Witajcie. Ja rodziłam w marcu przez cc(kiedy był największy boom na koronę), jedynym moim wskazaniem do cc była tokofobia, a w tym okresie w publicznych szpitalach masowo podważali wskazania do cc, odwoływali planowane cesarki. Ja umawiałam się na cc w połowie stycznia, termin miałam na koniec marca, do szpitala miałam ponad 200 km. Zaproponowali mi dwa terminy: 37+4 oraz 38+4. Wybrałam ten drugi. W 37+5 zaczęłam mieć silne skurcze przepowiadające, zadzwoniłam, załatwili mi miejsce na następny dzień rano i jechałam już z rana z silnymi skurczami(wtedy już zaczęły się skurcze porodowe prawdopodobnie). Był to piątek, rodziłam tylko ja i jeszcze jedna Pani. Urodziłam w 37+6, dzieciątko było trzykrotnie owinięte pępowiną wokół szyi, powiedzieli mi, że dobrze, że przyjechałam szybciej, bo przez weekend mogłaby się stać tragedia. Na usg nie było nic widać(tak się akurat zdarza). Uratowali moje dziecko, pobyt wspominam naprawdę dobrze. Położne cudowne, lekarze kompetentni. Mi cc wykonywał dr Manderla, bardzo sympatyczny ginekolog. Po miesiącu zapomniałam, że rodziłam. Cała reszta została chyba tu opisana. Gorąco polecam