Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Monikamezatka

Zarejestrowani
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutral

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Monikamezatka

    Rozdzielność majątkowa

    Mieszkanie w tym mieście to jakieś 300 tys za 30 m, chętnie przyjmę, jeśli tyle masz na zbyciu. Zakup mebli nie jest wielomilionową inwestycja, ale już kilkutysięczna tak, i nie wiem dlaczego mam je zostawiać w nie swoim mieszkaniu? Zwłaszcza te, które zostały zakupione przez moją mamę?
  2. Monikamezatka

    Rozdzielność majątkowa

    Nie, nie ma dobrej pracy, zarabia niecałe 3 tys na rękę. Nie chce się przeprowadzać "BO NIE". nie ma żadnych argumentów, żeby z nimi dyskutować, po prostu jest BO NIE.
  3. Monikamezatka

    Rozdzielność majątkowa

    Jestem załamana. Mieszkamy z mężem w mieszkaniu jego mamy (ona mieszka gdzie indziej), niewielkie miasto, perspektywy na rozwój czy pracę średnie, ale niedaleko wsi, gdzie mieszkają jego rodzice. Cały remont sponsorowaliśmy ze wspólnych pieniędzy, podobnie część mebli, ale w wiekoszci meble kupowane były głównie przez moją mamę albo przywożone z mojego domu. W tym mieszkaniu były stare, śmierdzące i porozwalane (np z urwanymi drzwiami i powyrywanymi szufladami), częściowo już pognite meble. Wywaliliśmy to, kupilam nowe albo przywiozłam od siebie z domu (np. Łóżko, stół itp.) meble do salonu i tv kupiła moja mama. Mieszkanie jest oczywiście na jego mamę, nie na niego, ja nie mam żadnych praw do niego, co oczywiście jest zrozumiałe. Tak się składa, że staramy się uzyskać w innym mieście mieszkanie komunalne z możliwością wykupu w ciągu 3 lat. Duże miasto, jest praca, ja sama tam mieszkałam przez długi czas i naprawdę było dobrze. Świetna komunikacja miejska, puby, możliwości rozwoju, muzea, szkoły, restauracje, parki. No ale mój mąż stwierdził, że on tam mieszkał nie będzie BO NIE, my będziemy nadal mieszkać na zadupiu w mieszkaniu jego mamy, do którego nie mam żadnych praw, a mieszkanie w lepszym mieście będzie 3 lata stać puste a potem na wynajem albo na sprzedaż po wykupie. Oczywiście od razu mówię, że absolutnie, nie ma takiej opcji, ja żadnego mieszkania nie sprzedaje, jak ma ochotę sprzedawać mieszkanie, to niech sprzeda mieszkanie mamusi, a od tego w dużym mieście niech się odwali. Na co on, że to będzie tak samo jego mieszkanie, bo przecież składał dokumenty (a w praktyce wyglądało to tak, że musiałam dwa tygodnie prosić o jego zaświadczenie o zarobkach, oprócz tego nie zrobił NIC i wręcz mówił że on za cholere nie będzie tam mieszkał), że mieszkanie idzie na sprzedaż albo mam go spłacać. Jeśli będę chciała tam zamieszkać, to żadnych mebli z tego mieszkania jego mamy wziąć nie mogę (mimo, że są przywiezione z mojego domu albo kupione przez moją mamę!), bo wyrzuciliśmy stare to musi coś zostać (przypominam, tam były meble sprzed 30 lat, zniszczone, zgnite i śmierdzące, w kuchence gazowej była dziura od rdzy), mam sobie kupować nowe, bo te zostają i już. Zaproponowałam mu więc rozdzielność majątkową, ale się nie zgodził. Co robić?
  4. Monikamezatka

    Mąż, który ma mnie w dupie

    Ja mam dopiero 25 lat, więc młodszy kochanek to tak średnio, haha ja nie robię wszystkiego. Mieliśmy już dawno ustalony podział obowiązków - on zajmuje się kuchnią w 100% (gotowanie, zmywanie, chociaż właściwie mamy zmywarkę ;), ale zanim ją mięliśmy, ogólnie takie ogarnianie kuchni, wynoszenie śmieci, zakupy) i łazienką. Ja zajmowałam się salonem i sypialnia, dodatkowo pranie, mycie podłóg itd. No ale on się ze swojej części nie wywiązywał, a przecież myć się w brudnej wannie nie będę, czy siadać na brudnym sedesie. Podobnie, jeść coś muszę, więc muszę ugotować dla siebie, nie będę jeść jak on - parówek i chleba.
  5. Monikamezatka

    Mąż, który ma mnie w dupie

    Rozmawiałam z mężem. Stwierdził, że on się tak zachowuje, bo ma problemy (dopiero 1 września rozpoczął nowa prace, a wypłata dopiero w połowie października) finansowe, ja nas utrzymuje i jemu jest głupio, w związku z czym źle się czuje i nie umie tego wyladowac. W tym tygodniu sprzątnął całe mieszkanie, dziś ma założyć te zasmarkane drzwi. Ale tak ogólnie, to twierdzi, że żadnego problemu nie ma, jeżdżenie do domu rodzinnego go odstresowuje, bo ma tam rodzinę, że spędzamy ze sobą 5 dni w tygodniu (taaa, ciekawe kiedy?), więc on ma prawo jechać do domu w weekend. W każdym razie, rozmawiałam z nim również o rozwodzie, stwierdził, że nigdy do tego nie dopuści, bo mnie kocha. Jestem rozdarta, stwierdziłam, że nie będę robić "jego działki", nie piorę jego ciuchów itd.
  6. Monikamezatka

    Mąż, który ma mnie w dupie

    Ale on ma kiedy zatęsknić, bo jak ja wychodzę to on śpi, a jak on wraca, to ja śpię. Jak ma wolne, to ja jestem w pracy a on w domu rodzinnym, więc jak mam "znikać z domu"?
  7. Monikamezatka

    Mąż, który ma mnie w dupie

    Mieszkaliśmy razem 2 lata, tak jak pisze, zawsze trochę po marudził, zawsze trochę się ociągał, ale jednak zawsze prędzej czy później wykonywał swoje obowiązki. Nigdy nie było czegoś takiego, że ja go proszę o coś, a on po tygodniu tego nie robił, najwyżej 1-2 dni
  8. Monikamezatka

    Mąż, który ma mnie w dupie

    Nie, wielokrotnie z nim rozmawiałam, na temat jego zachowania, braku dbania o dom, braku dbania o mnie, o nas. Wielokrotnie próbowałam rozmawiać o jego cotygodniowych wyjazdach do domu rodzinnego, prosiłam o pozostanie w domu. Pytałam go, po co był ten ślub, jeśli od prawie dwóch miesięcy on nie ma czasu, bo wiecznie jest zajęty/zmęczony. On na każdą tego typu rozmowę przewraca oczami, twierdzi, że taki już jest, tak już ma, widziały gały co brały, nic nie będzie zmieniał, nie będzie wcześniej wstawał, nie zrezygnuje z wyjazdów do domu. Zwykle jak mu mówię na spokojnie, to stwierdza, że przesadzam, wymyślam. Np. Dziś, rozmawiam z nim o tej zakichanej kuchni, pytam kiedy ostatni raz myl łazienkę czy podłogę w domu, a on "no jakoś z 3 tygodnie temu". Mamy psa, i odkurzać trzeba przynajmniej raz na dwa dni, myć podłogę przynajmniej raz w tygodniu, a nie raz na 3 tygodnie.
  9. Monikamezatka

    Mąż, który ma mnie w dupie

    Nic nie mówi, tylko "ogarnij się"
  10. Monikamezatka

    Mąż, który ma mnie w dupie

    Niedawno, po 5 letnim związku wyszłam za mąż. Mój mąż zawsze był raczej mało skory do działania, najchętniej leżałby na kanapie i grał w Fifę. Mieliśmy swoje obowiązki, on robił swoją część, ja swoją. Jednak tak naprawdę od momentu ślubu jest fatalnie. Stety niestety dostałam taką pracę, że pracuję w różnych godzinach, ok 4-5 razy w miesiącu na nocki, zmiany 12 h, czasem mam po takiej zmianie wolne, a czasami np. Zmianę 8 h, niezależnie czy święto czy niedziela. Moj mąż pracuje od poniedziałku do piątku, po 8 h dziennie, fizycznie, ale nie jest to jakaś ciężka praca (nie budowlanka ani nic takiego). Problem w tym, że gdy on wraca po 8 h jest TAAAAKI zmęczony, że nic nie jest w stanie zrobić. Od tygodnia prosiłam, że by umył podłogę w kuchni, i dzisiaj umylam ją sama, bo aż się kleiła. Na każdą prośbę słyszę zaraz, później, nie mam czasu, jestem zmęczony. Jeśli ja czegoś nie sprzątnę, to jest nieposprzątane, np. Suszarka z praniem może stać w salonie kilka dni, a on będzie z niej zabierał czyste ciuchy pojedynczo. Nawet ostatnio przed pracą złożyłam pranie i kazałam włożyć do szafy - leżało 3 dni, aż ja je włożyłam. Jak wstanie rano to nie pościeli nawet łóżka, tylko zostawi takie skopane i rozwalone "bo przecież wieczorem i tak idziemy spać". Cały dom jest na mojej głowie, nieważne, czy wróciłam z nocki, czy wyszłam z domu o 7 i wróciłam o 20. On nie ma sobie nic do zarzucenia, bo przecież "czasem ogarnia". Jeśli mi powie ze zaraz, nie ma siły, to jak mu przypomnę np. Za 2 h to jest oburzony, po co mu mówię, jego to denerwuje. Jego dzień wygląda tak. Wstaje o 12-13, idzie do pracy na 14 wraca, gra w Fifę, ok. 2-3 w nocy idzie do łóżka. W domu nie zajmuje się absolutnie niczym, bo nie ma czasu, bo zaraz musi iść do pracy, albo jest zbyt zmęczony. Jak ma weekend wolny to jedzie do domu rodzinnego "bo ma czas dla siebie", i zostaje na cały weekend, a ja siedzę sama w domu albo siedzę w pracy. Na prośbę o wcześniejsze wstawanie są pretensje, bo on się musi wyspać, nie będzie wstawał np. O 9 czy 10, więc widujemy się może z godzinę w ciągu dnia, z czego większość spędzamy na kłótniach, bo ja go proszę o zrobienie rzeczy X, a on mi mówi później, zaraz, nie teraz, jest zmęczony, nie ma czasu. Zwykle jak ja wychodzę o 7 z domu to on śpi, jak on kończy o 22 to ja śpię. Jak mam wolne to on śpi do 13, bierze prysznic i o 13:30 wyjeżdża. Jak on ma wolne to jedzie do rodziców. Mogę go o coś prosić kilka tygodni, a on i tak mi powie później, nie mam czasu, i robię to w końcu sama. Skończyliśmy remont mieszkania w końcówce lipca, a do tej pory nie mamy drzwi do sypialni, bo trzeba je dociąć, a on oczywiście od prawie 2 miesięcy nie ma czasu. Jesteśmy niecałe dwa miesiące po ślubie i już myślę o rozwodzie. Ja już nie wiem co robić.
×