Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

izabella1987

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. izabella1987

    Świąd skóry i węzeł

    No to widzisz, masz odpowiedź na to pytanie. Ja podobnie miałam, wmawiałam sobie wszystkie najgorsze choroby. Gdyby naprawdę dolegało Ci coś poważnego, to wyniki badań by to potwierdziły. Niestety, nerwica, hipochondria, stres - często objawiają się świądem ciała. Mój był tak intensywny że nie mogłam się na niczym skupić. Pomogła mi hydroksyzyna - każdy lekarz Ci ją przepisze, wystarczy, że powiesz o tym, że pojawia się u Ciebie świąd, który jest wynikiem stresowej sytuacji.
  2. izabella1987

    Świąd skóry i węzeł

    Nie martw się, zapewniam Cię, że to wszystko dzieje się na tle nerwowym. Gdyby to było coś poważnego - to na pewno w wynikach badań pojawiłyby się jakieś niejasności. Rok temu - dokładnie o tej samej porze - rozpoczął się u mnie świąd ciała, myślałam że oszaleję i z "bólu" i z niepewności. Setki badań, wizyt u lekarzy - w efekcie okazało się, że to wszystko na tle nerwowym. Oczywiście nie mogłam w to uwierzyć, bo gdzież, wmawiałam sobie najgorsze choroby. Dopiero kiedy przestałam o tym myśleć świąd ustał. Kup sobie jakieś tabletki na uspokojenie, pij melisę, zioła. Pamiętaj, że nie przejdzie z dnia na dzień, potrzeba na to czasu... U mnie trwało to ponad pół roku i wraca czasami na kilka dni.... Na stres skóra reaguje chorobą.
  3. izabella1987

    On i jego przyjaciółka

    Wczoraj mój chłopak (to początki naszej znajomości) powiedział mi że jego przyjaciółka odraza mu związku ze mną, twierdzi, że na pewno nam się nie uda. Dodam, że spotykamy się dopiero miesiąc, mieliśmy małą sprzeczkę ale to nie powód, by twierdzić, że się nie uda. Ona cały czas do niego dzwoni, pisze, chce się spotkać. Szlag mnie trafia! Ona ma męża i dziecko, ale najwyraźniej zainteresowana jest moim facetem. Co robić? Macie jakieś skuteczne sposoby na poskromienie przyjaciółek?
  4. Poznałam go w "pakiecie w przyjaciółmi", z małżeństwem z dzieckiem. Problem polega jednak na tym, że on bywa u nich niemal codziennie. Codziennie słyszę od niego, że Anka - jego koleżanka - jest tak zaniedbywana przez męża, że na jej głowie ciąży tylko opieka na dzieckiem, że ona sobie żyły wypruwa a jej mąż jej nie pomaga..... Ona do mojego faceta pisze codziennie: "wpadnij po pracy na rosół", "Antoś (jej syn) za Tobą tęskni"... Powiedziałam mu, że to jest w moim przekonaniu chory układ, ale on nie widzi w tym nic złego. Wszystko wskazuje na to, że również mąż Anki nie dostrzega problemu. Co Wy o tym sądzicie? Przecież to nie jest normalne? Mój facet jeszcze ciągle zachwyca się ich dzieckiem i traktuje je tak jakby było jego....
  5. Jak w temacie! Macie jakieś propozycje? Krótko się znamy, więc dobrze nie znam jego marzeń/zainteresowań, a chciałabym z okazji urodzin ofiarować mu jakiś podarunek.
  6. jestem z "dziwnym " związku albo prędzej można to nazwać "relacją". On w ogóle nie poczuwa się do obowiązku informowania mnie o swoich planach. Wczoraj po pracy zadzwoniłam do niego, chcąc ustalić jakiś plan na wieczór, a on mówi że jedzie na narty ze znajomymi. Zapytałam go czy traktuje mnie poważnie, ale on nie widzi w tym nic złego. Ni z gruszki ni z pietruszki wyskakuje mi z taką informacją, nie konsultuje jej nawet ze mną (nawet dla tzw. prowizorki), i mówi mi o tym w ostatniej chwili, na pół godz. przed wyjazdem. Czy to Waszym zdaniem jest okej? On twierdzi, że się czepiam i że wyjazd wypadł spontanicznie i że jego znajomi go rezerwowali. A gdzie w tym wszystkim jestem ja? Czy jemu zależy w ogóle? Takie sytuacje zdarzają się często....
  7. izabella1987

    Facet sam "planuje" weekend

    jestem z "dziwnym " związku albo prędzej można to nazwać "relacją". On w ogóle nie poczuwa się do obowiązku informowania mnie o swoich planach. Wczoraj po pracy zadzwoniłam do niego, chcąc ustalić jakiś plan na wieczór, a on mówi że jedzie na narty ze znajomymi. Zapytałam go czy traktuje mnie poważnie, ale on nie widzi w tym nic złego. Ni z gruszki ni z pietruszki wyskakuje mi z taką informacją, nie konsultuje jej nawet ze mną (nawet dla tzw. prowizorki), i mówi mi o tym w ostatniej chwili, na pół godz. przed wyjazdem. Czy to Waszym zdaniem jest okej? On twierdzi, że się czepiam i że wyjazd wypadł spontanicznie i że jego znajomi go rezerwowali. A gdzie w tym wszystkim jestem ja? Czy jemu zależy w ogóle? Takie sytuacje zdarzają się często....
  8. Zawsze kiedy dojdzie do stosunku bez zabezpieczenia istnieje prawdopodobieństwo ciąży. Piszesz, że stosunek miał miejsce 31 grudnia, możesz już spokojnie zrobić test ciążowy. Dostępny w aptece, około 8-10 zł.
  9. izabella1987

    małomówny facet???

    Spotykam się z nim prawie trzy miesiące a on w ogóle nie mówi o swoich uczuciach. Nie wymagam by po tak krótkim czasie wyznawał mi miłość, ale okazał odrobinę ciepła. To ja muszę pytać: czy wszystko gra? Czy mu się podoba? Czy taka forma spotkania mu pasuje? Czasami chciałabym, żeby napisał, że tęskni albo coś - a tu nic.... Nie mam pojęcia co o mnie myśli, co do mnie czuje. Kiedy próbowałam go o to zapytać, mówiąc, że on jest dla mnie ważny i mi na nim zależy, to on sprawę przemilczał. Najgorsze jest to że podczas seksu stać go na "dobre" słowo, a normalnie nic a nic. Siedzimy jak koledzy.... Zależy mu w ogóle?? Zastanawiam się czy jest sens brnąć w to?
  10. Zdaje sobie sprawę, że to pytanie może brzmieć dziwnie, a moje domysły albo zapatrywania zostaną odebrane źle, ale coś mi nie gra.... Spotykam się z pewnym chłopakiem od niecałych 2 miesięcy, on jest raczej mało wylewny, w ogóle nie mówi o swoich uczuciach, to ja z reguły pytam go o to, czy dobrze się czuje w moim towarzystwie, etc. Pomyślałam ostatnio że zostawię u niego w mieszkaniu jakąś swoją rzecz, rzecz jasna - niby przypadkowo - że to może jakoś go 'otworzy", że takie namacalne ślady obecności, może okażą się miłe. Zostawiałam więc szminkę, na szafce koło łóżka. Byłam przekonana, że następnego dnia zadzwoni, albo napisze, że znalazł moją szminkę.... :) A on nic!! W końcu zapytałam go czy przypadkiem nie ma u niego mojej szminki, bo gdzieś ją zawieruszyłam, a on mocno zaskoczony powiedział, że nie. Wczoraj u niego byłam, i rzeczywiście po szmince ani śladu, a przecież nie rozpłynęła się w próżni :) Nie upadła i nie ma jej nigdzie w pobliżu. Jestem niemal pewna, że jego koleżanka (skądinąd mężatka) jest w nim zakochana i czasami pomaga mu sprzątać mieszkanie (to wiem raczej z domysłów.. ), myślicie że mogła ją zabrać/wyrzucić? Co się stało z moją szminką? :) Pal licho szminka, ale zagadka do rozwiązania jest :)
  11. Poznałam go w trudnym dla mnie momencie, kiedy mój wcześniejszy związek dogorywał, był na wyczerpaniu (albo raczej w rocznej stagnacji). Był moim fizjoterapeutą, z którym ze względu na dolegliwości związane ze złamaniem spotykałam się regularnie na masaże i ćwiczenia. Spotkania z nim nie były tylko kojące dla ciała ale i dla ducha. Wprowadził pewną świeżość do mojego życia i dużo radości, o której zupełnie zapomniałam.... Nie śmiałam zainicjować spotkania pierwsza, trzymałam się mocno w ryzach, nie przesyłałam żadnych sygnałów. On sam zaproponował wyjście do kina, później na kawę... Zaczęliśmy się w miarę regularnie spotykać poza gabinetem. W końcu nasze rozmowy przy kawie okraszone zostały sporą dawką namiętności... Wylądowaliśmy w łóżku.... Ale nie był to dla mnie seks dla seksu czy mówiąc ogólnie dla czystej przyjemności. Było w nim dużo ciepła, oddania, emocji.... Pierwszy raz zupełnie "zawierzyłam się" mężczyźnie - jakkolwiek to brzmi, być może obdarzyłam go bezgranicznym zaufaniem. Miałam wrażenie, że było w tym sporo uczucia.... Później nasze spotkania przybrały tylko taki charakter. Wydawało mi się, że to względnie normalne. Tłumaczyłam to tzw. chemią między nami, i tak jak napisałam wcześniej, to nie był dla mnie zwykły akt seksualny, ale coś dużo bardziej ważnego... Zauważyłam jednak, że spotkania odbywają się tylko wtedy kiedy on ma czas (jasne, jego praca jest czasochłonna ale ja też dużo pracuję), kiedy ja przykładowo nie mogłam się z nim spotkać, robił wyrzuty, mówił mi przykre rzeczy, że to nie ma sensu, że widocznie nie jesteśmy sobie pisani, etc. Nie mogłam tego zrozumieć, jego zachowanie wydawało mi się zupełnie nie proporcjonalne do okoliczności.... Na wiadomości odpisywał kiedy tylko chciał, niektóre moje pytania bagatelizował, omijał szerokim łukiem. Czasami na znak od niego musiałam czekać godzinami.... Kilka dni temu czekałam na jakiś kontakt (milczenie przez cały dzień), więc korzystając z wolnego wieczoru spotkałam się z moją koleżanką, on zadzwonił po 22-ej z propozycją spotkania. Powiedziałam szczerze, że jestem u koleżanki, ponieważ nie odzywał się długo i nie wiedziałam czy się spotkamy. Uznał, że jestem niedojrzała i cyniczna. Powiedział, że od początku nim manipuluję (zupełnie nie rozumiem na jakiej podstawie tak twierdzi), że pokazałam swoim zachowaniem, że ważniejsza jest dla mnie koleżanka.... Próbując z nim na spokojnie porozmawiać wytłumaczyłam mu sprawę z własnej perspektywy, on jak zwykle kategorycznie uznał, że to nie ma sensu.... Ale sprawa o wiele ważniejsza rozegrała się między czasie, towarzyszyły mi obawy, że mogę być w ciąży. O ile jestem już na takim etapie, że dziecko nie stanowiłoby problemu, o tyle ... kiedy zaczęłam obserwować jego reakcje byłam przerażona. Bałam się strasznie. Chcąc wykluczyć prawdopodobieństwo ciąży umówiłam się na wizytę do lekarza.... Po pierwsze, on nie poszedł ze mną, ponieważ był w pracy. Po drugie, poprosił bym wysłała mu sms-a z informacją czy "tak czy nie".... Siedziałam sama w poczekalni i najbardziej na świecie bałam się tego, że mogę być w ciąży. żałowałam, że postąpiłam tak nierozsądnie, nierozważnie... Cała sytuacja skończyła się "dobrze", ale ona nawet do mnie nie zadzwonił po, nie zapytał co u mnie, jak się czuję... Potrzebowałam jego wsparcia. Potrzebowałam go. Wysłał do mnie jakąś niezobowiązująca wiadomość, w której polecił mi film na wieczór..... Opadły mi ręce... Następnego dnia zero odzewu z jego strony. Napisałam w końcu, że chciałabym wiedzieć na czym stoję, że jestem nieco zdezorientowana. Odpisał - zupełnie olewając moje pytanie - że u niego fantastycznie, że jest obecnie na nartach i odezwie się do mnie za kilka dni.... Myślałam, że złe złości i smutku eksploduję.... Zapytałam krótko dlaczego nie powiedział o wyjeździe, zupełnie się do tego nie odniósł, znów lekceważąc pytanie. W końcu wyskrobałam wiadomość, w której napisałam, że jego zachowanie jasno wskazuje na totalną obojętność i ignorancję i że sprawia mi wielką przykrość. Odpisał jedynie: "Znam większych ignorantów"..... Potrzebowałam się wygadać, czuję się "wykorzystana", potraktowana jak zabawka, która się znudziła i można ją odstawić. Dlaczego on mnie tak traktuje? Do szału doprowadza mnie jego ton, w którym słychać: "mam Cię w d***e...". Czy robi to z premedytacją? Czy on w ogóle liczy się z moimi emocjami?.... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że bardzo za nim tęsknie... Obiecywałam sobie, że nie napiszę, że mu nie odpiszę, ale nie potrafię.... Poradźcie coś.... Proszę!
  12. Poznałam go w trudnym dla mnie momencie, kiedy mój wcześniejszy związek dogorywał, był na wyczerpaniu (albo raczej w rocznej stagnacji). Był moim fizjoterapeutą, z którym ze względu na dolegliwości związane ze złamaniem spotykałam się regularnie na masaże i ćwiczenia. Spotkania z nim nie były tylko kojące dla ciała ale i dla ducha. Wprowadził pewną świeżość do mojego życia i dużo radości, o której zupełnie zapomniałam.... Nie śmiałam zainicjować spotkania pierwsza, trzymałam się mocno w ryzach, nie przesyłałam żadnych sygnałów. On sam zaproponował wyjście do kina, później na kawę... Zaczęliśmy się w miarę regularnie spotykać poza gabinetem. W końcu nasze rozmowy przy kawie okraszone zostały sporą dawką namiętności... Wylądowaliśmy w łóżku.... Ale nie był to dla mnie seks dla seksu czy mówiąc ogólnie dla czystej przyjemności. Było w nim dużo ciepła, oddania, emocji.... Pierwszy raz zupełnie "zawierzyłam się" mężczyźnie - jakkolwiek to brzmi, być może obdarzyłam go bezgranicznym zaufaniem. Miałam wrażenie, że było w tym sporo uczucia.... Później nasze spotkania przybrały tylko taki charakter. Wydawało mi się, że to względnie normalne. Tłumaczyłam to tzw. chemią między nami, i tak jak napisałam wcześniej, to nie był dla mnie zwykły akt seksualny, ale coś dużo bardziej ważnego... Zauważyłam jednak, że spotkania odbywają się tylko wtedy kiedy on ma czas (jasne, jego praca jest czasochłonna ale ja też dużo pracuję), kiedy ja przykładowo nie mogłam się z nim spotkać, robił wyrzuty, mówił mi przykre rzeczy, że to nie ma sensu, że widocznie nie jesteśmy sobie pisani, etc. Nie mogłam tego zrozumieć, jego zachowanie wydawało mi się zupełnie nie proporcjonalne do okoliczności.... Na wiadomości odpisywał kiedy tylko chciał, niektóre moje pytania bagatelizował, omijał szerokim łukiem. Czasami na znak od niego musiałam czekać godzinami.... Kilka dni temu czekałam na jakiś kontakt (milczenie przez cały dzień), więc korzystając z wolnego wieczoru spotkałam się z moją koleżanką, on zadzwonił po 22-ej z propozycją spotkania. Powiedziałam szczerze, że jestem u koleżanki, ponieważ nie odzywał się długo i nie wiedziałam czy się spotkamy. Uznał, że jestem niedojrzała i cyniczna. Powiedział, że od początku nim manipuluję (zupełnie nie rozumiem na jakiej podstawie tak twierdzi), że pokazałam swoim zachowaniem, że ważniejsza jest dla mnie koleżanka.... Próbując z nim na spokojnie porozmawiać wytłumaczyłam mu sprawę z własnej perspektywy, on jak zwykle kategorycznie uznał, że to nie ma sensu.... Ale sprawa o wiele ważniejsza rozegrała się między czasie, towarzyszyły mi obawy, że mogę być w ciąży. O ile jestem już na takim etapie, że dziecko nie stanowiłoby problemu, o tyle ... kiedy zaczęłam obserwować jego reakcje byłam przerażona. Bałam się strasznie. Chcąc wykluczyć prawdopodobieństwo ciąży umówiłam się na wizytę do lekarza.... Po pierwsze, on nie poszedł ze mną, ponieważ był w pracy. Po drugie, poprosił bym wysłała mu sms-a z informacją czy "tak czy nie".... Siedziałam sama w poczekalni i najbardziej na świecie bałam się tego, że mogę być w ciąży. żałowałam, że postąpiłam tak nierozsądnie, nierozważnie... Cała sytuacja skończyła się "dobrze", ale ona nawet do mnie nie zadzwonił po, nie zapytał co u mnie, jak się czuję... Potrzebowałam jego wsparcia. Potrzebowałam go. Wysłał do mnie jakąś niezobowiązująca wiadomość, w której polecił mi film na wieczór..... Opadły mi ręce... Następnego dnia zero odzewu z jego strony. Napisałam w końcu, że chciałabym wiedzieć na czym stoję, że jestem nieco zdezorientowana. Odpisał - zupełnie olewając moje pytanie - że u niego fantastycznie, że jest obecnie na nartach i odezwie się do mnie za kilka dni.... Myślałam, że złe złości i smutku eksploduję.... Zapytałam krótko dlaczego nie powiedział o wyjeździe, zupełnie się do tego nie odniósł, znów lekceważąc pytanie. W końcu wyskrobałam wiadomość, w której napisałam, że jego zachowanie jasno wskazuje na totalną obojętność i ignorancję i że sprawia mi wielką przykrość. Odpisał jedynie: "Znam większych ignorantów"..... Potrzebowałam się wygadać, czuję się "wykorzystana", potraktowana jak zabawka, która się znudziła i można ją odstawić. Dlaczego on mnie tak traktuje? Do szału doprowadza mnie jego ton, w którym słychać: "mam Cię w d***e...". Czy robi to z premedytacją? Czy on w ogóle liczy się z moimi emocjami?.... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że bardzo za nim tęsknie... Obiecywałam sobie, że nie napiszę, że mu nie odpiszę, ale nie potrafię.... Poradźcie coś.... Proszę!
×