Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

tomes

Zarejestrowani
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez tomes

  1. Witam wszystkich, postanowiłam napisać tutaj o swojej sytuacji życiowej, bo momentami brakuje mi sił.. aby wszystko było jasne zacznę od początku. w zeszłym roku kończyłam 18 lat, przez 1,5 roku byłam w związku na odległość (dzieliło nas 300km). Mój chłopak - K. po skończeniu szkoły i zdaniu matury postanowił się przeprowadzić do mojego rodzinnego miasta, abyśmy mogli być blisko siebie i mógł zacząć tutaj studiować. Wszystko poszło sprawnie. Przeprowadził się, znalazł pracę - do której niezbędny jest mu samochód ponieważ codziennie jeździ do innego miasta, jako przedstawiciel. Kupiliśmy samochód, moi rodzice znaleźli nam mieszkanie ( do kapitalnego remontu ) ale wtedy mogliśmy liczyć na ich wsparcie.. Po dwóch tygodniach samochód zaczął się psuć.. pierwszym razem zepsuła się pompa paliwa. Naprawiliśmy. Minęło trochę czasu zepsuł się alternator. Znów naprawiliśmy. Pojechaliśmy do sklepu i przebiliśmy oponę o gwoźdź. Kupiliśmy nowe opony.. Oczywiście jako jeszcze nastolatkowie nie mieliśmy odłożonej odpowiedniej sumy, aby na wszystkie naprawy dać ze swojej kieszeni, lecz mogliśmy liczyć na pomoc ( z łaską i pogardą ) rodziców. Dlaczego z łaską i pogardą? Odkąd skończyłam 18 lat moi rodzice tak jakby przestali poczuwać się do opieki nade mną. Wszystko byłoby okej. Chcieli żebym się usamodzielniła, zaczęła być zaradna i odpowiedzialna tylko z czasem popadli w obsesję. Zaczęli nas wyrzucać z domu.. na swoje mieszkanie ( z którym komplikacje przerosły same siebie.. począwszy od problemów z podłączeniem prądu po robotników i masę innych problemów związanych z tym).. mało tego zaczęli notorycznie robić mi pod górkę tylko tak abym miała jeszcze więcej problemów. Cała moja rodzina zawsze przysparzała mi mnóstwo problemów i sprawiała ogromny ból.. bo nie wiem co musi czuć osoba, która całe życie jest oceniana i krytykowana za bycie sobą. Nie mam na myśli kulturalnego wyrażania swojego zdania, ale wyzywania od "dziwek", "nieudaczników" , "chorych psychicznie".. całe życie moi bliscy wbijają mi noże w plecy. Wracając do aktualnej sytuacji i tego dlaczego jest mi/nam w życiu tak źle. Trzy tygodnie temu znalazłam pracę z której jestem bardzo zadowolona. Cieszę się, ze w końcu zarabiam sama pieniądze( pomimo tego, ze nadal się uczę w trybie zaocznym). Chcę w końcu zacząć normalnie żyć, wyprowadzić się na swoje, bo remont dobiega końca ale co z tego, że pod jednym względem się ułożyło skoro kolejny raz zepsuł nam się samochód.. naprawa kosztuje okej. 4-5 tysięcy (wartość samochodu to może z 4 tysiące) okazało się, ze samochód został sprzedany nam z poważną wada silnika przez co mieliśmy wybuch gazu i brakowało niewiele abyśmy uszli z życiem. Moi rodzice cały czas bardzo mnie ranią. Nadal wyrzucają z domu( ostatnio mama zadzwoniła na policję z zapytaniem co ma zrobić, gdy jej córka nie chce opuścić jej mieszkania.. moje serce w tamtym momencie rozpadło się chyba na milion kawałków) i do tego wszystkiego K. tez przytłacza ta cała sytuacja i ciągły brak pieniędzy, bo mamy więcej wydatków niż dochodu przez co zaczęło sypie mu się w pracy. Mam wrażenie, że ktoś z rodziny mnie przeklną.. Czy uważacie, że to wszystko jest normalne? Jak poradzić sobie z takimi problemami? Bardzo proszę o pomoc
  2. Rozmowa z córką to podstawa. Trzeba próbować do niej dotrzeć na różne sposoby. Moi rodzice nie próbowali ze mną rozmawiać i dziś mam im to za złe, że nigdy nie byli dla mnie wsparciem i nie mogłam do nich przyjść, gdy miałam problem. Nawet jeśli córka ma trudny charakter to nadal jest kochaną córką, może musi zrozumieć, że rodzice to nie jej wrogowie, a przyjaciele
×