Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

jaheira1

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. jak Cie czytam to zaczynam ewoluować w poglądach - jednak są ludzie którym przydałby się niezły wp*****l, choć na CIebie to raczej wykorzystałabym parę tricków opisanych w Malleus Maleficarum :)
  2. jak może być "ciamajdą życiową którą matulka wychowywała bezstresowo i teraz gówniara uważa że zjadła wszystkie rozumy i chce się rządzić" skoro te dwie cechy automatycznie się wykluczają? przynajmniej już wiadomo czemu musisz bić dziecko, jesteś zbyt ograniczona umysłowo żeby umieć mu wytłumaczyć....
  3. tez mam nick i niestety nie rozumiem takich matek dla mnie uderzenie kogoś kto jest ode mnie słabszy byłoby moją osobista porażką, i nie ma tu znaczenia czy to słabszy ode mnie dorosły, dziecko czy zwierzę - dla mnie każda istota zywa zasługuje na szacunek a szacunek oznacza że nie biję
  4. aha, ja nie traktowałam zaręczyn jako sygnału że facet myśli o mnie poważnie, bo mieliśmy już dziecko a poza tym mamy ponad 10 lat więcej niż autor, więc u nas to było raczej w formie dopełnienie naszego i tak fajnego związku może jak się ma te 23 lata to się inaczej myśli, ja nie pamiętam, w tym okresie to nawet nie miałam chłopaka (przynajmniej stałego....:P )
  5. z zaskoczenia są super, zwłaszcza jak facet pokombinuje i sam wybierze pierścionek, dodatkowo jesli nie są poprzedzone niezliczonymi rozmowami o slubie :) - u nas tak było i wspominam to bardzo wyjątkowo, w dodatku aura była super, bo było to na stoku narciarskim, obecny mąż jeździ lepiej więc jechał przede mną, wywalił się , ja myślałam że coś się stało o on fik na kolana i wyciąga pierścionek :) z innych fajnych historii facet mojej przyjaciółki dogadał się z chłopakami z jej ulubionego zespołu (polskiego) i zabrał ją na koncert po czym oświadczył się ze sceny w trakcie utworu zagranego specjalnie dla niej :) reasumując, było to dla mnie ważne i wspominam ten dzień jako jeden z fajniejszych :)
  6. Moje dziecko poszło do Klubu Malucha jak miało 9 miesięcy, do przedszkola jak miało 12 a ja do pracy, i pomimo że kocham synka nad życie to był bardzo szczęśliwy powrót :) i nie miał traumy a wręcz przeciwnie - uwielbia swoje przedszkole i zabawy z innymi dziećmi. Nie wszystkie dzieci też chorują, mój syn ma obecnie prawie 3 lata i jedyna "chorobą" był katar, i to z reguły związany z ząbkowaniem, więc głowa do góry autorko, trzymaj się planu i powodzenia :)
  7. u nas przebiegło bezboleśnie, akurat szykowaliśmy pokój dla synka i mój mąż składał mu łóżko , juz takie dziecięce, Młody pomagał swoimi gumowymi narzędziami a w trakcie mu tłumaczyliśmy że to jego łóżeczko. Dostał tez pościel z Mc Quinem :) więc nie wiem czy nasze tłumaczenie czy ta pościel ale tego samego dnia sie przeniósł sam, na własne życzenie, miał 17 miesięcy :) a może po prostu był gotowy ? teraz (2,8) przylatuje do nas o 7 rano i włazi pomiędzy na porcje porannych przytulasków, ale to nam zupełnie nie przeszkadza a wręcz przeciwnie :)
  8. jesteśmy w zasadzie niewierzący więc hipokryzją byłoby dla mnie ochrzcić synka, zresztą mam tak złe zdanie na temat KK że chcę trzymac moje dziecko jak najdalej od facetów w kieckach moja rodzina jest niewierząca więc to dla nich było oczywiste że synek nie będzie chrzczony (dotyczy rodziców, brata, wujostwa, dziadków), rodzina mojego męża próbowała naciskać, ale szybko się przekonali że prędzej zerwiemy kontakty niz pozwolimy sobie na decydowanie o naszym zyciu wśród znajomych chyba nie ma nikogo kto by pytał albo nie zgadzał się z nami, zwłaszcza że my jakoś nie mamy problemu z tym, że ktoś jest wierzący (więc zasada tolerancji działa w obie strony), więcej jednak mamy znajomych, których z KK nic nie łączy
  9. ja dawałam od 2 tygodnia do 2,5 roku (tak mniej więcej, z jakąś przerwą ), nie wiem czy pomogły na odporność, ale synek chodzi od 9 mż do klubu malucha a od 12 mż do przedszkola i póki co jeszcze w życiu nie chorował, a po mamusi odporności na pewno takiej super nie ma...
  10. masz nieaktualne dane, nie mam konkubenta tylko męża, poza tym nie wiem co ma spanie z dzieckiem wspólnego z powrotem do pracy, i co ma wychowanie w bliskości do wspólnych wyjazdów na weekend z mężem....ale cóż, jak ktoś ma tak mało rozumku żeby pojąć że dziecko MOGĄ wychowywać oboje rodzice, i że mogłam wrócić do pracy bo synek miał z kim zostać (czytaj z Tatą), albo jesli dla kogoś fakt, że rodzice dbają o swój związek jest automatycznie olewaniem dziecka...sorry dziewczynko....
  11. moje łózko ma 2,5 metra (specjalnie kupione żeby od początku spać z dzieckiem) więc każdy miał więcej miejsca niż większość moich znajomych normalnie....do tego ja i mąż spaliśmy pod oddzielną pościelą, ale jak miałam ochotę przytulić synka to wystarczyło sie odwrócić do niego; synek zdezerterował kiedy skończył 1,5 roku....sam z siebie, nie było oduczania itp., dzis ma ponad 2,5 i dalej go usypiam bo lubię, bo wiem że za 3-4 lata każe mi spadać i będe mogła tylko potęsknić do momentów kiedy jeszcze chciał się przytulać...zresztą coraz częściej po prostu idzie do łóżka i zasypia już bez mamy:( a relacje z meżem? niegdy nie musiał spać na kanapie, jedynie zmienialiśmy miejsce w łózku, w zaleznosći od tego kto miał się wyspac, jak on to ja spałam w środku, jak ja, to odwrotnie, a życie sexualne (dzięki bogu) mamy na tyle interesujące że nie ogranicza się tylko i wyłącznie do łózka w sypialni, a jak chcieliśmy to zrobić w sypialni to małego przenosiliśmy do jego łóżeczka (wielki mi problem...)
  12. witam Toksyczna :) jak zwykle mimo sympatii pozwolę się z Tobą nie zgodzić :) my spaliśmy z synkiem 17 miesięcy (zresztą decyzja nie była spontaniczna, bo takie mieliśmy założenie i nawet gigantyczne łóżko kupiliśmy z tej okazji), synek spał tak jakby od ściany (tylko tam jest takie oparcie), miał swoją kołderkę i podusie, my z mężem na pozostałych 2 metrach (łózko ma 2,5), w wieku 17 miesięcy sam z siebie przeniósł się w jedną noc na swoje własne łóżko, w sumie to nam nawet było przykro że już sobie poszedł...nasze pożycie sexualne zupełnie nie ucierpiało a bliskości syna i meża zazdroszczą nam wszyscy
  13. pierwsza próba ok. 1,5 roku, ale zakończona porażką, drugie podejście 2,5 roku - sukces właściwie od pierwszego dnia:)
  14. mam nadzieję że CI się te flaki w końcu przekręcą...moge się wypowiadać jak każdy, nie musisz się ze mną zgadzać, ale skończ wreszcie srać pod każdym postem, bo bez względu na to co bym napisała i tak byś dodała jakiś kretynizm, byle tylko wymienić mnie z nicka...obsesje masz? zakochałaś się?
  15. jak to co? idź do sklepu, kup mu ibuprop, izotonik, zrób lekki obiad a jak wstanie daj buziaka, zapytaj czy się dobrze bawił i przeproś za tego kretyńskiego focha, którego walnęłaś, jak dzwonił pytac czy może jeszcze zostać... facet raz na jakiś czas wyjdzie się spotkać ze znajomymi, a AMBITNA HRABIANKA ma problem...
×