Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Anonimowaxx12

Zarejestrowani
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnio

    Nigdy

Reputacja

0 Neutral
  1. Dziewczyny moje starania poszły na nim.. Wyddaje mi sie ze nawet dobrze ze tak sie stalo.. Po prostu nie bylo sensu tkwic w tak chorej relacji.. Nie kochalam go a gdy odszedl pojawila sie zwyczajna pustka, po tym jak wczesniej byl on i byly obietnice ;) Dzięki za wypowiedzi
  2. Anonimowaxx12

    Tęsknię za nim

    W rzeczywistości brakuje ci po prostu poczucia że on Ciebie chcę. Wcześniej wydawało Ci się że masz kontrolę nad sytuacją i że to ty w każdej chwili możesz na nim polegać. Wierzyłaś w jego słowa oraz intencje. Nie doceniałaś go bo myślałaś że już zawsze będzie się o Ciebie starał. Tylko, że jeżeli ktoś stara się wystarczająco dług a to nie przynosi skutków to wreszcie się poddaje. Powiem Ci jedno. Nie stworzyłabyś z nim szczęsliwego związku. Męczyłabyś się z uczuciami a zarowno z ich okazywaniem. Po prostu przyjęłas jego adorację, wystarczała ci sama świadomość, że on ciebie chce. W rzeczywistosci chcialas zeby zawsze byl przy tobie, takie kolo zapasowe, a teraz gdy to on sie nie stara zaczynasz zauwazac jego zalety bo stał sie dla ciebie nieosiągalny a wczesniej mialas go na wyciagniecie reki. Odpusc sobie, nie ma sensu tkwic w chorej relacji.. Jestem od ciebie sporo mlodsza.. niedawno przezylam cos podobnego.. Pozdrawiam
  3. Jeżeli chodzi o sam fakt tego, ze jakiejś osoby już w naszym życiu nie ma/nie będzie, jest nieunikniony. Ludzie z wielu powodów tracą chęci, zainteresowania, siłę etc. Nie mamy wpływu na to, że ktoś postanawia odejść. Oczywiście są czynniki, które umożliwiają ewentualny powrót do osoby na której nam naprawdę zależy tylko należy wziać pod uwagę fakt, że jeżeli osoba ktora odchodzi, nie beirze juz pod uwagę naszych argumentow, po prostu nalezy pogodzic sie ze stratą. Jest to bardziej korzystne niż 'czekanie' aż ta osoba wróci. Życie nadzieją że osoba ta wróci jest bezcelowa. Nalezy dac sobie czas by zaakceptowac pewne fakty oraz sytuację a z pewnoscia czas wyleczy rany ;)
  4. Hej Mój problem to głównie relacje z drugą osobą. Zacznę więc od początku. Parę lat temu pewien chłopak był mną zainteresowany. Nigdy nie brałam go pod uwagę. Wkoncu rok wstecz zdecydowalam ze nic mi nie szkodzi się z nim spotkać. Po jednym spotkaniu już miałam go dość. Wiedziałam ze jest fajny Ale nie mogłam na niego spojrzeć pod kątem czegoś więcej. Nie chcąc go dłużej ranić postanowiłam urwać kontakt. Było mi go niesamowicie żal kiedy starał się i nie wiedział co jest nie tak. Później mu przeszło i tak nie miałam z nim kontaktu rok. Widywalismy się sporadycznie na mieście ale jego widok nie robił na mnie większego wrażenie. Wreszcie w tym roku po tylu porażkach z chłopakami, uświadomiłam sobie ze straciłam dosłowny ideał. Każdy wcześniejszy zainteresowany mną chłopak był po prostu głupi, chamski lub też patrzył na wygląd tylko i wyłącznie. Po prostu idioci. Postanowiłam się do niego odezwać. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie ze straciłam fajnego chłopaka. Napisałam do niego pełna obaw Ale wcale nie było źle. Tego samego dnia wyszliśmy na spacer. Widac bylo ze do końca mu nie przeszło. Tak spotykaliśmy się wciąż. Nadal jednak coś mi w nim nie grało. Gdy pisal czy się spotkamy byłam przygnebiona i nie miałam na to ochoty Ale gdy już wyszliśmy, było okej. Moje nastawienie do niego było jakieś dziwne. Zupełnie tak jakbym chciała mieć po prostu świadomość ze on jest w moim życiu. Często pisał ze myśli o mnie coraz więcej. Ciągle chciał się spotkać. Trzymał mnie za ręce. Zapomniałam wspomnieć ze gdy zaczęliśmy spotykać się w tym roku to był jakiś inny. W poprzednich latach był to spokojny i raczej rozsądny chłopak. W tym roku jego głównym motto są używki. Wpadł w złe towarzystwo i szczerze powiedziawszy wciąż traktuje wszystko tak jakby sie mu należało. Dobra wracając do naszych relacji. Po czasie zaczął myśleć o nas poważniej. Miał zrezygnować z pewnych nawyków, tak gwarantował. Po długich namyslach (na odpowiedź czy zgodzę się na coś więcej czekał około 1,5 miesiąca) . Starał się wtedy bardzo. Często się widzieliśmy, był miły. Często mnie jednak oklamywal. Potajemnie korzystał z używek a później rzucał pustymi slowkami "przepraszam". Od początku nie byłam wobec niego jakaś wylewna. Nie okazywalam mu tak uczuć. Chyba w ogóle go nie kochałam (Ale zależało mi na nim). Zgodzilam się się ten związek pod presją bo pod koniec zaczął mowic ze jeżeli nie związek to przyjaźń odpada bo on myślał o nas w inny sposób. Tak więc wyszło to ze byłam z nim. Szczerze to meczylam sie w tej relacji. Przeciagalam to na siłę. Dziwne to do określenia. Po prostu Nie chciałam go stracić. Wszystko było dobrze do czasu gdy nie wyjechalam z rodziną nad morze. Przyznam też ze w późniejszym czasie wciąż nalegal na calowanie a ja nie chcialam sie z nim calowac poniewaz tak jak wspomnialam, nie bylam pewna swoich uczuc.. poza tym pozniej towarzyszyly mi odczucia jakby byl ze mna tylko ze wzgledu na to by sie calowac. Później wciąż chciał chodzić do jego domu, wiedziałam ze chciał się tam całować dlatego się nie zgadzalam. On wtedy sie obrażał i był na mnie zły.Dzień przed moim wyjazdem wszystko było wporzadku. Spotkaliśmy się normalnie. Podczas wyjazdu ciągle do mnie pisal. Pisał ze kocha, i nic nie wskazywało na to ze coś jest nie tak.. chciał nawet bym wróciła szybciej, twierdził ze bardzo tęskni. Po moim powrocie wszystko zaczęło się walić. Niestety.. chciał abym wróciła prędzej A spotkalismy się dopiero kilka dni po moim powrocie. To spotkanie nie było zbyt miłe. Było jakieś takie.. byłam dla niego taka niedostępna. Chciał iść do niego i szczególnie sie przy tym upieral A ja Nie chciałam bo wiedzialam jaki w tym jego zamiar. Chciał więc iść na takie ławki w takim spokojnym miejscu. Też nie chcialam. Zaczął być wredny.. za wszelką cene chciał abyśmy poszli do niego. Później chcial mnie chwycić za rękę Ale ja odsunelam swoją dłoń bo byliśmy na ulicy. Nie wstydzę sie go ani nic Ale to jeden z poważniejszych związków i Nie lubie się jak narazie tak okazywać tym bardziej że jesteśmy tylko nastolatkami. Później on zaczął mówić o swojej byłej. Powiedział ze była nienormalna Ale chociaż bardziej rozmowna. Później zaczął mi wytykać ze z nim nie rozmawiam i dlatego nie wychodzi ze mną często. Wkurzylam się i do końca drogi się do niego nie odezwalam. Gdy weszłam do domu zobaczyłam wiadomość z pretensjami ze z nim nie rozmawiam itd. Upierał się ze koniecznie musimy siedzieć w domu.. Ja argumentowalam ze warto iść na spacer niż siedzieć w domu.. trochę się poklocilismy.. Później napisał czy jestem jeszcze zła na niego. Ja na ze zła to może nie Ale chyba do siebie nie pasujemy. On zaczął być chamski Ale zapytał czy rozstaniemy się w zgodzie. Ja oczywiście nie chcialam się rozstawac. Myślałam ze tę słowa po prostu na niego podzialaja. Zaczalam pisać mu litanie aż wkoncu napisał ze możemy się spotkać. Mówił ze już wychodzi, przyciągał to itd aż wkoncu nie przyszedł. Kolejna litania i pytanie czemu nie przyszedł. Rano weszłam na fb i zobaczyłam długą wiadomość od niego. Było w niej zawarte ze nie przyszedł bo nie wiedział co ma mi powiedzieć. Że to przemyślał i zrozumiał ze chce być ze mną. Że wszystko się zmieni jeśli dam mu drugą szanse. Zaproponował także spotkanie. Czekałam na niego A od zwyczajnie nie przyszedł. Znów. A spotkalam go z kolegami cpunami. Podszedl do mnie i spytal czy spotkamy sie na drugi dzien. Zgodzilam sie.. znow nie przyszedl..Myślałam ze mnie zwodzi i napisałam ze albo teraz albo wcale. Gdyby zależało mu na tym czy dam mu drugą szanse, przyszedlby. A on poszedł do swoich kolegów cpunow. Chwilę się patrzyli po czym przyszli ławkę obok i zaczął mówić o swojej byłej. O ile pamiętam to znów zrobiłam Mu litanie Ale w żadnej z nich go nie wyzywalam ani nic tylko bardziej uswiadamialam. Po czasie postanowiłam wziąć całą winę na siebie i jak głupia zaczęłam go przepraszać A on tylko przytakiwal ze mam winę i obrócił kota ogonem. Powiedział ze mu nie zależy i ze nie pasujemy do siebie i ze nie wrócimy do siebie. Byłam tym lekko zdziwiona bo to on od początku wykazywal zainteresowanie i zaangażowanie. A tak nagle stałam się jemu obojętna. Później pisał z moją kuzynka. Napisał ze on nie chce do mnie wracać bo już pisze z inna i ze nie jest odpowiednim chłopakiem. Napisał ze po czasie mu się odwidzialo i ze to też przez moje podejście. Później napisal jej ze sam nie wie czy chce czy nie. Później zdecydowal ze jednak nie i bez żadnego przywitania napisał do mnie ze do siebie nie wrócimy. Ostatnio dowiedziałam się o nim kilku rzeczy. Pierwsza z nich: w czasie gdy spotykał się ze mną, trzymał za ręce, gadał ze o mnie myśli miał dziewczynę z która ciągle się tylko całował. Później pytał mnie o związek Ale wciąż z nią był. Później zerwał z nią Ale nadal nie dałam mu odpowiedzi więc chciał do niej wrócić. Wkoncu zaszantazowal mnie mówiąc ze jeżeli nie związek to urywamy kontakt. Tak więc byłam z nim a on ciągle dążył do tego żeby się całować. Po naszym zerwaniu wrócił do używek tak jakby mu tego brakowało. Na ulicy raczej nie mówi mi cześć. Napisał mojej kuzynce ze jeżeli do niego napiszę to mi odpisze. Od jakiegoś czasu jest zablokowany na całym moim fb. Chciałam już o nim zapomnieć. Dowiedziałam się ze kręci się w okolicy mojego domu A nigdy tędy nie chodził. To mnie zastanawia. Trzy dni temu ponoć przechodził tędy i parę razy się obracal patrząc w moje drzwi. Zależy mi na nim Ale wiem ze już nie warto. Chciałabym wiedzieć co o tym sądzicie i czy warto to jeszcze jakoś naprawić. Zakładam ze jedno spotkanie i znów by mu wróciło tylko on wciąż spotkań unikał. Mam wrażenie ze potraktował mnie tak jak wtedy tą swoją byłą tyle ze ja o niej nic Nie wiedzialam! Wszyscy mówią ze to głupek i żebym o nim zapomniała bo mogę mieć kogoś lepszego pod każdym względem. Ale mówią też ze nie zaszkodzi spróbować napisać. Minął miesiąc od czasu gdy nie mamy kontaktu. W ogóle to mam wrażenie ze ktoś miał w tym wkład np ci jego koledzy. Dzięki tym którzy przeczytali
×