Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

awaria

Zarejestrowani
  • Zawartość

    154
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

9 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Mysle, ze on sie nie zastanawia, co sie z Toba psychicznie dzieje. Chopy tak raczej nie rozkminiaja, a ten nie wyglada na mistrza refleksji, skoro sygnalizowalas mu nie raz brak aprobaty, a on swoje... Ale ze zdaniem, ze to sie samo z siebie nie rozejdzie po kosciach i jedyny ratunek to zmiana pracy trudno sie nie zgodzic. Szczegolnie przez to siedzenie w jednym pokoju (sam na sam, czy inni sa?) Moglabys naskarzyc do szefostwa, ze sie do Ciebie podwala, ale to nie takie proste, bo on jest po prostu nadmiernie sympatyczny, nie robi rzeczy niestosownych (z tego, co rozumiem). Szkoda przez takie cos rezygnowac z fajnej, ulezanej pracy, no ale znowu siedziec w tym tez nieciekawie... Szczerze wspolczuje i zycze Ci jakiegos korzystnego rozwiazania
  2. Wtedy mnie więcej naszłam na ten temat, gdy pisałaś Lola, że wybudzasz się z fazy 1 do fazy 2. I czy da się po takim odlocie przywrócić czułość i radość bycia z m. Patrząc po sobie, przekonywałam Cię że tak, tylko trzeba czasu, bo jak się ma w głowie oszołom do k. to praktyczność i logika nie działają. No ale warunek, że ten m. jest fajnym przyjacielem i dopasowanym partnerem od życia, bo jak jest jakiś mniej przyjemny, to chyba nie ma na co liczyć... W ostatniej fazie przywiązania do k., gdy już się chciałam odwiązać, życzyłam mu szczerze, żeby sobie kogoś znalazł. Podczas gdy w fazie zauroczenia k. to prawie myślałam, że dobrze by było, gdyby m. kogoś znalazł i ja miała "wolność". Co za szczęście, że to się nie spełniło...
  3. To się wydaje niemożliwe, ale tak chyba niestety właśnie jest... Z drugiej strony, kto by chciał siłą trzymać jak w wiezieniu drugą osobę wiedząc, że ona już nie jest w sumie jego (po wyjawieniu romansu i uczuć do kogoś innego)? Bo Twój mąż, z tego co rozumiem, nie chce w tej chwili dać Ci odejść, ponieważ myśli, że jest kryzys, czy raczej Ty masz kryzys i jest jeszcze co naprawiać lub przeczekać. Lecz gdyby się dowiedział?...
  4. LimBoska, rozumiem, że z tym teoretyzowaniem psychologicznym to pijesz do mnie. Więc napiszę Ci dwie rzeczy (no, może cztery): 1. Jeżeli Cię tu kiedykolwiek "mierzyłam", to bynajmniej nie własną miarą, ale podług tego, co sama o sobie napisałaś. Choć z reguły unikam odnoszenia się imiennie, piszę ogólnie, podczas gdy Ty: 2. Bierzesz co niektóre moje ogólnikowe gadki-szmatki do siebie i nie podoba Ci się taka wersja, więc odpierasz je mocą piąstkującej petardy i krzyczysz na mnie, żebym się odwaliła, bo nie mam racji i mierzę własną miarą. 3. Napisałaś niedawno, że lubisz siebie, więc zastanów się, czy pozwoliłabyś osobie, którą lubisz tkwić w relacji, która czyni z niej rozhisteryzowany kłębek nerwów, co tydzień szantażujący faceta zrywaniem, błagając by pisał do niej smsy. Nie wiedząc nawet dlaczego to wszystko i zwalając taką kolej rzeczy na szatańską moc i podłość swej natury. 4. Uwierz, że piszę to do Ciebie wyłącznie z sympatii i już nie będę, skoro nie chcesz. Dbaj o siebie
  5. Ale zwierzęta nie są przecież złe z natury, ani ludzie. Chęć przetrwania, to wiadomo, ale nie jest to chyba równoznaczne ze złem i podłością... Co do sytuacji w której się znalazł, to wiadomo, nie robił tego naumyślnie, ani świadomie. Jeszcze istnieje ewentualność, że stało się to przez przypadek, choć niektórzy twierdzą, że nie ma przypadków. Sama się często zastanawiam, jak to jest z tymi przypadkami. Tzn. w naturze wszystko jest kwestią przypadków, które się jakoś na przestrzeni wieczności uleżały we (w miarę) zdatną całość, ale czy to co robimy i czego stajemy się udziałem, czy to jest przypadkowe? Tu myślę, że raczej nie, ale z powodu jakiś uwarunkowań psychicznych, które nie ją bynajmniej jasne jak słońce...
  6. Nie, no jak nie to nie, spoko Może znalazłaś taką spokojną emocjonalnie, a przyjemną rozrywkowo, znajomość, co wpłynie pozytywnie na radość życia. Że romans nie rozwala psychiki owocując emocjonalnym miotaniem się, tylko jest dodatkowym elementem życia dającym przyjemność, jak np. ma Tfc.
  7. Jakby słowa kogoś bardzo zranionego. Ale też k. dostał od losu. Pamiętam kiedyś dawno ktoś tu pisał (jakiś anonimowy gość), że Twój k., by odegrać się za zdradę żony i odzyskać kontrolę, ma Ciebie. Nie pamiętam dokładnie co tam jeszcze było, ale idąc za schematem podświadomych działań, to ma niejako sens. Bo tak na zewnątrz, to wiadomo, spodobałaś mu się, zakochał się, nie że kalkulował by teraz sam zabrać jakiemuś chłopu jego babę. no i potem jeszcze dostał na deser od Ciebie porażkę, że nie chcesz odejść od m.
  8. ... To już w ogóle straszne rzeczy, co nie? Na odcisk komuś nadeptywać i jeszcze się tym chełpić
  9. Ja nic nikomu nie każę, gadam tylko jakieś ogólne rzeczy, do których pojęcia jakoś tam doszłam, jakby to miało komu miało coś pomóc. Luźne przemyślenia na luźne zastanawiania tu piszących. Na siłę, to jedynie chciałabym przekonać ludzi do szacunku dla dzieci, bo jego brak rujnuję psychikę na dorosłość, może nie do naprawienia ... A jeśli robię to nader gorliwie, to chyba przez to, że prowadzę raczej pustelniczy tryb życia i nie mam z kim pogadać na babsko-romantyczne tematy, to produkuję się na siłę na forum, co mi wpadło pod rękę bliskością tematu... A ile razy mówię sobie, strata czasu, strata czasu, ić lepiej coś poczytać albo posprzątać ogródek
  10. A co do "szatańskiej siły", to nie ma co zwalać na jakiegoś wymyślonego na ludzki obraz i podobieństwo szatana, tylko poszukać przyczyn w naturze, tak fizycznej, jak psychicznej, które są z sobą powiązane oczywiście, ale nie takie to łatwe do rozgryzienia i nie ma jednego dobrego rozwiązania dla wszystkich. Ale szukać zawsze warto. Nie jesteśmy źli i podli. Złe lub podłe są czyny, jeśli czynią krzywdę. Jeśli jest w człowieku coś, co pcha go do podłych czynów, trzeba znaleźć tego przyczynę. Chyba, że nie chce się zrozumieć, dlaczego wbrew sobie/logice robimy coś krzywdzącego/złego/podłego. Lub co nas pcha do masochizmu krzywdzenia samego siebie postępowaniem, które sami nazywamy złym i podłym. Sami. Nie, że to czyjaś opinia...
  11. A ja nadal uważam i zawsze będę, że to jest brak szacunku względem dzieci. Zresztą w ogóle przyprowadzanie k. do domu rodzinnego (a on takie sprawy z natury rzeczy wyklucza,) jest jeszcze dokładaniem (do już istniejącej zdrady) poniżenia i braku szacunku dla dzieci i współmałżonka. Tak by mi sumienie mówiło. W końcu do moje chucie i mogę sobie iść z nimi do hotelu. Nie przekonam Cię do tego, wiem. Każdy ma prawo to swoich opinii i tworzenia swoim dzieciom takiego klimatu, jaki sam zadecyduje.
  12. Nazywają zakochaniem, bo to zakochanie. Nie mylić z miłością, bo miłość to już zakłada bezinteresowność i poświęcenie. A "ta szatańska siła" to pożądanie i zapatrzenie. Plus radość z pożądania i zapatrzenia z ich strony. Ale jak już się ta siła zalęgnie, to żaden rozum nie ma racji bytu i jest sytuacja "muszę bo się uduszę" Że powtórzę piękne słowa mojego byłego: "zatrucie erotyczne".
  13. Limboska, jeżeli to co piszę nie odnosi się do Ciebie, to po prostu nie bierz tego do siebie. Bo jeżeli bierzesz, to można tylko podejrzewać, że podświadomie coś jest na rzeczy Ja pisałam o sobie i o tym, jak mniej więcej działają pewne schematy, ogólnie. Piszę na podstawie obserwacji siebie i innych, a także tony czytania na te tematy przeryłam. Potrzeba dowartościowania i "doakceptowania" nie jest koniecznie świadomą potrzebą. A właśnie radość z tego, że tak cieszymy się, jak np. działamy na mężczyzn (bo broń boże, żeby na nich nie działać! to by dopiero była tragedia żyć bez ich podziwu, atencji i ślinienia się na nasze wdzięki!) to znaczy, że potrzeba nam tego dowartościowania przez nich. To nie jest też jakaś życiowa tragedia, a raczej normalna, zwyczajna sprawa, tylko czasem może się wymknąć spod kontroli...
  14. Chodzi o to, że "dzieciom nic do tego", w sensie, że romans się "niby" nie odbija na całokształcie sytuacji rodzinnej, ich traktowaniu, odczuciach, a jednak się odbija. Na zaniedbaniu szacunku do dzieci też, burczeniem na nie, bo k. nie oddał należytej atencji, o tym mowa. Nie wiem po co bawisz się Lola w te dosłowności akurat o orgazmach, tym bardziej że Libmoska wyraźnie oświadczyła, że to nie sam seks, po czym temu jakby zaprzeczyła, ale już nie będę się czepiać ...
  15. A jak Ty proponowałaś m. jakieś wyjścia, wyjazdy, to też nie chciał? Czy tylko przestał od siebie proponować?
×