Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Emanuela123

Zarejestrowani
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Emanuela123

    Czy ten związek już się kończy?

    Zmieniło się to, że znalazł pracę. Jednak jego charakter okropnie daje się we znaki. Potrafi być taki miły i czuły, a innym razem nie da się z nim rozmawiać. Nie wiem czy gdy się kogoś kocha można być dla niego aż takim. W takich chwilach jak ta zastanawiam się czy są w nim jakiekolwiek uczucia poza gniewem i zatwardziałałym uporem?
  2. Emanuela123

    Czy ten związek już się kończy?

    Dziękuję za odpowiedzi. Obie są w tonie, żeby zrobić coś w kierunku wspólnych zainteresowań, ale jak się w takiej atmosferze porozumieć? Czy opis sytuacji daje jakąkolwiek nadzieję, że to nie agonia?
  3. Jesteśmy razem 4 lata. Kiedyś było niesamowite iskrzenie i chemia. On wyrażał się, że czuje jakbyśmy byli dla siebie stworzeni i w końcu się odnaleźliśmy. Zamieszkaliśmy ze sobą i wtedy zaczęło się pogarszać. Nie klocilismy się o jakieś rzeczy dnia codziennego, ale po czasie on zaczął mieć do mnie żal, że nie spędzamy czasu tak jak on chce. Ogólnie nie mamy wspólnych pasji, on informatyk, ja siedzę w naukach przyrodniczych, ale do tej pory myślałam, że mamy o czym porozmawiać, oglądamy razem filmy, czasami zagramy w jakąś grę na pc, pojeździmy na rowerze itp. Niestety on chciałby, żebym bardziej angażowała się w jego zainteresowania, żebym np. uczyła się programowania itp. Przez to pogarsza się między nami atmosfera. Jeszcze niedawno mówił, że do siebie pasujemy. Parę tygodni temu zaczął coś przebąkiwać, że może nie pasujemy Teraz jesteśmy na wakacjach. Było bardzo miło przez ostatnie dni. Jeździliśmy na rowerach, spacerowalismy, parę razy poszłam sama na plażę, bo on nie lubi, za to on coś grzebał w laptopie w tym czasie. Wczoraj byliśmy na fajnej wycieczce do zamku krzyżackiego. Śmiał się, żartował. Wieczorem zagadałam czy nadal zastanawia się czy do siebie pasujemy, bo przecież jest między nami miło, żartujemy, spędzamy razem czas, jest seks. Niestety moje pytanie wywołało koszmar. Zamknął się w sobie (on jest najbardziej opornym na rozmowy człowiekiem jakiego znam), znowu wrócił temat spędzania czasu, że nie jest tak jak on by chciał, tylko zawsze jest po mojemu. Potem potoczyła się już lawina jego nieprzyjemnych odpowiedzi, mojego płaczu i dopytywania co ja takiego złego zrobiłam. Jak on się zawieźmie, to nie umiem do niego dotrzeć, twierdzi, że dziwię się, że tak reaguje, a przecież przychodzę z płaczem i mówię mu jaki to jest zły. Na nic moje tłumaczenia, że nie miałam takich intencji, bo tylko spokojnie zapytałam czy nadal uważa, że do siebie nie pasujemy. Wczoraj się obraził. Dziś rano nadal miał zły humor. Chciałam coś jeszcze spróbować wyjaśnić, jakoś się pogodzić. Potem poszłam na plażę. Obiecał, że jak wrócę, to już mu przejdzie. Nie przeszło. Zapytałam o co mu tym razem chodzi. Odpowiedział, że go dręczę tym dopytywaniem się i że mu przejdzie jak odpuszczę. Najlepiej teraz żebym dała mu spokój i się nie odzywała. Bardzo mnie to zabolało. Poprosiłam, żeby wyszedł na godzinny spacer, bo czuję jakiś lęk gdy tak ze mną "rozmawia". Wyszedł. Nie ma go już 2 godziny. Nie wiem co będzie. Czuję jakby zbliżał się koniec. Gdy go pytam czy chce ze mną być, bo jego zachowanie jest dla mnie niejasne (tak jakby o mnie w ogóle nie dbał, o moje uczucia, samopoczucie), irytuje się, że go pytam o takie rzeczy, że nie chce się rozstawać, ale że takie pytania go irytują, bo czuje się jakby musiał mi się tłumaczyć że chce ze mną nadal być i że myśli o rozstaniu są nieprzyjemne, a ja go tylko tym wkurzam. Nie dociera do niego to, że sprawia mi ból insynuacjami, że do siebie nie pasujemy. Zresztą zmienia zdanie. Raz mówi, że może nie pasujemy, a za moment, że pod kątem zainteresowań jesteśmy różni, ale to nie znaczy, że nie pasujemy i dla niego to nie powód do rozstania. Za chwilę znowu mówi, że może przez to okaże się w przyszłości, że jednak nie będziemy mogli być ze sobą. Więc pytam czy chce zerwać czy o co chodzi? I tak w kółko. Gdy jest taka atmosfera odczuwam lęki, jestem wewnętrznie roztrzesiona. Zanim wyszedł zapytałam czy naprawdę jest aż tak źle, że nie spędzimy już miło ostatnich dni urlopu? Odpowiedział, że on już na pewno nie. Nie rozumiem czemu mi to robi. Zresztą wszelkie kłótnie od początku naszego związku zawszw takie były. To nie tak, że coś się popsuło teraz. Po prostu zawsze tak reagował na rozmowy o uczuciach, ale teraz to jakaś koszmarna sytuacja. Jesteśmy na urlopie, do wczoraj była bajka, a dziś koszmar. Nie wiem jak zniosę najbliższe dni, co mam robić, co będzie po powrocie. Nie wiem czy da się to jeszcze uratować, jeśli nie wolno mi się nawet odezwać i zapytać jak się czuje, bo wszytko zaczyna się od nowa?
  4. Emanuela123

    Jestem w trudnym związku

    Jestem w trudnej relacji. Nie wiem kto jest bardziej toksyczny. Ja czy on. Zaczęło się wirtualnie, poznaliśmy się online, świetnie nam się rozmawiało. On o mnie zabiegał jak nikt nigdy w życiu. Zauroczyliśmy się w sobie, następnie pokochaliśmy się. Spotkania były namiętne i pełne seksu, okres niewidzenia się wypełniony godzinami rozmów, flirtowania itp. On był tą stroną zabiegającą, przyznaję, ale ja się starałam go rozpieszczać jak umiałam. Po 2 latach takiej relacji zaczęło się psuć. On zaczął odczuwać to całe podrywanie mnie jak swój obowiązek, czuł się niedoceniany, w końcu się wypalił w tym. Nie było jeszcze dramatu, postanowiliśmy zamieszkać razem. Mieszkamy od 1,5 roku i od tego czasu jest dramat. Toksyczna wzajemna relacja. On nie pracuje, przebywa w domu cały dzień, nie zabiega o mnie, nie czuję się już atrakcyjnie, robię mu wyrzuty, że sama nas utrzymuję, za wszystko płacę, a on nawet nie posprząta w domu. Jak zostawię naczynie w zlewie, to może tam zgnić, jeśli się tym nie zajmę sama. Z kolei on ma do mnie pretensje, że nigdy go nie podrywałam, że czuł, że nie potrafi mi odmówić, że sam ma problemy z asertywnością i choć sam już stracił do tego zapał, to zmuszał się, bo uważał, że dużo mi zawdzięcza i powinien się odwdzięczyć (pomogłam mu bardzo materialnie i w ogarnięciu życiowego bałaganu i zaniedbań). Na początku był szczęśliwy, uwielbiał spędzać ze mną czas. Teraz czuje się przytoczony, że jest bezużyteczny i że mam ciągle oczekiwania. Na początku byłam dziecinna, chciałam, żeby było jak dawniej. Bajkowo. Teraz chcę tylko uczucia, że idziemy przez życie razem. Niestety jest odwrotnie. Czuję, że ma mnie dość, gdy przychodzę do domu mam poczucie, że zakłócam jego dzień polegający na graniu w gry, przeglądaniu internetu. Jest coraz mniej bliskości. Gdy mu mówię jak się czuję, że potrzebuje wsparcia, pomocy, że przestaję sobie radzić mając wszystko na głowie (praca, dom, rachunki, pieniądze z jednej pensji się rozpływają) on się odsuwa, zamyka w sobie, bo odbiera to jako pretensje i pogrąża się w czarnych myślach o sobie. Czuję jakbyśmy byli studentami żyjącymi w akademiku, a nie para. Brak mi intymności, poczucia stabilności. Im bardziej ja chcę rozmawiać o tym i naprawiać, tym bardziej on ucieka. Nawet gdy mi obiecuje rozmowę, przybiera na wstępie postawę na nie i pokłada się na łóżku jak 10-latek który dostaje reprymendę od mamy. Wszystko muszę z niego wyciągać. Rozmowy to koszmar, często kończą się moim płaczem, bo nie umiem do niego dotrzeć. Pomocy, tego wszystkiego jest tak dużo, że to co tu opisałam to wierzchołek góry lodowej.
×