Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Amelkaa87

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Amelkaa87

    Narzeczony nie chce mnie zabierać na imprezy

    A czy ktoś może mi wytłumaczyć jego tok myślenia? Albo wskaże co w moim zachowaniu jest nie tak? Niby znam człowieka 6 lat, jestem z nim w związku 5 lat, na co dzień jest super.. A tego zachowania ni ch*** nie mogę zrozumieć. Tak jak on nie może zrozumieć CO mi nie pasuje w jego takim zachowaniu.
  2. Amelkaa87

    Narzeczony nie chce mnie zabierać na imprezy

    Na pewno nie ma innej. NA co dzień stanowimy naprawdę udany związek. Jedynie ta sytuacja jest taka problematyczna bo nie rozumiem jego toku myślenia. Twierdzi że się mnie nie wstydzi, ale po prostu czasem chce się pobawić sam, beze mnie. A skoro tych znajomych widzi raz w roku, a mnie co dzień, to chyba logiczne że chce się z nimi zabawić. Aczkolwiek w tej sytuacji wspólnej imprezy, gdzie mamy innych znajomych, takie sztuczne rozdzielanie się, wydaje mi się nienormalne. Widzę że nie tylko dla mnie taki sposób myślenia jest chory. Jakieś pomysły jak z nim porozmawiać? Albo jak się zachować (iść czy nie iść) żeby mu dać do myślenia.
  3. Mam kłopot, biję się z myślami i zupełnie nie wiem, jaką podjąć decyzję. Jestem z narzeczonym w związku 5 lat, mieszkamy razem od 2 lat. Ogólnie jesteśmy udanym związkiem, choć raczej z temperamentem. Nie ma tak, że ktoś kogoś dominuje, ktoś jest pod pantoflem. Wspólnie ustalamy różne rzeczy. Gdy studiowaliśmy on chodził ze mną na imprezy do moich znajomych i na odwrót. Nie mieliśmy z tym problemu, to było naturalne. Nie mam problemu, żeby narzeczony sam chodził na imprezy firmowe (na te oczywiście nie mają wstępu os. tow.). Nie miałam problemu żeby wyjechał kilka razy na wyjazd integracyjny z pracy sam w kraju i za granicę (choć tu były zapraszane osoby tow.) Dodam, że ja pracuję w małej firmie i z mojej pracy nie ma żadnych imprez w tym stylu. Problem zaczął się teraz, gdy dostaliśmy zaproszenie na imprezę organizowaną przez samorząd zawodowy. To impreza bez osób tow. My możemy akurat iść razem, bo obydwoje należymy do samorządu. Rok temu nie byliśmy przez wyjazd rodzinny. Dwa lata temu byliśmy oboje i bardzo się pokłóciliśmy, mało brakowało do rozstania. Pech chciał, że wtedy przyszło mało moich znajomych z grupy, a dużo jego. Siłą rzeczy więc na imprezie trzymałam się z Narzeczonym, choć nie jestem typem bluszcza. Gadałm z innymi i wcale nie stałam obok wpatrzona w narzeczonego. On był niezadowolony, twierdził że popsułam mu imprezę bo nie mógł swobodnie ze znajomymi pogadać i musiał cały czas mnie zabawiać (co było nieprawdą). Dodatkowo, gdy poszłam do baru po drinki zniknął i napisał mi sms, że widzimy się za 2 godziny przy barze i przestał odbierać telefony. Dawka alkoholu oraz mega zdziwienie jego zachowaniem, a także fakt, gdy po tej akcji przypadkowo go spotkałam na korytarzu a on udawał że mnie nie widzi zrobiły swoje - poprosiłam go na bok (bez świadków) i wygarnęłam co o tym myślę. Potem w domu była mega awantura (on mi ją zrobił, bo przecież to ja zachowałam się skandalicznie). Po tej akcji przez 2 tygodnie mieliśmy ciche dni. Ja do dziś czuję niesmak, on nie uważa że zrobił coś niestosownego i że to moja wina że się tak zachował. Wówczas chyba przez 3 dni wałkowaliśmy tę sytuację i on cały czas nie widział swojej winy. Problem znowu się pojawił, bo znowu jest ten bal. On już zapowiedział że idzie i idzie paru jego znajomych. Ja początkowo chciałam odpuścić po wyżej opisanych doświadczeniach, ale moi znajomi z roku idą i namawiają mnie żebym poszła. Gdy pytałam się narzeczonego jak widzi nasza obecność razem na balu po tej akcji 2 lata temu, powiedział, że możemy przecież bawić się oddzielnie. Dla mnie to nienaturalne - idzie mój narzeczony i mam udawać, że go tam nie ma, jak spotkam go na korytarzu mam udawać że go nie znam, albo schować się za filarem? Albo umawiać się z nim - widzimy się za 30 minut przy barze? A jeśli on nie przyjdzie i znowu wyłączy telefon, wiem że będzie mi przykro. Ja raczej widzę to w ten sposób, że możemy bawić się razem w tej czy innej grupce ale też swobodnie odchodzić, bez jakiegoś wyznaczania terminów Nie wiem co robić. Z jednej strony myślę żeby odpuścić i niech on sam idzie na ten bal i się bawi, żeby nie tworzyć niezdrowych sytuacji jak opisałam wyżej. Może i tak nie będę się dobrze bawić?Ja najwyżej gdzieś wyjdę ze znajomymi na miasto w tym czasie żeby nie siedzieć w domu Z drugiej strony myślę - gdyby nie on, nie wahałabym się iść na bal. Dlaczego więc to ja mam odpuszczać? To przecież nie żadny wieczór kawalerski czy męski wypad na który próbuję się wepchać. Czy w ten sposób nie utwierdzę go w przekonaniu, że czuję się winna za tę sytuację dwa lata temu? Poradźcie, co o tym myślicie. Może to ja za dużo wymagam? Czy tylko dla mnie ta sytuacja jest chora? Jak z nim porozmawiać, bo już nie wiem? Poza tym takie jego zachowania dają mi przeświadczenie, że on się mnie wstydzi.
×