Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

kingsol

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Wszystko napisane przez kingsol

  1. Katarzynka, ludwikowo to uzdrowisko - a wiadomo po co wiekszosc ludzi jezdzi w takie miejsca - zeby sie po prostu zabawic. mama byla tam chyba trzy tygodnie i tak naprawde nie wiem czy cokolwiek jej pomogli. jadac tam byla juz na tyle silna, ze mogla sama o siebie zadbac, nie byla uzalezniona od peronelu. na pewno nie jest to uzdrowisko na najwyzszym poziomie. w toalecie nie mozna bylo sie zamknac, wywieszalo sie tylko karteczke " zajete", a toaleta byla razem z prysznicem. z drugiej strony byly dwie ubikacje ktore tez sie nie zamykaly . robily sie kolejki bo jak ktos mniej sprawny zajal to troche tam siedzial. podczas mamy pobytu tam odwiedzalismy ja kilka razy . i tak sobie teraz mysle, ze wlasciwie nie widzialam nikogo z personelu....z wyjatkiem przerwy na papierosa....na miejscu nie widzialam tez ani jednej karetki a ludzie ktorzy musieli byc przewozeni do poznania na chemie dlugo czekali zanim ktos po nich przyjedzie. jesli Twoj Tata nie bedzie jeszcze calkiem sprawny to szczerze radzila bym poszukac innego uzdrowiska bo piekna okolica to nie wszystko
  2. Pauli tak moja mama zawsze jezdzi na onkologie
  3. Lena kod C34,8 oznacza wlasnie te zmiany w plucach i oskrzelach. jesli nie znasz jakiegos kodu to wystarczy ze wrzucisz w gogle to Ci wyszuka. ja zawsze tak robie. wszystko ma kod, kazda chemia , naswietlanie. na poczatku jeszcze przed operacja nie wiedzialam za bardzo co mamie dolega to wlasnie odszukalam w necie te kody.
  4. pomylka nie na wypisie tylko na skierowaniu na 9,06
  5. SMUTNA ... bardzo mi przykro..... kurcze cos jest nie tak, czuje to . mama byla dzisiaj na badaniach, zrobili przeswietlenie pluc i pobrali krew. nic jej nie powiedzieli. na wypisie napisali kod C34,8 czyli zmiany przekraczajace granice pluca i oskrzeli. i teraz nie wiem czy napisali to tak ogolnie bo tak bylo przed operacja czy znowu cos sie zaczelo dziac. mama byla sama bo ja nie moglam z nia jechac, a sama nic sie nie zapyta lekarzowi. teraz jedzie 9,06 na komputer i fibero.
  6. dzieki Lena, daj znac jak to dziala na Twojego meza, czy pomaga - jak juz bedziesz miala wyniki badan
  7. Lena zareklamuj jednak ten lek, moze innym pomoze, napisz tez na co dziala, czy to jakies witaminy?
  8. pauli jeszcze jedno - dziwie sie ze tak rzadko mama jezdzi na kontrole, po takiej operacji i z nowotworem kontrole i badania powinny byc czesciej.moja mama , nie liczac co tygodniowej chemii, miala srednio co miesiac badania,teraz jedynie miala przerwe 6 tygodni, jedzie 26,05 i 1,06.
  9. katarzynka, moja mama po operacji tez nie chciala za bardzo jesc, a pozniej kiedy chciala to miala zamulony zoladek. lekarz kazal kupic mamie nutridrinki. jeden drink zastepuje jeden posilek, wiec jesli tata nie bedzie chcial jesc to kupcie te nutri, zeby nie stracil sil. sa w roznych smakach i kosztuja ok 9 zl.
  10. pamietam jak moja mama byla na pooperacyjnej.koszmar. kiedy pierwszy raz ja zobaczylam to az plakac sie chcialo. nie odbierala od nas telefonu bo... nie mial jej kto podac. pielegniarek nie smiala prosic chociaz byly bardzo mile, a kobieta z ktora lezala normalnie brak slow.lezala tam dluzej od mamy, miala tylko drobny zabieg nie byla chora na raka. kobieta byla tak nieprzyjemna ze mialam ochote ja zabic. kiedy mama prosila ja o pomoc ta odpowiedziala ze nie jest sluzaca! kiedy mama to opowiadala myslalam ze wyjde z siebie. na szczescie to jedyna taka"persona" jaka mama spotkala na swej szpitalnej drodze. pozniej miala to szczescie ze kiedy lezala z innymi paniami panowala prawie rodzinna atmosfera. pomagaly mamie bardzo kiedy ta nie mogla jeszcze wstawac. a kiedy mama poczula sie lepiej pomagala slabszym od siebie
  11. SIORKA wiem co czujesz! moja siostra z tym walczy. na szczescie na chwile obecna sytuacja jest opanowana,ale ciagle musi sie kontrolowac. o raku szyjki macicy dowiedziala sie w pierwszych miesiacach ciazy. zanim zaszla w ciaze miala takie dolegliwosci jak uplawy i bardzo silne bole podbrzusza. poszla do gina ale ten glupek przebadal ja tylko, nie zrobil cytologii, i stwierdzil ze nic jej nie jest. gdy byla juz w ciazy poszla prywatnie do innego gina i ten wyznal jej okrutna prawde. w gnieznie chcieli jej usunac od razu wszystko, razem z plodem:( na szczescie trafila do poznania i tam przeciagano operacje tak dlugo, jak to bylo mozliwe. uratowano dziecko, i dopiero po porodzie usunieto siostrze szyjke. na szczescie nie musieli usowac wszystkiego. od tej pory ciagle zyjemy w nerwach, bo co jakis czas pojawia sie stan zapalny, i wyniki bywaja rozne. niestety przez nerwy ktore siostra miala w czasie ciazy , dziecko nie nalezy do najzdrowszych, ma problemy z nogami , nigdy nie bedzie normalnie chodzic o ile nie wyladuje na wozku.
  12. Pauli... teraz moja mame nic nie boli, ale na poczatku tak jakby dusilo ja w klatce i te szwy ja bolaly i ciagnely. ale odkad pije tego grzyba wszystko jej przeszlo
  13. smutna... mam nadzieje ze Twoj Tata poczuje sie na tyle dobrze ze bedzie mogl miec naswietlania. trzymaj sie , Tata jest teraz na pewno pod dobra opieka, i w razie czego moze liczyc na szybka pomoc i ulge w bolu. max.. jak zwykle masz racje:)
  14. guz mojej mamy byl duzy bo ok 4 na 7 cm. ale na szczescie nie musieli wycinac calego. przed operacja nie mowili ile wytna, bo sami nie wiedzieli ile tak na prawde bedzie trzeba. najgorzej bylo na poczatku po operacji, chodzila bardzo wolno, nie rozsrawala sie inchalatorem, i wlasnie podczas mgly byla masakra. poza tym szwy bardza ja "ciagnely", czula ucisk w klatce. ale zaczela pic mleko z grzyba tybetanskiego i od tego czasu jest o wiele lepiej, nie czuje ucisku i mniej sie meczy
  15. moja mama nie robila przeswietlenia bo jest na emeryturze, wiec nie musiala wyrabiac zadnej " zdolnosci do pracy, a przewaznie w takich przypadkach kieruje sie na przeswietlenia. palila od 14 roku zycia, teraz ma 65. przestala dopiero po operacji. teraz troche popalala, ale na szczescie sie opamietala.
  16. hehe zaraz sie odezwie nasz ekshibicjonista i napisze ze takie lekarstwo juz dawno istnieje :) a tak powaznie to wydaje mi sie ze zachorowalnosc na nowotwory jest ciagle taka sama, tylko wykrywalnosc wieksza. jednak wiele osob dowiaduje sie ze jest chorym przypadkiem, tak jak moja mama. przez 10 lat nie robila przeswietlenia pluc, i to byl blad. chociaz i tak to pewnie by nic nie zmienilo, bo terapia byla by taka sama.
  17. tak naprawde nasi bliscy chorzy sa silniejsi niz nam sie wydaje. ja myslalam ze mama na wiadomosc o guzie w plucu sie zalamie. a przed operacja my bardziej przezywalismy niz mama. wbrew pozora sa bardzo silni. slyszalam takie przyslowie: " Bod nie naklada na nasze barki wiecej, niz mogli bysmy zniesc" cos w tym jest. wiem po mojej mamie - w pierwszej chwili jest szok i zalamanie, pozniej jest walka . mama brala ta sile po czesci od nas, z naszej milosci. i Waszym bliskim tez tego zycze, by czerpali sily z Waszej milosci i Waszego oddania.
  18. jeden plat prawego pluca, reszta sie zgadza:)
  19. dziewczyny, znam kobiete ktora po usunieciu calego pluca niezle sobie radzi. meczy sie co prawda szybciej, bo to nie uniknione, ale zyje juz kilka lat od operacji, wiec nie martwcie sie , wszystko bedzie dobrze:) a nerwy w takiej sytuacji, przed operacja bliskiej osoby , sa rzecza normalna, gdyby nie bylo nerwow znaczylo by ze nie zalezy Wam na bliskich. a moja mama przeziebiona. kaszle jak nie wiem co, dzisiaj byla u lekarza, jakis wirus ponuje, a wiadomo mama teraz wszystko szybko lapie.
  20. MAX jest jak ekshibicjonista, olejesz go to sobie pojdzie, zaczniesz krzyczec to sie podjara....i zostanie:)
  21. wiecie , ja osobiscie nie musialam nikomu placic zeby mama miala dobra opieke w szpitalu. ale ojciec jednej z moich dobrych kolezanek mial drobnokomorkowca. na starcie musial dac w lape zeby znalazlo sie dla niego miejsce w szpitalu ( poznan, szamarzewskiego chyba 82. prosze nie mylic z tym w ktorym lezala moja mama czyli szamarzewskiego 62) jego walka trwala moze pol roku. pewnego dnia w domu zle sie poczul, zabralo go pogotowie, mial klopoty z oddychaniem, ogolne oslabienie. znalazl sie w szpitalu w gnieznie. nasze miasto nie ma specjalistycznego sprzetu ani lekarstw pomocnych w srawach onkologicznych wiec dzwoniono do poznania aby przyjeli, badz co badz swojego pacjenta na oddzial. niestety nie bylo miejsca. prawda jest taka ze nikt z rodziny nie dal kolejnej lapowki, wiec pacjent meczyl sie w naszym szpitalu przez dwa tygodnie, niestety umarl. to jest okrutna prawda o "lekarzach z powolania".
  22. w fibero sprawdzaja takze krtan - ruchomosc strun glosowych, tchawice, oskrzela.
  23. PAULI mama czuje sie dobrze chociaz jest troche przeziebiona. 26 maja jedzie na tomograf a 1 czerwca na fibero, mam nadzieje ze wyniki beda dobre.
  24. w tej chorobie trzeba byc przygotowanym na najgorsze ale liczyc na najlepsze. moja mama panicznie bala sie narkozy, nie chciala isc na operacje bo myslala ze sie nie obudzi. w kazdym szpitalu jest psycholog ktory w kazdej chwili sluzy pomoca, moja mama nie chciala sie z nim spotkac bo stwierdzila ze ja jestem jej najlepszym psychologiem:) jesli czytalyscie historie pobytu mojej mamy w szpitalu, to wiecie ze nie raz zdarzaly sie telefony od niej po ktorych serce mi zamieralo. wsiadalam wtedy szybko w pociag i mknelam do mamy ze by podtrzymac ja na duchu. robilam dobra mine do zlej gry. nie bylo to latwe ale tak trzeba. wiem jednak ze inaczej jest z mama a inaczej z mezem. mimo ze obydwie osoby kocha sie rownie mocno, to jednak jest to inna milosc. w przypadku meze jest strach ze ta jedyna milosc odejdzie, ze zostaniemy same na swiecie. nikt nam go nie zastapi. wiem ze matki tez nikt inny nie zastapi, ale w wiekszosci przypadkow nie mieszkamy juz razem, mamy oddzielne zycie. a z mezem jestesmy na co dzien, mamy dzieci, mamy wspolne zycie. dlatego wiem ze gdyby to spotkalo mjego meza na pewno inaczej bym to przezywala. mam nadzieje ze rozumiecie co chcialam powiedziec:)
  25. Lena, mozliwosc operacji to polowa sukcesu , bardzo dobrze ze maz moze ja przejsc. moja mama tez czekala miesiac za operacja a teraz smiga po miescie i zyje prawie tak , jak dawniej. nie zalamuj sie , a przede wszystkim nie pokazuj tego mezowi. wiem ze to trudne ale pozytywne nastawienie jest bardzo wazne. zobaczysz wszystko bedzie dobrze:)
×