Sylwi@
Zarejestrowani-
Zawartość
187 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez Sylwi@
-
Ja miałam CC ale tylko dlatego że Mały był ułożony miednicowo. Smielismy się że pozycje "na nietoperza" uznał za bezsensowna i twardo trzymał głowę na górze do samego końca. Ogólnie po zabiegu doszłam do siebie w miarę szybko. Wiadomo rana ciągnęła ale dało się żyć z tym. Przez około 2 tygodnie miałam bardzo opuchniete stopy i łydki. Gorsze były zmagania z absolutnym brakiem mięśni na nogach i ogólnie siły, kondycji co było spowodowane leżąca ciążą. W sumie jeśli o to chodzi to do dziś nie czuje się tak jak przed ciąża. To był jednak mega wysiłek dla organizmu. Wiosna idzie, do ćwiczeń rozciagajacych dodam bieganie i będzie ok.
-
Każda z nas jest inna, ale u mnie też sutki były wrażliwe i jeszcze przez kilka dni czułam okropne swędzenie . To był dobry znak bo się udało. A więc . Czekamy z tobą .
-
Co do usg to faktycznie często pojawiają się rozbieżności. U mnie 3 dni przed cc lekarz mówił że max 3000g, ale napewno będzie dlugi. I faktycznie długi był bo urodził się 59 cm ale z waga pomylił się ponad pół kilo, mały ważył 3560g. Mialam podobne doświadczenia do twoich. Dla mnie tym strasznym tygodniem był 24. Moja bratowa stracila synka właśnie w 24 tc. Nie wiem dlaczego ale tak mi się wrylo w głowę, że jak już minie ten tydzień to będzie dobrze. Może i było lepiej ale strach pozostał do końca. A jeszcze w 36 tc lekarz powiedział że Mały jest tak obkrecony pepowina na wysokości ramion że na usg nic nie widać. Bałam się usnac w nocy bo czuwalam czy się rusza. Na kolejnym usg był już rozwinięty. Spokoju zaznalam dopiero dzień przed planowanym cc jak już byłam w szpitalu i co godzinę położne sprawdzały puls maluszka. Muszę Ci powiedzieć że mało przytyłas. Mi przybyło 16 kg, waga początkowa 54 kg. Po pięciu miesiącach zostało jeszcze 2-3 kg do wagi startowej. Tez myślałam że nie będzie problemu żeby to zgubić, bo przecież opieka nad dzieckiem to życie w ciągłym biegu, a ja zawsze bardzo aktywna fizycznie byłam, biegałam i takie tam. Mylilam się. Może mając 25 lat idzie łatwo ale mając 35 jest gorzej. No i jeszcze ten mięsień prosty brzucha. To dopiero masakra!
-
Nie wiem czy mimo to czy dzięki temu bo pamiętam że byłam taka z siebie zadowolona, że ten ananas to napewno zdziala cuda i będzie sukces . Tak, udało się. Synek ma już 5 miesięcy. Głowa do góry będzie dobrze .
-
Super . Bardzo się cieszę i gratuluję. Już niedługo . Czekacie na synka czy córkę?
-
Jasne, że wyprawka a raczej jej wartość jest dostosowana do sytuacji finansowej każdej z nas. Z własnego doświadczenia odnośnie wózka (my kupiliśmy taki ze średniej półki cenowej 2w1 za 3000 zł) to wiem, że mega drogi wózek nie ma sensu. Ja urodziłam w połowie października czyli wózek z gondola przyda mi się jeszcze max 2 miesiące (w sumie już jest za mały bo synek wali piętami w obręcz) a za chwilę zacznie siadać.... Od wiosny pójdzie w ruch spacerówka. Nie wiem jeszcze jak ona się sprawdzi ale wydaje mi się ze lepiej w moim przypadku było zainwestować w super spacerówke z której będziemy korzystać wiele miesięcy. Mam nadzieję że ta spacerówka która mam będzie ok i nie będę musiała kupować nowej.
-
Aja twoje obawy i rozterki są normalne. Dziwne by było gdybys takich nie miała. Na początku wszystko jest nowe i trudne. Każdy dłuższy płacz powoduje niepokój, martwimy się absolutnie o wszystko! Ja też wariowalam, ciągle myślałam że coś robię nie tak i dlatego otarlam się o depresję poporodowa. Wszyscy mi mówili żebym wyluzowala, że jestem najlepsza matka dla Małego. Myślałam, że to tylko takie głodne teksty...ale taka jest prawda. Jesteśmy najlepszymi Mamami dla swoich upragnionych dzieci. Czasem też miałam dzień brudasa bo mój mąż pracuje na nocne zmiany od 19 więc jak mały ryl to nie było ani mycia ani jedzenia. Z perspektywy czasu po 4 i pół miesiąca od porodu powiem Ci, że to nowe cudowne życie się normuje. Da się coś posprzątać czy zrobić obiad. Co prawda trwa to pół dnia ale da się. I rzeczywiście to co wszyscy mówili że 4 trymestr czyli pierwsze 3 miesiące życia maleństwa trzeba przetrwać, jest prawdą. Później dziecko jest już bardziej komunikatywne, płacze mniej, śpi więcej. Ja dopiero teraz powoli znajduję przestrzeń tylko dla siebie, np pół godziny biegania (bardziej marsz niż bieg ale od czegos trzeba zacząć). Jeszcze dwa miesiące temu wydawało mi się to nie możliwe ale teraz ta krótka chwila dla siebie daje moc na dwa dni . Już niedługo i Wy się dotrzecie. Mała będzie coraz starsza i każdy dzien przyniesie jakieś nowe umiejętności. Trzymajcie się ciepło .
-
Eh u mnie dokładnie tak samo. Co prawda mialam ciąże zagrożona i musiałam leżeć już od 13 ale z każdym tygodniem moja panika że wszystko się skończy była większa. Jak dotrwalam do magicznego 24 tygodnia to modlilam się już o każdy kolejny dzień. Groził mi poród przedwczesny. Później był 26 tydzień i 28....a lek ogromny bo dziecko nadal małe ale w razie porodu z kazdym dniem jego szanse większe. Obiecałam sobie ze po 30 tygodniu odpuszczę. W 32 zaczęłam dopiero robić wyprawkę. Tak bardzo bałam się zapeszyc... Punktem kiedy zaczęłam normalnie cieszyć się był 36 tydzień. Mimo wszystkich problemów w 38+5 szyjka miala 3,5 cm twarda i zamknięta. W 40 tc planowe cięcie i dopiero wtedy poczułam co to znaczy prawdziwy lęk o dziecko.
-
Hej, ja mialam na Starynkiewicza CC. To było w październiku. Robił mi je mój lekarz prowadzący. Samo cc przeprowadzone w zawodowy sposób. Czułam się jak w prywatnej klinice. Ale później gdy już leżałam na zwykłej sali to masakra. Nie polecam tego szpitala. Omijać szerokim łukiem. Warunki sanitarne tragedia, jedzenie chyba w więzieniu jest lepsze. Położne zero pomocy, brak empatii. Nie wspomnę już o tym, że nikt mi nie pomógł wynieś dziecka w nosidle do drzwi (oddział był zamknięty, oczywiście przez covid). Gdybym nie miała walizki na kółkach tylko zwykła torbę to bym ją tam zostawiła bo nie dałabym rady z dzieckiem w nosidle i całym tym majdanem. Wyszłam stamtąd z płaczem. Jak maz mnie zobaczył to prawie rozniósł ta izbę przyjęć że kobieta po cięciu musi sama ciągnąć olbrzymią walizkę i nieść ciężkie nosidło z dzieckiem. Dla mnie wspomnienie tego szpitala to trauma!!!! Chociaż tak jak napisałam na początku samo cięcie zrobione perfekcyjnie.
-
Fajnie się czyta o tych wyprawkach. To taki przyjemny czas jest. Pamiętam jak w końcu się przelamalam w 30 tc żeby coś kupić to kurierzy z paczkami na podwórku się mijali . Ruch jak na dworcu był .
-
Kciuki za was zacisniete . Czy tym razem nie masz już refundacji na leki? Wiem, że np lutinus w aptece przy invimed w Warszawie był tani chyba coś około 130 zł za opakowanie. Za to Gonal jak mi w tamtym roku przez pomyłkę dr wystawiła na 100% to w aptece prawie zawału dostałam jak wyszło 2900 zl!!! Tylko nie pamiętam ile opakowań było na tej recepcie. Na szczęście to była pomyłka i miałam korektę do recepty. Ale cena zwalila mnie z nóg!!!!
-
Ja poznałam płeć w 17 tc. Później była śmieszna sytuacja bo od 20 tc zmieniłam lekarza i na pierwszym usg u niego synek ułożył się w taki sposób że nie było watpliwisci że to na 100% chlopak. Lekarz nie wiedział że znam już płeć a też nie zapytał czy chce poznać. Był mega zmieszany i głupio mu się zrobiło że tego nie ustaliliśmy. Powiedział tylko: hmmm mam nadzieję że chciała pani znać płeć i nie miała to być niespodzianka .
-
To super że startujecie. Kciuki zacisniete. Ja miałam krótki protokół. Stymulacja Gonal i cetrotide. Transfer swiezaka.
-
Co do koronawirusa w ciąży to moja znajoma w 7 miesiącu chorowała. Na szczęście przeszła to łagodnie. Nie wiedziała jak różne leki mogą wpłynąć na dziecko. Stres ogromny. Na szczęście wszystko z dzieckiem ok. Mała ma już 2 miesiące. Ale wiadomo każdy przechodzi ta chorobę inaczej. Ja praktycznie cała ciąże nie wychodzilam z domu, no też było tak że musiałam leżeć przez 3 miesiące ale pomijając ten fakt to ograniczałam do minimum kontakty z innymi.
-
Czy to znaczy że powoli będziecie zaczynać kolejna procedurę? Kochana amh może i masz obniżone ale wcale nie jest aż tak źle. Ja pół roku przed punkcja miałam 0,84 a jednak udało się wyhodować 5 prawidłowych komórek z czego 4 się zapłodniły no ale niestety 3 w piątej dobie przestały się dzielić, ale tu pewnie wkroczył już materiał z plemnika. Czekamy na info jak przebiegła wizyta.
-
Pewnie, że to może być już plamienie implementacyjne. Ja miałam. To była jadnorazowa akcja. Właśnie takie delikatne "coś". Oczywiście najpierw się popłakałam, że napewno już po wszystkim a dopiero później do mnie dotarło że może to jednak dobry znak. Napewno u ciebie też właśnie tak będzie .
-
Milach to juz 12tc u Ciebie? Super. Trzymam kciuki. Jak się czujesz? Jak te plamienia? mam nadzieję, że już się uspokoiło i nie wróci.
-
Hej, tak jak piszą dziewczyny powyżej szansa jest zawsze. Trzeba walczyć, chociaż należy liczyć się że to może być trudna przeprawa. Uśmiech dziecka wynagradza jednak wszystko. My walczyliśmy łącznie 10 lat (z przerwami oczywiście bo były wzloty i upadki jak i każdej z nas). Mieliśmy identyczne problemy jak wy. Ja niskie amh, jeden jajowod usunięty, drugi niedrozny. Mąż kiepska morfologia 0%. Po podjęciu decyzji o invitro po równym roku od pierwszej wizyty w klinice byłam w ciąży. Dwie stymulacji. Z każdej tylko po jednym zarodku. Drugi transfer udany. Synek ma już 4 miesiace. Życzę wam dużo siły, wiary w sukces, i oczywiście sukcesu jak najszybciej. Trafiłaś na najlepsze forum świata. Tu nigdy nikt nie zostawi cię bez odpowiedzi, bez dobrego słowa. Witamy w rodzinie .
-
Cudowna wiadomość . Gratuluję . Super walentynki . Dokładnie rok temu też miałam najlepsza Walentynke z labolatorium z beta 134. Dla ciebie też ten dzień już zawsze będzie magiczny.
-
Faktycznie dziwne godziny, ale te nasze dzieci są skomplikowane . No wrzask jest konkretny . My mieszkamy w domku jednorodzinnym i też się sąsiadów pytałam czy nie słychać jak ryje. Nie wiem czy coś pomogło bo ryl i ryl. Nosilismy tak w pionie brzuszek do brzuszka (on tak się przyzwyczaił, my go tak nosilismy do 2,5 miesiąca a później byliśmy u fizjoterapeuty i usłyszeliśmy, że to bardzo zła pozycja, teraz odchyla głowę do tyłu i musimy z nim chodzić do fizjo i ćwiczyć w domu), bujalismy, były kołysanki z YouTube, trochę działały Cotton balls , a tak na serio to najbardziej pomogł chyba termofor z pestek wiśni. Co do magicznych kropelek na kolki to mielismy espumisan i później infacol. Efektu po tym brak. Wiem, że będę powtarzać frazesy które i ja słyszałam ale trzeba to przetrwać chociaż serce pęka jak tak płacze.
-
Cos mi wpis znikną. Pewnie będą dwa. Przepraszam za ewentualny spam . Czwarty trymestr - najlepszy. Tez przerabialismy kolki . Miał przez dwa tygodnie. Codziennie około 15 się zaczynało o trwało do 23. Rylam razem z nim. Wszyscy mówili że musimy przeżyć te 100 dni płaczu. U nas skończyło się tak, że prawdopodobnie przez to że strasznie płakał i bardzo się napinal przy tym wyszła mu przepuklinka w pachwinie. Nie udało się jej odprowadzić manualnie, była uwieznieta. Trzeba było operować. Miał wtedy 6 tygodni. To co ja wtedy przeżyłam.... Na szczęście lekarze z centrum zdrowia dziecka to anioły. Uroki macierzyństwa.
-
Czwarty trymestr - najlepszy. Tez przerabialismy kolki . Miał przez dwa tygodnie. Codziennie około 15 się zaczynało o trwało do 23. Rylam razem z nim. Wszyscy mówili że musimy przeżyć te 100 dni płaczu. U nas skończyło się tak, że prawdopodobnie przez to że strasznie płakał i bardzo się napinal przy tym wyszła mu przepuklinka w pachwinie. Nie udało się jej odprowadzić manualnie, była uwieznieta. Trzeba było operować. Miał wtedy 6 tygodni. To co ja wtedy przeżyłam.... Na szczęście lekarze z centrum zdrowia dziecka to anioły. Uroki macierzyństwa.
-
U mnie drugi .
-
Też wam wszystkim życzę Wielkanocnych niespodzianek . Ja w zeszłym roku po Wielkanocnym śniadaniu pokazałam rodzinie zdjęcie z USG a na nim 6 cm cudu naszego. To był już 12 tc. Widok łez szczęścia w oczach mojego "twardego" taty bezcenny. Oby każda z Was mofla doświadczyć takich emocji.
-
U nas morfologia plemników 0% więc mieliśmy IMSI i dodatkowa selekcje Fertile Chip. W invimed to kosztowało chyba 800 zł. Nie wiem czy pomogło czy nie ale najważniejsze że się udało. Tobie też się uda.
