Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Dalka

Zarejestrowani
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral
  1. Mój problem może wydać się niektórym błahy ale mnie doprowadza do pasji… Otóż rok temu wzięłam ślub. Z mężczyzną, z którym jest mi dobrze, którego kocham. Jego rodzina jest miła, oddana, pomocna i wspierająca… Teściowie pomogli nam finansowo kiedy organizowaliśmy wesele, pomagają także przy remoncie nowego mieszkania. Nie bardzo się wtrącają do naszego życia, raczej sugerują, nie dzwonią co drugi dzień. Widujemy się raz na jakiś czas, bo mieszkają 100 km od nas. Ogółem sielanka. Jest jednak jedna kłopotliwa dla mnie sytuacja, którą chciałabym zażegnać raz na zawsze ale nie mam pomysłu jak. Kiedy spotykamy się u teściów, mąż zazwyczaj sięga z ojcem i bratem (który też z nimi mieszka) po mocniejsze trunki. Jednym słowem piją. Ja zwykle preferuję wino (albo wcale nie piję). Ostatnim razem, w trakcie takiego wieczoru, szwagier który uzupełniał wszystkim szklanki, pominął mnie chyba dwukrotnie i mój kieliszek dłuższy czas stał pusty. Wkrótce potem uzupełnił go ponownie mąż. W połowie drugiej lampki (na której nie planowałam poprzestać tego wieczoru) teściowa zapytała mnie czy podwiozę ją, babcię i ojca na siódmą do kościoła. Tutaj zaznaczę, że 7 w niedzielę to dla mnie pogańska pora, zwykle wstaję później, bo weekend to jedyny czas kiedy mogę odpocząć po całym tygodniu wstawania o 5. Zapytałam czy późniejsza pora wchodzi w grę, wskazując na kieliszek, na co teściowa odpowiedziała uprzejmie, że może być 9. Chociaż nie takiej odpowiedzi oczekiwałam, szybko oceniłam sytuację: zrobiło mi się żal teściowej (która nie ma prawa jazdy ale jest zawsze bez zarzutu), babci (która do kościoła sama nie pójdzie bo ma chorą nogę) i teścia (który pije rzadko i pomaga nam ochoczo w remoncie). No i odpuściłam sobie to dalsze wino, wstałam rano i zawiozłam. Szkopuł w tym, że taka sytuacja powtarza się za każdym razem, kiedy jesteśmy u teściów. Zawsze jestem pierwszą osobą, którą biorą pod uwagę i za pewnik. Przedostatnim razem, około 21, kuzyn zadzwonił do szwagra z pytaniem czy ktoś mógłby po niego podjechać do sąsiedniej miejscowości (rzadko się z mężem widują, więc chciał go zobaczyć), razem sobie wypiją, pogadają, a później to już ktoś będzie mógł go odebrać więc z samym powrotem nie będzie problemu. A że szwagier z mężem byli już po drinku, oczywista spojrzeli na mnie. Powiedziałam, że miałam w planie obejrzeć film i że nie bardzo mam ochotę robić dziś za szofera. Przekazali dalej. I jakoś udało się kuzynowi dotrzeć samemu. Sytuacja błaha ale przez to, że się powtarza zaczęła mnie uwierać. Co mogę zrobić, żeby kolejny raz gładko wyjść z podobnej sytuacji?
×