Nic nie sprawia mi większej przyjemności jak wypieprzanie rzeczy męża, skrzętnie upchanych w piwniczce. Trajektoria ich lotu na śmietnik niczym łuk triumfalny i ten wspaniały brzęk to cudowna chwila dla mnie, chwila wolności i rozkoszy. Mój biedny mąż boi się, że jego też wyrzucę na śmietnik. Nie może zrozumieć, że jego rzeczy są kompletnie nieprzydatne i niemożliwe do sprzedania. Dobra, kończę bo właśnie wraca z samotnej wyprawy gdzieś tam.. obrażony..