8 miesięcy jak Go nie ma. I nawet przez jakiś czas wydawało mi się, że potrafię odrzucić wszystkie te myśli i tą miłość jaką nadal Go darzę, ale jak na przystanku upuściłam rękawiczki i podniósł mi je starszy Pan, mówiąc z uśmiechem na twarzy, że to roztargnienie to pewnie z miłości, tak znowu poczułam taką niesamowitą chęć przytulenia Go bo tylko wtedy byłam bezpieczna. To niesprawiedliwe, że Bóg zabiera ludzi których kochamy zostawiając nas tu samych na ziemi tworząc z niej piekło. I gdzie jego miłosierdzie i dobroć? przecież On kocha wszystkie swoje dzieci, a przy tym pozwala, żeby tyle osób cierpiało bo On akurat potrzebował tej Duszy w niebie... :(