Fifkaaa
Zarejestrowani-
Zawartość
234 -
Rejestracja
-
Ostatnio
Reputacja
150 ExcellentOstatnio na profilu byli
Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.
-
Jak w tytule, idę sama na ślub dobrej koleżanki, czy 500 zł + moje wsparcie podczas nieobecności świadkowej (mieszka 400 km dalej) np. przymiarki sukni, kwiaciarnia itp., bedzie ok? 500 zł to 10% mojej wypłaty netto, oczywiście gdybym zarabiała wiecej dałabym więcej. pytam Was, bo ostatni raz na ślubie byłam 10 lat temu
-
Powiedzmy…wraca z pracy, gotuje coś, ogląda tv. W weekend przejedzie się rowerem lub pójdzie na spacer, poscrolluje social media, poleży przez tv. I tyle. Potrzebujecie kogoś, kto ma konkretne zainteresowania lub wiedzę? Potrafi zabłysnąć wiedzą np. historyczną?
-
Hej, mam taki dylemat i nie wiem, czy ja jestem przewrażliwiona czy to moja przyjaciółka nie umie już się zachowywać… Jej przeprowadzka do mojego miasta i poznanie nowego faceta zeszło się w czasie. Nie mam pretensji, że wpadła w wir nowego związku, ale nawet jak wygospodaruje na nasze spotkanie 1-2 w miesiącu 3 h to podczas tego spotkania on też musi „zaocznie” być. Chodzi o to, że spotykam się z nią w kawiarni bez ścisle określonej godziny zakonczenia spotkania. Nie widziałyśmy się 2-4 tygodnie, więc jest o czym gadać i zawsze po około godzinie dzwoni ON i uzgadniają między sobą, o ktorej sie spotkają po naszym spotkaniu, wiec dzięki ich rozmowie ja np. Wiem, że nasze spotkanie skończy się za 1,5h. I szczerze powiem, że mnie to bardzo denerwuje, bo to się powtarza za każdym razem. Tak jakby to nie było spotkanie ona-ja, bo ramy czasowe ustala ona z nim. Automatycznie się blokuję, bo rozmowa idzie wartko, jest super a potem już mam w głowie „aha za 1,5h kończymy to już nie będę poruszać tego i tamtego tematu, bo i tak nie wystarczy czasu”. Wg mnie i tak spotkamy się rzadko jak na mieszkanie w jednym, nie takim dużym mieście, więc człowiek chciałby mieć więcej przestrzeni i nie chodzi, że mamy siedzieć pół dnia przy kawie tylko o to, że nie wiemy kiedy się nagadamy. Dla mnie on jest zbyt osaczający, bo kiedyś byłam z nią umówiona do kina (ona zaproponowała) i w dzień seansu zapytała mnie czy może go wziąć, bo on biadoli, że co ona myśli, że jak on siedzi tylko w książkach to dobrego filmu nie doceni. Jakieś takie manipulacje niskiej wody. Wtedy powiedziałam, że wolałabym się spotkać tylko z nią, bo nie widziałyśmy się miesiąc, a jest kilka prywatnych tematów, które chciałabym poruszyć tylko z nią. Dodam, że nie jesteśmy tacy młodzi (wszyscy około 40stki), więc to nie jest tak, że to jakieś pierwsze nastoletnie związki, gdzie człowiek nawet 3h bez siebie nie wytrzyma
-
Ja już mam tego dość. Nikt nie wie co u kogo słychać tylko ciągle to wysyłanie rolek. Czasem nie zaglądam do telefonu pół dnia a tam już czeka 10 wideo od mojej przyjaciółki z lat szkolnych (teraz bym nie nazwała tego przyjaźnią). Podejmowałam próby zagadywania, opowiadałam jak mi dzień minął, pytałam o jej zdanie w różnych sprawach, żeby po prostu ta znajomość wróciła na wyższy level. Czasem nawet nie było odpowiedzi na messengerze a za 3 min na insta znowu mi wysyłała video, tak jakbym żyła w paralelnej rzeczywistości i ona nie widzi moich wiadomości albo jakby była jakimś zombie.
