Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Teksas77

Zarejestrowani
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. hmm... Zastanawiacie się jaki jestem, z pewnością nie idealny, każdego dnia uczymy się życia. Stąd też mój wpis tutaj, bo nie uważam się za osobę wszystko wiedzącą... Jaki jestem ?Życie mocno mnie doświadczyło, córka miała 9 lat gdy zostaliśmy sami... :( świat zawalił mi się na głowę, sam w pojedynkę bez wsparcia zakasałem rękawy i zacząłem ogarniać dom, pracę, wychowywanie córki, nie stoczyłem się, nie szlajałem z kolegami... Czy mam wady? Jak każda/y z nas, daję od siebie bardzo dużo i oczekuję że chociaż trochę wróci do mnie... Jaki byłem we wspomnianym związku ? nieproszony pomagałem jej rodzinie, w nocy wstawałem do jej syna, jeździliśmy razem do lekarzy, po pracy jechałem prosto do domu, w weekendy szykowałem śniadania i kolacje, każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, aktywnie spędzałem czas z jej synem : zabawy, wygłupy, nauka jazdy rowerem, gry itp Moja definicja związku: starać się żeby życie we dwójkę było chociaż trochę przyjemniejsze niż samemu. Przywoływać uśmiech na ukochanej twarzy, nawet jeśli potrzeba do tego czegoś tak prostego jak zaparzenie herbaty, zrobienia śniadania czy kanapki na drogę, bo najbardziej liczą się wszystkie te maleńkie rzeczy, które robimy dla tych, których kochamy… Jestem dziwny, bo lubię szczerość, nigdy nie łamie danego słowa. Zaufanie to dla mnie wartość nadrzędna. Idę przez życie określoną drogą. Nie lawiruję, bo uważam, że jakakolwiek rzecz oparta na kłamstwie nie jest w stanie doprowadzić do pozytywnego finału. W życiu, a raczej w związku chciałbym kilku banalnych rzeczy: miłego smsa w ciągu dnia, ciepłej herbaty gdy zachoruję. W nocy przytulenia się i że partnerka z ufnością przy mnie zaśnie… a rano da buziaka przed ciężkim dniem mówiąc dasz radę...
  2. nie, nie miweszka u mnie, ode mnie wyprowadzila sie w grudniu, pozniej zamieszkala z tym kimś, i obecnie wyprowadza się od niego - szuka mieszkania
  3. A ciotkę grzecznie wyprosiłem z domu w trybie natychmiastowym , tuż po powrocie ze szpitala, najpierw paliła głupa że nic złego nie mówiła, nie mieszała a jak wygarnąłem konkrety przeszła do ataku na mnie :D k...a co za perfidna baba... to moja rodzina ale nie chcę jej widzieć, z buciorami wejść w czyjeś życie... masaaaakra
  4. koncentruję się na jej nieobecności w szpitalu bo to był finał naszych złych relacji, dobre też były, nawet bardzo dobre.Nie roztrząsam tylko chcę poznać opinię osób postronnych, nikt nie jest idealny, być może robię coś źle :-/ Obecnie szuka mieszkania i che się od niego wyprowadzić , na dzień dzisiejszy nie utrzymuję jej ani dziecka i ona tego nie oczekuje. Pracuje dorywczo, finansowo daje sobie radę. Jej syna traktowałem jak swoje dziecko, w innym przypadku nie zdecydował bym się na związek. Pracowałem organizowałem urlop, ogarniałem działkę na którą wyjeżdżaliśmy, dużo pomagałem jej rodzicom, co mnie jeszcze zabolało to sytuacja gdy jej mama bardzo ją krytykowała wstawiłem się za partnerką, wtedy krytyka przelała się na mnie, Partnerka nie zrobiła nic " po co . Przestanie a jak nie przestanie to powiem jej jak tam pojadę"
  5. tak jak pisałem : swoją nieobecnosć w szpitalu tłumaczyła tym że tego dnia wracała o 20 od lekarza ze swoim synem, tym że Ciotka strasznie nagadywała na mnie, tym że skoro dzień wcześniej ustaliliśmy że wyprowadza się to nei chciała przyjeżdżać bo "inni mówili by że przyjechała do szpitala żeby utrzymać dach nad głową. Dla mnie dziwne tłumaczenie : jesteśmy dla siebie a nie innych, a nawet jeśli ustaliliśmy że wyprowadza się to mimo wszystko jeszcze była w mieszkaniu i mogła pokazać że martwi się, że to jaki byłem dla nich nie pozostanie bez echa i wykaże troskę :(
  6. 8 lat temu poznalismy sie, zamieszkalismy, po rozstaniu wyszla za mąż i dziecko. Jeśli chodzi o ciotkę to skłóca wszystkich ze wszystkimi , nawet jej syn nie chce jej widzieć , bo niewiele brakowało a rozwaliła by jego małżeństwo - ten sam schemat : przyjeżdżała na urlop i przeglądanie szafek, wytykanie jak to brudno, buntowanie syna na synową, dzieci na rodziców itp Zawsze znajdzie się taka okropna wścibska osoba, ja zrobiłem błąd wpuszczajac ją pod swój dach :( Niemniej uważam że moja partnerka powinna iść za mną, nie zgodzić się z ciotką, sprzeciwić, tym bardziej że mówiłem : A..a jesteś u siebie, ciotka jest gościem, najpierw Tobie ma być dobrze, jeśli ciotka wchodzi Ci na głowę to odezwij się, a jeśli nie masz odwagi powiedz mi ja to zrobię.
  7. "Jakaś ciotka" to siostra mojego taty. Przyjechała do PL na 3 tyg urlop - normalna sytuacja , nienormalna że zaczęła ingerować w nasze relacje " bo wie lepiej"
  8. Mam 42 L dziecko 21 L, żona zmarła 12 lat temu , obecna partnerka 31 L dziecko 5 L , po rozwodzie . Poznaliśmy się 8 lat temu, zamieszkaliśmy razem, ale nie dogadywaliśmy się wzięliśmy winę po połowie i rozstaliśmy, nasze drogi ponownie zeszły się 2 lata temu , ponownie zamieszkaliśmy razem . Na początku było super, po ok. 4 miesiącach pojawiły się pierwsze spory „nie będę gotowała , nie będę w domu jak wracasz bo chcę wyjść z dzieckiem ( chciałem wychodzić z nimi, mówiła że za późno wracam z pracy ) święta chciała spędzać u swojej mamy, notoryczne „spowiadanie się „ mamie z tego co się dzieje u nas, jedziemy 3h autem i potrafi nie odezwać się całą drogę zajęta telefonem, czasem służbowo wyjeżdżam w długą drogę ani razu nie zrobiła kanapki, herbaty przed moim wyjściem. Ja pracowałem , partnerka była w domu, odprowadzała dziecko do przecz kola, ogarniała dom, za co obrywałem wielokrotnie że musi to robić . z czasem konflikty były coraz częstsze, nawet o bzdury, mi zależało na wspólnym spędzaniu czasu a partnerce na wychodzeniu z domu i tym żebym więcej robił w domu ( robiłem dużo, priorytetem była rodzina, dom, miałem bardzo dobry kontakt z synem partnerki, koledzy gdzieś daleko, ) kłótnie były na każdym kroku, nie wytrzymywałem, ciśnienie niesamowite, wieczorem przepraszała a następnego dnia to samo , później nie dawałem wiary że przestanie ciągle mnie opierniczać i nie godziliśmy się wieczorem, dopiero kolejnego dnia złe emocje opadały. Przyjechała na 3 tyg moja ciotka która zaczęła nas skłócać, mnie buntując na partnerkę i jej na mnie , także moją córkę na partnerkę, w efekcie po 2 tyg była b.zła atmosfera w domu. Kolejna awantura o zupełną bzdurę i ponownie po niej poszła spać do pokoju 5 latka, tydzień nie odzywania się, po tym czasie poprosiłem o rozmowę, stwierdziła że nie dogadujemy się i na dniach wyprowadza się, Na następny dzień poszedłem do pracy i po południu pogotowie zabrało mnie do szpitala, przyjechała moja córka, partnerka nie, mówiąc że nie ma co zrobić z dzieckiem i inne powody żeby się nie pojawić. Później okazało się że byłą nieustannie wrogo nastawiana przez moją ciotkę. Wyprowadziła się w trakcie mojego pobytu w szpitalu-nie przyszła ani razu, moja córka baaardzo dobitnie wyraziła jaką ma opinię o takiej partnerce, więc miała wytłumaczenie czemu nie przyszła do szpitala – ciotka mówiła jaki jestem okropny, a córka wrogo nastawiona ( w tym samym roku dostała od córki kwiaty na dzień mamy, nasze dzieci miały bardzo dobry kontakt, było wiele pozytywnych chwil, zero tych złych ) Po wyprowadzce bardzo szybko zamieszkałą z innym facetem. Mieszkali razem 3 miesiące, jest w trakcie poszukiwania mieszkania, rozstają się. Kilka dni temu spotkaliśmy się żeby porozmawiać. Partnerka stwierdziła że nie żałuje że nie przyszła do szpitala, że jakby zaistniała ponownie taka sytuacja to postąpiła by identycznie, argumenty : „kłóciliśmy się, inni by mówili że przyszłam bo zależy mi na dachu nad głową, bo ciotka mówiła jaki masz negatywny stosunek do mnie, bo Twoje dziecko bardzo źle zachowało się wyzywając mnie od interesownych” itp. Moje zdanie jest takie : to było pogotowie, szpital, , to co słyszała od ciotki było tylko od niej, nikt nie potwierdzał rzekomego mojego wrogiego nastawienia do partnerki, udowodniłem że ciotka kłamała ( ciotka skłócała bo nie miałem dla niej czasu gdyż zająłem się założoną rodziną) , uważam że jeśli słyszała cokolwiek złego na mój temat to powinna stanąć w mojej obronie „ to nieprawda, on taki nie jest” i ewentualnie wyjaśnić to ze mną na osobności. Idealny nie jestem, jak mnie nerwy łapały o kolejne bezsensowne awantury to nie mogłem ochłonąć od razu, tylko następnego dnia. Partnerka też w trakcie sporów szła spać do swojego dziecka :( Wiem że to skromny skrót naszych relacji, ale proszę oceńcie , kto popełniał błędy
×