Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Aneta185

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. Witajcie! Ze swoim chłopakiem jestem już od ponad roku. Chodzimy razem do tej samej szkoły i klasy, więc codziennie się widujemy. Znamy się bardzo dobrze, codziennie razem rozmawiamy, wiemy o sobie wszystko i dobrze się czujemy w swoim towarzystwie. Jemu, tak samo jak mnie, bardzo zależy na tym związku. Niestety, jest pewien problem, a właściwie problemy przez które cały czas nie wiem, czy jest sens dalej to ciągnąć. On ma bardzo trudną sytuacje w domu. Matka się znęca nad nim psychicznie, wykorzystuje go we wszystkim, a on nie ma prawa głosu. Mieszka z nią i siostra w jednym pokoju, nie ma chwili dla siebie, bardzo trudno jest mu się skupić na nauce w domu. Ogólnie tragedia. NIe może się wyprowadzić, bo jeszcze nie ma ukończonych 18 lat. Ja natomiast mam zupełnie inaczej, mam dom, pełną rodzine (on nie ma taty), jego siostra z drugiego małżeństwa jego matki (równiez zakończone). Próbuję go zrozumieć, wspieram ile mogę, jednak nie wiem, czy mam w sobie na tyle empatii i wyrozumiałosci. Jestem młoda, niedawno ukończyłam 18 lat i jego problemy rodzinne bardzo oddziałują na nasz związek. On musi się zawsze pytań mamy, czy może gdzieś wyjść, a on się stara żeby do mnie przyjsc i jej usługuje. Sprawa jest naprawde bardzo skomplikowana. Na dodatek on mnie zaczyna kontrolowac zupełnie tak, jak matka jego. Zakazuje mi ubierać krótszych spódniczek niż do kolan, o dekoltach nie ma mowy, nie moge mieć tez obcisłych spodni bez dłuższej koszulki. Nie moge wchodzić np. na portale społecznościowe (instagram), pić bez niego alkoholu (nawet z kolezankami). Ogólnie nigdzie nie moge bez niego iść tam, gdzie sa chłopcy, co jest uciążliwe, bo jego matkę trudno namówić na wspólne wyjście, a czasami zmienia zdanie w ostatniej chwili i nigdy nie wiadomo, czy będzie mógł iśc czy nie. Sama się wszystko na to zgodziłam, jednak on sam mówi "gdybyś się nie zgodziła, ja bym miał na ten związek wyj****e"... Też czasami mam wrażenie, że on nie docenia tego wszystkiego. On traktuje to tak, że jest to mój obowiązek to rozumieć, wgl nie jest wdzięczny, co jest przykre, bo wymaga to ode mnie wiele wysiłku. Czy to jest normalne, jak on sie zachowuje? Nie wiem czy to zniosę...
×