Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

dziubek80

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. Asiulka na razie o tym nie myśl, żyj każdym dniem i ciesz się. Przed kolejną wizytą się nastresujesz za cały ten czas. Niewarto malenstwu to nie służy- nie ma co ale mądra jestem teraz... Trzymaj sie i bądź dzielna.
  2. Pod tym nikiem jestem tu pierwszy raz, stary zapomniałam. dziewczyny same siebie nie podejrzewamy, jak jesteśmy silne w naszej walce, ja nieraz się załamywałam, zamykałam w domu i do nikogo się nie odzywałam. Teraz wiem, ze krzywdziłam tym swoich najbliższych, ale to było silniejsze ode mnie. Z mężem zdecydowaliśmy się na drugie maleńswo gdyż nie chcieliśmy by nasz synek był jedynakiem, a latka lecą. Powodem tez było to że jestem na wychowawczym i łatwiej mi było dojeżdzać do kliniki,a jak bym wróciła do pracy nie zdecydowalibyśmy się na maleństwo. Nie powiem, że jest mi teraz lekko-znacznie gorzej się czuję-ale usmiech synka wynagradza wszystko. Ja też muszę małego pilnować na każdym kroku- żywe srebro, wszędzie wejdzie, a już wiem że będzie zazdrosny ma 3miesięcznego kuzynka i nie pozwala mi go wziąść na ręce- wezmę się w garść i przezwyciężę to bo wiem,że warto. Asiulka trzymaj się. ja tez przeżywałam stres przed każdą wizytą, dopiero gdy słyszałam i widziałam serduszko to się uspokajałam. tak było też i w te święta gdy przez kilka godz nie czułam ruchów maluszka. Robiłam co mogłam, aby małą obudzić, a tu nic. Byłam cała mokra od potu, pojechaliśmy na ktg, gdy usłyszałam bicie serduszka stwierdziłam, że mogę już iść do domu bo jestem spokojna. Cóż inaczej przeżywają ciążę kobiety, które zaszły naturalnie, a inaczej, które stoczyły dużą ,długą walkę o nią.
  3. Witam. Podczytuje Was od samego początku-kilka razy coś pisałam, ale mi nie dodawało więc rezygnowałam. Zaczynałam swoje i męża starania o jedno marzenie w tym samym czasie co Sara. Przeszliśmy wiele, ale w porównaniu z niektórymi z Was to jeszcze mało. Ja miałam HSG, chyba tak to się pisze histeroskopie, laparoskopię- wiele różnych badań, mąż miał biopsję jąder (azzospermia), a u mnie niedrożny jeden jajnik, a drugi bardzo wąziutki prawie bez światła przejścia. Nim była laparoskopia, ale i po niej podchodziliśmy 6-7 razy do inseminacji, później było INV-bezskuteczne- nie doszło nawet do transweru, nie było z czym, źle się stymulowałam. W końcu zdecydowaliśmy się na AZ, ale w innej klinice. My nie chcieliśmy już czekać, a może teraz się uda, cóż nie było nas już stać, rodzice i tak dużo nam pomagali- choć swoje pewnie myśleli, do końca jednak co czuliśmy i jaką podjeliśmy decyzję wiemy tylko my. Dziś nasze marzenie ma prawie 2 latka, a niedługo spełni się drugie- od tej samej pary mamy AZ. Nie było tez kolorowo byłam w szpitalu w pierwszej ciąży z plamieniem, a teraz w drugiej z krwotokiem- pogotowie mnie zabierało- myślałam już po wszystkim, ale nie- nasze maleństwa też mają siłę i chęć życia. A Teraz jesteśmy najszczęśliwsi na ziemi. Tego życzymy Wszystkim z tego topiku- niezależnie w jaki sposób ma się to marzenie spełnić. Podziwiam Was i dążcie do upragnionego celu, tak jak my co miesiąc kilka wizyt, co miesiąc jakieś badania i próby podejścia. NIE SŁUCHAJCIE DZIEWCZYN KTÓRE PODNOSZĄ CISNIENIE NIE WARTO, WSŁUCHUJCIE SIĘ W SIEBIE, SWOJE SERCE- TO JEST WASZE ŻYCIE. JA CAŁY CZAS PODCZYTUJĘ I TRZYMAM KCIUKI- JESTEM Z WAMI. DOSIA JESTEŚ MI BLISKA- RAZEM BYŁYŚMY W PIERWSZEJ CIĄZY- IDENTYCZNIE I STRASZNIE PRZEŻYWAŁAM Twoją stratę- teraz ciesze się Twoim szczęściem. Egz30-cokolwiek zrobisz myśl o sobie, będzie dobrze. Ściskam WAS wszystkie gorąco i życzę spełnienia tego marzenia już w tym nadchodzącym 2012roku.
×