Sylwi@
Zarejestrowani-
Zawartość
187 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Wszystko napisane przez Sylwi@
-
O ja też taki ewenement . W ciąży ani razu nie wymiotowalam. Nigdy nie miałam mdłości. Nawet zachcianek nie miałam. Zero zgagi i innych takich dolegliwości . Pod koniec plecy mnie tylko bolały bo przytyłam 16 koło a zawsze wręcz filigranowa byłam. Gdyby nie to że ciąża była zagrożona to normalnie ekstra czas .
-
Ja gdzieś czytałam że to są 2 przypadki na 1000. O 2 za dużo. Jeżeli monitor oddechu może wyczuć to w porę to nie widzę powodu żeby go nie kupić. Wcale nie przesadzasz. Ja nie wyobrażam sobie spania bez tego urządzenia. Gdy syn miał 6 tygodni i byłam z nim w szpitalu to nie mogłam zasnąć ze świadomoscia że nasz monitor Aniołek nie czuwa. Mam i polecam każdemu. Moim znajomym dwa razy piszczal bo dziecko przestało oddychać. Nie chcę myśleć co by było gdyby ich nie obudził ten alarm.
-
Bardzo mi przykro że musiałaś tego doświadczyć. Niestety są też tacy lekarze. I do tego kobiety, które teoretycznie powinny wykazać się większą empatia. No ale.... Obyś nie trafiła na nią jak pojedziesz rodzić, bo pojedziesz i to już za niecałe 9 miesięce. Wszystko będzie dobrze . Też miałam podobna sytuację. Przy kolejnym krwotoku pojechałam na IP. Niedziela. To był 15 tc. Lekarz na IP jak usłyszał że ciąża z in vitro, powiedział że jak mnie było stać na in vitro to powinnam sobie jechać do swojej prywatnej kliniki a nie po państwowych szpitalach się kręcić.
-
Też byłam na tego typu forum. Nas było tam kilkanaście, do dziś zostało kilka. Tylko ja po in vitro. Ale niestety każda z nas miała problemy. Krwawienia, cukrzyca, choroby dziecka, chore serduszko itd. Nie ma reguły, poprostu życie.
-
Twoje obawy są jak najbardziej normalne. Po drodze jaka musimy przejść aby być w ciąży lek pozostaje do końca. Dziwne byłoby gdybyś się nie bała. Ja też odliczalam dni do kazdego usg. Kiedyś sobie powiedziałam że po prenatalnych odpuszczę stres. I tak było ale przez tydzień bo później od 13 tc krwawilam tak obficie jakbym miała okres cały czas. A że ten stan trwał 3 miesiące nie było mowy o luzie. Lekarz powiedział że nie jest Bogiem, kazał brać leki i się modlić. Ciąże ukrywalam do 26 tygodnia. Do końca fiksowalam. Pamiętam jak już byłam w bardzo zaawansowanej ciąży i nie czułam ruchów dziecka ze 4 godziny. Wpadłam w taką histerie że mąż musiał wrócić natychmiast z pracy! W 37 tc po usg lekarz powiedział że dziecko jest tak obkrecone pepowina że nic nie widzi na tym monitorze! To była dopiero panika! Ja nie spałam bo bałam się że nie zauważe że Mały się nie rusza! Na cesarke czekałam jak na zbawienie. W ogóle nie czułam strachu. Chciałam tylko żeby go wyjeli. Uspokoiłam się dopiero jak usłyszałam pierwszy płacz. Pewnie cię nie pocieszylam ale tak właśnie u mnie to wyglądało. Ciaza była dla mnie jednym wielkim stresem. Szczerze to nie zdecyduje się na kolejne dziecko właśnie ze względu na to psychiczne obciążenie. Może to egoizm ale nie dałabym rady drugi raz.
-
Miała zasadzona pestke awokado, która po jej szczęśliwym transferze, podczas burzy w nocy poprostu wykielkowala. To był fajny znak, że wszystko będzie dobrze. I było bo z tego transferu urodziła bliźniaczki. Po tym jak Jej się udało zajść w ciążę sadzila te pestki symbolicznie dla każdej z nas . To było bardzo miłe że ktoś o nas myśli. Swoją drogą ciekawe co u nich teraz slychac. To tak w skrócie. Przynajmniej ja tak to pamiętam a było to już ponad półtora roku temu.
-
Oj tak sporo aktywności na tym forum. Dzięki temu jest tu bardzo dużo cennych informacji i oczywiście grupa wsparcia online . Jak to napisała Nadzieja1993 kilka wpisów wyżej ja właśnie spędzam dzisiejszy wieczór w dresie na kanapie, i bez makijażu z worami pod oczami ale za to Filip śpi w wózku obok kanapy. Gra mi PoloTV z chamskim disco , na gazie w kuchni skacze rosół na jutro, w garderobie mam górę maleńkich ubranek do prasowania i jest to najszczesliwszy sylwester w moim zyciu. Pamiętam, że jak ja się przygotowywałam do drugiej stymulacji to Ty już byłaś w ciąży . Kiedy urodziłas? Ja 16 października . Aja nie wiedziałam, że i ty jesteś tu weteranka. Masz bardzo duża wiedzę która napewno nie jednej dziewczynie na tym forum pomogła.
-
Hej Kasia . Kolejna z czasów pestek awokado . Bardzo mnie cieszy ze jeszcze wszystkie tu zaglądamy. Ciekawe co słychać u naszej mentorki Iryzy i jej bliźniaczek? To forum jest cudowne. Skupia wspaniałe dziewczyny zasługujące na szczęście. I tego upragnionego szczęścia wszystkim życzę .
-
Jak ten czas szybko leci . Mój mały ma 11 tygodni . Fajnie ze jeszcze też tu zagladasz . A wiesz ze nawet myślałam o tobie ostatnio . Roczek to już poważny wiek . Cudownie wiedzieć że wszystko jest ok. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku dla każdej z Was
-
Zgadzam się w 100%. Jest dokładnie tak jak piszesz. Milkaa a ile miesięcy ma już twój synek? Ja też jestem na forum od dawna. Jeszcze z czasów pestek awokado .
-
Też nie robilam pappa bo bałam się tej statystyki. Mieliśmy oczywiście usg na którym było wszystko ok. Uznaliśmy że w takiej sytuacji sanco nie robimy. Ale było to spowodowane przede wszystkim ze w tamtym czasie nie mogliśmy sobie już pozwolić na to finansowo. Po dwóch pełnych procedurach w ciągu 9 miesięcy byliśmy z kasą na zero. Na szczęście synek zdrowy. Tez miałam trudna ciąże. Ale to się okazało w drugim trymestrze który cały leżałam na kanapie i wstawalam tylko na jedzenie i do łazienki. Jak widać na naszym przykładzie czasem poprostu zdarzają się w ciąży różne sytuacje, ale kończą się szczęśliwie .
-
Ja pierwsze ruchy poczułam w 18 tc. Wcześniej czułam takie jakby bąbelki powietrza a w 18 tc takie mocne jakby obroty.
-
Ja jak krwawilam to lekarz powiedział że luteiny nie można przedawkowac. Odpoczywaj, wstawaj tylko na jedzenie i do łazienki. Wszystko będzie dobrze, tym bardziej że już nie ma śladu żywej, świeżej krwi.
-
Dokładnie rok temu dziewczyny obecne wówczas na forum podnosiły mnie z kolan po tym jak od chrzestnej dostałam życzenia świąteczne w postaci MMSa z malutkim bobaskiem w czapce Mikołaja. Zdjęcie było przypadkowe, poprostu świąteczne. Doprowadziło mnie do takiego stanu, że nie mogłam złapać tchu z rozpaczy. Jedna z dziewczyn napisała mi wtedy, że życzy mi żebym za rok to ja wysłała jej zdjęcie mojego dziecka w czapce Mikołaja. Dziś, jak synek się obudzi zrobię mu właśnie takie zdjęcie i jej wyślę z życzeniami. Pisze to, bo wierzę że w przyszłym roku też będziesz tulic w ramionach swoje maleństwo. Ta droga jest długa i ciężka. Napotykamy na niej mnóstwo frustrujacych sytuacji. Ciąże i kolejne dzieci w rodzinie są i będą. Ludzie którzy nieświadomie zadają nam ból pytaniami również. Nam pozostaje się z tym zmierzyć. Życzę Tobie oraz Wam wszystkim siły do walki, łez tylko że szczęścia, owocnych punkcji i szczęśliwych transferów a później spokojnej ciąży.
-
Oj to nerwowo było wczoraj. Najważniejsze że jesteś w doskonałych rękach, jak sama piszesz. Mały już wcale nie taki mały więc da radę . Dostał steryd więc teraz każdy dzień u ciebie w brzuszku na wagę złota . Będzie dobrze, powodzenia.
-
Ja miałam dokładnie tak jak ty. 7 dpt różowe plamienia. Już myślałam, że to okres a to najprawdopodobniej było plamienie implementacyjne. Udało sie. Mój synek Filip ma już 9 tygodni. Powodzenia, będzie dobrze .
-
A później czy się dzidzia najadla wystarczająco? dlaczego kupki nie robi? A jak zrobi to dlaczego zieloną? czemu ta kolka tak długo męczy? Co to za wysypka na buzi? Jak przetrwa szczepienie? I tak bez końca uroki macierzyństwa
-
Super wiadomość . Gratuluję . Faktycznie długo czekałas na ten wynik! Ja to jeszcze patrzyłam na forum o 4 rano jak wstawalam do Małego czy może coś napisałaś . Kibicuje wam wszystkim. Musi być dobrze .
-
Brawo, gratuluję. Dziś myślałam cały dzień o Dziewczynach z forum.
-
Ja miałam też takie bóle przed betowaniem. 7 dpt wieczorem miałam takie delikatne brązowe jakby nitki na wkładce i przez kilka godzin strasznie swedzialy mnie sutki a piersi nagle zrobiły się mega tkliwe. Nastepnego dnia rano nie czułam już nic. Myślałam że już po wszystkim ze za chwilę dostanę @ i że znowu się nie udalo. A tu niespodzianka, 10 dpt beta 134. Każda z nas jest inna i ma inne objawy. Wiem, że godziny do bety są bardzo długie ale bądź dobrej myśli . Będzie dobrze.
-
Bez obaw. Jesteście poprostu nosicielami tego psciorkowca. Ja nigdy tego nie miałam a przed drugą stymulacja okazało się że też są liczne kolonie w posiewie. Tez chciałam to na siłę leczyć chociaż lekarz w klinice zapewniał mnie ze to bez sensu bo w niczym to nie przeszkadza. Konsultowalam się jeszcze z moją gin i potwierdziła to co mówił lekarz z kliniki. Leczenie tego jest długotrwałe i nie zawsze przynosi efekty. Paciorkowiec uodparnia się na kolejne antybiotyki a to jeszcze gorzej. U mnie było akurat tak, że transfer kiedy nie miałam tej bakterii się nie udał, a ten kiedy już ją mialam był szczęśliwy . Nie wpływa to na ciąże jedynie na poród. Około 34 tc robi się posiew na obecność tej bakterii. Jeżeli jest dodatni to przy porodzie dostaje się antybiotyk w celu ochrony dziecka. A więc głowa do góry . Nie myśl o tym bo podobno 30% kobiet to ma, nie wie o tym a dowiaduje się dopiero w zaawansowanej ciąży . Trzymam kciuki za powodzenie inseminacji.
-
Dziękuję za piękne slowa. Nie czuję, że dokonałam czegoś lał. Trzeba było walczyć więc walczyliśmy oboje. My Kobiety jesteśmy w stanie zrobić wszystko dla dziecka. Kiedyś dziwiły mnie pewne zachowania moich koleżanek, Matek. Dziś rozumiem co to znaczy lęk o dziecko. Ta odpowiedzialność za bezbronna istotę która ma i potrzeboje tylko mamy. Ta miłość która nie ma końca. Wierzę, że każda z Was tutaj na najlepszym forum świata doświadczy tych uczyć, bo każda z nas zasługuje na to i jest gotowa na bezwarunkowa miłość. Z całego serca życzę Wam tego. Marta, gratuluję Ci mocno. Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie. Korzystaj z tego czasu, który masz teraz później wolny czas już nie istnieje. Celebruj każda chwilę. Ciąża to trudny okres ale piękny i niepowtarzalny, cudowny.
-
Ha ha fajnie że ktoś mnie szukał . Ogólnie bylo tak że po transferze w lutym postanowiłam się odciąć od forum żeby nie wariowac. 14 lutego 10 dpt zobaczylismy bete 134. Bałam się cieszyc dlatego nie pisałam na forum. To był nasz jedyny zarodek z drugiej procedury. Ostatnia szansa bo tak postanowiliśmy że jeżeli się nie uda to kończymy walkę. Stwierdziłam że poczekam na pęcherzyk i dam znać, później że na serduszko, później że na koniec I trymestru. Już miałam się chwalić ale w 13 tygodniu zaczęłam krwawic. Byłam załamana, dwa wielkie krwiaki. Lekarze obstawili mnie lekami, kazali leżeć i się modlić. Trwało to do 26 tc. Ciąża najpierw zagrożona, a później jeszcze groźba przedwczesnego porodu. Długie miesiące stresu. Przeszliśmy bardzo długa drogę. Filip urodził się 16 października w 39 tc przez cięcie cesarskie ale tylko dlatego że Mały len nie obrócił się główka do dołu . 3560 g i 59 cm miłości . Do ostatniego dnia ciąży balam się o niego bo na koniec obkrecil się pepowina. Dziś ma już 7 tygodni. Nie pamiętam już tych ciężkich 10 lat kiedy na niego czekaliśmy . Tyle o nas. Cudownie, że i Wy czekajcie już na Córkę . Niewiarygodne że udało się jednak naturalnie. Jesteście przykładem że wszystko jest możliwe. Daj znać jak się czujesz. Życzę wam dużo zdrowia i wszystkiego najlepszego .
-
Marta to ty? Dobrze pamiętam? Leczenie w Invimed Warszawa, a później cudowny cud?
-
Luna pamiętam twoja historie z zeszłego roku kiedy i ja przygotowywałam się do drugiej procedury. Trzymam za was mocno kciuki, wiem że ci ciężko. Ja też miałam olbrzymie dwa krwiaki. Ujawniły się w 13 tc. Co prawda nie leżałam w szpitalu tylko w domu ale łatwo nie było. Moje leżenie trwało od 13 do 26 tc. Cały drugi trymestr. Krew lala się że mnie codziennie przez te długie tygodnie, miesiące. No może pod koniec powoli ustąpiło. Później już do końca ciąży musiałam bardzo się oszczędzać. Dużo odpoczywać, nie chodzić zbyt dużo. Mięśni brak. Dziś jestem 7 tygodni po porodzie a nadal nie mam siły chodzić. Dla upragnionego dziecka kobieta jest znieść wszystko. Musisz być silna i wierzyć że wszystko będzie dobrze, a tak się stanie.
