Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

LadyNeverEver

Zarejestrowani
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral
  1. LadyNeverEver

    Związek naszych rodziców - pierwsza nasza matryca

    Mam sporo innych problemów samoocenowych (np. wygląd) więc wzorzec związku moich rodziców to tylko jedna cegiełka. W sumie szukam dobrych wzorców... nie wiem gdzie takie znajdę...
  2. LadyNeverEver

    Związek naszych rodziców - pierwsza nasza matryca

    Jeśli tylko taki znają to powielają... dlatego dobrze by było poznać (w dzieciństwie) różne małżeństwa od środka. Bywać u dziadków i obserwować jak siebie traktują, bywać u ciotek... W dorosłym życiu jakąś nadzieją są też małżeństwa duszpasterskie, tzn. zapraszane na prowadzenie wykładów dla duszpasterstwa, ponieważ uchodzą za wzorowe.
  3. Nie chciałam pisać o takich sprawach na FB, więc wybrałam anonimową wersję. Wyleję tu sporo mojej prywatności, frustracji, buntu i zapewne nieraz wybiorę dosadność zamiast łagodzenia. Na dobrą sprawę, mimo ukończonej parę lat temu trzydziestki (! oh!) odpływałam trochę od domu rodzinnego, próbowałam życia w innych miastach ale czyniłam to niezobowiązująco, nigdy bowiem nie nastąpił "rytuał przejścia" z prawdziwego zdarzenia. Rytuał, w którym 'córka i siostra' wychodzi z domu rodzinnego by wstąpić do nowego domu jako 'żona i matka'. Wymiana kadr (najbliżsi czyli mama i tata ustępują mężowi i przyszłym dzieciom), wymiana ról (już nie ma się uczyć i sprzątać swój pokój tylko być gospodynią wszystkiego), zmiana miejsca. No i teraz, z okazji eksperymentu społecznego prowadzonego przez różne rządy pod kryptonimem koronawirus, siedzę sobie już 4. miesiąc u rodziców. Finansowo daję radę bez nich ale tak wybrałam. I słucham... i obserwuję... i ponownie zatapiam się w ten OBORNIK, którego złote opakowanie wystawiają światu, a nie mają się czym chwalić. Historia związku moich rodziców: 1. Formalnie: Dumne małżeństwo z 30-paroletnim stażem, które wizualnie do siebie pasuje, ładnie wychodzi na zdjęciach z chrztów, komunii, ślubów (obydwoje przekonująco uśmiechnięci, to zapewne przez to jakże udane pożycie!!!). Nie rozwiedli się! Ha! Widzicie, niedowiarki! Miłość na całe życie! 2. Kulisy: Lata 80. XX wieku. Ogarnięta zawodowo 30-latka (jak na owe czasy trzydziestka znaczyła co innego... nie było też Tindera lol) ogarnia, że kończy jej się powoli najpłodniejszy okres a bardzo chce potomstwa. Samodzielny 30-latek niby nie szuka żony, pracuje i żyje z dnia na dzień, ale z tyłu głowy też myśli o szklance wody na starość. Spotykają się. Cytując klasyka: jak do tego doszło - nie wiem, ale jak to nie yebło w trakcie dziwi mnie po wielokroć bardziej. Z danych które zebrałam (wspinając się na wyżyny mojego taktu; podpytując nieraz tatę po alko oraz wnioskując między wierszami z wersji skąpie sączonych wspomnień obydwojga) wynika, że spotkania te miały... choć nie zostało to - broń boże - wprost ujęte, charakter nieco desperacki. Przynajmniej ja tak sobie dopowiedziałam. No więc spotykają się... chmury myśli obydwojga o treści: LEPSZEGO/EJ JUŻ W TYM WIEKU NIE ZNAJDZIESZ są tak wyraźne, że aż ja je wyczuwam. No więc spotykają się i wiedzą, że lepszego ani lepszej już nie znajdą. A chodzi o potomstwo. Trzeba się śpieszyć. Pośpieszyli się. Po pół roku znajomości ślub. Najpierw cywilny. Mamusia podczas kościelnego już jest w pierwszym miesiącu. Kołata mi bezczelna myśl, że gdyby któreś z nich okazało się bezpłodne, powiedzieliby sobie nara od razu. Jest to więc typowe małżeństwo 1."żeby były dzieci" oraz 2."bo lepszego nie znajdziemy". To dopiero początek. Dla mnie dobrze, że byłam baaardzo chciana przez obydwoje rodziców, więc na linii tata-dziecko oraz mama-dziecko, bohaterowie moich wynurzeń radzili sobie bardzo dobrze. Na linii mama-tata nie działo się nic uczuciowo-romantycznego. Przez pierwsze lata wychowywania nas (mnie i rodzeństwa) mama pisała pamiętniki, w których skarżyła się, że "łojciec nic nie pomaga! i tylko chodzi na piwo!", potem pamiętniki spaliła. Gdy miałyśmy po ok. 4 latka, po raz pierwszy chciała się rozwieźć ale upłakałyśmy i ubłagałyśmy ją, by tego nie robiła, "bo my chcemy mieć tatusia". Obyło się bez rozwodu. Potem lata mijały, obydwoje obcych sobie wzajemnie ludzi kręciło się wokół wspólnych dzieci. W domu w ogóle obowiązywał kult dziecka typu: "nie jedz tego, to dla dzieci!" itd. Ponieważ mamie nie podobały się taty wyjścia na piwo z kolegami (mówiło się w domu "na piwo" ale teraz z perspektywy czasu podejrzewam, że obok piwa była też agencja towarzystka, ponieważ życie intymne moich rodziców nie istniało - jedynie to by nas spłodzić w latach 80 a potem nara, radź sobie sam), buntowała nas przeciwko niemu i intrygowała. Zastanawiam się, czy nie była to czasem triangulacja?... W każdym razie od zarówno mamy jak i taty słyszałyśmy regularnie zarówno nastawianie jedno przeciw drugiemu jak i zarzuty "on(a) was nastawił(a) przeciwko mnie?"). Zaznaczę tylko, że tata po powrocie z alko zawsze szedł spać albo zbierało mu się na filozofowanie i rozmowy ale nigdy nie był przemocowcem - ani jednego razu nikogo nie uderzył. Więc problemem był "tylko" alkohol. Ale ale! Po stronie mamy też. Mama obalała piwo za piwem. (Dziś: tata pije codziennie parę kieliszków wina z barku i stale go uzupełnia, mama codziennie obala 6-7 piw w puszce). Żadne z nich nie jest ani pijane ani podchmielone, co oznacza, że muszą być na tyle uzależnieni, że ich organizmy nie reagują już na takie ilości. Dalej: gdy byłyśmy w wieku ok. licealno-studenckim, mama postawiła na separację. Tata mieszkał sam, tzn. w innym mieszkaniu przez całe 7 lat. My go czasem odwiedzałyśmy, mama też, bo nie byli pokłóceni de facto. Po prostu żałośnie niedobrani. Ale rozwodu nadal nie ma ;). Od jakiegoś czasu tata nadal mieszka w domu rodzinnym z mamą i dają radę dlatego, że mają większą przestrzeń niż za czasów, gdy były jeszcze dodatkowe osoby. Troszkę teraźniejszości i życia codziennego: - Mama (powiem ostro) obok normalnych rozmów, czasami wpada w takie dziwne "transy kłapania". Lubi szukać problemu i się na nim wieszać. Całymi dniami ogląda TV (DOSŁOWNIE całymi dniami, bo od powtórek Szła Kontaktowego aż do nowego wydania wieczorem). Nakręca się nienawiścią do PiSu. Gdy komuś w rodzinie coś dolega, nakręca się jego problemem i "boleje" rzekłabym znajdując w tym dziwną przyjemność. Niby powtarza mantry: "żeby tylko to się rozwiązało" ale niejako żywi się tą używką. Znajduje przyjemność w nakręcaniu się kłopotami. "Transy kłapania" potrafią dotyczyć jakiejś drobnostki: np. powtarza regularnie: "po co tyle zostawiasz zupy, trzeba było już zjeść do końca, już nigdy więcej nic nie ugotuje" - zerową wartość ma taka wypowiedź... wie, że lubię zostawiać sobie na później, wie, że ugotuje jeszcze nie raz... po co kłapać puste słowa??? Ponadto kłamie w sprawach drobnych i zupełnie bez sensu. Np. mówi, że nigdy nie zbiła talerza choć w tym roku na moich oczach zbiła dwa... nie talerz jest problemem, ale po co kłamać??? i to w takich drobnostkach? Trochę mnie to przeraża, mam wrażenie, jakby ktoś włączał jazgotliwego bota czy automatyczną sekretarkę zamiast mojej żywej i refleksyjnej prawdziwej! Mamy. Gdy wchodzę do pomieszczenia i zaczynam rozmowę, mama mówi, żebym poczekała na reklamę "to wtedy pogadamy" i żebym słuchała TV zamiast gadać... tak, i tak o każdej porze dnia, bo TV leci cały czas. Często jest też toksyczna względem taty: gdy tata powie nieśmieszny żart, mówi mu, że jest "...ą" albo że jest "żałosny". - Tata - jeszcze nie odkrył, że erotyczne reklamy nie wyświetlają się bez powodu. Kiedyś pożyczałam jego komputer, więc dzięki mojemu bezczelnemu wścibstwu wiem, co tak naprawdę robią mężczyźni 65+ zamiast picia ziółek. Ale tę wiedzę zachowam dla siebie. Niech nie wie, że ja wiem. No więc codziennie rano i codziennie wieczorem odpala znany wszystkim portal erotyczny i wpisuje hasło "owłosione" (tak, ja też teraz prychłam ale to chyba bardziej żałosne niż śmieszne). Do tego winko i przynajmniej raz na jakiś czas chodzi na spacery. I tak to życie mija... zupełnie inaczej niż na obrazku, prawda? Sądzę, że obydwoje moi rodzice są cholernie rozczarowani przynajmniej tą jedną dziedziną życia: swym małżeństwem. Chyba że nie mieli żadnych oczekiwań zawczasu i wiedzieli, że małżeństwo to tylko układ na papierze i współlolator do rozpłodu gratis? Tak czy owak Mama na pewno ma jakąś pustkę, którą zagłusza telewizorem i piwami. Z radością zauważam, że udaje mi się czasem doprowadzić do wyłączenia wszystkiego i zintegrowania rodziny choćby na chwilę - by zagrać w grę, by pogadać o dawnych czasach, gdy mama z radością i rozrzewnieniem opowiada o swoim dzieciństwie, o swojej babci... Można, są takie momenty. Niemniej jednak większość ich życia mija właśnie tak. Zagłuszacze + nałogi + każde sobie rzepkę skrobie. Co mają wspólnego moi rodzice? Dzieci i wnuki. :) Obydwoje pałają miłością i zaangażowaniem do jednych i drugich. Z mojego punktu widzenia niestety związki "żeby były dzieci" są fatalnymi wzorcami dla tychże dzieci. Uważam, że wzajmne wzięcie się w celach rozpłodowych nie mogło skończyć się dobrze. Są dla mnie ANTYWZORCEM "miłości małżeńskiej". Chciałam tylko wyrzucić i uporządkować myśli. Co do mnie: nie chcę żadnych dzieci bo ich nie lubię i mam mnóstwo powodów by nie mieć oraz ani jednego by mieć, natomiast co do związków - nie umiem powiedzieć, czy bym chciała kogoś mieć. Odnoszę wrażenie, że to, w czym wyrosłam, czyli związek moich rodziców trochę rzutuje na moje ogólne wyobrażenie o nich. Jeśli ktoś dotrwał do końca to dzięki. ;) Może jest ktoś, komu udało się przełamać beznadziejny wzorzec dobrym wzorcem?
  4. Taką ofertę pracy znalazłam. Lubię pisać na komputerze, więc czemu nie - w końcu jest też to jakiś wysiłek, więc zapłata się należy. Firma nazywa się Wordtext, czyli tak nijak, że możliwe, iż wcale takowa nie istnieje. xD Hm... jakieś doświadczenia? Warto podjąć współpracę?
  5. LadyNeverEver

    Pryszcze na żuchwie, przerzedzone włosy, co to?

    Minęło sporo czasu, więcej niż rok :( Tylko że mam nieodparte wrażenie, że mi tych włosów wcale nie ubywa. Zagęszczenie fatalnie niskie, ale stałe. Czyli są dwie opcje jeśli chodzi o androgeny: 1. mam ich za dużo więc i tak włosy będą lecieć 2. mam poziom w porządku, ale moje włosy źle reagują na normalną porcję androgenów, więc wystarczy mi sam szampon specjalny? Jeszcze jedna rzecz: niskie libido, b. niskie. Może akurat ma to związek.
  6. LadyNeverEver

    Pryszcze na żuchwie, przerzedzone włosy, co to?

    Czy jest szansa, że włosy mi zgęstnieją czy zawsze już będę taka wyliniała? Boję się, że przytyję po anty. To by było straszne. Znacie miejskie legendy o "tyciu z powietrza" przy braniu tabletek...
  7. LadyNeverEver

    Pryszcze na żuchwie, przerzedzone włosy, co to?

    "miesiaczkujesz normalnie, masz nadwage?" Miesiączkuję normalnie, b. regularnie. Nie mam nadwagi (170cm, 60-63 kg). Mam 27 lat.
  8. LadyNeverEver

    Pryszcze na żuchwie, przerzedzone włosy, co to?

    Kiedyś, jakiś rok temu badałam tarczycę i wyszło w porządku. FT3 i FT4 w normie. Co do komentarza nt. kiły - nie wiem, czy to jakiś marny żart czy serio, ale proszę o poważne odpowiedzi. O żadnej chorobie wenerycznej nie ma mowy, ponieważ NIGDY z nikim nie spałam.
  9. LadyNeverEver

    Pryszcze na żuchwie, przerzedzone włosy, co to?

    Nie, nie biorę i nigdy nie brałam tabletek antykoncepcyjnych. Nie biorę żadnych lekarstw. Nie palę i nigdy nie paliłam tytoniu ani marychy. Nie piję i nigdy nie piłam alkoholu.
  10. Zamierzam sobie niedługo zrobić badanie wszystkich hormonów, co wyniesie mnie jakieś 200 zł, ale warto. Będę miała czarno na białym o co chodzi, zamiast bawić się w zgadywanki z NFZ-owską Endokrynolożką, u której terminy są co kilka miesięcy... A tak wstępnie, może ktoś tutaj podejrzewa, co to może być? Anemii nie mam. Pryszcze na żuchwie i tylko na żuchwie, włosy wyglądają tak: http://fotowrzut.pl/PTJFR5CYZS
  11. Dziękuję za życzenia. :) Może gdzieś robię błąd...
  12. Tak, tego mi życzcie. Żeby trafił "swój na swego". :)
  13. "Wiadomo ze nie znajdzie faceta uj z tymi pasjami jesli kloda w lozku i bedzie sie bzykac jak za kare :/ " A skąd taki pomysł? Ani niska częstotliwość seksu powodowana moim niskim libido, ani też łączenie seksu z miłością i wyższymi uczuciami w związku na wyłączność NIE SĄ RÓWNOZNACZNE z Twoim wydumanym wnioskiem, o KŁODOWATOŚCI!!!! Skąd taki pomysł?! Spróbuję jeszcze jaśniej: 1. jakość seksu z moim domniemanym ukochanym 2. fakt że teraz seksu nie uprawiam i nikt mnie nie pociąga za sam wygląd Punkty 1. i 2. nie mają NIC wspólnego.
  14. "problem w tym ,ze Ty nie potrzebujesz bliskosci" Lubię erotykę do pewnego stopnia: lubię przytulanie, pocałunki (w usta, szyję) ale nie chcę niczego typowo seksualnego: nawet seksu oralnego. Nie ma mowy, bo to już jest SEKSUALNOŚĆ. Myślę, że problem mojej rezerwy wobec seksualności może wyjść, ale dopiero na nieco późniejszym etapie znajomości. Natomiast odrzucana jestem ZANIM facet podejmie jakiekolwiek próby "rozgrzania" mnie, więc znów wnioskuję, że nie tu problem.
×