Bo chodzi o to , że zawsze w tłumie szukam osoby na którą będe mógła liczyć. Tak jakbym się chowała za tą osobą zawsze wtedy kiedy odczuwam jakiś atak ze strony grupy. I tak myślę czy każdy człowiek wchodząc w interakcję wybiera nieświadomie osobę na której będzie mógł polegać aby czuć się w pełni bezpiecznie?
Nie chodzi o to ,ze grupa mnie jakoś atakuje ,ale o to że to teren starć i każdy toczy taki bój wewnętrzny w sobie, a szukając osoby która ma nam pomóc w razie "ataku", szukamy tak jakby tarczy która ma nas ochraniać .
A może wyzbycie się tego nawyku to wejście w dorosłość ? Pragnienie chęci zdobycia niezależności ?
Co o tym myślicie ?