Sylwi@
Zarejestrowani-
Zawartość
187 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez Sylwi@
-
Tak jak piszą dziewczyny powyżej masz szansę na kolejne 6. Dla dodania otuchy przypomnę że mój jeden jedyny zarodek z całej procedury był właśnie TYM. Za tydzień synek kończy 4 miesiace.
-
Dokładnie tak jak Kinga napisała mi lekarz zabronił brać nospe. Cała ciąże brałam magnez chyba 1x3. Mówił mi, że są jakieś badania na temat nospy i dotyczą one późniejszego napięcia mięśniowego u noworodków (chyba bo już dobrze nie pamiętam). Tylko wiadomo, że nospa działa od razu a magnez w stosowaniu dlugofalowym). Trzymaj się . Wszystko będzie dobrze. Ja pamiętam, że w 12 tc miałam tak silne bóle wiazadel, oczywiście myślałam że to brzuch i podbrzusze że płakałam z bólu!
-
Ja nie oglądałam ale mąż to widział i mi powiedział żeby mi nie przyszło do głowy tego oglądać bo to nie na moje nerwy.
-
O jak sytuacja? Ogarnęłas temat? Ja to zawsze aplikatora używałam. A luteine brałam jakoś do 28 tc.
-
Ja z krwiakiem byłam dwa razy na IP. Raz w 13 tc i drugi raz chyba w 15 tc. Pierwszy raz to była masakra, tylko usg i stwierdzenie lekarza, cytuję: płód żywy, serce bije. Dobranoc (była godzina 22). Za drugim razem lekarz dokładnie mnie zbadał, zwiększył luteine i powiedział, że pozostanie w szpitalu jest bez sensu bo te same leki mogę brać w domu no i leżenie w domu zawsze lepsze niż w szpitalu. Dodatkowo powiedzial mi wtedy słowa które o dziwo mnie uspokoiły, że on nie jest Bogiem, że to dopiero 15 tc i jeżeli ma być dobrze to będzie i muszę w to uwierzyć. Ze gdyby to był 25 tc to już bym na oddziale leżała bo wtedy byłaby szansa na urodzenie żywego dziecka i walka o nie, ale w 15 tc wiadomo jak jest.... Na szczęście mój krwiak znikną co prawda po trzech miesiącach ale się udało. Jeszcze wam powiem, że dziś mija równo rok od mojego szczęśliwego transferu jednego jedynego zarodka z całej procedury. Nie wierzyłam w ten transfer. To była nasza druga procedura na którą zgodziła się tylko dlatego że w końcu chciałam zamknąć ten rozdział w życiu. Myślałam że się nie uda, ale się udało i teraz jak czasem pomyślę że kompletnie w to nie wierzyłam to mi dziwnie. Życie jest takie przewrotne.
-
Ha ha ha u nas na otarcie łez miało być moje wymarzone Cancun. Ale mam wymarzonego synka .
-
A ja myślałam że za jakiś czas już do mnie dotrze że On jest prawdziwy bo teraz mam dokładnie tak jak wy, że patrze i nie wierzę . Ale widzę że ten cud długo wydaje się tylko snem. A to PRAWDA.
-
U nas syn. Ma już 3 miesiące .
-
No Kochana bo ja tu na forum opowiadam legendy o Tobie. Dobrze ze się odzywasz to mi uwierza że legenda prawdziwa. Nawet nie wiesz ile razy o tobie myślałam. Z naszych czasów jest na forum ciągle kilka osób. Pocieszające jest to że większość zagrzewa do walki bo mamy już nasze szczęście. Napisz w wolnej chwili jak dziewczynki się maja i ogólnie co u ciebie. Pozdrawiam i milion buziakow
-
Wiedziałam, że będzie dobrze. Cudowna wiadomość. Przeszłaś już wiele, teraz będzie już tylko lepiej i sama radość z bycia w ciąży.
-
Hej, dzięki za pamięć. Mały skończył już 3 miesiące. Śmiesznie gaworzy, reaguje już na nasze głosy, jest coraz bardziej aktywny, bawi się swoimi rączkami, śmieszny się robi. Nasz mały cud. Poznajemy jednak wszystkie uroki macierzyństwa. Mały jest już po operacji przepukliny, którą miał w 6 tygodniu życia. Na szczęście wszystko poszło dobrze a lekarze z Centrum Zdrowia Dziecka to anioły. Teraz walczymy z niedokrwistością, zaparciami i nawracającą ciemieniuchą. Ciągle coś. Mam nadzieję, że wyrośnie ze wszystkich swoich dolegliwości i będzie już tylko lepiej. Obyś jak najszybciej doczekała się swojej kolejki i mogła wystartować z podwójną siłą i wolą walki. Trzymam kciuki za was, pamiętaj o tym. Będzie dobrze już niedługo. Trzymaj się.
-
Poruszyłaś bardzo ważny problem dotyczący wspólnych wizyt lekarskich. To straszne, że przez całe zamieszanie z wirusem nasi mężowie/partnerzy są często pozbawieni możliwości uczestniczenia w nich. Ja wizytę serduszkową miałam w połowie marca. Dokładnie w czasie kiedy to się zaczęło. Oczywiście mąż nie mógł być ze mną. I tak pozostało już do końca ciąży. Ani razu nie widział dziecka na usg. Serduszko usłyszał dopiero dzień przed porodem i to przez telefon. Byłam już w szpitalu i miałam ktg. Zadzwoniłam do męża i przez głośnik słuchał pół godziny jak bije serduszko naszego syna. Przez całą ciążę bałam się, że jeżeli z dzieckiem coś złego się stanie on nie miał szansy go zobaczyć i usłyszeć. Co gorsza na każdym usg Mały zawsze był odwrócony buzią w taki sposób, że nie dało się mu zrobić zdjęcia w 4D. Mam tylko takie czarno białe na których kompletnie nic nie widać. Na szczęście było nam dane dojechać szczęśliwie do końca ciąży i teraz oboje mamy całe karty pamięci w telefonach ze zdjęciami synka.
-
W Warszawie tak samo. Wiem, że jest Ci bardzo ciężko. Wiem dokładnie jaki masz metlik w głowie, wiem co czujesz idąc do toalety i nieustannie widzisz to samo - krew. Krew która płynie i od tak długiego czasu, nie przestaje a nikt nie potrafi ci odpowiedzieć jak długo jeszcze i dlaczego? Wszyscy mówią: będzie dobrze, musisz w to uwierzyć, nie denerwuj się bo to szkodzi dziecku. Tylko jak? Jak się nie denerwować, jak przestać myśleć?! Pisałam już tu na forum kilka razy o mojej historii. Tez miałam krwiaka, ktory nie wiadomo skąd się pojawił i to dopiero w 13 tc. Po badaniach prenatalnych, po pierwszym teoretycznie najgorszym trymestrze. A tu bum!coś takiego! Teraz z perspektywy czasu myślę, że nawet lekarze nie wierzyli, że ta ciąże uda się utrzymać. Ale się udało. Poprostu tak musiało być. Leżałam plackiem trzy miesiące, aż do 26 tc kiedy wiedziałam że mam syna pod sercem i że ciągle jest za wcześnie na poród. Gdyby trzeba było lezalabym i pół roku. Jestem powodem na to, że wszystko jest możliwe. Wierzę, że u ciebie też wszystko będzie dobrze. Jestem z tobą myślami.
-
W invimed to standardowe badanie do rozpoczęcia procedury. Trzeba zrobić.
-
No to nieźle. Zaporowe terminy, szczególnie jak się nie ma już czasu....
-
A to taki termin na program dofinansowania dla mieszkańców Mazowsza czy ten finansowany przez Miasto Warszawa?
-
My korzystaliśmy przy drugiej procedurze właśnie z dofinansowania dla mieszkańców Mazowsza. We wrześniu 2019 ogłosili które kliniki realizują program. Na wizytę kwalifikujaca czekaliśmy dwa miesiące. Od razu dostaliśmy dofinansowanie i 4 lutego 2020 miałam transfer. Wtedy to było bardzo szybko. Jakie są obecnie kolejki to pojęcia nie mam. Nie wiem jakie masz to AMH bo żeby dostać dofinansowanie musi być minimum 0,70.
-
A no tak ty w nowum jesteś. Oj tak kasa idzie konkretna. U nas pierwsza procedura cała z naszej kieszeni 14 tysi. Ale mielismy już sporo badań typu laparoskopia, sono hsg. Na drugą procedurę korzystaliśmy z dofinansowania dla mieszkańców Mazowsza. Nie mieszkam w Warszawie a w moim mieście nie ma dofinansowania. I ta druga szczęśliwa procedura wyszła 7 tysi więc połowę mniej.
-
Luty 2019 - 0,91 Wrzesień 2019 - 0,84 Ja byłam u dr Ziółkowskiej. W sumie nie mam zastrzeżeń. Zawsze była przygotowana do wizyty, wszystko o czasie, kontakt z klinika też ok. Po pierwszej porażce zmieniła leki i zaproponowała dodatkowa selekcję plemników. Nie wiem co byłoby gdyby się nie udało przy drugim transferze zajść w ciążę czy coś by zaproponowała przy kolejnej stymulacji. Na szczęście nie muszę się już nad tym głowic. Później do 20 tc prowadziła ciąże ale ze względu na kilka różnych sytuacji przeniosłam się do lekarza i mnie w mieście. A ty u kogo byłaś?
-
Ja miałam dwie procedury w invimed Warszawa. Mam niskie AMH, mąż 0% prawidłowych plemników. Od początku moja dr mówiła że ciężko będzie ze mnie wycisnąć dużo occytow. Pierwsza stymulacja 3 komórki i jeden zarodek. Transfer się nie udał. Druga stymulacja innymi lekami + jakas ekstra metoda separacji plemników-6 komórek, 4 zaplodnione, 1 blastka podana w 5 dobie, trzy pozostałe przestały się dzielić w 5 dobie tuż przed mrozeniem. Na szczęście wystarczył ten jeden zarodek bo transfer się udał. Ogólnie ja miałam bardzo pozytywne odczucia co do kliniki i mojej dr. Oczywiście nie wiem co bym zrobiła gdyby za tym drugim razem też się nie udało?
-
Powodzenia, musi być dobrze. Pozytywne myślenie jest najważniejsze . Wystarczy jeden zarodek i wierzę że to będzie właśnie ten. Moj jeden jedyny z całej procedury właśnie płacze bo głodny jest.
-
Jak przy pierwszym transferze byłam na L4 zrobiłam dokładnie tak samo jak ty. Jedyne słuszne rozwiązanie.
-
Pamiętam o Tobie. Musi być dobrze. Teraz napewno się uda.
-
I ja też jestem. Nie potrafię się z Wami rozstać. Będę trzymać mocno kciuki za każdą.
-
To i ja się wypowiem odnośnie kosztów z perspektywy tej którą już po porodzie. Nie żałuję rzadnej złotówki jaka wydałam na invitro. Same wiecie ile to kosztuje. Wszystko sobie zapisywalam żeby wiedzieć. Będąc już w ciąży też pisałam poniesione koszty. Wszystko prywatnie. Razem wyszło 7.800 zł. Sporo. Więc jak możecie chociaż badania krwi zrobić na NFZ to czemu nie. Same te wirusowe robione raz na początku ciąży i drugi na sam koniec to koszt 800 zł sama krew bez cytologii i gsb.
