Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Cloudy2211

Zarejestrowani
  • Zawartość

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral
  1. Cześć...Jak w temacie mam problem z sąsiadami. Chciałabym wiedzieć, co o tym sądzicie. Zapraszam do dyskusji. Może ktoś z was również mieszkał wśród ameb umysłowych?? Od ponad pół roku wynajmuję mieszkanie w bloku z narzeczonym, 3 letnim dzieckiem i psem. Wszystko byłoby super... gdyby nie sąsiedzi. Ci obok, Ci pode mną... Ci wszyscy inni. No i te codzienne schadzki na ławce pod blokiem w liczbie 5-10 osób. Tragedia. Z jednej strony zawsze się śmiałam z typowych "moherów"... ale to, co przytrafia się mnie - przebija wszystko. Opiszę wam kilka sytuacji, które mnie dotknęły podczas półrocznego mieszkania wśród takich ludzi. Puk puk...puk puk x2, puk puk x3... "-Nie róbcie ze mnie ...y" - powiedział za trzecim razem sąsiad pode mną. Gdy jego sufit został zalany. Ale spoko, mój też. Niestety nie chciał się dogadać po dobroci, by wspólnie rozstrzygnąć problem z rurami w pionie. Zgłosił mnie w między czasie do administracji, pod nazewnictwem "To oni robią! To oni zalewają!" a dwa dni później zawitały u mnie dwie miłe panie z teczkami, przedstawiając się "-Dzień dobry, my z opieki społecznej." Tak, dobrze widzicie. Skarga w administracji, donos do MOPSU... byłam już przygotowana na wszystko. (Długo nie musiałam czekać ) "Dziecko krzyczy. Nie wiadomo co tam się dzieje. Być może dziecko jest zaniedbane" - Tak brzmiał donos, gdy poprosiłam o powód wizyty miłych pań. Śmieszne co? Administracja przyszła i oczyściła mnie z zarzutów, to była ich wina, jeśli chodzi o rury...Słowa przepraszam od gorliwego sąsiada - nie usłyszałam do dzisiaj dnia. No ale słuchajcie dalej!!! Hitem jest również sąsiadkę ścianę/balkon obok. Ma kontakt do właściciela mieszkania, które wynajmuje. Niby miła, trochę plotkara. Do pewnego czasu - nie miałam do niej nic, nawet ją lubiłam. Ale to co robi - przechodzi ludzkie pojęcie. A więc... pewnego razu, oskarżyła nas nie słusznie, że nasz pies załatwił się pod jej drzwiami, kiedy taka sytuacja nawet nie miała miejsca. No bo przecież na tym piętrze tylko my mamy psa. Ale nikogo nie obchodzi, że piętro wyżej mieszkają dwa ledwo schodzące po schodach małe suczki. A więc... Gdy chcieliśmy wyjaśnić sytuację, odpowiedziano nam "no na pewno". Poza tym, pani chyba nie wie, jak sika dorosły pies, a jak suczka. Ale już nie wnikam. To nie my, poza tym, w tym czasie, akurat nas nie było . Niestety do dziś dnia, również nie usłyszałam przepraszam. Sprawa ucichła. No ale dalej - również sprawa sąsiadeczek plotkarek ciekawskich; Jestem zaczepiana na ulicy odnośnie wyglądu. No wiadomo... jestem młoda, zmieniam często kolor włosów, w wieku 23 lat dalej lubię czarne fajne ubrania, mam kolczyk w nosie i w wardze... ale sprawa zaszła na tyle daleko... wręcz do tego stopnia, że wymachiwano mi parę centymetrów od nosa paluchem. "Zdjęła by to pani, brzydkie to takie". Widocznie sąsiadce bardzo przeszkadzają moje kolczyki, mimo tego, że to przecież ja je noszę, a nie ona. Prawda? Wypytywano mnie również o różne sprawy osobiste, a gdy wracam z zakupów, starsze sąsiadki, zgromadzone na pobliskiej ławce w liczbie 4-9; nagminnie zatrzymują moje dziecko nie pozwalając zrobić mi ani kroku w kierunku domu - wystawiając moją cierpliwość na próbę. Wiedzą, że mam krzykliwe dziecko i musiałabym w tamtym momencie wziąć je pod pachę i stanowczo zanieść do domu... Co wywołałoby nie lada cyrk. A one w tym czasie ... wciskają mu cukierki i zagadują, a ja stoję... i czekam. Chyba, że to one czekają, aż wybuchnę, by mieć na mnie alibi, że nad sobą nie panuję. No nie wiem. Ciężko się rozeznać. Dodatkowo, ta sama sąsiadka, ścianę obok, która oskarżyła mnie niesłusznie o incydent z psiakiem - puka mi w drzwi i klamkuje, mówiąc przy tym różne rzeczy, które słychać na pół klatki schodowej (pewna pierwsza sytuacja miała miejsce, gdy raz nie usłyszałam rano kuriera, a sąsiadka wzięła sprawy w swoje ręce i zaczęła pukać i klamkować moje drzwi, drugi raz był wczoraj, gdy wcześniej wróciliśmy z wakacji, z powodu choroby i moje dziecko dosyć głośno płakało, po prostu ma anginę i jest zmierzłe. Sąsiadka pukała klamkowała drzwi mówiąc - "No wyjdźcie z tym dzieckiem". Fakt, była ładna pogoda, ale naprawdę mam się tłumaczyć z tego, dlaczego siedzę w domu? No halo. Wątpię, że nie wiedziała o wakacjach. Albo po prostu o naszej nieobecności. Pewnego razu gdy moje dziecko było pod opieką dziadków i byłam na spacerze, z narzeczonym i psiakiem - sąsiadka zatrzymała nas idąc do kościoła. "- aaaaa to jesteście dzisiaj bez maluszka, no tak, nadsłuchiwałam, nadsłuchiwałam i nic nie słyszałam, a to dlatego!". Poczułam się prześladowana... Moja cierpliwość się skończyła, dlatego błagam... Napiszcie mi, co byście zrobili na moim miejscu? Chciałabym widzieć choć jedno małe rozwiązanie. To są starsi ludzie, nie chciałabym być niemiła lub chamska... Z właścicielem mieszkania żyjemy w zgodzie, ale nie chcę cały czas do niego dzwonić z tego typu sprawami. Zależy mi na tym mieszkaniu bo mimo wszystko są tutaj super warunki i kontakt z właścicielem. Boimy się tego co sobie by o nas pomyślał. Pozdrawiam gorąco i bardzo proszę o pomoc w kwestii tego jak poradzić sobie z uporczywymi sąsiadami. Oczywiście dzielcie się również swoimi przeżyciami z SĄSIADAMI niżej dołączam zdjęcie moich moherków spod bloku. Dzisiaj zrobiłam zdjęcie :).
×