Ja tam Cię rozumiem, bo strasznie ciężko jest wszytko samemu ogarniać jak się nie ma nikogo do pomocy. Niby jestem w całkiem innej sytuacji, bo nie mam dzieci, ale też pracuję, dorabiam dodatkowo i staram się jakoś ogarniać tą rzeczywistość. Wydaje mi się, że we dwójkę zawsze jest nieco lżej, raźniej. Jeśli nie można liczyć na konkretną pomoc, to chociaż ktoś jest obok, kto bierze troszkę tej odpowiedzialności, powie dobre słowo, komu można się nieco wyżalić. Trudno żalić się przecież znajomym, bo nie oszukujmy się, ale każdy tak naprawdę ma swoje problemy. A tak, to czego człowiek sam, nie zrobi, to niezrobione.
Niby to racja, co napisała Foko Loko, że Twoja mama nie ma obowiązku zajmowania się wnukami. Ale jest jeszcze całkiem młoda, ma partnera, pracę i zdaje się, że w miarę ułożone życie, a Tobie nie chce cokolwiek pomóc jak widzi, że się strasznie miotasz w swojej sytuacji. Nikt przecież jej nie każe codziennie zajmować się wnukami, ale odrobina wsparcia dla córki, która jest w ciężkim położeniu, moim zdaniem nie byłaby ogromnym wysiłkiem. Trudno Ci coś doradzić, raczej ani mama ani tata Ci nie pomogą skoro jeszcze tego nie zrobili. Oni mają swoje sprawy i nie raczej już Twoimi się nie zajmą. A co z ojcem dzieci? Rozstaliście się i w żaden sposób nie chce uczestniczyć w życiu maluchów? Czasem je gdzieś zabrać, żebyś mogła chociaż trochę sobie odpocząć i ogarnąć inne obowiązki?