Znaczy, akurat to, że każdy inaczej postrzega kolory jest prawdą, naukowo udowodnioną, ale nie ukrywajmy, z czerwieni nie robi się nagle u jednego fiolet a u drugiego błękit, tylko są to różnice minimalne, coś jest subtelnie jaśniejsze, ciemniejsze, chłodniejsze, cieplejsze.
Niedobrze mi się robi od jej chamskiej i rozczeniowej maniery. Do dziś się nie doczekałam odpowiedzi na pytanie, czy stare 9-tki cieni (fioletowa, morelowa, złota i brązowa) również mają problemy z tłustymi plamami na opakowaniu. Jako klient nie mam obowiązku oglądać każdego filmu, mogę nie pamiętać, więc dobrze byłoby odpowiedzieć. Ale po co, skoro można lajkować i reklamować na insta kolejne dziewuchy promujące markę? Oj, Hanka, jeśli to czytasz, odechciało mi się tej fioletowej 9-tki, jak i wszystkiego z glam shopu.
Tak swoją drogą nie wiem czy przez moje zirytowanie, czy przez co, ale ta marka zaczęła mi się kojarzyć z bazarem i jakością kosmetyków z bazaru. Niedopracowane, w większości paskudne opakowania (osobiście podoba mi się jedynie wiśnia i chłodno), plamy tworzące się w paletach (ciekawe czy naprawdę odparowują?), nierówno wklejone cienie, czcionka też. O czymś zapomniałam? Nawet tanie mur, które bez przerwy wypuszcza inspiracje nie zalicza typu wtop... Słabo. Na szczęście to już nie moje zmartwienie, bo klientką być nie zamierzam.