Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

dariakafeteria

Zarejestrowani
  • Zawartość

    16
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez dariakafeteria

  1. Jestem jedynaczką z rozbitego małżeństwa. Mam 40 lat. Mieszkam z mężem w moim domu rodzinnym razem z moją mamą. Mama nigdy nie miała partnera po rozwodzie z tatą i też jasno deklaruje, że go nie chce mieć. Jest ze mną bardzo związana. Zawsze bardzo o mnie dbała, skupiała się na tym, by było mi dobrze, poświęcała się dla mnie. Ja starałam się jej odpłacać tym czym mogłam - towarzystwem. Do tej pory tak jest. Mieszkamy razem, we trójkę, od kilku lat. Dogadujemy się ze sobą bardzo dobrze. Wiadomo, że są kłótnie, ale to o zwykłe drobnostki i nieporozumienia dnia codziennego. Ja jednak bardzo chciałabym wyprowadzić się, pójść na swoje (dom rodzinny też jest mój, ale chodzi mi o nowe miejsce), chciałabym zamieszkać tylko z mężem. Jestem typem indywidualisty, lubię chodzić swoimi ścieżkami, kocham wolność. Mama, chociaż najkochańsza, jest dosyć nadgorliwa i swoją obecnością mnie "osacza". I nie pomoże tu rozmowa i wyznaczanie granic, my bardzo dużo rozmawiamy, obie jesteśmy bardzo otwarte i komunikatywne, zawsze rozmawiamy o tym co nas boli i mama, gdy poruszam ten temat na chwilę stara się dać mi przestrzeń, ale później znów zapomina i wszystko wraca do "normy". A mi brakuje oddechu, niezależności, samodzielności, stworzenia czegoś swojego na nowo. Nigdy tego nie zaznałam, zawsze uznawałam, że skoro mama była dla mnie, ja muszę być dla niej i wiem..., że gdy zostanie sama będzie jej trudno - i nie chodzi o aspekty finansowe czy pomocy - bo chcieliśmy przeprowadzić się max 20km dalej (we wszystkim pomagalibyśmy), ale chodzi o emocje, o uczucie odrzucenia, rozstania i samotność. Niestety tak jak pisałam wyżej, mama nie szuka partnera, woli być "sama", więc wiem, że nasza wyprowadzka byłaby dla niej dużą zmianą i dużym ciosem - a sporo już w życiu, tak jak i ja, przeszła. Mama jest ciepła, dobra i pomocna, razem gotujemy, sprzątamy, razem organizujemy święta, etc. Czy mój pomysł i potrzeba wyprowadzki jest wg Was zwyczajnie egoistyczna? Czy powinnam uznać, że ze sobą mam problem i powinnam radzić sobie w każdych warunkach, by nie sprawić zawodu mamie? Co Wy zrobilibyście na moim miejscu? Oprócz tego, że wyprowadzilibyście się 20 lat wcześniej, zanim ta relacja i zależność od siebie tak urosła.
  2. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Z tym bluszczem to słuszna diagnoza. Z tym, że to nie jej wina również. I od tego "nie jej wina" wszystko właśnie się zaczęło. Bo nie jej, że ją mąż zostawił. Nie jej, że została samotnie wychowującą matką. Nie jej, że tata się nie interesował i ona musiała stanąć na wysokości zadania za dwoje rodziców. Nie jej, że miała apodyktyczną mamę, którą się opiekowała. Nie jej, że po śmierci tejże matki wpadła w nerwicę. Nie moja też, ale stąd moje dylematy. Stąd próba łagodzenia jej bólu i stresu. Mam doszła do siebie, jest w bardzo dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Ale... zawsze bałam się, że coś może ją zasmucić, a teraz stoję przed decyzją, czy tym "czymś" nie będę ja. Ale tak właśnie myślę i kombinuję i chyba z mężem mamy już pewne pomysły :). Rozważamy albo przebudowę domu, albo rekreacyjny domek całoroczny, do którego będę mogła uciekać ze swoją naturą samotnika Bardzo dziękuję za mądre słowa i poświęcony czas
  3. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Gdy patrzę na tą sytuację " z boku" to też nie wiem, dlaczego to przeżywam, aż tak. I nie wiem dlaczego myślę, że każda mama to jakoś przeżyje, tylko nie moja. Nie wiem. Może dlatego, że mamy szczęście zawsze było nierozerwalnie uzależnione od mojego szczęścia. Mama jest pogodna, komunikatywna i charyzmatyczna, a gdy ja się oddalam, traci motywację i gaśnie. Tak, nigdzie wcześniej nie napisałam, że to zdrowe. Wiem, że chore i toksyczne i obie należałoby nas wysłać do psychologa. Może też dlatego, że kilka lat temu przeszła załamanie nerwowe, co kosztowało ją i mnie bardzo dużo nerwów - i ja boję się każdej sytuacji, która mogłaby cofnąć nas w czasie do tego dramatu. Może dlatego, że przecież zostać w domu z mamą to "nic takiego". Dogadujemy się, mój mąż ją lubi, mama jest zaopiekowana, mama czuje się potrzebna.Mamy duży dom, ja jestem jedynaczką, "po co wydziwiać, po co chcieć więcej od życia? Nie wiem... po prostu czasem wydaje mi się, że mój kaprys życia na swoim to zbyt wysoka cena, którą przyjdzie zapłacić osobie, która na to nie zasłużyła. Tylko po prostu ... mój wewnętrzny indywidualista prosi mnie, by wypuścić go z klatki. Ona wcale nie jest niewygodna, ale po prostu bardzo mała... Dziękuję za cierpliwość do mnie, to bardzo miłe wiedzieć, że ktoś poświęcił swój czas, by komuś pomóc.
  4. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Rozmawiałam i mama zawsze mówi, że chce mojego dobra, więc żebym podjęła decyzję dla siebie odpowiednią. Niestety później widzę przez kilka dni jej smutek w oczach, obniżony nastrój, mniejszą motywację etc.. I nie, nie jest to na pokaz - po prostu bardzo dobrze ją znam i wiem kiedy coś robi bym to widziała, a kiedy jej przykro i uczucia te próbuje ukryć. To nie jest tak, że mama widzi moje cierpienie i lekceważy je . Ja nie płaczę, nie narzekam, nie czuję się zdołowana i nieszczęśliwa. Po prostu brakuje mi przestrzeni, wolności, swobody decydowania, etc. To nie są powody, z których mama być może uważa, że warto podejmować taką radykalną decyzję...
  5. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    To prawda, że bez sensu. W świecie " z sensem" mama byłaby z tatą, a ja wyfrunęłabym z gniazda z ich błogosławieństwem. Tego zabrakło i od tamtego momentu wiele rzeczy już sensu nie ma. Albo ma tylko inny i ja próbuję go odnaleźć
  6. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Nie wiem czy jesteś w stanie uwierzyć po tym co napisałam.., ale jestem osobą o bardzo silnym charakterze, mówiącą głośno i jasno o swoich potrzebach. Postrzegana w swoim otoczeniu jestem jako osoba silna, komunikatywna i temperamentna - dla niektórych nawet impulsywna, wręcz konfliktowa (gdy walczę o swoje przekonania, albo dobro innych). Ale jeśli chodzi o mamę, tracę te wszystkie cechy i rządzą mną tylko emocje.. strach przed tym, że ją unieszczęśliwię, a przecież mogłabym tak jak ona kiedyś dla mnie - poświęcić się dla niej... Bynajmniej nie obrażasz mnie żadnym stwierdzeniem, to jest taka patologia w białych rękawiczkach, mam tego świadomość. Jednocześnie cieszę się i pomaga mi to co piszesz, bo dobrze jest, być przez osoby trzecie sprowadzanym na ziemie. Dobrze jest, gdy ktoś tak mną potrząśnie i powie coś, co sama zauważam, ale nie chcę wiedzieć.
  7. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Nie, mama jest zdrowsza niż ja ;). Jedyne co jej dolega to "obsesja" na moim punkcie. Może to zbyt duże słowo, ale innego nie znalazłam. Jej życie kręciło i kręci się wokół mnie. Mamie niczego by nie brakowało, gdyby mieszkała beze mnie, oprócz ... mnie, czyli właśnie wszystkiego, co do życia jej potrzebne. Dla mamy po prostu moja wyprowadzka to będzie tragedia życiowa i dlatego tak trudno podjąć mi tą decyzję. Gdyby mama miała jakieś życie poza mną, nie bałabym się tak bardzo tego kroku, a ona żyje moim życiem. Jej życie to dwie przyjaciółki, z którymi rozmawia tylko przez telefon i tyle. Reszta to ja. Kiedyś nawet powiedziała, że kocha gotować i daje jej to mnóstwo przyjemności, ale gdyby miała tylko dla siebie to, by się jej nie chciało - nie powiedziała tego bynajmniej podczas rozmowy odnośnie przeprowadzki, nie była to żadna forma szantażu ;), ot takie komentarz uchwycony przeze mnie między wierszami. I tak jest ze wszystkim, mama czerpie przyjemność z życia póki ja jestem obok, ..... Dodatkowo kilka lat temu moja mama, po śmierci swojej, przeszła załamanie nerwowe i to też ciągle wraca w moich myślach... Chwilami tak bardzo, że myślę o sobie, że ten pomysł przeprowadzki mogła wymyślić tylko zła córka. Ludzie mówią, że być dla kogoś wszystkim to taka piękna sprawa, .....
  8. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Dokładnie tak. Już mam wyrzuty sumienia, a jeszcze nigdzie się nie przeprowadziłam. Pewnie zjedzą mnie w całości jak będzie to już faktem dokonanym. Jeśli chodzi o empatię to podejrzewam, że mam ją przerośniętą ;), zawsze byłam wrażliwa i zawsze dużo kosztowało mnie współodczuwanie, a w kwestii mamy, której życie nie oszczędzało.. to już w ogóle. Tak bardzo bym chciała, żeby mama sama zrozumiała, sama zauważyła, a najlepiej sama zaproponowała. I tak sobie myślę, że dopóki tak się nie stanie, to ja będę zawieszona pomiędzy tym, co dla mamy dobre, a czego ja bym do życia chciała. Kombinuję, analizuję, bardziej niż zwykle w tych dniach sprawdzam możliwe rozwiązania. Może podzielę jakoś dom na dwie pary oddzielnych drzwi
  9. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Jest kochana. Zawsze podchodziła do mnie z sercem, niestety zabrakło w tym wszystkim hmm wiedzy? Zazdroszczę i zazdrościłam dzieciom, których rodzice, gdy ich pociechy miały 20 lat, wręcz namawiali na zaczęcie swojego życia, którzy zachęcali do wyprowadzki, którzy wiedzieli jak ważna jest samodzielność. Moja mama zawsze cieszyła się, że z nią mieszkam i zawsze mówiła o argumentach "za" wspólnym mieszkaniem. Nie uważam, że mama myślała w tym o sobie i była egoistyczna, - ona nie zdawała sobie sprawy, z tego że, to co dla niej jest lepsze, wcale nie jest dobre dla mnie. Niestety osoby z naszego otoczenia, tj. mamy siostry i moja babcia, z którą nie mieszkam, zawsze karciły mnie za jakiekolwiek pomysły wyprowadzki, wzbudzając tym we mnie jeszcze większe wyrzuty sumienia, a w mamie pewność, że właśnie tak być powinno. Dziękuję za wszystkie rady!
  10. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Odpowiedź na pytanie czy jestem szczęśliwa nie jest niestety dla mnie oczywista. Mam tą zaletę(albo wadę), że potrafię dostosować się do sytuacji, potrafię odnaleźć pozytywy, cieszyć się z małych rzeczy. Więc powiedźmy, że jest OK. Ale czuję, że mi czegoś brakuje. Że brakuje mi pewnego rodzaju swobody, wolności, niezależności. Jest mi przykro i wręcz obwiniam się za to, że mam takie odczucia - że mama mi w czymś przeszkadza - bo zaznałam od niej w życiu samej dobroci, ale jestem też typem indywidualisty i samotnika ( to po tacie ;)), który uwielbia mieć swoją przestrzeń. Myślę i kombinuję. Szukam rozwiązań jak być blisko, a jednocześnie czasem daleko.. Historia, którą przytaczasz to rzeczywiście bardzo wymowny przykład. Daje do myślenia. Moja mama niestety nie chce wiązać się z żadnym mężczyzną. Woli być sama i od 20 lat sama jest.... Wiem, że można pomyśleć, że nie szuka nikogo do towarzystwa, bo w końcu "ma nas"..., ale wiem, że gdyby i nas zabrakło też nie zmieniłaby zdania i dalej wolałaby zostać sama... Bardzo dziękuję za odpowiedź i poświęcony mi czas.
  11. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    W jakim sensie stać? Po podszytym nutką złośliwości zdrobnieniu od słowa "mama" zakładam, że chodzi o finanse. Ta kwestia nie ma tutaj żadnego znaczenia, ale nie wiem czy chcę ją tłumaczyć, bo mam wrażenie, że z treści mojego posta raczej widać co jest moją troską w tym temacie. Jeśli jednak nie widać ;), to, tak, stać mnie na rozstanie z mamą od bardzo dawna :).
  12. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Czytam to i wiem, że masz rację! Zgadzam się z tym, a mimo to, czuję ciągle to samo. Czuję, że układając sobie życie po swojemu jednak ją opuszczę. Że przeze mnie, ze szczęśliwej mamy i teściowej, pełnej planów i energii (jej plany i energia ściśle związane są z obecnością w domu mnie i mojego męża) zamieni się w smutną emerytkę bez wyrazu. Boję się o to, że uszczęśliwiając siebie uczynię ją nieszczęśliwą. A mieszkam z nią tak długo, "za długo" jak napisałaś, bo to ja mam większą zdolność niż ona "dopasowywania się" do sytuacji, odnajdywania pozytywów tam gdzie ciężko je znaleźć i dlatego wciąż to odkładałam, licząc, że może się ułoży, że i ja będę w tym "układzie" zadowolona. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Jestem bardzo wdzięczna, że mogę poznać zdanie innych, którzy mają doświadczenia w tym temacie.
  13. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Tak. Tak powinno być, tak byłoby "podręcznikowo" i zdrowo, zgadzam się w 100%. Ale tak ciężko mi z myślą, że unieszczęśliwię mamę.. Dziękuję za odpowiedź i za trzeźwe, męskie podejście do sprawy
  14. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Niestety to chyba prawda, że nie ma mądrej rady, albo po prostu jednego dobrego rozwiązania. Dobrze by było, gdyby rodzice mieszkali razem, a ja wyprowadziła się 20 lat temu. A w mojej sytuacji tak czy tak ktoś ucierpi.. Nie chciałabym, by mama więc pewnie ucierpię ja. Mojej mamie, że mnie "skrzywdziła" nie zabrakło serca - tylko wiedzy, o tym co dla dziecka jest naprawdę dobre. A ja skoro wiedzę mam, nie powinnam chyba podejmować decyzji bez serca..... Bardzo trudne to wszystko. Dziękuję bardzo za poświęcony mi czas i odpowiedź. Zawsze lżej człowiekowi, jeśli ktoś napisze, że go rozumie...
  15. dariakafeteria

    Smutna decyzja, kto ma ucierpieć bardziej...

    Tak zdecydowanie zagadką jest to, jakie rozwiązanie jest lepsze. Byłam bardzo ciekawa, co inni zrobiliby na moim miejscu. Bardzo dziękuję za odpowiedź!
×