Czytając Wasze wypowiedzi zauważyłam że taka tragedia dotyka bardzo kochajacych się ludzi, planujących wspólną przyszłość i chcących być razem jak najdłużej. W moim przypadku jest tak samo. Marzyłam że jako staruszkowie będziemy chodzić wspólnie na spacery trzymając się za ręce jak nastolatkowie, że będziemy się zawsze kochać i wspierać. Wszystko legło w gruzach. Trudno się pozbierać. Nie potrafię normalnie żyć, moje życie to po prostu wegetacja......... i ból, ciągły ból i pytanie dlaczego........
Rodzina i znajomi uważają że wszystko OK , przecierz mam pracę , dom, samochód..... i co z tego nie ma jego i nigdy już nie będzie. Już mnie nie przytuli, pocałuje i nie powie jak bardzo mnie kocha. Nie ma marzeń, plany legły w gruzach. Wiem że muszę być dla syna i staram się dla niego bo teraz tylko on mi pozostał.