowych dzieciaczków jest niestety garstka. Wszelakie zabiegi pedagogiczne odnoszą mierny skutek, próbujesz nauczyć ich czegoś(że na przykład nie wolno kraść), pięknie słuchają, ty masz satysfakcję, a po zamknięciu drzwi nadal robią to samo. Próbujesz kilka, czasem kilkanaście razy, potem po prostu poddajesz się. Wychowawcy często się zmieniają nie dlatego, że są złymi ludźmi, tak naprawdę są strasznie wypaleni, często znerwicowani, nie mają siły walczyć. Wyzwiska, straszenie to codzienność. Szczerze mówiąc to bardzo podziwiam osoby, które zakładają rodziny zastępcze, oni mają to 24 godziny na dobę. Nie dziwię się również kiedy dzieci wracają po kilku latach z takich rodzin, oni też się wypalają mimo, iż wcześniej nie chcieli wierzyć, że dzieci porzucone to naprawdę trudne dzieci i uważali, że miłością można je uzdrowić. Dzieci z domu dziecka, zwłaszcza te, które są już długo mają wyidealizowane wyobrażenie na temat domu(taka chatka z piernika), ścierają się z rzeczywistością i przychodzi zawód, ,ze tu też trzeba myć zęby, też trzeba posprzątać pokój etc.
    Także to bardzo ciężka praca nie dla wszystkich, a na pewno nie dla wrażliwców, to, że lubi się dzieci to nie wszystko.
  • gość 2017.03.20 [17:57]
  • gość 2017.03.20 [18:01]
    a co z tymi malutkimi dziećmi? z niemowlakami?
  • gość 2017.03.20 [18:04]
    Ja jestem wychowanka Domu Dziecka i czytając to co piszesz myślę ,że nie nadajesz sie na wychowawcę.
    Ja potrzebowałam miłości oczywiście ale nie wykorzystywałam jej by coś uzyskać. Dwa że u nas zawsze szanowali się wychowawców i chociaż minęło 18 lat od mojego pobytu wychowawcy sie nie zmienili i nadal tam są. Nie wszyscy dwie Panie są na emeryturze ale nadal pracują na pól etatu. Nie wiem skąd wzięłaś te bzdury ale serca nie masz by pracować w takim miejscu. Nie zostałam d****** nie sprzedawałam sie za 10 zl , skonczylam szkole i sama zostałam rodzina zastępczą . Jak czytam takie pieprzenie to mam ..... Nie bede dalej sie wypowiadać.
    Pomagajmy dla tych dzieci, nie możemy uważać ich za gorszy element naszego społeczeństwa.
  • gość 2017.03.20 [18:12]
    A co to za pytanie? Niemowlaki wyrastają na takie dzieci. Nie jestem autorką,ale rozwalają mnie teksty obrończyń życia i ich denne argumenty na temat oddania dzieci do adopcji,gdzie na pewno ktoś je przygarnie i pokocha. Takie sytuacje to zaledwie kilka procent, cała reszta niestety najczęściej do 18 roku życia pozostaje w domu dziecka. Każdemu marzy się adopcja słodkiego,różowego bobaska,a procedury adopcyjne są w Polsce chore. To raz. Dwa,że ludzi,którzy naprawdę chcą zaadoptować dziecko i są w stanie je pokochać też jest niewielu,nie oszukujmy się.
    Z pewnością nie każde dziecko w takich ośrodkach jest chore lub obciążone genetycznie, ale realia życia w takich miejscach nie są zbyt fajne i ciężko się w sumie dziwić,że dzieciaki uczą się kombinować,rolować,kłamać,kraść,bić itp. Warunki do nabycia takich wątpliwych umiejętności mają świetne,a kadra pedagogiczna często jest zwyczajnie niekompetentna i również często się zmienia,co sama autorka przyznała.
    Pomyślcie o tym jak znowu którejś dziewczynie nawrzucacie,że śmiała pomyśleć o aborcji,bo to takie idealistyczne i piękne móc powiedzieć: "daj mu żyć,daj mu szansę na szczęście". Ale o jakim życiu i o jakim szczęściu piszecie? Sądzicie,że naprawdę poznałyście życie i świat i to wam daje prawo do osądzania innych ludzi? Nie wiecie co byście zrobiły w danej sytuacji,choćbyście się nie wiem jak zarzekały. Po prostu nie wiecie i się nie dowiecie,dopóki nie będziecie przed takim faktem postawione. Dlaczego tak ciężko zrozumieć,że nie wszystko jest czarne lub białe? A może to ludzie są zbyt ograniczeni?
  • gość 2017.03.20 [18:15]
    To sa tylko moje obserwacje. Wierz mi , ze by pracowac w takim miejscu trzeba mieć nerwy ze stali. A zwlaszcza z nastolatkami. Taka prawda.
  • gość 2017.03.20 [18:15]
    mądrze napisałaś, ja bym się nie podjęła adopcji kilkulatka a co dopieo nastolatka, tu trzeba mieć podejście, bardzo łatwo można coś zchrzanić i już nie będziesz autorytetem...
  • gość 2017.03.20 [18:20]
    Wolałabym być sama niż wziąść dziecko z domu dziecka nie wiadomo po kim
  • gość 2017.03.20 [18:20]
    Uwazam ze cos w tym jest. Znam dziewczynę ktora byla w domu dziecka molestowana przez wychowankow
  • gość 2017.03.20 [18:21]
    gość dziś [18:04] to, że ty wyrosłaś na porządną w swoim mniemaniu osobę, nie znaczy, że inni wychowankowie domów dziecka też. Przecież obecnie prawie wszystkie dzieci w takich placówkach to zdemoralizowana patola. Chcesz użerać się z puszczalską córką narkomanki i złodzieja, proszę bardzo, ale nie rób z tych dzieci aniołów, bo nimi nie są.
  • gość 2017.03.20 [18:23]
    Tam są dzieci z patologii, w genach dużo zostaje i ujawnia się w dorosłym życiu. Ile byś serca nie włożyła w takie dziecko to i tak geny zrobią swoje.
  • gość 2017.03.20 [18:26]
    Pracuję w szkole specjalnej i mamy wychowanków z domu dziecka (up. w stopniu lekkim). Niestety muszę się zgodzić z autorką. Może nie w 100%, bo znam wyjątki od reguły, ale w 99% się zgadzam. Mimo mojej silnej wiary w człowieka, prawda jest okrutna.
  • gość 2017.03.20 [18:39]
    ja również pracowałam jako opiekun-wychowawca w domu dziecka.
    Praca niemiłosiernie ciężka i zabierająca całkowicie życie prywatne. Pracowałam po 12 a zdażało się że po 18 godzin na dobę. Przychodziłam do domu po prostu zmordowana. Kończyłam dyżur nocny o godz. 8, o 10 byłam w domu a o godz. 14 telefon, że mam natychmiast przyjechać do pracy. Nie możesz zaplanować sobie wolnego bo żeby się waliło i paliło, gdy komuś z pracowników coś wypadnie - na dyżurze ktoś musi być. Ciągłe wzywania do szkoły, tony papierkowej roboty.
    Praca od piątku do świątku, w weekendy, święta, noce...
    Kiedyś musiałam nawet zamieszkać przez tydzień w pokoju socjalnym, bo wszyscy pracownicy byli chorzy a ktoś musiał opiekować się dziećmi... Nie muszę chyba mówić jak na to zareagowała moja rodzina... Tak wogóle to wychowawców było bardzo mało, ciągły niedobór, albo była taka rotacja, że nawet nie pamiętałam imion niektórych. Ciągłe pretensje ze strony kierownictwa, które miało wszystko w tyłku... Opiekuj się 30 dzieciaków (wiek od 1,5 do 18 lat), oporządź ich, wypełniaj obowiązki jak jesteś czasem sam na zmianie? Chore...
    A co do dzieciaków... te wszystkie stereotypy typu jak ja sobie poradzę w pracy w takim miejscu, przecież te dzieci są takie biedne, będę przez cały czas płakać... tak - bedziesz płakać ale z niemocy i braku sił. Dzieci owszem są biedne i pokarane przez los, ale są tak roszczeniowe że aż się wierzyć nie chce. Uważają że im się wszystko należy. Trzeba było wiedzieć kiedy przytulić a kiedy uderzyć pięścią w stół i powiedzieć dosyć - bo najchętniej weszły by ci na głowę i za przeproszeniem nasra*y. Kłamią ile wlezie, potem już się same w tym gubią. Kradzieże - bardzo często.
    Przywieźli nam kiedyś chłopca - 12 lat na interwencję, chciał mi skoczyć z okna, miałam wtedy nocny dyżur, przez całą noc warowałam jak jakiś pies pod dzwiami, żeby nic sobie nie zrobił. takich opowieści uzbierało by się wiele.
    Ale na pocieszenie są też dobre aspekty tej pracy - jak dzieci czasem wykażą odrobinę dobrej woli i porozmawiają z tobą, pożalą się, przytulą, możesz z nimi się pobawić, pośmiać, a potem i tak ci wejdą na głowę i "sprzedadzą" wszystko co robiłaś - oczywiście troszkę podkoloryzują żeby się wybielić.
    Pozdrawiam i przepraszam jakby co za błędy, pisałam szybko
  • gość 2017.03.20 [18:52]
    Sierot naturalnych już nie ma, tylko społeczne - dziec***atologii, z którą cały czas mają kontakt (w ramach utrzymywania relacji z rodzicami - tą patologią pechowiec.gif ). Dziec***atologiczne, całkowicie zniszczone osobowościowo, w większości nie do uratowania. Codzienny kontakt z nimi - wykańczający psychicznie, zdemoralizowane, podłe, roszczeniowe do granic możliwości. Dziewczyny seksualnie rozbudzone, zaczynają puszczać się w wieku 13-14 lat. Jeśli dasz im rękę, odgryzą ci ją. Mógłbyś im wiele dać, ale one tego nie chcą wziąć, chcą cię tylko wykorzystać. Zranić potrafią bardzo boleśnie, bo człowiek normalny się nie spotyka za taką złośliwością i bezwzględnością na codzień.
    Byłam zaraz po studiach, jak tam pracowałam, raz wróciłam do domu i zaczęłam tak strasznie płakać, że myślałam, że się wykończę, taki dzień był zły
  • gość 2017.03.20 [19:34]
    Moja mama cale zycie pracowala z domu dziecka wiec ja z autorka sie zgadzam , z osierodka w ktorym pracowala mama tylko jeden chlopak wyrosl na porzadnego czlowieka , reszta to patola
  • gość 2017.03.20 [19:46]
    Niestety i ja się zgodzę bo znałam kilku dzieciaków z domu dziecka i z tych co znałam to 1 spoko a resztę 8 do bani. Jak coś im nie pasowało to w nauczycielkę potrafił gumką do mazania rzucić albo na podloge się położyć i krzyczeć w nieboglosy. Dziewczyna 13 lat i już się puszczala lubiła pieniądze a oddawala się za parę groszy. Takich sytuacji było wiele. Także się zgadzam 100% racji
  • gość 2017.03.20 [19:59]
    Tak z ciekawości
    Czy w Domach dziecka dzieci maja swoje obowiązki jak np wynoszenie śmieci , sprzątanie , obieranie ziemiankow na obiad itp ???
  • gość 2017.03.20 [21:49]
    to, co piszecie, to takie pół - prawdy. aktualnie do domów dziecka nie mogą trafiać dzieci mniejsze niż dziesięcioletnie. te młodsze trafiają do rodzin zastępczych lub rodzinnych domów dziecka. a taki nastolatek, który te naście lat żył w patologi, rzeczywiście bardzo ciężko poddaje się wpływom i zazwyczaj jest już w znacznym stopniu zdemoralizowany. to dzieciaki, które zawiódł system - powinny być wyłapane wcześniej i wcześniej zabrane z domu rodzinnego.
    natomiast to właśnie w rodzinach zastępczych odwalana jest ogromna praca nad maluchami. jak dziecko trafi do pieczy zastępczej w wieku 2-3 lat to naprawdę ma szansę na normalne życie. a często i na adopcję. nastolatków w Polsce nikt nie adoptuje; zdarzają się adopcje zagraniczne, które rząd właśnie zaczął ograniczać...
  • gość 2017.03.20 [22:05]
    No to strasznie dużo musi być tych rodzin zastępczych. Ilość porzucanych niemowlaków i małych dzieci jest naprawdę spora; rozumiem wobec tego,że kryteria dla takiej rodziny nie są aż tak ostre jak w przypadku rodziny decydującej się na pełną adopcję? Bo skoro jest przeprowadzana taka selekcja i weryfikacja chętnych,to ciekawi mnie skąd tyle przypadków bicia,poniżania,molestowania i wykorzystywania dzieci właśnie w rodzinach zastępczych,ale też i w tych adopcyjnych.
  • gość 2017.03.20 [22:10]
    Serio tak jest? Dzieci na przykład rocznych, dwuletnich nie ma w domach dziecka?
    Własnie takich malutkich najbardziej mi szkoda, az serce peka jak o tym mysle - sama mam dwuletnie blizniaczki. Kto te porzucone dzieci usypia, tuli w nocy jak sie obudza itp? Jak one w ogole spia w wieloosobowych pokojach? Jak to w praktyce wyglada - pytanie do pracowników takich domów?
  • gość 2017.03.20 [22:16]
    Nie wiem jak jest teraz, kiedys dawno mialam praktyki w domu malego dziecka, z niemowlakami. A kto usypial ? Wychowawcy, wolontariusze, stazysci. Praca ciezka fizycznie, wiadomo, karmienie, pranie, prasowanie, przewijanie, kapanie, zabawianie.. Tylko nosic za bardzo nie pozwalali wolontariuszom.
  • gość 2017.03.20 [22:17]
    Boże, nie rozczulaj się tak,na mózg c***adło? smutas.gif Miliony dzieci na świecie cierpi głód i ubóstwo,a także mnóstwo innych tragedii,a ta się zastanawia kto uśpi 2-latka... No więc powiem ci: nikt. Może w jakimś odruchu dobrego serca czasem ktoś przytuli czy faktycznie opowie jakąś bajkę do snu,ale to żadna reguła.
    Ale dalej piszcie peany na cześć zostawiania dzieci po porodzie,kiedy wiadomo przecież gdzie lądują i co potem z nimi będzie. Dalej każcie kobietom rodzić za wszelką cenę i zmuszajcie je do wychowywania dzieci,których nigdy nie chciały i które są im kompletnie obojętne. Tak,są takie kobiety, ogromnie cierpią..ale tym już się mało kto przejmuje,bo i po co? Najłatwiej powiedzieć,że mogła nie uprawiać seksu. O,świetna rada - po fakcie- plus jakże dająca poczucie bycia kimś lepszym od jakiejś kobiety,która zaszła w niechcianą ciążę. Tylko część z nich faktycznie udaje się urodzone już dziecko pokochać; spora część bardzo tego żałuje.
  • gość 2017.03.20 [22:18]
    Jest to specyficzna praca. Mnie się chciało płakać jak muisiałam byc w jednym pomieszczeniu, a w drugim dziecko uderzało głową o drzwi. Nikt się tym nie przejmował to była normalka.
  • gość 2017.03.20 [22:21]
    Masakra smutas.gif
    Wystraszyłyscie mnie. Jestesmy z mezem bardzo dobrze sytuowani (własny biznes) i miałam plan postarac sie o adopcje małego dziecka jak moje blizniaki pojda do szkoły.
    Teraz juz sama nie wiem, tym bardziej ze wszedzie własnie takie opinie kraza. Myslałam tez zeby zostac wolonatriuszem w wolnych chwilach. Ale nie wiem, czy podołam psychicznie, bo jestem wyjatkowo wrazliwa na krzywde dzieci.
  • gość 2017.03.20 [22:21]
    w "moim" domu dziecka panował calkowity zakaz przytulania, oraz poswiecania uwagi jednemu dziecku.
    zabawy tylko grupowe.
    dzieciaki by zwrocic na siebie uwagę KRZYCZĄ!!!!!!!
    jedno głosniej od drugiego... dzieci w grupie okolice 20.
    głowa po wyjsciu bolala mnie bardziej niz ustawa przewiduje.
  • Dający patrzec 2017.03.20 [22:24]
    Zacząłem was czytać i wiecie co .Nic o bidulu nie wiecie .My bracia i siostry trzymamy się razem młody i stary
  • gość 2017.03.20 [22:28]
    Owszem, ale zdrowych niemowlat nie ma, ida do adopcji z pogotowia opiekunczego. W bidulach sa glownie starsze dzieci.
  • gość 2017.03.20 [22:31]
    Ale ja pytałam o kilkulatki. 2-3-4 letnie dzieci.
  • gość 2017.03.20 [22:38]
    To pogotowie rodzinne. Mozesz sie zglosic jako wolontariusz.
  • gość 2017.03.20 [22:40]
    Dzieci do 10 roku życia mogą być tylko w rodzinnych formach pieczy zastępczej, tak jest od kilku lat. Takie do 5 r.ż. z uregulowaną sytuacją prawną błyskawicznie trafiają do adopcji. Problemem jest, gdy rodzic niby walczy o dziecko, ale tylko pozornie - coś tam robi, ale w sumie nie na tyle, żeby dziecko odzyskać, sprawa się przeciąga w czasie i dziecko ma coraz mniejszą szansę na adopcję. Zgodnie z prawem takie "przeciąganie" nie powinno być dłuższe niż 1,5 roku, ale w praktyce różnie to bywa.
    Dzieci oddane do adopcji po porodzie trafiają do rodzin adopcyjnych błyskawicznie, więc nie pieprzcie głupot. Rodzic ma 6 tyg. żeby zmienić zdanie, a potem już rusza adopcja i dziecka lada moment znajduje rodzinę. To rodzice adopcyjni czasem czekają latami na dziecko, a nie odwrotnie (piszę o sytuacji, gdy matka zaraz po porodzie zrzeknie się praw).
  • gość 2017.03.20 [22:43]
    No przecież pisze, ze niemoalaki zdrowe trafiaja do adopcji. W bidulach sa starsze dzieci. Teraz to juz nawet nie nazywa sie dom dziecka tylko Wielofunkcyjna Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza

Odpowiedz na ten temat

Trwa ładowanie...