Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Ono

Zarejestrowani
  • Zawartość

    278
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

12 Good

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. A ja odwrotnie. Tam gdzie inni dają radę, to nie wierzę w swoje możliwości. Już prędzej kiedy inni sie boją, to ja zdobywam się na odwagę, bo nawet jeśli mi się nie uda, to nikt się nie będzie ze mnie śmiać...
  2. W szkole koledzy i koleżanki mówili mi: "jesteś gównem" Z czasem udało mi się nieco wzmocnić samoocenę, ale nadal jestem mocno w tyle za innymi
  3. Ja mam wrażenie, że większość ludzi kompletnie niczego się nie boi, przynajmniej w porównaniu do mnie
  4. Męczenie to mało powiedziane, myślę, że serio można dostać zawału albo wylewu z samego silnego stresu. Na studiach było łatwiej. Egzaminy były głównie pisemne, poza tym nawet jeśli się nie zdało za 1 razem, to był jeszcze 2 termin, a jak się nie zdało w 2 terminie, to był jeszcze termin komisyjny. A praca? Pójść gdzieś i być kompletnym zerem? To będzie ciężkie, ale lepsze to niż dalsze życie w marazmie
  5. Życie osób, które panicznie boją się wszystkiego, tak jak ja, to koszmar. Wierzcie mi...
  6. Pamiętam, że to było akurat przed świętami Bożego Narodzenia. Póki jeszcze nie było wiadomo, to stres i lęk przed tym, że mnie przyjmą i że od nowego roku zacznę tę mordercza pracę powodował, że święta zupełnie mnie nie cieszyły.
  7. Samo aplikowanie na tamto stanowisko wywoływało we mnie tak przeogromny stres, wyobrażanie sobie np, że mam samemu jeździć do klientów, że serio o mało nie przyprawiło mnie to o zawał. I kiedy pracodawca ze mnie jednak zrezygnował, to była dla mnie ogromna ulga...
  8. No cóż. Muszę się zdobyć na odwagę i spróbować pomimo braku wiary. Może tylko zacząć od jakiejś mniej wymagającej pracy, niż poprzednio. Tamto stanowisko, na które mnie w końcu nie przyjęto, wymagało samodzielności, kontaktów z ludźmi i pewności siebie. Muszę chyba zacząć od czegoś co mnie mniej przeraża, to może jak tam sobie poradzę, to będzie jakiś kroczek, który przekona mnie, że jednak się do czegoś nadaję. Tak samo było ze związkami. Wydawało mi się, że nikt mnie na pewno nie zechce, a potem okazało się, że o dziwo, jednak ktoś mnie chce. Przy kolejnych związkach było już z górki
  9. No raczej, że wierzysz w siebie, czy że działasz mimo braku wiary w siebie?
  10. Ja np już jak przeglądam oferty pracy, to wyobrażam sobie, że nie ma innej możliwości, niż taka, że nawet jeśli jakimś cudem przez pomyłkę ktoś przyjmie mnie na okres próbny, to po nim wykopie mnie z hukiem na zbity pysk i wszyscy w danej firmie, zarówno pracodawca, jak i współpracownicy, będą się ze mnie śmiać...tak jak dzieci śmiały się ze mnie zawsze w szkole...
  11. A ty wierzysz, że ci się uda, czy podejmujesz działania pomimo, że nie wierzysz, że ci się uda?
  12. Czy też podejmujecie działania, pomimo, że nie wierzycie że wam się uda? Jest tam kto w ogóle?
  13. Czy wszystkie osoby poza mną, wierzą że im się uda? Nawet kiedy robią coś pierwszy raz? Skąd w was to przekonanie, że wam się uda?
  14. Wiem, że jest powiedzenie, że jeśli ma się podejmować działanie bez wiary w sukces, to już lepiej dać sobie spokój i wcale nie podejmować działania. Jednak nie wiem czy to lepsze. Przez ostatnie 10 lat w sprawie pracy tak robię, a w innych dziedzinach życia od 30 lat, i nic dobrego z tego nie podejmowania działania nie wyszło. Więc już chyba lepiej podjąć działanie bez wiary w sukces. W sumie najwyżej (i najpewniej) nie wyjdzie, ale nic nie stracę...
  15. Ja całkowicie nie wierzę w to, że mogę sobie poradzić w innej pracy niż w tej, w której obecnie pracuję i w której mam pracę po znajomości. Z tego powodu, że zupełnie nie wierzę w swoje możliwości, od lat zwlekam z szukaniem innej pracy. Obecnie jednak planuję szukać innej pracy, choć nadal mam przekonanie, że zupełnie do niczego się nie nadaję. Podobno z takim podejściem, szanse, że mnie gdzieś przyjmą, są bardzo małe. Ale ciekawe, może jednak ktoś mnie przyjmie do pracy. Nie mam innego wyboru, bo to błędne koło. Nie uwierzę w siebie zanim się nie przekonam, że jednak mogę sobie poradzić. Gorzej jeśli każdy pracodawca wyczuje moje podejście i nikt mnie nie przyjmie. Już na jednej rozmowie kwalifikacyjnej jeden pracodawca stwierdził, że merytorycznie się nadaję, ale z charakteru nie. No ale może trafię na jakiegoś ślepego pracodawcę, albo uda mi się go oszukać, w sensie, że będę udawać osobę, która chociaż trochę wierzy w siebie. A wy? Jak szliście do pierwszej pracy to już wierzyliście w swoje możliwości? Na jakiej podstawie?
×