Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

sylia-89

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. sylia-89

    Jak go odzyskac?

    dziękuje wam wszytskim za rady...mysle ze juz wiem jakpostapie;)
  2. sylia-89

    Jak go odzyskac?

    Z tego co mi sie wydaje,choc nie wiem czy jest to mozliwe...kocha mnie,ale trzyma mnie na dystans,teskni za mna...ale nie chce wrocic,bo pokochal tez ta druga,ktora jest dla niego czyms nowym i byc moze daje mu rowniez szczescie...do mnie sie boi wrocic,bo juz nie raz wracal,a ja go zostawialam...z nia moze byc inaczej...lecz to wszytsko jest takei dziwne.Sadze ze on tez jest zmieszany i nie ma w nim perfidnosci,a raczej stoi na rostaju drog i nie wie ktora wybrac,by pozniej nie zalowac...takie czasem odbieram wrazenie....tylko ze ona ma o tyle lepiej,ze jest mlodsza,miala juz wczesniejzwiazek w ktorym kochala...moj to pierwszy i taki trudny;|(
  3. sylia-89

    Jak go odzyskac?

    nie wiem czy wpuszcza mnie z litosci ,czy z powodu tego ze mnie kocha......jego wypowiedz w tej kwesti jest taka,ze nigdy mnie nie wykorzystal,dla wlasnych potrzeb,nie lituje sie nade mna ,bo wie ze nie chcialabym tego...mowi ze nigdy nie pozbedzie sie uczucia do mnie...i nie mozepatzrec na to jak placze,badz jestem smutna!
  4. sylia-89

    Jak go odzyskac?

    Tylko ze ja nie wierze w jego slowa...juz tyle razy sie zapieral.....az przyszedl moment kiedy zamknal drzwi za soba na zamek,...ja kawalek odeszlam,a on po raz kolejny mnie wpuscil,mozna powiedziec ze przez okno!
  5. Autorka napisala,ze w jej zwiazku nie ma nawet przyjazni..wiec oczywiste jest ze normalnie nie bedzie,pewnie jej druga polowa,kiedys bedzie chciala poznac kogos nowego,badz ona sama...a wtedy dziecko jest swiadkiem,dziwnych sytuacji...jak tatus pachnie inna kobieta niz mama etc,nie bede sie rozpisywala tutaj....dzieci choc male,sa dosc spostrzegawcze.
  6. sylia-89

    Jak go odzyskac?

    sppotykamy się tylko u niego...ona u niego byla tylko 3 razy,wiec wizyta bez zapowiedzi odpada...poza tym to mloda osoba,mlodsza ode mnie i nie wiem czy umialaby to dobrze rozegrac. Myslalam o tym,lecz boje sie ze ona zrobi mu awanture,on sie wyprze twierdzac ze to ja go nachodze,bo powiedzial ze tak by wlasnie zrobil....ze to ze sie spotykamy robi glownie dla mnie ze ja tego chce i mam siedziec cicho. Bo nikt wiecej o tym nie wie,a jesli nawet uda mi się zniszczyc jego relacje z tamta...on juz nigdy na mnie nie spojrzy.Zawsze widzial we mnie dobra osobe,ale gdy zaczelam sie buntowac porownywal mnie do moich perfidnych kolezanek,ktore nie licza sie z nikim....zawsze mowilam mu ze nie jestem taka jak one...robiac w ten sposob pokazalabym mu ze jestem taka sama. Wlalabym,by to on cos pominal,by ona dojrzala,zaczela sie domyslac...ale to bardzo trudne
  7. Wiem co masz na mysli....zawsze bylam lepsza pomaganiu i radzeniu innym...co wazniejsze wiele ludzi mnie slucha i dziekuja mi za to ze im pomoglam,a inni zaluja ze nie postapili tak jak im radzilam...Zawsze trafnie udalo mi sie ocenic sytuacje innych,jesli chodzi o moja nikt nie wie jak mi pomoc,nawet moj chlopak,ktorego tak bardzo kocham....(pomoc-bym nie cierpiala)
  8. sylia-89

    Jak go odzyskac?

    stram sie byc na sile elokwentna....stram sie napisac co czuje,choc nie umiem tego wyrazic slowami,zobrazowac tak,by odbiorca umial dokladnie sie znalezc w mojej sytuacji...nikogo nie udaje,nie koloryzuje...staram sie obiektywnie podejsc do sytuacji...mam wrazenie ze jest egoista ktory uklada wszytsko tylko pod siebie,moglabym rowniez nia byc...ale nie bede poniewaz jego dziewczyna nie jest niczemu winna,choc jest dla mnie osoba obojetna i nie powinien mnie przejmowac jej los,nie powiem jej co robi za jej plecami ze mna jej chlopak,by ukrocic mu to jak pieknie ma nad wszytskim kontrole.
  9. piernik do wiatraka bo to nie był związek tylko jakas farsa, walka między sobą (kłótnie), a tym samym brak szacunku dla drugiej osoby, rozstania i powroty, Ty to nazywasz związkiem ? jesli juz to tylko toksycznym, uzaleznienie od siebie a nie związek.-Mam swiadomosc ze byl to toksyczny zwiazek...lecz wiem o tym,ze wynikalo to w duzej mierze z tego ze jeszcze wtedy nie bylam na tyle dojrzala,by racjonalnie podejsc do sprawy...on z braku zaradnosci,zaczal rowniez tracic kontrole nad soba.Czesto to on odchodzil,stwarzajac problem z czegos co problemem nie bylo i po czasie....wracal. "nie mozna zmusic nikogo do powrotu, do miłości, piszesz że się zmieniłaś i jestes taka jaka by cię chciał, z tą różnicą że chciał wtedy a nie teraz, moja droga ludzie się nie zmieniają, ty zwyczajnie nie możesz pogodzic się z tym że to koniec".-On nie chce wrocic tylko dlatego,ze chcociaz raz chce byc konsekwentny w tym co mowi...tlumaczac sie,ze boi sie mi kolejny raz zaufac...Lecz nie jest konsekwentny...tylko ze trzyma mnie na dystans. "i nie myśl sobie że gdyby wrócil to byłoby kolorowo, nigdy by tak nie było jak ci się marzy bo pewnych rzeczy poprostu sie nie przeskoczy,zostaje żal,pretensje itd itp nigdy nie odbudowalibyscie tego związku, ciesz się że nie jesteście małżeństwem i nie masz dzieci"-nie licze na to by bylo kolorowo...niegdy nie jest,teraz wiem ze dojrzalam do pewnych spraw i zachowalbym sie teraz inaczej. Bylam mloda jak go poznalam mialm 16lat,to byl moj pierwszy zwiazek pod kazdym wzgledem...pozniej byly kolejne! Wtedy nie wiedzialam,jak sie mam obchodzic z tym wszystkim,co jest dobre a co nie...na co sobie moge pozwolic? Bylam naprawde dobra partnerka dla niego....mial wszystko....pralam,gotowalam,kochalam,nie zdradzalam,utrzymywalam...jedyne czego czasem oczekiwalam to pomocy w domu i czasem czasu tylko dla siebie... On mial komfort,ze zawsze mogl trzasnac drzwiami i isc do siebie....ja go nie mialam... Wiele razy prosilam,by poszedl gdzies z kolegami,by miec czas tylko dla siebie badz swoich znajomych,nie chodzil...przez co jego kumple zaczeli patrzec na mnie jak na potwora,ktory nie wypuszcza go z domu....Nigdy staralam sie nie olewac moich bliskich znajomych,a gdy tylko chcialam sie z nimi spotkac byly awantury...bo on musi siedziec sam....nigdy nie akceptowal moich znajomych,zawsze ich krytykowal. Spotykalam sie z nimi,przez co nie bylo pozniej kolorowo!
  10. sylia-89

    Jak go odzyskac?

    Do "hit sezony" anonimowa wiadomosc do jego dziewczyny jest niemozliwa....on o tym nikomu nie mowi,o tym ze sie spotykamy wiemy tylko my dwoje.....Jest bardzo uwazny podczas spotkan,zwykle spotykamy sie poznymi wieczorami....jest na tyle uwazny,ze jak przychodzil do mnie szedl takimi drogami by nikt go nie widzial....I na tyle inteligentny,ze nie zostawia zadnych sladow za soba,a nawet jesli cos mu umknie,nie jest to dowodem na to ze zdradza. Przeciez zawsze moze powiedziec,ze go nachodze w domu...gdyby ktos zobaczyl ze wychodze od niego! Nic z tego nie rozumie.....po rozmowie jaka miala miejsce tyg temu bylam pewna ze to juz koniec i nigdy juz nie bedzie tak blisko,jak byl ostatnio....okazalo sie inaczej. Dluga przerwa mnie tak meczy,ze zwykle to ja sie odzywam,a on za kazdym razem udowadnia mi swoja delikatnoscia,czuloscia i bliskoscia ze jestem dla niego kims wyjatkowym-faktycznie na jakis czas czuje sie dobrze,lecz te stanu znow powracaja. Porownalabym to do pieknego snu,ktory zostaje zerwany pobudka....nastepnie za nim tesknimy,bo chcielbysmy znow go miec....i wyczekiwany znow powraca,za kazdym razem piekniejszy i znow odchodzi....czas ktory mial goic rany,w niczym nie pomaga...a zwieksza tesknote,bo wiemy ze wroci,tylko nie wiemy kiedy!
  11. Do "a ja uważam" krytykujesz moją wypowiedz a w podobny sposob doradzasz autorce,ujmując jedynie w inne slowa....roznica pomiedzy moja a Twoja wypowiedzia jest taka,ze moja byla jednostronna. Uwazam ze,rozejscie sie nigdy nie jest dobre...bo ja zawsze chcialam miec dwoje rodzicow. Rostanie się choc nie jest najlepszym pomyslem,pozwala kazdemu z rodzicow zaznac spokoju oraz na nowo zaczac ukladac sobie zycie...Mam kolezanke ktorej rodzice sie rozstali gdy byla bardzo mala,ale oboje dawali jej tyle milosci ze w obojgu ma autorytet. W matce,ze dala sobie sama rade i byla zawsze przy niej....a w ojcu,ze nie zachowal sie jak wiekszosc i nie ograniczyl sie do spotkan raz na tydzien i alimentow. Miala rodzicow porowno,choc nie byli razem i mieli rozne podejscia zawsze mogla sie zglosic do nich z problemem,majac swiadomosc ze kazde bedzie chcialo jej pomoc,a nie buntowac sie na partnerze. Badz co gorsza licytowac,kto jest lepszym rodzicem...
  12. Witam Panie.... Przeczytalam temat od poczatku do konca i choc jestem mloda osoba i nie mam meza wiem co czujecie.... Nie moge uwierzyc ile kobiet czuje to samo co ja... Jak to mozliwe ze mimo krzywd jakie nam wyrzadzily nasze drugie polowki,potrafimy nadal je kochać?! Byly watki o godnosci....coz widocznie wiek 22 lat nie pozwala jej zachować...bylam zbyt slababy zachowac jej choc troche.... Tak kocham mojego bylego faceta z ktorym bylam prawie 5lat,ze godzilam sie na to byl z inna,sypial z nia i ze mna, a ja jeszcze walczylam i walcze nadal...obiadki,kolacyjki,prezenty,zmienilam swoj charakter,wszystko na plus-a on nie wraca. Stwierdzilam ze nie ma sensu...pochowalam wszytskie zdjecia,wszystko co mogloby mi go przypominac...wyszlam do ludzi,dzien mialam zaplanowany na maksa.....i co ?! Nic to nie daje,choc staram sie nie myslec,nie wywolywac wspomnien...klade sie do lozka....brakuje mi tchu,nie moge oddychac,czuje lęk,bol w sercu....!!jestem w stanie kontrolwac mysli,ale nie jestem w stanie zapanowac nad swoim cialem...tak cholernie mi go brakuje,myslalam ze to minie z czasem, a z czasem jest to coraz gorsze,jak widzie jak sie oddala ode mnie ...do innej. Nie jestesmy juz rok razem...czuje taka pustke,czuje ze nie jestem nic warta...tylko on umial mi udowodnic ze jestem...mieszkalismy razem 3 lata,mieszkam sama...samotnosc mnie przygniata,to jak nie ma go obok noca,w ciagu dnia,jak wracam zmeczona z pracy...probowalam znalezc kogos...ale nic z tego...nawet jak ktos sie pojawia,idzie w odstawke... Nigdy nie sadzilam,ze bede w stanie zniesc tyle ile mi przyspozyl cierpienia...a ja ze zdziwieniem jak nigdy zagryzam zeby i nadal kocham bezgrancznie....obawiam sie ze jestem w stanie zaakceptowac nawet to by byc ta druga...ale czuc choc czasem,ze jest obok mnie,choc na chwile ale moj,tylko dla mnie!
  13. Nie ma sensu w nim tkwić. Fakt dziecko potrzebuje rodziny,ojca...lecz wy juz rodziny wspolnie nie tworzycie....dziecko ktore wychowuje sie w takim domu nie jest w stanie prawidlowo sie rozwijac,zwykle jest swiadkiem sytuacji,ktore zle wplywaja na jego rozwoj. Brak milosci miedzy mama a tata nie wplywa korzystnie,poniewaz dziecko dostaje blędny wzorzec rodziny,co pozniej moze wplynać negatywnie na jego charakter...mam tu na mysli,bunt przeciwko drugiemu z rodzicowi.Zwykle takie dzieci są zbyt rozpieszczane,poza tym jest ono rozdarte pomiedzy Matka,a ojcem co przyczynia sie do tego ze nie znajduje autorytetu w rodzicach. Dziecko swiadkiem niezgodnosci rodzicow,szuka pomocy poza domem,na wszelakie sposoby...co przyczynia sie do tego,ze rodzice nie maja kontroli nad wlasnym dzieckiem. Pisze z wlasnego doswiadczenia,poniewaz sama sie wychowalam w takie rodzinie. Dziecko wychowujące się w rodzinie bez miłości,moze miec problem z okazywaniem uczuc....Co moze wplynać na jego przyszłe zycie....rodzine.
  14. Problem jest tego rodzaju, ze nie wiem co robic? przedstawie w skrócie swój problem.... Bylam w zwiazku ok 4lat z moim partnerm. Poczatek naszego zwiazku byl piekny,jakie to zwykle bywaja poczatki. Po okresie poltora roku zaczely sie klótnie ,ktore jak dla mnie tez sa rzecza normalna,tymbardziej ze oboje mamy ciezki charater. Bylo miedzy nami roznie ....czesto sie rozstawalismy z blachych powodów,lecz zawsze do siebie wracalismy. Po pewnym czasie mielismy juz tego dosc...ktores z nas stwierdzalo ze zakancza zwiazek. Zawsze bywalo tak ze jak jedno z nas chcialo cos naprawic do drugie nie chcialo i tak w kolko sie mijalismy. Ja nie ukrywam ze czesto wykorzystywalam slabosć jaka wynikala z milosci mojego partnera do mojej osoby. Meczylo mnie ze bylam zawsze dla niego dobra,a on w sobie nie umial zmienic kompletnie nic...dlatego tez robilam tzw.przerwy-zrywajac. Lecz i tak wracalismy. Wiele razy mialam stawiane warunki,ze jesli czegos nie zrobie,to bedzie to koniec zwiazku...nigdy w to nie wierzylam....poniewaz nie raz slyszalam zapewnienia ze tego juz dość i to definitywny koniec...a i tak wracalismy do siebie,bo zadne z nas nie umialo zyc bez siebie. Po 4latach nie bylismy juz razem,wiele sie wydarzylo w naszym zyciu,lecz zawsze za soba tesknilismy i lgnelismy do siebie...Dawalismy sobie kolejna szanse,ktora zwykle trawla ok.miesiaca ,mijal miesiac i nastepowalo to samo,czasem mijalo troszke wiecej czasu.... Prawde mowiac przez poltora roku wracalismy do siebie i sie rozstawalismy.... Az przyszedl moment w ktorym po raz kolejny dalismy sobie szanse,ale bylo juz inaczej..lepiej tylko cos sprawilo,jakas blachostka,ze sie odsunelismy od siebie na jakis czas...lecz tesknota przyszla i do mnie i do niego. Tylko ze moj partner byl juz w nowym zwiazku; na poczatku chcialam sobie i jemu udowodnic,ze po raz kolejny do siebie wrocimy.... Robilam wszystko,co dawalo rezultaty....na kazdy mozliwy sposob chcialam by zrozumial ze go kocham i to ze mna bedzie mu najlepiej.... Spotykalismy sie w ten sposob 2msc,mimo tego ze byl juz on z nowa partnerka godzilam sie na to wszystko,sadzac ze w koncu ja zostawi. Po jakims czasie zaczelam sie czuc wykorzystywana...co zaczelo mnie strasznie meczyc....lecz nie umialam zrezygnowac z niego. Nie umialam przestac sie z nim spotykac,balam sie ze go strace.... Zaczelo sie dziwnie dziac,on zaczal sie odsuwac...a ja nie wiedzialam,co moge jeszcze zrobic,by go przy sobie zatrzymac. Odbylismy szczera rozmowe,poniewaz zauwazylam ze nowy zwiazek zaczal mu rozkwitac....nie bylo juz miedzy nami intymnosci,bliskoci.... Wtedy wyznal mi ze pokochal swoja nowa partnereke i nie chce juz wiecej za jej plecami sie ze mna spotykac.... Jak wczesniej napisalam nie wierzylam nigdy w jego "koniec" lecz tym razem zrozumialam ze jest on definitywny. Po tej rozmowie ,po jakis 2-3 tyg potrzebowalam rozmowy z osoba ktora wciaz tak mocno kochalam...lecz zakonczyla sie ona tym,ze wyladowalismy razem w lozku.Po tym spotkaniu czulam sie strasznie zmieszana i nie wiedzialam co myslec...nie chcialam o tym rozmawiac,nie chcialam jedynie by bylo to jedynie zaspokojenie wlasnych potrzeb mojego eks. Dwa dni temu odbylam z nim rozmowe,powiedzialam mu ze potraktowal mnie strasznie nie odzywajac sie po tym spotkaniu do mnie,ze poczulam sie wykorzystana...lecz on powiedzial ze nigdy mnie nie wykorzystal,dla zaspokojenia swoich potrzeb....ze zwykle jak dochodzilo do intymnych sytuacji,bylo to spowodowane uczuciem jakim jeszcze mnie darzyl i sentymentem. Jednak po raz kolejny uslyszalam,ze nie bedzie juz tego wiecej....poniewaz jest szczesliwy,kocha swoja nowa partnerke z ktora jest juz 3badz 4 msc,a chwile ktore z nia spedza sa wyjatkowymi ktorych by nie zamienil na zadne pieniadze. On widzi ze wciaz go kocham i na niego czekam,wie o tym ze zmienilam sie na lepsze ze jestem taka jaka mnie zawsze chcial. Kocham go tak bezgranicznie i bez wzgledu na wszytsko,ze jestem w stanie wybaczyc mu wszystkie krzywdy i bol jaki czulam i czuje ... Meczy mnie to, ze nie ma go obok....na kazdym naszym spotkaniu daje mi tyle ciepla...ze mam pewnosc ze we wlasciwej osobie zlokalizowalam uczucia i nadal chce je miec. On uwaza mnie za kogos wyjatkowego,uwaza sie szczesciarzem ze mial mnie u swojego boku...lecz nie wraca!!! Tak mi go brakuje...coraz rzadziej sie widujemy,ale za kazdym razem czuje sie wyjatkowo,bo tak mnie traktuje. W jaki sposob mam sprawić,by wrocil do mnie?? Co moge jeszcze zrobic? Nie jedna osoba doradzala mi by urwac kontakt,choc na jakis czas...Twierdzac ze facet ma swiadomosc tego,ze ma nademna wladze,taka jaka ja kiedys mialam.... Problem tkwi w tym,ze choc raz chce wytrwac w swoim postanowieniu,bo zwykle bylo tak ze sie staralam by go zdobyc jakies 2 tyg i wszystko mijalo... Nie chce by pomyslal,ze poraz kolejny zrobilam tak samo,a z drugiej strony boje sie ze jak odpuszcze...to on ulozy sobie zycie z ta druga,widzac ze ja odpuscilam.... PROSZE POMOŻCIE MI!! TAK BARDZO MNIE TO BOLI!! ps.nie jestem zainteresowana innym mezczyzna,wiec rady w stylu "znajdz innego" nie będa dla mnie pomocne.
×