Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

sylwia manch

Zarejestrowani
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. To że mamy inną wizję małżeństwa niestety wiem już od dawna. Ale łudzę się, że w końcu odnajdziemy gdzieś wspólny punkt który zadowoli nas oboje. Ja naprawdę nie chcę go zamknąc w domu i zabronić kontaktów ze światem. Ale chciałabym po prostu jakiejś równowagi. Przed dziećmi oczywiście było łatwiej. Każde z nas miało swoje zainteresowania i nie stawaliśmy sobie na przeszkodzie w ich realizacji. Ale prawdę mówiąc już wtedy pojawiały się problemy z jego wyjściami. Król imprezy nie mógł mieć ograniczeń więc zwykle imprezował sam. Do dziś jako jego żona znam może 10% jego znajomych... to tez o czyms swiadczy. Ale on twierdzi ze to moja wina bo nigdy nie chcialam z nim nigdzie chodzic...A ja bardzo chetnie poszlabym wszedzie z facetem ktory jest ze mna. A nie zostawia mnie sama i lata po calej imprezie jak kot z pecherzem... ach azkoda gadac...
  2. Opisujesz dokładnie to co do tej pory robiłam. Każdy jeden punkt odhaczony. A jeśli chodzi o zaangażowanie go w nasze sprawy... cóż. Nie raz dla swoich spraw potrafił opuszczać ważne ambo po prostu atrajcyjne momenty w życiu naszych dzieci (czyt.imprezy urodzinowe, wyjścia na kulki,kino itp.)i nigdy tego nie żałował. Jemu wystarcza usłyszeć od nich, że było fajnie. Dwa razy zabrał ich sam na basen- po ostatnim razie stwierdził ze nigdy więcej. Już chyba minął czas na takie próby. Czuję że teraz naprawdę ważą sie nasze losy i od razu przy tym czuje wyrzuty sumienia, że stawiam sprawe na ostrzu noża. Że to ja chcę rozwalić naszą rodzinę. Paradoks co? Głowa mi już pęka od myślenia o tym wszystkim. Myślałam żeby poprosić go żeby na jakiś czas się wyprowadził. I wtedy może by poczuł czego chce. Ale panicznie się boję zobaczyć że nie będzie o nas walczył wcale. Mam tysiąc skrajnych myśli.
  3. Ale jak mam to zrobić? Na razie totalnie się zdystansowałam. Nie rozmawiamy, o nic go nie proszę, o nic nie pytam. On próbuje mnie przekonać że zrozumiał że źle zrobił, ale jego zachowanie mówi co innego. Mam nawet wrażenie że cieszy się że ma święty spokój.
  4. Wszyscy razem bardzo rzadko wychodzimy. Zazwyczaj po 5 min od takiego wyjścia On drze się na dzieci i cały entuzjazm uchodzi ze wszystkich. A razem we dwoje?... bywamy obok siebie wieczorami na kanapie.
  5. Dokładnie tak! Nigdy nie dawałam sobie prawa, żeby mu czegoś zabraniać. Mówiłam, że "wolałabym" żeby czegoś nie robił albo że nie podoba mi sie że coś tam robi. Myślę że to też wina mojego słabego charakteru. Zawsze byłam bardzo nieśmiałą, cichą dziewczyną. A on to ewidentnie wykorzystuje. Chciałabym żeby się jakoś otrząsnął i zrozumiał, że ja nie żartuję i teraz to on musi o nas zawalczyć.
  6. Bo ja nigdy nie chciałam być żoną zołzą. Chciałam być wyrozumiała i tolerancyjna. Myślałam że taki układ posłuży nam obojgu i że on będzie to doceniał. Ale teraz widzę że nauczyłam go po prostu tego że doskonale radzę sobie sama. Wdzięczności nie ma absolutnie żadnej i dla nikogo. Doskonale widzę to że jesteśmy bardziej współlokatorami niż małżonkami. Tylko pytanie co teraz? Naiwnie wierzę że jest jakiś sposób żeby mu to wszystko wytłumaczyć tylko jeszcze go nie znalazłam.
  7. Próbowałam... tylko jak ja go zostawie z dziecmi i pojde np.sobie na jakis shopping to na 90%zawiezie dzieci po prostu do dziadkow a sam zrobi to co mial w planach. Kiedys przypadkiem uslyszalam jak po pijaku mowil komus ze on sie nie zmieni tak jak ja bym chciala. Nie ma na to szans. Kiedy poprosilam go zeby zrezygnowal z treningów to stwierdził ze chyba wcale go nie znam skoro chce go zamknac "w klatce". Ze on juz taki jest ze siedzenie w domu go po prostu meczy. Ale przy każdej rozmowie zapewnia że rodzina jest dla niego najważniejsza. Że kocha nas nad życie i nie wyobrażam sobie życia bez nas. Dlatego naiwnie w to wierze. Ale już mam po prostu dość. W sobotę miałam zapalenie oskrzeli, ledwo żywą zostawił mnie z dzieckiem z 40 stopniami gorączki, sam w tym czasie poszedł na imprezę. Nie odbierał telefonów i wrócił o 5:00 rano totalnie pijany. Więc ja od soboty z nim nie rozmawiam. On trzyma się swojego planu wraca po dwudziestej. Wcale nie zabiega o rozmowy. Wczoraj przyniósł bukiet kwiatów i myślał że wszystko już jest okej. A ja zastanawiam się czy w ogóle chce z nim być. Dla niego to Kolejna kłótnia kolejne ciche dni i kolejne przebaczenie. Jednym slowem zero do bani, zycie toczy sie dalej.
  8. Po pierwszym dziecku on pracował po 12h. Tylko w weekendy ją widział praktycznie,więc jeszcze wtedy inaczej to wyglądało. A nasz czas razem?...Kiedy Mój Mąż już jest w domu to... śpi. W ciągu dnia potrafi wrócić o 18 do domu, o 18.10 już śpi (mimo dzieci skaczących mu po głowie) o 19 wstanie, pokręci sie chwilę,czasem położy dzieci i siada do komputera. Więc myślę,że z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie spędzamy razem czasu, który byłby dla mnie wartościowy.
  9. Na myśl o moim życiu i małżeństwie moja refleksja nie jest zbyt radosna. Zabrzmi to banalnie, ale naprawde "nie tak wyobrażałam sobie swoje życie". Jestem z mężem od 12 lat, po ślubie 8. Mamy dwójkę wspaniałych dzieci, które czasem potrafią porządnie dać w kość(nic poza granicami normy dla 8 i 3 latków). Mój mąż od zawsze był bardzo towarzyski-król każdej imprezy. Zna wszystkich i wszyscy znają jego. Nie ukrywam, że kiedyś było to dla mnie dość atrakcyjne, ale jak mielismy po 20 lat. Z wiekiem ludzie dojrzewają,więc naturalne było dla mnie to,ze z biegiem lat stanie się odpowiedzialnym ojcem i mężem... No i tu pojawia się problem. To typowy Piotruś Pan. Obydwoje pracujemy, popołudniami mąż ma swoje zajęcia (treningi,spotkania z kolegami). Także do domu wraca ok 20 albo i pózniej. Często jest tak że dzieci juz śpią. Wieczór spędza przy telefonie albo komputerze,rzadko kiedy obejrzymy jakiś film. Pomasuje mi nogi na odczepnego, żebym znowu nie narzekała ze pózno wrócił. I to wszystko mnie drazni,ale nie chcąc być zrzedliwa zołzą przymykam na to oko. Ale najbardziej wkurzają mnie jego wyjscia,które zwykle kończą się powrotem nad ranem. Zawsze obiecuje że tym razem bedzie inaczej. Ale nigdy nie jest. W domu nic nie zrobi,o każdą rzecz musze prosić miesiącami. Z dziećmi sie nie lubi bawić, nigdzie razem nie wychodzimy. Ja poza pracą i dziećmi nie robie nic,bo nigdy nie wiem kiedy on będzie w domu. Jako rodzina nie robimy razem NIC. Kocham Go bardzo, ale dość mam życia w ciągłym poświęceniu. Ciagłym czekaniu. Tak bardzo mi żal że on nie chce z nami być. Czuje się samotna i odrzucona. Wszelkie rozmowy z nim przeprowadzałam juz setki razy i nic nie dają.
  10. zapomnialam dodac ze pracuje w manchesterze i nie jest tu tak latwo o zwolnienie lekarskie. wszyscy twierdza ze jakos musze dac rade ,to tylko ciaza, przejdzie i takie tam... a dla mnie to jest AZ ciaza i zrobie absolutnie wszystko zeby moja dzidzia byla zdrowa i szczesliwa.
  11. witam jestem w 11 tyg ciazy.pracuje w duzej firmie od prawie roku i mam tam kontrakt na czas nieokreslony.ostatnimi czasy, nie czuje sie najlepiej rano... szczerze mowiac nie moge podniesc glowy z poduszki bo od razu wymiotuje,nawet jesli nic nie zjem.w takich sytuacjach wydaje mi sie oczywiste ze nie jestem w stanie pojsc do pracy.kilka razy dzwonilam i prosilam o sicka, ale boje sie ze moge poniesc za to jakies konsekwencje, czy ktoras z was wie moze jak wyglada moja sytuacja w swietle prawa? jak dobrze sie czuje to oczywiscie chodze do pracy. prosze pomozcie...
×