Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Regis100

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. Tak wiem o tym, ale kobieta może wnieść sprawę o zaprzeczenie ojcostwa. Oczywiście zależy to od jej dobrej woli... :(
  2. Hej, taka sytuacja, przyjeżdżam do przyjaciółki z liceum mojej byłej dziewczyny. Zostajemy na jej urodzinach. Zaczynamy kombinować i myśleć o założeniu spółki i mamy coś tam działać we 4rkę. Po kilku dniach okazuje się, że rozstaję się z ówczesną dziewczyną. Zostaje wyrzucona z domu przez panią domu. Brzydkie rozejście, ale moja dziewczyna mimo, że piękna to z zaburzeniami psychicznymi, bardzo agresywna. Kończy się 2 letni beznadziejny i burzliwy związek. Zostajemy we 3 kę. Ja, Klara i jej mąż. Mimo rozłamu jaki miałem, dalej chcemy działać w spółce. Działamy mieszkając w domu, który odziedziczyła Klara. Bardzo duży dom. Dużo pracy. Staramy się ogarniać wszystko. Pomagamy sobie wspólnie. Gdy tylko przyjechaliśmy do Klary na jej urodziny, od razu poczułem jakąś dziwną energię. Coś pomiędzy niepokojem, a radością. Ogarniając rzeczywistość zbliżamy się do siebie zaprzyjaźniając się. Po jakimś czasie zauważam, że Klara jest dla mnie coraz mniej obojętna, a wzajemność jaką mnie obdarza uświadamia mi, że rodzą się uczucia. Trwało to ok. 2 miesięcy. Rzeczywiście przy kolejnej rozmowie Klara zaczyna mówić mi, że patrzy na mnie jak na mężczyznę nie jak na przyjaciela. Z czasem jest coraz gorzej, w takim sensie, że już rozmawiamy o naszej miłości, o tym jak bardzo się kochamy. Po jakimś czasie Klara oświadcza mi, że nie wyobraża sobie już życia beze mnie. W zasadzie czuję to samo. Zaczyna się ostra przeprawa co z tym zrobić. Ponieważ w tym wszystkim, jest dziecko i mąż, do którego czuje awersję, zwłaszcza seksualną. Na mój widok niemalże ślini się. Mówi mi, że już nawet jak wychodziła za niego, nie była przekonana o miłości do swego męża, a to że zaliczyli wpadkę skłoniło ich w tym kierunku by wziąć ślub cywilny. Zostali małżeństwem. W małżeństwie było różnie, żaliła mi się, że niezbyt dobrze ją traktował, że nie zarabiał, że utrzymywała ich jej matka, że jego rodzice jej nienawidzą itp. Twierdziła, że i tak się z nim rozstanie i to na pewno nie ze względu na mnie, ale po prostu nie widzi sensu w dalszym życiu ze swoim mężem. Zanim doszło do bliskości miedzy mną, a nią staraliśmy się wyprzeć to uczucie, które nam się przytrafiło, ale niestety było i chyba nadal jest silniejsze ode mnie, czy od nas. Pewnego poranka, przy kawie wynikła dyskusja między mną, a nią nt tego że śniło jej się że mamy wspólne dziecko, o dziwo ja miałem podobnie. Tej nocy miałem podobne sny. Śniła mi się córeczka, którą miałem właśnie z Klarą. Oboje uznaliśmy, że to musi być coś prawdziwego i coś mocnego, mówiąc tutaj o uczuciach. Oczywiście doszło do tego, że przeszliśmy do romansu kompletnie nie przejmując się antykoncepcją. Oboje uznaliśmy w tej sytuacji, że skoro mamy być ze sobą, kochamy się, to nawet jak pojawi się dziecko, to i tak będzie lepiej, bo pozwoli nam to, na swobodniejsze przejście przez jej rozwód, umocni nas i połączy na całe życie. Z jej zacięciem i awersją do męża, wyrzuciła go z domu, mimo tego, że on nie chciał. Idzie po tzw. bandzie i praktycznie od razu zachodzi ze mną w ciążę. Teraz jest to 3 miesiąc. Na początku wielka euforia, ale wiadomo w takich sytuacjach po wielkiej euforii, przychodzi otrzeźwienie i próba ogarnięcia całej sytuacji. Po kilku tygodniach zjawia się mąż Klary, chce spędzić trochę czasu z dzieckiem. Przyjeżdżając niby na weekend. Zostaje trochę dużej nie wiedząc o tym, że mamy romans, no i że Klara jest w ciąży ze mną. Następnie Namawia ją na to by razem z dzieckiem (tym 2 letnim) pojechali do domu, który kupili na początku małżeństwa. To jakaś rudera, którą trochę podremontował w czasie gdy wyrzuciła go z domu. Klara miała złożyć pozew rozwodowy, który napisał jej prawnik. Rozwód miał być bez orzekania o winie. Chciała złożyć pozew przed wyjawieniem tego, że jest w ciąży. Przez 2 tygodnie udawała przy nim, że nie jest w ciąży, jednak to nie było takie proste ponieważ miała duże mdłości. Pozwu nie złożyła i postanowiła się przyznać do ciąży. Doszło do spotkania. Spotkaliśmy się we trójkę, na tzw. neutralnym gruncie. Powiedzieliśmy mężowi o tym, o romansie i o ciąży. Przyjął to bardzo spokojnie. Trochę mnie to zdziwiło, ale ok. Po rozmowie ja wróciłem do domu, a ona wróciła razem z nim do tego domu, który on wcześniej wyremontował. Przez cały okres, kiedy siedziała tam z nim toczyła się batalia miedzy mną, a nią czy chcemy tego dziecka, ponieważ skłonna była usunąć tę ciążę. Sama wyszła z taką inicjatywą, argumentując to tym, że jeszcze nie wyszła z jednych pieluch, a tu już drugie za pasem. Jakoś doszliśmy do porozumienia w tej kwestii i ustaliliśmy odejść od takich myśli o usunięciu. Dziecko ma się urodzić. Teraz jest taka sytuacja. On przyjechał z nią do tego domu, w którym mieszkaliśmy wcześniej, niby mają do zrobienia jakieś rzeczy, coś co mieli zrobić podczas jednego weekendu. Niestety nie udało im się to i od tygodnia znowu siedzą razem. Kłócą się przy tym okrutnie, mnie to strasznie drażni ponieważ, nie mogę spędzać z nią czasu. On jest nieugięty i w tej sytuacji chce jej przebaczyć i chyba namawia ją na to by została z nim i żeby razem wychowywali nasze dziecko. Boję się tego, że może ją przekonać do takiego rozwiązania, ponieważ jest bardzo perswazyjny. Poza tym ma takie katolskie podejście do życia, które mówi mu że stanie się mocniejszy kiedy jej przebaczy. kilka miesięcy temu był na konsultacjach psychiatrycznych. Dostał proszki, którymi później szantażował Klarę w taki sposób, że mówił jej, że otruje się tymi proszkami. Na szczęście to nie były jakieś mocne tabletki, więc nic mu się nie stało. Oboje są młodsi ode mnie. Dziewczyna o 10 lat, a mąż o 5lat. Mają cudownego synka w wieku 2,5 roku. Świadomie, jeszcze zanim do czegokolwiek doszło, ustalaliśmy jak ma wyglądać rozwiązanie sytuacji. Ustalaliśmy, że będziemy dążyć do dobrych rozwiązań. Ja wychodzę z roli kochanka, ona rozstaje się z mężem. Mąż układa sobie życie inaczej, a ja z nią podejmujemy trud wychowania dzieci. Niestety sytuacja zaczyna się komplikować ponieważ, ostatnio powiedziała mi, że chyba będzie lepiej jak będzie sama. Zastanawiam się czy po prostu mąż nie narobił jej w głowie zamętu. Ze mną stara się utrzymywać kontakt, ale nie odwzajemnia czułości, albo robi to rzadziej. Nie mniej jednak twierdzi, że mnie kocha. Mętlik jest straszny. Niepewność mnie rozwala. Zależy mi na niej, ale przecież sam nie wykopię jej męża, bo nie mam jak. Poza tym dobrze byłoby gdyby miała z nim tzw. dobre układy, no bo przecież mają wspólne dziecko. Zastanawiam się nad tym jak on musi ją indoktrynować, kiedy przebywają razem, chodzi mi tutaj o to, że pewnie pan mąż folguje sobie na mój temat. Rozumiem, może mieć do tego prawo i może być wściekły na mnie, ale zastanawia mnie jej postawa. Przecież w takiej sytuacji, jak zdecydowaliśmy się przed tymi wydarzeniami na wspólne życie i ja mam wychowywać ich dziecko, to po co dodatkowo doprowadza do większego zżycia się z nim, albo jego z dzieckiem? Jeżeli chodzi o ich seks, to ponoć tego nie robią, bo ona czuje wstręt do tego faceta i sam to widziałem, bo wcześniej pomieszkiwaliśmy razem. Widziałem jak zionęła na niego niczym smoczyca, jeśli ten próbował doprowadzać do jakiejkolwiek czułości. Mąż też przyjmuje to niby ze spokojem, takim trochę dziwnym. Nie wiem co robić w tej sytuacji? Boję się bo wiadomo, że jeśli nie ma rozwodu, to dziecko automatycznie liczy się na konto męża. Gdy uprą się, albo on ja przekona do wspólnego życia, to wystarczy, że nic nie zrobią, a ja zostanę bez dziecka, bez niej, ale za to z poszarpanymi nerwami. Mam doświadczenie, jeżeli chodzi o kobiety, bo miałem ich sporo. Nie miałem zamiaru żenić się wcześniej. Uważałem na czystość swojego "konta" w tej kwestii, tzn. żeby nie pchać się w takie układy jak czyjeś małżeństwo, nie narobić sobie dzieci itp. typowy facet. Zaczynam myśleć o tym, że to karma, którą muszę odrobić. Mężulo ma się usunąć w najbliższy poniedziałek... Ciekawi mnie czy do tego dojdzie i zastanawiam się czy po prostu nie wykopię go sam, bo w tej sytuacji kiedy ma przyjść na świat moje dziecko, to chcę osobiście wspierać tę kobietę. Dotykać jej brzuszka, przytulać i troszczyć się o nią.
×