Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ANECZKA40

Zarejestrowani
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. ANECZKA40

    Ona nie chce iść na kompromis

    Dziwne czasy nastały:( Albo ja wyrosła z innymi wartościami i poglądami na życie. My z mężem jak postanowiliśmy wziąść ślub to wybraliśmy oczywiście lepszą opcję do mieszkania. Mieliśmy do wyboru iść na stancje, zamieszkac z treściami i mieć dla siebie jeden pokoik albo przeprowadzić się do rodziców moich i mieć całe piętro dla siebie. Zakładając rodzinę nigdy nie myslalam ojej A co będzie jak się rozwiedziemy, ponieważ wychodząc za mąż kochałam go na tyle mocno że nie zakładałem takiej opcji. Więc jeżeli dziewczyna takie ma podejście do bycia z Tobą, to pytanie gdzie jej miłość? Może jej pasuje taki układ, Ty u siebie ona u siebie, może nie jesteś jej potrzebny do życia tylko jakieś inne profity z Ciebie ma. Niestety ale jeżeli ludzie się kochają i chcą być ze sobą kompromisy muszą być. Powodzenia
  2. A po jaką cholerę mi policja i te inne instytucje?? Co im mam zgłosić? Że nie tak się do mnie odezwał?? Że nie podoba mi się jego podejście do mnie?? Itp?? On nigdy się nie awanturuje, nie pije, nie pali, nie bije. I co ja mam zgłaszać?? Czy ja gdzie kolwiek napisałam że on się znęcał,bił, szarpal itp?? To że on ma coś do moich córek i do mnie to nie sprawa żeby zgłaszać na policję czy do szkoły. On nie przepada za moimi dziećmi to prawda ale nigdy im w twarz nic złego nie powiedział, jeżeli ma jakieś uwagi to ja to wszystko słyszę nie moje córki. Jedynie co mogłam to zgłosiłem do cunsilu że nie chce mieszkać razem. Przyjedzelili mi juz dom tylko musze czekać na dostępny. A przez ten wirus stoi wszystko w miejscu.
  3. Wiesz co Bimba znasz tylko namiastkę mojej historii A już nieźle mnie oceniłas . Powiem tyle nie chciałabyś wziąść moich butów i przejść przez moje życie bo byś nie dała rady. A gadać i umoralniac to każdy potrafi. Wielka Pani Polka za granicą 12 lat i wszystkie rozumu pozjadala. Może w twoim mieście jest mnóstwo organizacji w moim nie. Nie będę się akurat przed Tobą tłumaczy bo wydaje mi się że jesteś jedną z tych emigrantów której się wydaje że świat podbiła i wszystkie rozumu pozjadala. A co do czego jakby Ciebie coś takiego spotkało to byś siedziała cicho w kącie jak mysz pod miotłą.
  4. Bomba tak przyznaje że związek jest chory. Ale początki nie były takie źle. Zawsze wychodzę z założenia że trzeba coś ratować A nie od razu spisywać na straty. Żyłam długo nadzieją że się coś zmieni. Ale przyszedł czas że ta nadzieja umiera,tak jak teraz u mnie. Organizacje hmmm powodzenia jeżeli uważasz że w UK tak pomagają.
  5. Dziękuję za wsparcie. Napewno 'spipcze' z tego chorego związku co do tego nie ma wątpliwości. Trzeba tylko czasu .
  6. Łatwo powiedzieć trudniej zrobić. Pozatym ja tak samo jestem tu zameldowania jak on i to ja placilam cały zadatek za to mieszkanie.
  7. STANOWCZO to ja mówię cały czas ,tylko do niego nic nie dociera. Ciągle jakieś głupie przycinki w stylu Co Ty beze mnie zrobisz, Nie myśl że ktos inny w czymś pomoże itp itd. Myślę ze do puki się nie wyprowadze to do niego nic nie dotrze. Tak jak pisał John fakty i czyny do niego dotrą A nie słowa:(
  8. Johny ja wiem,jestem tego świadoma Ale myślę że dopóki się nie wyprowadze on tego nie zrozumie że to koniec. A niestety nie wiem ile potrwa jeszcze jak dostanę mieszkanie
  9. Witam wszystkich. Chciałam po krótce przedstawić moją historię i prosić o szczere doradzenie. 10 lat temu zostałam wdową. Po 5 latach samotności postanowiłam coś zmienić i wyjechałem do Anglii. Tam poznałam mężczyznę 12 lat starszego. Mądry , czarujacy, z dużą wiedzą. Pomógł mi zorganizować mieszkanie bo chciałam jak najszybciej ściągnąć dzieci. Zamieszkalismy razem. Wszystko układało się ok. Problemy się zaczęły jak ściągnąłam córki. Na starszą(obecnie17lat) po prostu ma alergię. Co by nie mówiła co by nie robiła to go drazni. Z młodszą (obecnie13lat) jako tako dogaduje się Ale zawsze dobrze jej że jest gruba. Ale to były takie sprzeczki do przegryzienia. Jego syn (obecnie20 lat) przyjeżdżał tylko na wakacje, nie miałam prawa nic złego na niego powiedziec bo to dziecko idealne. Awantury oczywiście o to były. Dramat mój i piekło zaczęło się w październiku ubiegłego roku. Bez żadnej konsultacij ze mną oznajmił mi że jego syn przyjeżdża na około rok. Zagrałem zeby bo zrobił to bez konsultacij że mną, ale stwierdziłem ok moje dzieci są to i niech twój syn będzie. No i teraz. Ja placilam 3/4 za mieszkanie bo nas było 3 A on jeden. Powiedziałam że będzie musiał płacić więcej bo ich będzie 2 i dwóch będzie pracować. Afera na całego. Bo jego syn przyjeżdża zarabiać A nie wydawać. Udało mi się wyklocic że płacimy na pół. Ale juz wtedy tak mnie to zdenerwowało że postanowiłam złożyć o mieszkanie socjalne. (Przyznano i już muszę czekać aż cos będzie dostępne A to może potrwać) .Synuś przyjechal ,poszedł do pracy i zaczął pokazywać rożki. Nie to że wszystko w domu z czego korzysta jest moje A nie jego ojca to nigdy nie okazał mi za grosz szacunku. Poprostu mieszka z nami A mnie traktuje jak powietrze. Zaczął ciąć,pić, palić Ale ojciec nic nie czuje nic nie widzi. Jak przez przypadek znalazłam u niego maryche to oburzony powiedział do ojca że pewno mu podrzucilam i ojciec nawet nie stanął w mojej obronie. Sytuacji takich jest więcej. W chwili obecnej sytuacja wygląda tak, mieszkamy razem ale omijam się. Jak synek jest w pracy to ojciec coś tam nawet się odezwie jak synek w domu to mnie nie znają obaj. Ja siedzę z dziewczynami moimi w jednym pokoju oni zajmują resztę. Powiedziałam że przyjdzie taki dzień że zostaniesz sam,bo syn wróci do Polski A ja z Tobą już nie chce być i napewno się wyprowadze (On nie wie że ha już czekam na mieszkanie ). On się uśmiecha i mówi nie obiecuje, lub tylko zrób mi na pożegnanie drożdżówki, lub zginiesz beze mnie itp itd. Ja jestem zdecydowana że nie chce byc z nim Ale do momentu jak nie dostanę mieszkania jestem zmuszona z nimi mieszkać. Boję sie że jak syn wróci do pl to on zacznie znów być miły i uprzejmy i że zmięknie bo wiem że on chory na serce. Jestem dobrym człowiekiem i nie lubię sprawiac komuś boli. Ale z drugiej strony muszę myśleć o sobie i dziewczynkach. Ogólnie biorąc on kompletnie nie nadaje się wogle na partnera życiowego niestety. Pomóżcie mi byc twarda.
×