Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

gruba29

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. Cześć :) Kattrzynka225 Pytasz o oczyszczanie (chyba kolonoterapia się to zwie ale głowy nie dam ;) ), ja jakoś przekonania nie mam. Owszem, tak jednorazowo na pewno fajna sprawa, oczyścić jelita ze złogów, z kamieni. Człowiek nawet jak normalnie regularnie się wypróżnia to z czasem jelita ma oklejone tymi złogami. Fajnie tak raz na jakiś czas oczyścić się, samopoczucie lepsze, to wszystko nie gnije w brzuchu. Ogólnie myślę że to korzystnie może wpłynąć, ale na pewno nie wyreguluje jakoś przemiany materii. Jak dla mnie to ściema. Ale to moje zdanie, być może się mylę, może zbyt mało wiem na ten temat. Powiem ci szczerze, że robiłam kiedyś lewatywy, sama w domu. Kilka razy miałam w szpitalu, podchwyciłam temat ;) Kupiłam wlewnik. Chciałam się ratować bo miałam mega zaparcia aż nabawiłam się polipów na jelicie. Tak więc zaczęłam przygodę z lewatywami. Najpierw robiłam małe wlewy bo zaraz mnie mega parło. Po kilku razach mogłam wlać już sporo wody, po jakimś czasie doszłam do etapu czyszczenia jelit. Robiłam nieduży wlew, czekałam, skakałam itp. po czym wypróżniałam się, po kilku minutach powtórka. Potrafiłam wlać w siebie prawie 2l wody. Leżałam z tym, masowałam brzuch i "wylewałam" z siebie. Matko kochana, ile paskudztwa potrafiło wylecieć. Właśnie coś jak owe złogi (kamienie jelitowe). Szczególów może już nie będę podawała przez wzgląd na wczesną godzinę, niektórzy są świerzo po śniadaniach ;) Nie wiem czy dobrze robiłam z takim sposobem lewatyw, nie mam pojęcia czy to zdrowe było, dla mnie było ważne że lepiej się czułam po takim zabiegu. Czułam się podwójnie dobrze: fizycznie bo czułam się zdrowiej, lżej, brzuch bardziej płaski, gazy (wybaczcie!) o zdecydowanie łagodniejszym zapachu; psychicznie bo czułam że się oczyściłam z gnijących odpadów i tak jest zdrowiej dla mnie. Może ktoś powiedzieć że to absurd, głupota co robiłam, ale mi to faktycznie przynosiło ulgę. Kiedy raz na 7 dni odwiedza się wc to człowiek łapie się dosłownie wszystkiego. Dodatkowo bałam się znowu szpitala i usuwania polipów, do przyjemności to nie należało, dwa razy miałam to robione i więcej nie chcę. Do sedna, pomimo tych lewatyw, jakoś nigdy przemiana materii mi się nie wyregulowała i nie miało to wpływu na wagę (chwilowe rezultaty, zmiany do dwóch dni poczym wszystko wracało). Myślę więc, że takie oczyszczanie jelit jest fajne, ale bardziej w aspektach "dopełnienia wtpróżnienia".
  2. Monia Ja z małym nigdy nie miałam problemów ze spaniem, teraz coś się dzieje. Od urodzenia o 19 była kąpiel i spać. Teraz o 18.00 jemy kolację, pije mleko, kąpiel, przytulanki i o 20.00 zawsze spał. Wstaje między 6 a 7 rano i jakoś to świetnie funkcjonowało, aż do teraz. Mam wrażenie że próbuje nas sprawdzać, usiłuje na stałe wprosić się do naszego łózka, jak nie wychodzi to robi awanturę. A ja nie chcę ustępować, umówiliśmy się że w weekendy może z nami spać ale w tygodniu nie ma mowy. Niestety plan nie wypalił bo on jest chyba za mały na takie umowy ;) Ogólnie mam wrażenie że zaczyna się kolejna fala buntów...czasem mam chęć spakować się i wyjechać na kilka dni samiuteńka. Nie mogę doczekać się lata, urlopu, odskoczni od domowych pieleszy. Dziewczyny, ja dziś miałam wrażenie że umarłam i znalazłam się w niebie ;) Na obiad upiekłam udka kurczakowe, zrobiłam sos (ojjjj dawno nie było a uwielbiam, wręcz kocham!), ziemniaczki...wstępnie miało być dla chłopaków. Wstępnie :P Nie wytrzymałam i skusiłam się. Malutka porcja ziemniaków, trochę sosu, udko i buraczki, duuuużo buraczków. Normalnie ślinianki oszalały :) W tej chwili również dostałąm ślinotoku...nie pamiętam kiedy coś takiego jadłam, niby jem normalnie, ale ziemniaki bardzo ograniczyłam nie mówiąc o sosie. No dziś zaszalałam. Ale jakże warto było, jaka rozkosz dla podniebienia :) Niby zwykły obiad, ale dla człowieka kochającego jeść a odmawiającego sobie wiele to była uczta godna króla :) No i jak o 14.00 zjadłam tak do 18.00 byłam pełna, wypiłam więc tylko szklankę maślanki i zrobiłam sobie 3 mile+30 min.rowerka. Później zaszyłam się na godzinę w łazience, miałam swoje domowe spa :) Jutro zabieram młodego na basen więc trzeba było się jakoś doprowadzić do ładu, takie wiosenne porządki ;D Czas chyba spać.Dobranoc kobietki :)
  3. Hej :) Ja też mam dziś nie najlepszy początek, waga 0,4kg na plus od poniedziałku, być może to wina dni płodnych bo nie pozwalałam sobie na nic dobrego. Wczoraj też nie ćwiczyłam bo młody jakieś szaleństwo odstawił, nie spał do 22.00 i płakał i awanturował się, nie wiem co go ugryzło. Jedyny plus - poszłam spać razem z nim i wstaliśmy o 7,30. Już nie pamiętam kiedy spałam 9,5 godziny :) Dziś choćby się waliło i paliło to siądę na rower. 3 mile po wczorajszym falstarcie jakoś mi chwilowo zbrzydły ;) KATTARZYNKA225 No na początku te kury trzeba nauczyć że się na noc idzie do "chlewika" tudzież innego lokum zamykanego ;) Przez kilka dni trzeba je zagonić ale później już same idą jak tylko zaczyna się szarówka robić (pod warunkiem że mają jakieś okienko przy ziemi lub drzwi otwarte). Muszą mieć oczywiście grzędę zbitą z jakiś kantówek, łat czy kontrłat (w zależności od ilości kur, od ich ciężaru). Wskakują sobie na nią i tam śpią. Ja swoim jeszcze na początku skrzydła przycięłam bo skubane wyfruwały z zagrody a to mogło być niebezpieczne, zwłaszcza kiedy nasz huski był luzem na podwórku ;)
  4. DZIEŃ DOBRY :) Wpadłam się przwitać i zajrzeć co tam u was kobiecinki :) Jak widzę dwie koleżanki już przy służbowym biurku. Ja co prawda nie w pracy (choć zajmowanie się domem i dzieckiem to też w pewnym sensie praca) ale też od wczesnych godzin na nogach. Nakarmiłam dzieciorka, napoiłam ciepłą wodą zwierzaki (psy, kury) i uzupełniłam im jedzenie, odpaliłam 3 mile (choć wyjątkowo po 30 min.wyłączyłam je :( ), później śniadanko, prysznic i teraz zasłużona kawa :) Coś nie miałam siły dzisiaj ćwiczyć, chyba dlatego że głodna byłam i takie nerwy miałam, że najmniejszy wysiłek doprowadzał mnie do szału a tu skakać prawie trzeba ;) Jakaś w ogóle zmęczona jestem choć niby wyspałam się. U nas wciąż pada śnieg i jakoś nie mogę się przestawić że to znowu zima, a już po 12 stopni w dzień było. Już zgrabiłam pół podwórka, przycięliśmy owocówki w ogrodzie...dobrze że psom słomy nie powyciągałam z bud, teraz by marzły. Wczoraj byliśmy u weterynarza z jedną z suczek, jest mi bardzo żal bo ma agresywną, nieuleczalną chorobę. Biedna moja psinka. W sobotę jadę z nią na zabieg (sterylizacja) i przy okazji dostanie ponownie leki. Może choć trochę przygasimy to paskudztwo. Co dziewczyny planujecie na swoje dietetyczne obiady? Ja dziś zrobię rybę na parze+warzywa, może jakieś buraczki dorzucę bo i tak chłopakom do ziemniaczków będę robiła. Na drugie śniadanie pewnie grejfruta skonsumuję, podwieczorek...hmmm może jakiś kefir z otrębami a na kolację jeszcze nie mam koncepcji. Miłego dnia babeczki :)
  5. Cześć :) U mnie wszystko w porządku, choć wczoraj zjadłam 2 babeczki z dżemem wiśniowym... Nie było w planach konsumpcji tylko pieczenie, jednak skusiłam się na taką cieplutką, prosto z piekarnika + zimne mleko. No cóż, jestem tylko człowiekiem i mam chwile słabości ;) Jakoś nie jest mi aż tak bardzo przykro ;) Dwa dnie odpuściłam z ćwiczeniami, poniedziałkowe zakupy tak mi dały w kość że jeszcze wczoraj ledwie chodziłam. W niedzielę robiłam 3 mile i na koniec babeczka pokazuje takie ćwiczenia rozciągające no i mądra ja naciągnęłam sobie trochę za mocno łydki...do dziś czuję jakbym kamienie miała zamiast łydek :/ Odciski po ostatnich kijach wciąż niewygojone, za duża powierzchnia jednak i wolno się goi. Nie mogę butów żadnych ubrać, nie wiem jak ja w poniedziałek latałam po tym mieście. Sama się sobie dziwię że wytrzymałam. Mamy trzylatków - pytanie do was - kiedy ćwiczycie skoro wasze pociechy są z wami w domach? Ja chyba nie do końca umiem to sobie zorganizować. Wieczorami, od 20ej jak młody śpi to mogę jeździć na rowerze, oglądam przy tym "Na wspólnej" i jest ok, ale jak chcę te 3 mile trzasnąć to jakoś nie mam kiedy. Trzydziestka Szczerze współczuję zabiegu u córy, daj znać jak przez to przeszłyście. Jasmina34 Dziękuję :) Powiem ci szczerze, że sama jestem pod wrażeniem że tak się zawzięłam. Nigdy w tej materii nie miałam wiary w siebie a jedynie słomiany zapał. Planowałam coś zawsze od "jutra". A tu poczytałam przez pierwsze kilka stron ten temat, później dołączyłam i jakoś się trzymam :) Chyba właśnie ten topik i atmosfera tutaj (bo to atmosfera powoduje że człowiek wsiąka) przyczyniła się do mojego samozaparcia. No i jak pomyślę o ubraniach które leżą na strychu w workach próżniowych (nowe ubrania w znacznie mniejszych rozmiarach, wagowo byłam wówczas ok.80kg) i czekają...tyle fajnych sportowych koszulek, bluzek. Marzy mi się jeszcze kiedyś ubrać bluzkę, którą kupiłam jak miałam 72kg. Śliczna, elegancka, miałam ją tylko raz na sobie w pracy, później zaczęłam znowu tyć i poszła do wora. Pierwszy raz w życiu motywują mnie ubrania :) Grunt to jakakolwiek motywacja :) Kattarzynka225 Też mi się marzy poćwiczyć z hantelkami, choćby takie lekkie po 0,5kg, ale to już byłoby coś. Jak jeżdżę na rowerze to mogłabym sobie pomachać, lub właśnie przy tych 3 milach. Były ostatnio w lidlu takie fajne ciężarki na ręce i nogi, żałuję że nie kupiłam. Podziwiam cię za te jajka :) Ja ostatnio na kolację zjadłam 2 takie solo, bez pieczywa i powiem ci że miałam odruch wymiotny ;) Ledwo to przełknęłam, choć może to akurat mi zostało po dukanie. "Czego oczy nie widzą tego szczęka nie pożre" :D :D :D Rozwaliło mnie to :) dobre! Ja uciekam zaraz z młodym na spacer. Słonko świeci, trzeba się ruszyć no i mały jęczybuła marudzi nad uchem :) Miłego dnia kobiety, pewnie poczytam was wieczorem dopiero. Do pzrzeczytania więc :D
  6. Dobry wieczór. Ja dziś miałam ciężki dzień, mega ciężki. Byłam w mieście na zakupach, takich dużych, miesięcznych, do tego dwóch lekarzy zaliczyłam. Matko, jak wyjechałam z domu przed 7.00 tak wróciłam o 16.00. W związku z tym dzień był niemalże dietowy :) Rano pozwoliłam sobie na owsiankę z rodzynkami, żurawiną i miodem. W ciągu dnia mały kefir, o 16ej obiad - sałatka z pieczonego cyca kurczakowego z papryką i pekinką oraz jogurtem naturalnym. Na kolację trochę kiszonej kapusty. Koniec. Teraz burczy mi w brzuchu, nie tyle z głodu co chyba ta kapusta rządzi ;) Nic nie ćwiczyłam, myślę że dziś jestem usprawiedliwiona, przerzucanie worków 10kg-owych z psią karmą czy zgrzewek wody i mleka wystarczy ;) Kryzys zażegnany. Motywacja wróciła, coraz mniej brakuje do 8 z przodu bo jednak waga drgnęła. Myślę, że w tym tygodniu już na pewno zobaczę ósemeczkę na początku :) W planie motywacyjnym - wizyta u fryzjera. Jutro zadzwonię żeby się umówić, czas coś zrobić z czupryną. U nas wiosna pełną parą, coraz więcej czasu spędzamy na podwórku, mnóstwo pracy dookoła domu się uzbierało. Przed domem duży trawnik czas wygrabić, na ogrodzie wypalamy gałęzie owocówek i suche krzaczory. Pomału czas przygotować miejsce pod georginie, nawozić ziemię i te sprawy. Jak ja lubię taki czas gdzie wszystko budzi się do życia :) Dobrej nocki dziewczyny.
  7. Witam dziewczęta :) Wczoraj miałam chyba początki mega kryzysu, zwątpiłam w siebie i we wszystko co robię...Waga w tym tygodniu stoi jak zaklęta, brzuch ogromny, zaparcia jakich nie miałam od lat :( Miałam dość bycia niedojedzoną, wczoraj wieczorem aż mi się płakać z tego wszystkiego chciało. Rano wreszcie trochę pospałam, młodego ojciec przejął ;) Zjadłam swoje skromne śniadanie i znowu czarne myśli wróciły. Wysłałam chłopaków na długi spacer, odpaliłam laptopa i zrobiłąm 3 mile :) Nastrój o 180 stopni na lepsze, wróciła motywacja, chęć działania :) Wyszło znowu słońce za oknem :) Bosko :) Dziewczęta, wysiłęk naprawdę dodaje skrzydeł i motywacji, zawsze słyszałam że ćwiczenia wyzwalają endorfiny (hormon szczęścia) i dziś bardzo tego doświadczyłam czego życzę każdej z was na skraju załamania :) Przyjemnej niedzieli :)
  8. Dzień doberek :) Monia Dziś to już na bank nie ruszę tych ćwiczeń...wczoraj na tych kijkach tak nam się fajnie rozmawiało że 9 km przeszłyśmy, a jak dla mnie, laika, to było trochę za dużo :D Umieram dzisiaj ;) Na rowerze inne partie mięśni jednak pracują. W dodatku obtarłam sobie pięty w nowych adidasach, krew się polała, zdarły mi się pęcherze (większe od pięciozłotówki) i dziś z plastrami pociskam po domu, butów żadnych nie ubiorę. Nie wiem co zrobię z małym bo on już chce iść na dwór :/ U mnie waga się zatrzymała w tym tygodniu, ale jakoś mi to nie robi różnicy, wiem że to przez okres. Chwilowo motywacja do spalania jest równa zeru, skupię się raczej na nie przytyciu. Jak się podreperuję i okres minie to znowu się wezmę mocniej za siebie :) Pozdrawiam dziewczyny :)
  9. Hej kobiety :) Ja po wczorajszym marszobiegu mam takie zakwasy że umieram ;) W dodatku okres dostałam rano i całkiem, nawet włosy mnie bolą ;) Ale na popołudnie umówiłam się z koleżanką na kijki pójdziemy. Biegi sobie dziś daruję, postaram się urozmaicać aktywność żeby mi się coś nie znudziło. Kupiłam cykorię którą tu niejednokrotnie polecałam, ale zauważyłam że to inny producent już i jest bezglutenowa i faktycznie nieco inna w smaku. Szkoda że nie było tej starej, którą kiedyś piłam, tymbardziej ubolewam że kupić ją mogę albo przez neta albo w mieście 80km ode mnie a akutar byłam w tymże mieście. Przy okresie mam strasznie wypchany brzuch więc na śniadanie i drugie śniadanie zjadłam po jogurcie z otrębami, na obiad małą porcję warzywek meksykańskich na patelnię + cycek z kurczaka (wszystko na prawie suchej patelni), no i kończę kubek cykorii z mlekiem. Później zjem pewnie jeszcze jakiś jogurt i na tym zakończę, przynajmniej mam taką nadzieję ;) Miłego popołudnia babeczki :)
  10. Monia 10 kilo... Jestem! Zameldowałam się :) Jestem cały czas z wami aczkolwiek w najbliższych dniach mogę mniej się udzielać, wybaczcie kobiety :) Pozdrawiam was cieplutko.
  11. Foinka80 Ja pamiętam że bardzo bałam się zobaczyć wagę trzycyfrową. Panicznie sie tego bałam. To była moja magiczna granica. Wiedziałam, że jak ją przekroczę to już pójdzie...będę tyła i tyła i nigdy nic z tym nie zrobię bo postawię na sobie krechę. Przed końcem 2012 r. któregoś wieczora weszłam na wagę (choć zawsze ważyłam się rano, najlepiej po wypróżnieniu) i zobaczyłam 99,9kg :( Płakać mi się chciało. Załamałam się i kilka dni chodziłam smutna i zła. Dojrzewało to we mnie przez kilka następnych dni aż dołączyłam do tego tematu, Trzydziestka zachęciła mnie swoimi wpisami. Napisała że waży dużo i dlatego zostałam. Jakoś nie potrafiłam nigdy zostać na topiku gdzie odchudzały się same dziewczyny z wagą mniejszą jak 70kg. Potrzebowałam kogoś takiego jak ja, z wysokim BMI. Zawsze myślałam, że dlaczego ja tyję? Przecież nie jem dużo... Nie jem, faktycznie! A kilogramy z nieba na mnie spadają... ;) Teraz jak jestem na MŻ to faktycznie zauważam ile jadłam. No i dziewczyny, Monopol i Monia - 10 kilo zwróciły moją uwagę na fakt ile człowiek pochłania jedzienia dojadając po dziecku. Pomimo swoich porcji wrzuca się do brzucha kolejne, te nieskończone przez malucha. Teraz bardzo z tym walczę, przynajmniej psy są zadowolone bo częściej coś im do miski smacznego wpada :) Do czego zmierzam ze swoją wypowiedzią - otórz każda z nas ma inną motywację, boi się czegoś innego i chce dobrze dla siebie. Tylko nie istotne dlaczego bierzemy się za własne życie, mega istotne jest to, że zauważamy problem i chcemy coś z tym zrobić. Każda z nas tutaj ma inną strategię, ale cel mamy wspólny. Masz plan na 1200kcal i maszerowanie. No i świetnie. Wiesz już od czego zacząć :) Jeśli będziesz miała jakieś problemy z motywacją, będziesz potrzebowała wsparcia - pisz śmiało :) Przepraszam że wypowiadam się za inne forumowiczki (mam nadzieję że dziewczyny nie będziecie miały mi tego za złe), ale są tutaj młode dziewczyny i doświadczone życiowo dojrzalsze kobiety, świetnie się wszystkie wspierają i nigdy nikogo nie zostawiają w potrzebie. Zawsze, w miarę możliwości, piszą, motywują, wpierają. Poprostu są a to już znaczy wiele :) Pozdrawiam cię serdecznie i życzę wytrwałości :)
  12. Stokrotka29 Chyba wreszcie znalazłam skład tej cykorii, zerknij na tą stronę: http://www.twoj-aptekarz.pl/baza-lekow-i-suplementow/cykoria-instant/112590 Ta w czerwono-zielonym opakowaniu jest nieco inna, bezglutenowa. Link powyżej dotyczy tej żółto-niebieskiej. KOBIETY Dobranoc i udanej, przyjemnej niedzieli :)
  13. Monopol Dzięki za odpowiedź :) Zazdroszczę takiego śpioszka :) Stokrotka29 Już pisałam wcześniej o cykorii instant. Jeśli masz chęć to poczytaj sporo wcześniejsze wpisy lub wklep w google :) To coś w stylu kawy inki ale ma baaardzo dużo błonnika i jest naturalne, zdrowe, nie rozleniwia i nie uzależnia jelit. Świetnie poprawia pracę jelit. Nie piłam tego od bardzo dawna, więc niestety nie wiem jak wygląda sprawa z kalorycznością czy węglowodanami. Ale może w necie coś znajdziesz. Ja stosowałam na sobie i wiele koleżanek też to piło i każdy bardzo chwalił.
  14. AGA64 Witaj :) Nie jestem założycielką temetu, ale myślę że Trzydziestka również Cię serdecznie zaprosi do naszego grona ;) Wiek nie ma znaczenia, liczą się wspólne cele. KATTARZYNKA225 Ciebie też jeszcze nie powitałam tak od siebie, więc podaję dłoń na dzień dobry :) KOBIETY Piszecie wciąż o tych dniach kefirowo-jogurtowo-maślankowych. Nie pamiętam na której stronie podawałyście swoje dane odnośnie kaloryczności waszych specjałów, dlatego podam wam wartości mojego kefiru. Coprawda nie stosuję takich dni, ale kefir często piję bo lubię. Kupuję Pilosa (kremowy - przepyszny) lidlowego, podają na opakowaniu że ma w 100g: karorie 46, białko 3,3g węglowodany 4,7g tłuszcz 1,5g Może komuś się to przyda :) Ja dziś od 5 rano na nogach :( Masakra. Młody od 2 tygodni nie dostaje mleka nad ranem bo uważam że już za duży jest na to, więc wstaje i domaga się butli. Jak nie dostanie to już nie może zasnąć i wścieka się i marudzi...Mam nadzieję że szybko się przyzwyczai i odpuści bo inaczej będę musiała wieczorami kłaść się spać razem z nim o 20ej. MONOPOL Ty masz trzylatka w domu, ile śpi twoje dziecko na dobę? O której kładzie się wieczorem i do której śpi rano? Jakieś dżemki w ciągu dnia? Nie mam z kim porównać tego co wyczynia mój syn dlatego pytam :) Są plusy tak wczesnego wstawania, jest po ósmej a ja już prawie mam ugotowaną zupę na dzisiejszy obiad :P Psy i kury dawno dostały ciepłej wody do picia, kot od 2 godzin wygrzewa się pod kaloryferem najedzony :) Ja już kończę kawę i niedługo chyba pójdziemy na sanki z juniorem. Miłego dnia wam wszystkim życzę :)
  15. Jasmina34 To ja też tobą potrząsam, ale tak nie za mocno co by krzywdy nie zrobić a opamiętanie sprowadzić ;) Nie mam pomysłu zbytnio jak cię zmobilizować, może ubierz coś co lubisz a jest już za ciasne? Może zdjęcie nago sobie zrób, obróbkę w fotoshopie zafunduj i porównaj jak wyglądasz a jak byś chciała? Na każdą z nas chyba działa inny bodziec. A jeśli tak fatalnie się czujesz z dietą, to odpuść minimalnie, tak żeby nie przytyć a utrzymać wagę przez kilka dni, no sama nie wiem co ci poradzić. Ja tak właśnie zrobiłam. Przez dwa dni pozwoliłam sobie na coś co lubię ale w baaardzo rozsądnych ilościach. A to 2 herbatniki pełnoziarniste do kawy, a to malutki kawałeczek ciasta (murzynek z pełnoziarnistej mąki słodzony pół na pół cukrem i stevią - piekłam z synkiem) jako podwieczorek. Nawet skusiłam się na czekoladę z orzechami. Ale niedużo. Ja wychodzę z założenia że chcę normalnie żyć, nie mam zamiaru całe życie być na diecie, chcę zmniejszyć porcje jedzenia i jeść zdrowiej, tzn.więcej warzyw, owoce, więcej wody (choć od lat nie piję nic innego jak woda, zero słodkich napojów, czasem szklanka soku), otręby itd. Nie wyobrażam sobie być na jakiejś diecie, bo później na zakończenie diety jak miałabym jeść? Kiedyś po zakończeniu dukana jadłam niby ostrożnie a i tak przytyłam z nawiązką. Teraz dlatego właśnie chcę jeść wszystko co to normalnie jadłam tylko mniej. Np. wczoraj na obiad robiłam potrawkę z kurczaka z ryżem. Zjadłam, było pyszne :) Tyle że kiedyś zjadałam cały woreczek ryżu, wczoraj zjadłam woreczek na pół z synkiem. Oboje się najedliśmy. Ja miałam przyjemność z jedzenia i satysfakcję że porcja była połowę mniejsza :) Dziewczyny, stąd też moje pytanie do was. Zupełnie pytam z ciekawości, absolutnie nie odbierajcie tego jako złośliwość. Jeśli teraz rezygnujecie z pieczywa, ziemniaków czy ryżu a jak wiadomo, to podstawa w naszych polskich kuchniach, to macie zamiar do końca życia ich nie jeść? Jeśli stosujecie się do założeń jakiejś konkretnej diety to co będzie jak już osiągniecie cel? Jak będziecie jadły? Nie boicie się że organizm się zbuntuje i dopadnie was jojo?
×