Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

wiecznie_steskniona

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    a to byłąm autentycznie ja, tylko mi się omskło na klawiaturze :)
  2. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    kochamciezycie, gratulacje!! :) naprawde się ucieszyłam jak to przeczytałam :D jak tam zaręczyny wyglądały? :D a ja mam się całkiem dobrze. eska spotkałam ze 3 razy na mieście, gadaliśmy na spokojnie, generalnie oboje wiemy, że skończone, ale tak na fajnych zasadach, zero żalów w sumie, może kiedyś odnowimy kontakt, póki co nie gadamy. z moim nowym mężczyzną super :) i czuję, że to ten. tak serio serio. w ogóle fajna sprawa znać kogoś dłuższy czas zanim się wejdzie w związek. my się znamy ponad 2 lata już, praktycznie 3. jesteśmy kilka miesięcy razem, ale czuję się tak mega swobodnie przy nim jak przy nikim innym :) tylko mamy teraz miesiąc nerwów.. ostatnio nam się gumka zsunęła... i żadne nie poczuło. szybko po tabletke po (no 36h..), na szczęście mój organizm zaakceptował dawkę hormonów łagodnie. no ale stres jest. przy czym strasznie się zdziwiłam swoją reakcją - bo do tej pory strasznie bałam się ciąży, szczególnie z ex (tak naprawdę podświadomie wiedziałam, że to nie ten a dziecko by mnie z nim związało już do końca życia). a z moim nowym TŻ - boję się otoczki, plotek, reakcji wszstkich, bo my w ogóle się ukrywamy raczej, ale samej ciąży już mało - w sensie nie chcę teraz, zdecydowanie za wcześnie, ale wiem, że kiedyś chcę. i że z nim. dziwne to :)
  3. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    cześć wszystkim :) czytam sobie na bieżąco wasze posty, ale czasu mało i pisać nie mam do końca kiedy. 7 lat dużo. ale jak sobie myślę, to ja z moim ex w sumie też znaliśmy się prawie 7 lat. w tym czasie zrywaliśmy, więc nie wiem jak do końća liczyc staż, ale mimo wszystko.. zresztą ja to rozbijam w tym momencie de facto na 2 związki, bo po przerwie tej tutaj o któej pisałam, jak do siebi wóciiśmy byliśm innymi już osobami. odpowiadając na ptanie czy można po 7 latach.. można. ja sobie dopiero niedawno zdałam sprawę, że ja się po prostu w pewnym momencie odkochałam. a wtedy zaczęły mnie drażnić jakieś głupoty w nim. to się nie dzieje z dnia na dzień. zresztą półświadomie czy podświadomie chciałam być z kimś innym.. szczerze? nie wiem czy gdybym kogoś innego nie poznała to bym z nim zewała.. i faktycznie diewczyny mi tutaj trąbiły od początku, żeby się nie odzywać. ja byłam mega zakochana i w strasznym dołku i nie słuchałam. i źle robiłam. z dugiej strony dużo się nauczyłam po tym rozstaniu. no a teraz mam kogoś do kogo lepiej pasuję :) w ogóle coraz bardziej się zakochuję :) a jestem w wieku zakeconej, więc niech nikt nie pisze że mając 23 nikogo nie spotka :D jestpawdę dobrze. w ogóle chłopak naprawdę się zaangażował :) i serio czuję, że mu zależy. w ogóle akurat i ex i obecny są super facetami dbającymi o kobiety. obaj rycersy ;) akurat pod tym względem mam szczęście. wiem, że cokolwiek by się nie działo, żaden by mi kzywdy specjalnie nie zrobił. i żaden nigdy nie będzie żadnej kobiety źle traktował. bo o ex też złęgo słowa nie powiem. po prostu nie byliśmy dla siebie. chyba innych rzeczy chcieliśmy od życia. jestem pewna natomiast, że spotka dziewczynę, którą naprawdę uszczęśliwi. ja już widzę, że nowy związek jest jakiś taki badziej natualny, że napawdę odbieramy na tych samych falach. wiem, że to początki i początki zawsze są super, ale jak pomyślę o początkach poprzedniego związku to było fajnie, motylki, ale było raz że szczeniacko, bo to była moja i jego pierwsza miłość, a dwa - no byliśmy sobą zauroczeni, ale no.. zawsze było coś takiego dziwnego ;) nie widziałam go już z 2 mce. nie odzywa się. aczkolwiek chyba nie wie, że ja mam nowego chłopaka.. i może i dobrze, bo jednak mogło by go to jednak zabloeć. mnie by zabolało, gdyby on kogoś miał, a ja nie... :( i zakrecona - super że kogoś poznałąś!!! bo nawet jeśli to się okaże przelotną znajomością i nic specjalnego nie wyjdzie to miło po prostu, że ktoś się interesuje, w sumie Ty i tak nie tęsknisz za ex, ale zawsze to mniej myślenia o nim :D no, dziwczyny, głowa do góy, poczytajcie, jaka ja byłam zdołowowana. nie jadłam, nie spałam. trochę mi nawet wstyd teraz za te wszystkie posty, ale bardzo mi pomogły., i pomogło czytanie historii podobnych do mojej. a staż też był długi, udało mi się wrócić, ale jednak to nie to. i teraz czekam na mojego nowego chłopaka, który do mnie lada chwilę przyjedzie :) całe weekendy razem ostatnie :) w końcu musiał kwiatki pojechać podlać do siebie :D :D
  4. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    o, ruch się zrobił :D jutro poczytam sobie do śniadania dokładniej, bo na razie przejrzałam na szybko, bo padam powoli, w sumie weszłam sprawdzić czy nikt nic nie napisał a tu taka niespodzianka :D zakrecona, fajnie że się odezwałaś, zawsze lubiłam czytać Twoje posty, są właśnie takie.. zakręcone :D naładaowane pozytywną energią, napawają do działania, nawet jak opisujesz rozstanie :) ja krótko. praktycznie nie myślę o eks. tzn myślę, ale bardziej w sensie co robi i czy ok z nim, bo tyle czasu razem spędziliśmy że zależy mi na nim, ale już raczej tylko jako na koledze.. jestem z tym kolegą z pracy. trzeba będzie mi przezwać go tutaj jakoś :D -> "ON" :P przez ten miesiąc przez który nie pisałam sporo się wydarzyło. :) jestem mega zauroczona, może nawet się zaczęłam zakochiwać.. nie wiem. wpadnę w któryś dzień i opowiem wszystko :) ostatnio mało czasu :D raz, że przez Niego, dwa mam sporo pracy :)
  5. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    też się doczepiłyście :D talia to geny po prostu, jestem gruszką i wszystko mi idzie w dolną partię ciała, w życiu nie miałam boczków, miałam czas że ważyłam 8 kilo więcej niż teraz i czułam się wtedy bardzo gruba, a w talii i na brzuchu prawie nie przybyło. za to mam grube łydki :P ale podobno hula hop dobry na talię :P i fakt, z tym wyglądem.. np ten kumpel z pracy jeśli chodzi o wygląd to się w ogóle nie umywa do mojego byłęgo. tamten to taki typowy przystojniak z idealnym jak dla mnie ciałem (dwudniowy zarost, szczupły, umięśniony, ale nie daj boże przypakowany, wysoki, z pięknymi rękami mrrr :) ). ten kumpel jest facetem z twarzy bardzo pospolitym, niewiele wyższy ode mnie, chucherko, trochę krzywe zęby ;) . aczkolwiek ma jakąś taką zgrabną posturę i bardzo milo mi się na niego patrzy. szczególnie jak założy jakieś łądne ciuchy, bo na co dzień chodzi w zwykłych (za dużych) t-shisrtach i za szerokich spodniach (nie jak mój były któy wiedział co jest modne) no i np. pachnie bosko :P :P jakaś wyluzowana się ostatnio zrobiłam, taka obojętność mnie dopadła :P
  6. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    jakoś mnie ten komentarz rozśmieszył :P no bywam, bywam, cóż :) na swoja uspariweliwienie powiem, że poza kwestią uczuć jestem całkiem rozgarnięta :P
  7. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    był. nawet później chwilę rozmawialiśmy sami, bo w jedną stronę wracamy. nawet kawałek mnie odprowadził. nawet go zaprosiłam na herbatę ale powiedział, że za późno już. ale wiem, żę to nie nieprawda. nie chciał. wydaje mi się, że wiedział że jak przyjdzie to wylądowalibyśmy w łóżku. bo taka prawda, więc pewnie dobrze że tym razem on zachował rozsądek. no nic. dalej nic nie wiem. wyłączam się. co będzie to będzie..
  8. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    milva, bardzo bardzo Ci dziękuję za ten post. tak naprawdę myślę bardzo podobnie, chociaż sama się przed sobą nie przyznaję.. ech. w ogóle ja się głupia martwię o byłego. kude zawsze byłam z tych co jak ktoś nie odbiera telefonu to widzą najgorsze scenariusze. byłam dzisiaj na piwie z przyjacielem. jest to chłopak którego poznałam na pierwszym roku studiów i się szybko zaprzyjaźniliśmy. zna też bardzo dobrze mojego byłego (dla przypomnienia, jesteśmy też z jendego roku studiów). w ogóle on wie o wszystkim. w każdym bądź razie pytał się czy nie rozmawiałam z byłym bo on mu w środę wieczorem wysłał wiadomość na fb a na pewno nie została odczytana. a wiem, że mój były wchodzi na fb codziennie. i ja już się martwię :| jeszcze do tego od tygodnia wiem że jutro się spotkam z innym kumplem. tego znowu znam od liceum ale nie spotykamy się jakoś często. ale zazwyczaj były też ze mną chodzi, oni się dosyć polubili. w każdym razie ten kumpel nie wie że zerwaliśmy. a mój były w ogóle chciał z nim ostatnio pogadać o pewnej sprawie. no i ja od tygodnia dumałam czy napisać mu o spotkaniu. bo przecież ani się nie pokłóciliśmy ani nic. miałam nie pisać ale w końcu stweirdziłam, że zachowam się dojrzale i mu napiszę normalnego smsa że jest spotkanie. nie powiem, to wyżej było też argumentem za. i nie odpisał. wiem, że on z tych co jak nie wiedzą co odpisać to nie odpisują, ale kurde, poczułam się źle. bo nawet jak nie ma ochoty się widzieć to mógł napisać że jest umówiony czy coś albo po prostu że to nie jest dobry pomysł. sms był typowo przyjacielski i rzeczowy. gdyby mu zależało to by też odpisał.. a z kolegą z pracy ? no jest dalej jak jest. ale stało się już normalką całkowitą że rozmawiamy wieczorami. a rozmawiamy o wszystkim. począwszy od jakichś ewidentych flirtów i podtekstów przez kto co jadł na obiad i że w tesco są fajne cukierki do poważnych i całkiem osobistych spraw. a jeszcze on zawsze był osobą skrytą i jak się go np. pytało gdzie jedzie na weekend to mówił że "daleko" i "nieważne". a tymczasem sam mi z własnej woli opowiada gdzie wychodzi, itp. nie wiem, nie wiem, nie wiem. ale za byłym nie tęsknię tak jak kiedyś. są momenty, to jasne, nawet długie. ale nic histerycznego. czuję jakąś pustkę, ale też martwię się jego nastawieniem.. ech :(
  9. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    kurcze, jestem przerażona. bo albo jedno albo drugie. nie ma kompromisu. z każdym wyborem coś stracę. na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że mogłabym być i z jednym i z drugim. boję się że którąkolwiek opcję nie wybiorę, tak czy siak będę myśleć zawsze jak to by było gdyby.. masakra. spotkałam byłego. świat jest mały. w galerii. nagle znikąd znalazł się narzeciwko mnie. pogadaliśmy, poszliśmy na kawę. strasznie miło było. gadaliśmy o głupotach. potem mnie odprowadził i dalej przed klatką gadaliśmy, było zimno więc stwierdziłam że jeszcze na herbatę może wejść. dopiero u mnie zaczął się temat 'nas'. w sumie to ja go zaczęłam. byłam w złym momencie, dzień wcześniej miałam mega kryzys + byłam tuż przed okresem, a wtedy robię się strasznie emocjonalna. tęskniłam za nim. sytałam czy widzi jeszcze dla nas szansę, powiedział że tak, ale nie chce teraz decydować. powiedziałam, że ja tak samo. ale i tak się rozryczałam. przytulił mnie. niesamowite jak wtulenie się w niego na mnie działa. chwila i staję się spokojna.. jak wychodził na pożegnanie się pocałowaliśmy. szczerze mówiąc gdyby nie mój zdrowy rozsądek to byśmy w łóżku wylądowali. on stracił na koniec głowę.. powiedziałam, że nie powinniśmy, przytaknął, ale już mało myślał. wyszedł, ale widziałam, że stał jeszcze dobre 5 minut przed drzwiami :( po tym spotkaniu się uspokoiłam jakoś nawet w miarę.. dobrze na mnie podziałało. dwa dni później miałam imrezę, byli u mnie znajomi z pracy, ten kumpel też. strasznie się wszyscy zrobiliśmy. koniec pamiętam przez mgłę. ale nie mogę jednego zapomnieć. siedziałam już jakoś na podłodze, on mnie podniósł. i przytulił. dziwne to było, bo myślałam że chce mnie tylko podnieść i nawet tak miałam się odsunąć ale mnie przytrzymał. więc się rozluźniłam i nawet oparłam głowę na jego ramieniu. i to też na mnie zadziałało strasznie kojąco. niestety trwało to krótko bo poszłąm zwymiotować.. ;) ale przypominając sobie tą sytuację prawie kręci mi się w głowie.. generalnie jak wszyscy poszli, my zaczęliśmy smsować. dobrą godzinę. w ogóle często po imprezach jeszcze piszemy do siebie smsy, ale te już były dosyć ewidentym flirtem. tyle że zawsze to można było jeszcze wyłumaczyć faktem, że oboje byliśmy pijani. ale po tych smsach kontakty przybały na sile. w pracy w sumie normalnie się zachowujemy, chociaż rozmawiamy ostatnio mniej na komunikatorze pracowym. za to tak czy siak po 8 h spędzonych 5 metrów od siebie, wieczorami gadamy po nocach na fb. a po rozmowie wczorajszej jest dosyć ewidentne że na rzeczy coś jest. bo też była ewidentym flirtem, a byliśmy na trzeźwo. naprawdę się boję. boję się największego błędu w życiu. próbowałam na zasadzie "wyboraź sobie że wyjeżdzasz z jednym i drgiego nigdy nie zobaczysz". i nic. wyobrażam sobie oba scenariusze i w obu jestem zadowolona z życia, szczęśliwa u boku super faceta, ale wspominająca czasem tego drugiego. i nie potrafię przestać rozmawiać i śmiać się z tym z pracy i nie potrafię przestać tęsknić za byłym. jeszcze nie bardz mogę porównać te dwie rzeczy, bo z byłym to już coś trwalszego, dłuższego, a z tm kumplem początki, motlki w brzuchu.. śmianie się ze wszystkiego. jeszcze jedna kwestia mnie męczy odnośnie byłęgo. bo w sumie to zawsze ja wyciągałam rękę, dawałam znać, że chcę dalej próbować. jak się ostatnio spotkaliśmy to ewidentnie dałam mu znak, że widzę szansę. czy gdyby to było TO to czy nie powinien był walczyć? ja zawsze walczyłam.. życie jest dziwne.
  10. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    kochamciezycie - dziękuję za miłe słowa, naprawdę mnie podniosłać na duchu :) Iga, no ja się zgadzam z poprzedniczką. chociaz mi się też wydaje, że niestety jeżeli nie odejdziesz z pracy to będzie Ci ciężko rozwiązać to jak powinno być.. bo on Ci spokoju raczej nie da sam z siebie. oczywiście jest pytanie jak bardzo tego spokoju chcesz, ważne żebyś sama siebie nie oszukiwała. Pozdrawiam
  11. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    hej, bardzo miło was widzieć :) kochamciezycie, gratulacje :) bo co tu więcej mówić, super :) roza, dlugo to trwało? bo teraz nie kojarzę. a w ogole jak tak Twój ex przez którego tutaj zaczęłaś pisać? macie kontakt? samozycie, faktycznie bardzo podobnie do tego co ja miałam. bo terazjuż jesteśmy po studiach więc się nie widzimy. nie mam nikogo nowego, tego kolegę z którym faktycznie sporo rozmawiam i dobrze się przy nim czuję, ale czy to cokolwiek jest to nie wiem. jak pisała kochacieżycie, potrzebuje pobyć sama.. mimo, że wieczorami mam ochotę się do kogoś przytulić. po prostu muszę. co do Twojego pytania to jedyna rzecz którą możeszzrobić to ograniczym kontakt do minimum. tak mi pisały tutaj dziewczyny jak pewnie zauważysz i miały rację. i wiem, że jest ciężko, bo mi sie nie udawało. moze Tobie sie uda? nie spotykaj się z nim sam na sam, jak się sfoszy to niech się foszy. nie siadaj obok niego na uczelni, po prostu traktuj jak kolegę ze studiów.. "faceci nie reaguję na słowa, reagują na brak kontaktu" - nie chciałam w to wierzyć, ale to jest prawda... w ogóle czytałaś 'mężczyźni kochają zołzy' ? książka jest mega przerysowana, czasem traktuje facetów jak niższy gatunek, ale ma w sobie dużo prawdy. i mi pomogło po rozstaniu jej czytanie (i oczywiście czytanie kafe). fajnie jakby udało Ci się zaanagażować w jakieś zajęcie (siłownia, nowy kurs albo włąśnie powrót do starego hobby). on sam powinien wyjść z inicjatywą spotkania. tylko będzie Cię sprawdzał, próował przytulać, całować. nie daj się. postaw wtedy spawę jasno - wracamy? ok. nie - to masz dużo nauki.. i wiem, że to wszystko jest mega mega ciężkie. i wiem, żę sama się tego nie trzymałam. ale gdybym mogła to bym tak zrobiła. pozdrawiam!
  12. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    na wszystko da się powiedzieć "jesteś niedojrzała". ok, nie mówię, że się zachowałam super, ale co człowiek w takiej sytuacji ma zrobić? naprawdę nie życzę tego nikomu, bo nie jet to miłe. nie wybiera się tego co się czuje.. można powiedzieć też łatwo, że to kwestia wyboru. ale to też nie takie proste. miałam sporo momentów gdzie sobie myślałam jaka to głupia jestem, przecież mam takiego super chłopaka i jego miłość na którą tak bardzo długo czekałam. waliłam głową w ścianę i stwierdzałam, że przecież nie mogę tego stracić i że przecież jest jedno słuszne wyjście. tylko to jest oszukiwanie samego siebie - coraz mniej mnie rajcowały spotkania, coraz mniej mi się chciało seksu. i nie mogłam na to nic poradzić chociaż chciałam! denerwałam się na siebie i się odbijało na nim za każdą głupotę.. a wszstko to wpływa źle na związek. podobno można kochać więcej niż jedną osobę.. to co czuję do tego kumpla na pewno miłością nie jest. zauroczenie też nie, bo za długo trwa. mojego (ex) chłopaka wiem, że kocham. tylko nie jestem pewna do końća co to za miłość. zresztą tak samo jak on nie był pewny. przez moją głowę przewija się milion myśli, wszystko jest niuporządkowane, strasznie chaotyczne i bardzo różne. w jednej minucie mam ochotę biec do Mojego (wciąż tak o nim myślę) i powiedzieć, że chcę być jego żoną i się z nim zestarzeć (raz nawet poderwałam się z fotela..), w drugiej chwili myślę, że to mogło być prawdziwe uczucie, skoro nie jestem pewna, a i on przecież tyle czasu miał wątpliwości.. dlatego uważam, że rozstanie było konieczne. bo ja muszę sobie wszytko uporządkować, dojść do tego czego chcę. a wiem, że mogę stwierdzić bardzo różne rzeczy. i wiem, że jeśli jednak uznam, że tamto to było prawdziwe i jedyne uczucie to on możę mnie nie chcieć z powrotem. ale niestety MUSZĘ to ryzyo teraz podjąć. bo oszaleję. i to nie jest tak, że chcę spróbować z tym drugim, jak nie wyjdzie to mam backup. nie mam zamiaru czynić żadnego kroku w stronę tego kolegi. teraz mój czas dla siebie. tęsknię bardzo, wieczorami popłakuję, ale jest mi to bardzo bardzo potrzebne.. samozycie, w skrócie to po ponad pół roku się zeszliśmy. akurat oboje szukaliśmy mieszkania więc stweirdziliśmy, że poszukamy razem. patrząc teraz nasz błąd polegał na tym,że nie wynajęliśmy sobie mieszkania całkiem sami tylko jeszcze z dwoma osobami. teraz jeśli kiedykolwiem zamieszkam z facetem to tylko w mieszkaniu dla siebie. mieszkaliśmy razem rok. był to ciężki rok ze względu na fakt, że on miał pewne problemy osobiste. to powodowało że nie chciał też nidzie wychodzić, spędzaliśmy czas razem praktycznie tylko na mieszkaniu. tak właśnie po jakimś pół roku ja zaczęłam sobie zdawać sprawę, że za bardzo lubię towarzystwo w pracy. po tym roku mieszkania zdecydowaliśmy że dopóki on nie rozwiąże problemu, zamieszkamy osobno (ja trochę wykorzystalam ten fakt - stweirdziłam, że muszę się zdystansować i popatrzeć czego chcę, no ale mi się jak widać nie udalo..). problem rozwiązał jakieś 2 miesiące później. bardzo wtedy odżył, ale niestety ja byłam w środku swoich zawirowań. on się mega starał, ja głupia tego nie doceniałam. no i wpadałam w coraz większy dół emocjonalny, trzymałam do na dystans. aż przyszedł moment gdy już nie wytrzymałam całęgo napięcia i stało się, rozstaliśmy się.
  13. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    owszem, czuję się okropnie od dłuższego czasu. życzę wam tylko, żebyście nigdy nie miały takiej sytuacji, bo wcale nie jest łatwa. i nie jest nic kwestią znudzenia drugą osobą. z nami zawsze było jakoś tak dziwnie, z jednej strony super, naprawdę nam na sobie ZAWSZE zależało, ale coś w tym związku byo ciężkiego.. powiedziałam mu. nie mogłam już tego dusić. stweirdziłąm, że będę szczera i powiem co czuję, a co będzie to będzie. zbierałam się jak widać bardzo długo. bo to nie jest decyzja którą się podejmuje z dnia na dzień. zachował się oczwiście wspaniale. ja płakałam, on mnie przytulał. rozmawialiśmy. powiedział, że nie może być w związku w takim razie jeśli ja coś czuję do innego mężczyzny. i że w szczególnści do TAMTEGO. i tu słowa które mi najbardziej zapadły w pamięć - "bo zawsze byłem o niego zazdrosny, bo do siebie pasujecie, świetny koleś" :( rozstaliśmy się. ale nie tak jak się rozstawaliśmy wcześniej - że jedno wychoziło z hukiem drzwi. rozstaliśmy się z pocałunkiem :( i z jednej strony coś mi mówi, że to dobra decyzja, no bo wiadomo, z drugiej cały dzień płaczę i nie wiem co robić dalej.. już za nim tęsknię. życie jest porąbane. chyba dam sobie czas żeby przemyśleć całe swoje życie, bo czas je poukłądać w końcu..
  14. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    hej :) miło widać znajome loginy :D róża, ja też jakoś kibicowałam Twojemu Ex jakoś ;) może to przez sytuację, nie wiem. a co to za nowy facet? :) a ja? zamieszkałam sama. coraz częściej budzę się z myślą, że muszę swój związek zakończyć. że to nie to. ale nie potraffię tak po prostu odejść. zawsze taka byłam. jak się do czegokolwiek lub kogolowiek przywiązuję to mimo, że widzę, że coś nie gra, tkwię w tym aż będzie już tak źle że zostaje krzyk. sama wyprowadzka od Niego była traumatyczna. tylee że ja to tłumaczyłam pewnym powodem, któego tu nie będę przytaczać, jednak był to powód powiedzmy, bardzo racjonalny i prawdziwy. inna sprawa, że nie dojrzałam do tego jeszcze żeby mu powiedzieć że drugim powodem jest fakt, że zaczynam się na serio podkochiwać w koledze z pracy :] i powoli sobie zdaję sprawę dlaczego chcę to zakończyć. całkiem niedawno przy małej sprzeczce on powiedział "czemu ty raz mi nie możesz zaufać?" chodziło o taką durnotę, miał dotrzymać pewnego terminu, ale faktycznie złapałam się na tym, że uważałam, że jak mu nie przypomnę o terminie to on nie zrobi tego, co powinien. i że temu koledze z pracy ufam bardziej.. i chyba to mnie najbardziej do niego ciągnie. a relacje mamy coraz lepsze.. Małgorzato, bardzo dziękuję za opinię. masz dużo racji.. i wiem, że zachowuję się mega niedojrzale. i że jestem okropną osobą. i że stoję w miejscu i żyję z dnia na dzień (chociaż to ostatnie w tym momencie tak bardzo mi nie przeszkadza NA RAZIE). ale myślę, że każdy, kto był kilka lat w związku, a ponadto druga osoba jest mega zakochana to nie ma nic trudniejszego. ale później przychodzi taka myśl, że może to moje widzi mi się, że może jestem psem ogrodnika i jak skończę to co jest będę chciała z powrotem a to będzie niemożliwe..
  15. wiecznie_steskniona

    chłopak mnie rzucił :(

    hej wam :) wiecie, miło się wraca do tego tematu. siedzę sobie sama dzisiaj, odpoczywam od ludzi. mój wyjechał do domu na trochę. a facetów to faktycznie trzeba trzymać trochę na dystans. tylko problem jest taki, że nie może to być specjalnie, na siłę, bo "tak trzeba".. ja w końcu do tego dojrzałam. nigdy w życiu żaden facet nie był dla mnie tak dobry jak on teraz.. tylko jakiś zryty humor mnie dzisiaj złapał, zresztą może dlatego tu jestem i dlatego piszę ;) bo fakt, jak jest świetnie lub nawet w miarę ok to nie czuję tej potrzeby, zdarzało mi się zajrzeć tu kilka razy, owszem, ale jakoś nie miałam ochoty pisać. a dzisiaj mnie jakieś wątpliwości naszły, ja wciąż chyba po prostu niedojrzała jestem. mimo swoich już 25 lat.. czasem myślę, że to taki kryzys trochę wiekowy właśnie, już nie pierwsza młodość, rodzina by mnie widziała już zamężną, a najlepiej z brzuchem, a ja nie jestem gotowa ani na jedno ani na drugie. niby jestem naprawdę szczęśliwa, w sumie nie byłam tak zadowolona z życia ani jako dziecko ani jako nastolatka, ani w liceum, ani na studiach. i chyba teraz próbuję odbić sobie tamte czasy, nigdy nie chodziłam tak często na imprezy, nigdy nie miałam tak dobrych znajomych jak teraz i nigdy żaden facet za mną nie latał jak on teraz. do tego mam dobrą pracę, niczego sobie praktycznie nie żałuję, .. a czasem mnie nachodzą takie myśli jak właśnie dzisiaj, że może coś źle robię. to chyba ze strachu, chyba boję się poważnych deklaracji, chciałabym żeby czas wolniej płynął, jest mi dobrze teraz.. i zastanawiam się czy ten mój kumpel z pracy czymś do mnie pała. bo mi wciąż imponuje. ale raczej nic więcej, raczej nie chciałabym z nim być, a przy tym nie potrafię do niego podejść jak do zwykłęgo kumpla. np. jestem o niego zazdrosna jak poakuje komuś innemu zainteresowanie o_O. męczy mnie to trochę, bo naprawdę kocham swojego faceta. tłumaczę to sobie tym swoim strachem --- boję się deklaracji więc znajduję sobie w innych mężczyznach te cechy, których on nie ma, a możliwe, że wolałabym żeby miał. a poza tym mam głupią cechę jeżeli facet wykazuje w stosunku do mnie jakieś opiekuńcze zainteresowanie to od razu patrzę inaczej. pozdrawiam was ciepło :)
×