Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

pati1236

Zarejestrowani
  • Zawartość

    151
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez pati1236


  1. Chodzi o wyjazd na cały dzień bez dziecka i wiem,że będę ściągać tylko tyle ile trzeba,a nie tak często jak je synek,bo będę cały czas na mieście. Jeśli to spowoduje,że będę miała mniej pokarmu,to wolę odpuścić wyjazd. Jeszcze dodam,że dziecko nie je nic innego, tylko mleko z piersi. Czasem jedynie jak wychodzę modyfikowane mu zostawiam,ale nie zdarza to się często. 


  2. Na razie skup się na tym co najważniejsze teraz czyli na sobie i dziecku. Też byłam,a może nawet dalej jestem w trudnej sytuacji i moja ciocia kiedy rozmyślałam poradziła mi żebym myślała etapami i to pomaga,bo nawet jeśli zaplanujemy sobie do przodu,to najczęściej i tak życie powie swoje,a my tylko niepotrzebnie się nakręcamy co może się stać. Na decyzję męża z tego co piszesz tak naprawdę nie masz wpływu i ja bym na twoim miejscu również się zastanowiła czy aby na pewno pomysł kupna mieszkania w jego stronach( czyli rozumiem,że blisko siostry) jest dobrym pomysłem. Moim zdaniem to oznacza więcej mieszania się w życie twoje i męża. Mąż jeszcze ci może wypominać,że "mieszkasz u niego". Zresztą nie myśl na razie o tym co jutro ,bo jutra może nie być. Myśl o tym żeby dziś czuć się dobrze psychicznie i fizycznie i dbaj o siebie i dziecko,a jutro samo pokaże co będzie.


  3. Na początku się martwiłam,bo mimo,że ssał często,to jednak 7-10 minut i to tylko jedną pierś,ale pampersów było dużo pełnych więc stwierdziłam,że zobacze jak przyjdzie położna jak z wagą i wtedy będę najwyżej coś myśleć,ale przybiera ponad normę 55 g na dobe. Od trzech dni od południa do późnego wieczora ciężko mi go położyć na 5 minut w łóżeczku. Pewnie ktoś napisze,że może potrzebuje bliskości,ale to nie o to chodzi,bo jak próbuję go położyć do mnie na brzuch to mi gryzie brzuch. Pokarmu mam dosyć dużo mimo,że naprawdę zaczełam się zastanawiać po kilku godzinach karmienia co 10 minut i to długiego karmienia nie jak na początku,to jednak słychać,że jak go pobudze,to je,ale też mam wrażenie,że dla niego to jest też bardziej smoczek.Ja już nie mam siły po pierwszym dniu było mi słabo,czułam jakby wyssał że mnie wszystkie witaminy i ból głowy, który nie minął. Jak sobie z tym radzić? 


  4. 1 godzinę temu, Karlik1987 napisał:

    Każdy szpital jest inny I tak na prawdę to jak to wszystko będzie wyglądać ostatecznie zależy od ludzi na których trafisz. Nie chcę się straszyć, trzymam za ciebie mocno kciuki i mam nadzieję że urodzisz szczęśliwie. Wiedz jednak jedno..... wywoływanie porodu to najgorsze dziadostwo jakie można zrobić ciężarnej. Jeżeli oprócz wskazania pt. 7 dni po terminie,  nie występują u ciebie zadne inne obciążenia typu ciśnienie, małowodzie, stare łożysko, cukrzyca, kiepski zapis KTG  itp. to naprawdę wywoływanie jest nie fair. Ale w Polsce jest bardzo silna medykalizachja porodu.... jeżeli ciężarną nie poowija się kabelkami i nie wleje się w nią litrów kroplówek to nie urodzi. I oczywiście na czas tzn masz urodzić wtedy i wtedy  a nie wtedy kiedy twój organizm o tym zdecyduje. Niestety po przekroczeniu progu szpitala twoja decyzyjność o czymkolwiek się kończy. Nie chcę cię straszyć. Być może trafisz na wspaniały personel, i pójdzie gładko. Niestety liczby  i statystyka jest okrutna. Kobiety przy wywoływaniu bardzo często kończą CC, bo przy oksytycynie dziecko przez nienaturalne skurcze macicy jest wrecz miażdżone, w efekcie tętno mu skacze i się dusi. Dlatego tak często robią CC. Pozatym sama syntetyczna oksytocyna powoduje nienaturalny ból,  w niczym nie podobny do tego powodownego naturalną okysltocyna wydzielna podczas naturalnego porodu. Poczytaj sobie lepiej o tym, popytaj też lekarza czy ten pospiech jest naprawdę uzasadniony. Życzę powodzenia 

    Właśnie lekarz nic nie mówił,że jest coś nie tak. Ja byłam raczej przeciwna wywoływaniu zwłaszcza,że moja mama nigdy nie rodziła w terminie zawsze tydzień,dwa po,ale lekarz stwierdził,że "nie trzyma się powyżej 41 tygodnia". Co gorsze skierował mnie jutro do szpitala,a jutro wypada dopiero 40+6 i powiedział,że to najpóźniej. Już nie wiem co robić. Nawet nie mam z kim tego skonsultować. Tak bardzo nie chce CC o czym lekarz wie,ale mówi,że najważniejsze żeby mieć zdrowe dziecko w domu itd,ogólnie mnie uspokajał,ale sama nie wiem może poczekać lepiej do soboty chociaż żeby był pełny 41 tydzień. 


  5. Jutro lekarz kazał mi się zgłosić do szpitala na wywoływanie,bo mówi,że nie trzyma się ciąży dłużej niż 7 dni. Tłumaczył oczywiście metody na czym to polega, trochę sama czytałam,ale mam kilka pytań do osób, które miały wywoływany poród.

    Czy taki poród odbywa się tylko w pozycji leżącej na plecach? 

    Czy cały czas robi się ktg?

    Jest jaka kolwiek ochrona krocza?

    Można pić i jeść? 

    Mąż będzie mógł być ze mną? 

    Brać dodatkowo coś do szpitala oprócz dodatkowej koszuli do spania?

    Coś więcej warto wiedzieć o tym jak się to odbywa itd? 


  6. Wszystko zależy. Nie jestem osobą zdolną i wykształconą,więc staram się nie zwracać uwagi na to,że takie osoby są wyżej czy mają więcej niech im się wiedzie. Bardziej raz spotkałam koleżankę, która nie skończyła szkoły,jest młodsza odemnie i wyjechała za granicę,pracowała na tym samym stanowisku co ja i już ma mieszkanie i teraz zbiera na nowe. Wtedy mam takie myśli,że też mogłam wcześniej wyjechać i rzucić szkołe,która dała mi więcej złego niż dobrego(właściwie nic dobrego),jedynie tyle,że skończyłam to technikum i mogłam dzięki temu iść zaocznie do szkoły policealnej dzięki czemu miałam pracę,którą lubiłam,ale co z tego skoro później i tak musiałam wyjechać,bo w tej pracy nie było dla mnie wystarczającej ilości godzin i jeszcze doszły oskarżenia,że nie zrobiłam podopiecznemu kolacji co było kłamstwem,ale jego żona tak stwierdziła po tym,że jak wróciła,to coś tam więcej zjadł. Później to wyjaśniłam wymieniając dokładnie co było w lodówce i co jadł. Dodatkowo oskarżenia,że niby pampersa mu na jedną tylko rzepę zapiełam,co też nie było prawdą,może odpiął nie wiem,ale tego już nie udowodnię. No i są takie myśli,że mogłam wyjechać wcześniej. Praca z produktem zamiast człowiekiem nie daje tej radości,ale z drugiej strony nie ma tyle stresu,choć uważam,że każdy też ma inną drogę. Teraz znowu wróciłam do kraju,jestem w ciąży i ta szkoła policealna myślę,że mi się przyda,bo chciałabym wrócić do pracy jak już mój synek będzie mógł iść do żłobka może do jakiegoś DPS,ale czas pokaże co będzie. 


  7. Dziecko zazwyczaj wszystko zmienia tak już jest. Przy dwójce dzieci jest dużo obowiązków. Jedno chce się bawić i prosi o uwagę,podczas,gdy drugie trzeba uśpić,bo cały czas płacze do tego sprzątanie, gotowanie. Ciężko w tym wszystkim znaleźć czas no i wiadomo,że za dziecko jest się odpowiedzialnym i nie można mu pozwalać na coś co uważamy za niebezpieczne,bo za to odpowiadamy. Wszystko też zależy od dzieci. Jedne potrzebują mniej uwagi i będą bawić się same,a inne tylko mama i mama. O ile z jednym dzieckiem można wszystko na spokojnie ułożyć,to z dwójką wymagających uwagi jest ciężko. Nie piszę tego jako doświadczona mama dwójki dzieci. Ja poprostu raz zostałam z dwójką dzieci koleżanki 4 i 2 lata i naprawdę bałam się,że te dzieci nie przeżyją do powrotu rodziców mimo,że naprawdę pilnowałam i tak potrafiły się mocno uderzyć na moich oczach,bo skakali,bawili się,ale to nie tylko przy mnie koleżanka też już przez takie bieganie była z nimi na pogotowiu. Podziwiam,że potrafi to wszystko ogarnąć, ugotować przy takich dzieciach,posprzątać. 


  8. 40 minut temu, Foko Loko napisał:

    Ja bym pojechała na IP 🤷‍♀️

    Na polipa doczesnego to nie pomoże,bo jego się nie rusza, tylko odpada przy porodzie. Zwłaszcza,że krwawienie jeśli jest,to tylko po "wysiłku" i od razu mija. Wiadomo jak jest dużo krwi i bóle,to tak,ale ja wiem co to jest i,że będzie krwawić jak powiedział lekarz i też o tym czytałam,że niektórym nawet podczas kaszlu krwawi. W środę mam lekarza i wiadomo powiem mu,że były krwawienia,ale leku na to nie ma. 


  9. Jestem w 32+5 tygodniu ciąży. W 28 tygodniu  po kąpieli poleciała mi krew, niedługo ok 10 minut. Zadzwoniłam do lekarza,który kazał mi przyjechać. Przed tym sama obejrzałam w lusterku jak to wygląda i wystają mi dwie czerwone narośle. Jedna mała,a druga duża. Przy badaniu ginekologicznym też pojawiło się krwawienie. Lekarz zapisał mi globułki dopochwowe,które ledwo zaaplikowałam pewnie nawet nie do końca poprawnie. Później miałam drugie już cieńsze bez recepty,ale też zalecone przez lekarza. Aktualnie jestem ponad dwa tygodnie po zakończeniu ich. Byłam u lekarza i mówił,że już wystarczy,pytał o krwawienia i wtedy ich nie było,ale wyszłam od niego podchodziłam ok. 25 minut  i idę do łazienki i znowu lekkie krwawienie,ale odpoczęłam przeszło i już było wszystko dobrze do tego tygodnia,gdzie na pół godziny wyszłam na spacer z psem i znowu krew na bieliźnie,ale też odpoczęłam i koniec. Dzisiaj znowu musiałam iść choć na chwilę z psem,ale może 15 minut i to samo. Już wiem,że spacery z psem odpadają. Bardzo się boje,że urodzę za wcześnie. Boje się nawet gdziekolwiek wyjść teraz. W środe mam dopiero wizytę u lekarza. Miała może któraś polipa krwawiącego w ciąży? Jak sobie z tym radzić? 


  10. 2 godziny temu, Sunshine12 napisał:

    Nie bez powodu na chrzestnego bierze się kogoś młodego, żeby jak najdłużej byl z dzieckiem, jakby nie daj Boże rodziców zabraklo, a nie ciotke, która pewnie jest w wieku twoich rodziców albo starsza. Poza tym chrzestny to nie tylko wiara, ale też, a dla mnie tym bardziej, żeby miał fajna relacje z dzieckiem, właśnie na wypadek gdyby rodzicom coś się stało. A co do zmuszania to przecież jak ktoś nie chce to właśnie powie, że ma z tym problem bo nie wierzy i tyle. 

    Dla mnie najważniejsza jest wiara. Czy odmówiliby jakby byli niewierzący? Moim zdaniem nie,bo u mnie w rodzinie panuje przekonanie,że dziecku się nie odmawia. Co do ciotki,to jest chyba po 40 koło 40 czyli też niewiele starsza od mojego męża,a jeśli chodzi o śmierć,to spotyka ludzi w każdym wieku tu nie ma reguły. Chodzę na cmentarz,gdzie jest pochowana moja babcia i obok nowe groby i nie są to ludzie starsi,a sami młodzi. 


  11. 4 godziny temu, Sunshine12 napisał:

    No ale to co chcesz zrobić w tej sytuacji, w ogóle nie ochrzcić dziecka? O tej niekomfortowej sytuacji mówisz, kiedy chrzestni w ogóle nie są wierzący to może. Ale jak tylko nie praktykuja, a wierzą to pewnie sami mają kościelne śluby, chrzcza dzieci itd. Tacy ludzie nie mają problemu z pójściem do kościoła, po prostu nie chodzą bo im się nie chce. Ja takich przynjamniej znam w większości, oczywiście twoja rodzina może być inna, nie wiem. Poza tym nie wiem czego od chrzestnych oczekujesz. Bo to są raczej takie lepsze ciocie czy wujkowie wyróżniani na urodzinach czy komunii. Przecież to i tak rodzice wychowują dziecko, a chrzestni najwyżej zajmują się od czasu do czasu jak dziadkowie np. 

    Po za tym nawet myśląc w ten sposób,to nie wiem tak naprawdę czy te osoby,które bym np. wybrała na chrzestnych są wierzące,bo jeśli chodzą do kościoła,to właśnie tylko z okazji pogrzebów,ślubów,chrzcin. A też nie będę pytać czy ktoś wierzy czy nie,bo to jest każdego prywatna sprawa. A kiedy oni chrzcili dzieci czy brali ślub,to było trochę inaczej niż teraz zwłaszcza na wsi. Już nie wspominając,że dalej duża część ludzi bierze ślub kościelny,chrzciny,komunia dla przyjęcia,bo taka tradycja,że po ślubie kościelnym urządza się wesele. Oczywiście wszystko się teraz zmienia,ale jeszcze nie wszędzie i są ludzie co dalej tak robią. Kiedyś u mnie na wsi i w okolicy nie było dzieci,które by nie chodziły na religię czy były nieochrzczone. Może w mieście gdzieś takie sytuacje były w sumie na pewno,ale raczej w większości wszyscy z automatu chrzcili dzieci i pewnie nawet się nie zastanawiali po co, tylko każdy tak robił i oni też. W sumie ja uważam,że to nawet dobrze,że to się zmienia i nie wiem jakie podejście do wiary mają osoby z mojej rodziny,które nie chodzą do kościoła. 


  12. 4 godziny temu, Sunshine12 napisał:

    No ale to co chcesz zrobić w tej sytuacji, w ogóle nie ochrzcić dziecka? O tej niekomfortowej sytuacji mówisz, kiedy chrzestni w ogóle nie są wierzący to może. Ale jak tylko nie praktykuja, a wierzą to pewnie sami mają kościelne śluby, chrzcza dzieci itd. Tacy ludzie nie mają problemu z pójściem do kościoła, po prostu nie chodzą bo im się nie chce. Ja takich przynjamniej znam w większości, oczywiście twoja rodzina może być inna, nie wiem. Poza tym nie wiem czego od chrzestnych oczekujesz. Bo to są raczej takie lepsze ciocie czy wujkowie wyróżniani na urodzinach czy komunii. Przecież to i tak rodzice wychowują dziecko, a chrzestni najwyżej zajmują się od czasu do czasu jak dziadkowie np.

    .

    Dla mnie nie praktykowanie i tylko "wierzenie",to już nie jest wiara katolicka. Są różne wiary świadkowie Jehowy też wierzą powiedziałabym nawet,że pewnie bardziej niż osoba,która jest ochrzczona,chrzci dzieci po to żeby mogły kiedyś wziąć ślub. Teraz już też dużo się zmienia. Kiedyś ludzie chrzcili,bo każdy tak robił i nie wypadało. Teraz już zdarzyło się w mojej rodzinie,że chłopczyk nie został ochrzczony. Jeśli chodzi o chrzest,to na pewno moje dziecko przyjmie chrzest. Jeszcze mam trochę czasu,bo dopiero jestem w 29 tygodniu ciąży i dopiero się nad tym zastanawiam i myślę żeby może rzeczywiście poznać jakąś wierząca osobę,albo spytać księdza co w takiej sytuacji zrobić. Mam też jeszcze jedną osobę co pomysł dała mi mama,że podobno moja jedna ciotka chodzi do kościoła mimo,że odeszła niedawno z  zakonu,ale lata jej nie widziałam i nie wiem może jak się spotkamy to się zastanowię jeszcze jest trochę czasu w sumie. 


  13. Dnia 3.10.2023 o 14:58, Sunshine12 napisał:

    Poza tym jak taka wierząca, to przed narodzinami dziecka powinna się o to postarać, może poznać jakichś wierzących przyjaciół we wspólnocie np. 

    Też nie chce nikogo "zmuszać" do uczestnictwa we mszy i bycie chrzestnym,gdzie ktoś jest niewierzący dla mnie to bez sensu. Zazwyczaj uczestnictwo niewierzących chrzestnych nie jest dla nich przyjemne,bo polega głównie na "obowiązkach" finansowych. Tak przynajmniej to wygląda w mojej rodzinie,a w sakramentach nie chodzi o prezenty. Ciężko mi nawiązywać kontakty z ludźmi. U mnie na wsi też nie ma takich wspólnot. Jedynie starsi należą do jakiś grup,ale oni też spotykają się raczej pół godziny przed mszą i polega to raczej na prowadzeniu modlitw do mikrofonu,w których i tak biorą udział wszyscy,czasem są wycieczki tych grup np. grupa Ojca Pio i byłam parę razy na takiej pielgrzymce,bo pojechać może na nią każdy,ale to są osoby starsze. To,że łączy mnie z nimi wspólna wiara nie oznacza od razu,że nawiążemy jakąś bliższa znajomość. Skoro do tej pory w wieku 25 lat nie mam znajomych,to wątpię,że teraz znajdę. 


  14. 6 godzin temu, Foko Loko napisał:

    Zdajesz sobie sprawę, że chrzestni maja za zadanie pomagac w wychowaniu dziecka w wierze? Po co chrzcić dziecko, jeżeli się z tego robi wydmuszkę i przysiega cos, czego się nie chce dochować?

    Zdaje sobie sprawę i chce wychować dziecko w wierze, dlatego chciałbym żeby chrzestnym była osoba wierząca i chodząca do kościoła,uznającą naukę kościoła.Ochrzczeni w mojej rodzinie są wszyscy,ale bycie ochrzczonym,a wierzącym to jest różnica. 


  15. 18 minut temu, Sunshine12 napisał:

    No to co, że nie praktykują, nikt tego sprawdzać nie będzie. Jak nie żyją w nieformalnym kościelne związku, czyli mogą iść do spowiedzi i komunii to w czym problem? 

    Z tego co czytałam powinna to być osoba praktykująca i też sama uważam,że to bez sensu brać osobę, która nie chodzi do kościoła,czyli nie uznaje wiary katolickiej. 


  16. Odświeżam temat,bo mam podobny problem. Mam dużą rodzinę,ale nie praktykują. Znajomych nie posiadam. Nie mam ani jednej osoby na chrzestną/chrzestnego. Ja jestem wierząca i chodzę do kościoła,ale po za mną w mojej rodzinie raczej nikt nie chodzi nie licząc dziadków,którzy też by się nie zgodzili raczej,bo już mają swoje lata. Mój mąż ma znajomych,ale do kościoła nie chodzą. Co zrobić w takiej sytuacji? 


  17. Może i panikuje i widzę wszystko źle,ale to dlatego,że w ostatnim czasie przekonałam się,że nic nie jest pewne i każdy mówi inaczej. W Niemczech miałam same problemy,bo w każdym miejscu mówili co innego. Co do urzędu,to raz,że nie wiedziałam na pewno czy mnie zarejstrują bez problemu w ciąży, dwa,że przeczytałam też gdzieś,że mogą nie przyjmować bez ubezpieczenia kobiety w ciąży i wtedy można ich zgłosić do NFZ. Jak dzwoniłam się zapisać do lekarza,to zanim pani mi podała termin spytała czy jestem ubezpieczona,mimo,że od razu powiedziałam,że jestem w ciąży i potrzebuje lekarza do prowadzenia ciąży,bo wracam z Niemiec. Nie wiem może i tak bym dostała termin możliwe,bo nie próbowałam bez ubezpieczenia. Wiem jednak,że w Niemczech też należała mi się druga opinia lekarza w ciąży,ale żaden mnie nie przyjął,bo przyjmują na kwartał. Czasem prawo jest prawem,a jednak wszystko działa inaczej. Przynajmniej tak jest w Niemczech. Możliwe,że w Polsce jest inaczej. Tego nie wiem. Zrobiłam poprostu tak jak uważałam w tamtym momencie,że będzie dobrze.


  18. 5 godzin temu, Unlan napisał:

    Babo! Napisałam ci wyraźnie! Kobieta w ciąży jest ubezpieczona, więc rejestracja w PUP ze względu na ubezpieczenie, to nie jest taki priorytet, żeby się nad tym s,puszczać dzień po powrocie do Polski. A tak właśnie się zachowujesz. Na spokojnie byś to zrobiła w ciągu miesiąca. Żeby się nie zarejestrować w PUP do 6 tygodni po porodzie, to musiałbyś być w śpiączce. 

    A tak ogólnie, to coś mi się wydaje, że 2 miesiące po porodzie pojedziesz do Niemiec. Już widzę tą budowę domu za to co mężowi z tej niemieckiej wypłaty zostanie przy zarobku 2 tys i opłatach ok 1000 euro. A on jeszcze musi się utrzymać. 

    Ale nie wiadomo kiedy urodzę tak naprawdę. Moja koleżanka urodziła w 6 miesięcu. To,że mam termin na koniec grudnia nie oznacza,że tak będzie. W ciąży nigdy nic nie wiadomo zawsze jest zagrożenie życia i zdrowia. Nikt mi nie zagwarantuje,że wszystko pójdzie dobrze i nie będę np. w tej śpiączce. Ubezpieczenie zawsze warto mieć jeden dzień jest się zdrowym,a za chwilę wyjdzie się na ulicę i można to stracić. Co do budowy,to mamy odłożone na początek żeby zacząć i na wiosnę ruszamy. Mąż już wypowiedział umowę i udało się,że do końca października tam będzie mieszkał,a później w trochę tańszym na pewno mieszkaniu i na pewno tam nie wrócę,bo to się nie opłaca. Nie znamy języka,nie mamy nawet prawo jazdy,ani ja z dwumiesięcznym dzieckiem czy nawet starszym nie mam w Niemczech bez konkretnego zawódu szans na robotę,bo żłobek jest tylko ileś godzin,do tego dzieci chorują i wtedy nie dam do żłobka,a tu w pl mam rodzinę i w razie czego ktoś z tym dzieckiem zostanie. Bez języka z dzieckiem jechać do obcego kraju jest bez sensu,a nawet niebezpieczne dla dziecka jakby mu się coś stało przy mnie,to ja zanim bym wezwała pomoc mogłoby minąć dużo czasu. 


  19. 1 godzinę temu, Unlan napisał:

    Przepraszam bardzo, ale odniosłam się do tego co napisałaś, czyli nieszczęścia przy porodzie. A takim nieszczęściem są przeważnie krwotoki i usunięcie macicy. Gdyby nieszczęście wymagałoby tak długiego pobytu w szpitalu, to mąż do tego czasu spokojnie dałby radę głosić cię do ubezpieczenia na siebie. No chyba, że roboty mieć nie będzie. Bo ja bym to prędzej brała pod uwagę jeśli chodzi o ubezpieczenie, niż nieszczęście przy porodzie. 

    W każdym razie, cała twoja panika ubezpieczeniowa jest niepotrzebna, bo ciężarna w PL ma darmową opiekę medyczną, więc rejestrować się w PUP jeśli chodzi o ubezpieczenie możesz bez pośpiechu. Ważniejszy jest na ten moment wypracowany zasiłek tak naprawdę. 

    Mąż właśnie pracuje w Niemczech i z tego co wiem na samą odpowiedź czy może mnie ubezpieczyć,co w sumie nie jest do końca pewne trzeba czekać 8 tygodni. Co do porodu też różne rzeczy się dzieją i mogą być komplikacje znacznie poważniejsze i wymagające dłużeszgo leczenia. Na pewno to są rzadsze przypadki,ale jednak są. Widzę nieraz zbiórki na osobę,która po porodzie jest niepełnosprawna. 


  20. 7 godzin temu, Unlan napisał:

    Jak ty czytasz to co ci ludzie piszą? Ubezpieczeniem jesteś objęta jeszcze 6 tygodni po porodzie. Kiedy się traci ciążę, a w twoim przypadku to by był poród przedwczesny, to kwalifikujesz się do tych 6 tygodni połogu. Jak ci się coś stanie przy porodzie i potrzebna jest operacja np usunięcia macicy, to przecież to jest potraktowane jako opieka okołoporodowa. 

    Tak naprawdę rejestracja w pup jest ci potrzebna tylko do zasiłku, na który zapracowałaś. 

    A co jeżeli miałabym cięższy wypadek i byłabym w szpitalu np. dłużej niż 6 tygodni. Różnie przecież może być.

×