Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Lilys

Zarejestrowani
  • Zawartość

    467
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Posty napisane przez Lilys


  1. U każdego granica jest w innym miejscu, jeśli ma siłę jeszcze reanimować, niech to robi. Najczęściej przyczyną jest strach przed zmianą, rozpoczynaniem życia i wzięciem odpowiedzialności za swoje życie i uczucia, po części przyzwyczajenie do stanu w jakim się człowiek znajduje. Czesto warto przejść ten dyskomfort i zacząć żyć żeby nie zgorzknieć albo obudzić się za kilka lat z poczuciem straty minionych lat. 


  2. 33 minuty temu, ema napisał:

    Już tak zrobiłam, że po prostu zmieniłam zdanie i pojechalam jednak do siebie. Jednak po tym się zastanowiłam czy nie dałam jej satysfakcji czy jej nie o to chodziło właśnie.

    Nie daj się wciągać w słabe zagrania, chłopak może do Ciebie przyjechać i po problemie. Ona jest u siebie i zapewne nie będzie zwracała uwagi na Twoje samopoczucie dlatego tym bardziej wolałabym się spotykać na swoim terenie:) 


  3. 1 godzinę temu, Monia2514 napisał:

    Jestem z mężem od 11 lat razem 8 lat po ślubie. Mamy 4 letnią córkę. Od prawie roku przechodzimy kryzys ale to nie jest kryzys z awanturami czy coś takiego my się nigdy nie kłóciliśmy . Rozmawiamy normalnie wszystko jest normalnie ale on powiedział że mnie nie kocha że wypalil się . Ja od roku starałam się żeby było coś lepiej kupiliśmy mieszkanie a on twierdzi że nic się nie zmieniło że on nie chce dla mnie źle ale mnie nie kocha . Nikogo nie ma wiem to na 100% dba o mnie ale ja bym chciała żeby znowu było tak jak kiedyś żeby mówił że kocha a nie żeby udawał. Z jednej strony chce żeby było dobrze ale z drugiej nie chce żyć tak jakby obok 😔 potrzebuje pogadać z kimś kto był w podobnej sytuacji.

    Nie ręcz za kogoś 100% że nikogo nie ma, co ma w głowie wie tylko on, być może się w kimś zauroczył. Nie tłumacz sobie ze to może przez stresująca pracę w Policji, zacznij się przyglądać uważniej Ty uważasz że jest ok bo nie ma awantur itp. On ma powody skoro odważył się powiedzieć że Cię nie kocha a prawdziwych nie musi wcale Ci mówić. 


  4. 3 minuty temu, arek82 napisał:

    Proponowalem takie rozwiazanie, niestety bezskutecznie. Moja zona u rodziny ma zapewnione miejsce, maja dom, bedzie mieszkala wspolnie z matka i ojcem, siostra najstarsza na wyciagniecie reki. Ogolnie to rodzina z problemem alkohlowym  w przeszlosci. W mojej ocenie wszystkie siostry to DDA, kazda ma gowniane malzenstwo. uwazam ze najstarsza ma duzy wklad w to ze moja zona zdecydowala sie na separacje. Po prostu potrzebuje jej go plotek. jej maz praktycznie nie istnieje, zdegradowany do bycia bankomatu

    Może siostry mają kiepskie związki ale to nie Twój problem, patrząc z drugiej strony Twój związek też  mocno kuleje. Dziwne ze skoro rodzina ma problem z alkoholem to żona chce tam wrócić z córką. Nie ma co skupiać się na jej rodzinie tylko rozwiązywać swoje problemy. 


  5. 2 minuty temu, arek82 napisał:

    Corka ma tlumaczone, że rodzie nie beda razem... jezeli idzie o podjecie decyzji to zakładam, że żona nie chce jej podjąc tylko chce na mnie zrzucic odpowiedzialność a potem przed znajomymi informować, że to mąż nie chciał małżeństwa...

    Klasyka ktoś musi być winny bo tak łatwiej dla drugiej strony bo to nie ona wniosek złożyła ale zastanów się co jest ważniejsze otoczenie czy Twoje życie. Wolisz żyć udając że wszystko jest ok Twój wybór i prawo, nie mi to oceniać. Zawsze są wątpliwości że może można było zrobić coś więcej, dawać kolejne szanse tylko to strasznie wypala wewnętrznie. Musisz sam podjąć decyzję nie szukaj potwierdzenia jej u innych. Rób co czujesz. 


  6. 2 minuty temu, arek82 napisał:

    Zlozenie pozwu byloby dla mnie o wiele latwiejsze, gdyby nie było dziecka. Widze jak corka przezywa ta sytuacje, moja zona jest jakby slepa na jej cierpienie.... pierwsze 3 miesiace mowilem o terapii wspolnej ze wzgledu na zone. niestety po pol roku czasu oddailem sie od żony, tym bardziej ze nawet nie zapyta co slychac, jak sie czujesz? Moze nigdy tego nie bylo w malzenstwie, ale ogolnie dziwne to dla mnie... dodam, że pomysl z separacją to byl pomysl żony. Ja od poczatku chcialem isc na terapie bo wiedzialem ze niemieszkanie wspolne raczej ludzi nie przybliza do siebie tylko oddala

    Tak naprawdę to już nie jesteście razem chyba tylko na  papierze a córka to widzi nie jest już malutka, zamiast skupiać się tylko na sobie powinieneś/powinniscie wytłumaczyć jej tą sytuację. Życie w zawieszeniu nie tylko Ciebie boli bo co najwazniejsze dziecku odbieracie poczucie bezpieczeństwa nie potrafiąc podjąć decyzji. To nie wstyd że ludzie na przestrzeni lat się zmieniają i czasem ich drogi się rozchodzą, ważniejsze jest czy potrafią załatwić sprawy najlepiej na  ile to jest możliwe. Macie dziecko które widzi co się dzieje i będzie czerpać z tego wnioski w swoim życiu. Warto o tym pomyśleć. 

    • Like 1

  7. Jeśli druga strona nie widzi potrzeby ani nie stara się pracować nad związkiem do niczego jej nie zmusisz. Decyzja należy do Ciebie czy chcesz tak dalej żyć, ewentualnie czekać może coś się zmieni. Jednakże nic samo się nie zadzieje jak obie strony nie wykażą chęci. Z tego co napisałeś rozmowa była o rozwodzie bez orzekania o winie, nie łudź się ze złożysz wniosek a żona zmieni zdanie bo jakby chciała dążyłaby do porozumienia to tak z własnego doświadczenia napisałam.  

    • Like 1

  8. 6 minut temu, Olek80 napisał:

    właśnie tak jest, ostatnio trochę nad tym myślałem, i to jest właśnie element mojej winy w tym związku, mi jest wygodnie w pewny sensie pełnić rolę opiekuna, sprawdzam się w niej, i czuję satysfakcję z tego ze jestem potrzebny ... a teraz po tych wszystkich latach to rzeczywiście jest mi ciężko tak stanąć wyprostowanym ... i powiedzieć głośno czego chcę ... 

    .. dlatego doskonale zaję sobie sprawę że wina nie jest tylko po jej stronie 

    Oczywiście i tak można trwać bez końca, może zacznij od uzdrowienia siebie myślałeś o wizycie u psychologa? Pomoże spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. 

    • Thanks 1

  9. 57 minut temu, Olek80 napisał:

    no ja tego tak jeszcze nie oceniam, choć wiem, że to nie jest normalna sytuacja, tak czasem sobie myślę że to chyba ostatni dzwonek, w sensie jak nie pójdzie do pracy ... to ja chyba dalej nie dam rady ... 

    Napisałeś chyba ostatni dzwonek, chyba nie dam rady, to jeszcze dasz radę. Myślałam że to domena kobiet usprawiedliwianie wszystkich zachowań partnera ale jednak nie. Wydaje mi się że boisz się wziąć odpowiedzialność za siebie, łatwiej się kimś "opiekować", ratować wtedy czujemy się potrzebni,zagluszamy swoje potrzeby i tak trwamy w udręczeniu. Współczuję Ci co to za życie, na własne życzenie pozbawiamy się radości życia. 


  10. Jeśli ma odejść to tylko dla siebie, nie dla Ciebie. Przechodzenie z jednej relacji bez przepracowania problemu w drugą dobrze nie wróży szczególnie dla Ciebie. Problemy z poprzedniej relacji mogą mieć wpływ na kolejną. Niech sama się z tym upora i wtedy można coś rozpoczynać. 


  11. Myślę że przywykłeś do takiego stanu rzeczy tylko czasami bierze górę gorycz że tak to wygląda. Jesteście już długo że sobą i nie sądzę żebyś zdecydował się na zmianę. Wasz związek raczej wygląda jakbyś sobie wzioł osobę do opieki nie oczekując nic w zamian, tak to zawsze będzie ktoś nieszczesliwy w tym przypadku Ty. Jeśli Ty nie będziesz chciał czegoś więcej dla siebie, karmił się poczuciem winy, brał odpowiedzialność na swoje barki za życie drugiej dorosłej osoby która nie jest ubezwlasnowolniona nic się nie zmieni. Czasem warto skupić się na sobie, przecierpieć rozstanie, zrozumieć siebie, czego się chce a przede wszystkim nie zasłaniać się tylko poczuciem winy wobec partnera. Myślisz że ona ma wyrzuty jakiekolwiek że Ty jesteś nie do końca zadowolony z tego jak wygląda Wasze życie? Ja do tej pory też myślałam tylko o drugiej stronie, nie o sobie a wypala to doszczętnie, odeszłam, boli i pewnie długo jeszcze ale wiem że trwać w czymś co nas przygnębia do niczego nie prowadzi. 

    • Thanks 1

  12. Nie jesteście małżeństwem, działka na której ma być dom jest Twoja nie dziwię się że chłopak zmienił zdanie inwestowanie w coś co nie należy nawet w połowie do niego jest ryzykowne. Nie oburzaj się tylko postaw się w jego sytuacji albo zadaj sobie pytanie czy Ty bys tak postapiła i swoje oszczędności wyłożyła na inwestycje która nie jest Twoja. 

    • Like 2

  13. 1 minutę temu, *Iskra napisał:

    Bo to autorka a nie autor...  kwestia tylko że kobieta...

    To nie ma znaczenia kobiety też stosują przemoc również fizyczną. On sobie nie radzi z emocjami i jest agresywny więc niech nad sobą pracuje. Jak autorka dostosuje się i wyeliminuje to co go skłania do przemocy myślisz że granica się nie przesunie i będą dalsze żądania kochającego męża? Bardzo możliwe... 


  14. 3 minuty temu, *Iskra napisał:

    Nic nie rozumiecie. To nie usprawiedliwienie tylko widzenie przyczyny. Czy jeśli sie radzi alkoholikowi by unikał sklepów z alkoholem to sie usprawiedliwia nałóg czy widzi sposób by mu pomoc z tym wygrac?

    Ty jej radzisz aby zmieniła swoje życie pod niego to nie będzie zazdrosny i ją bił. Przykład z alkoholikiem nie trafiony. 


  15. 1 minutę temu, *Iskra napisał:

    Ilość nie ma tu nic do rzeczy gdy facet bije ale wiele innych czynników się liczy. Wystarczy czasem raz by to zrobił by wiedzieć że sie nie zmieni albo że  z tego nic nie nedzie.

    Kobieto przestań! Przemoc to przemoc i wystarczy jeden raz. Siostra miłosierdzia raz dostaniesz nadstaw drugi policzek. Żenada. 


  16. Przed chwilą, *Iskra napisał:

    Ha nie usprawiedliwiam bicia sle tylko widzę skąd się to bierze i że można spróbować coś z tym zrobić i warto bo oboje jak autorka pisze sie kochają. To nie jedno z tych małżeństw co są nadal razem bo oba nie jest niezależna finansowo albo bo z przyzwyczajenia czy innych powodów tego typu. Nie warto zawalczyć o to?

    Widzisz skąd się to bierze? Autorka ma zmienić się tak aby go nie prowokować to nie będzie bił BRAWOOO. Wina jest jego on stosuje przemoc i nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. 

    • Like 2

  17. 24 minuty temu, *Iskra napisał:

    Jesteście już tyle lat i poza tymi przypadkami jak piszesz traktował Cię wspaniale. Potrafił zmienić się jak obiecywał i to nie na tydzień czy miesiąc . Jestescie nadal razem  mimo że oboje czujecie zazdrość. Znaczy się prawdziwie sie kochacie. Odpowiedz sobie na pytanie: Czy te Twoje hobby i ta praca są ważniejsze  dla Ciebie niż mąż? Co by było gdybyś miała możliwość zmienić pracę na zupełnie  inną za dużo większą stawkę?- Z pewnością byś to zrobiła- dla pieniędzy. Czy nie jesteś w stanie zrobić to dla męża? Pieniądze by Cię do tego skłoniły a miłość do męża  nie? Mówię to bo jedynym problemem w związku waszym jest zazdrość wynikała z tych znajomości z pracy i hobby. Zatem należało by dla waszego dobra zmienić jednego drugie. To samo niech zrobi on. Jeśli mimi to nadal by Cię  bił z powodu zazdrości pozostaje terapia małżeńska i jesli to nie pomoże, to odejść. Ale to ostatecznośc bo widać że się kochacie i nie chcecie zaprzepaścić tylu wspólnych lat. Znajomosci z koleżankami miej w realu i w realu z im się  zwierzaj. Znajomosci z neta w większości przypadków nie są  wiele warte. I pamiętaj - żadna koleżanka czy kolega nie powinien być ważniejszy niż rodzina- mąż, żona, dzieci  czy rodzice. Znajomi nie dadzą Ci tego co tamci bo nie jest się  dla nich tym czym dla rodziny.

    Mozna też zrobić inaczej- nic nie zmieniać na razie, ale od razu iść na terapię małżeńską do psychologa od małżeństw i rodzin. Na wspólne sesje. Co ważne nie przerywać terapii po 1 czy kilku sesjach ale uczestniczyć w niej we dwoje tyle ile to konieczne bo nic nie zadziała od razu.

    Rany kobieto wnioskujesz że bardzo się kochają i skoro mąż wytrzyma nie bijąc żonę 2-5 lat to mniejsze zło? Rozumiem że jakby bil co miesiąc to ma odejść a jak raz na kilka lat to można pracować nad związkiem? Według Ciebie ma zrezygnować z tego co robi bo on jest zazdrosny i nie panuje nad sobą? Nic nie usprawiedliwia bicia nic! Sam niech idzie na terapię i nad sobą pracuje a później zacznie tworzyć związek. 

×